hermina25
29.03.10, 17:57
z takim tekstem ostatnio wyskoczyła moja znajoma....
Siedziałyśmy w babskim gronie na kawce i wpadła owa koleżanka.Na moje pytanie
"-rany co Ty tak źle wyglądasz?"
Dziewczyna rozpłakała się i przez łzy wykrzyczała,że nienawidzi tego
dziecka,że gdyby wiedziała,że tak będzie,to nigdy by go nie urodziła :|
Dziecko ma 7 miesięcy,ząbkuje-więc płacze...
Znajoma,twierdzi,że tak jest od miesiąca i psychicznie nie wyrabia,jest
zmęczona,niewyspana i zestresowana -cytuje....
Dodam,że dziecko było chciane...wpierw ślub,potem ciąża.Męża ma moim zdaniem
udanego-pomaga jej jak może,wspiera ją itd.
I tak się zastanawiam?Jeśli to chwilowa deprecha-to jak można tak mówić o
własnym dziecku?
Wcześniej ta znajoma wydawała się raczej normalna,poukładana i opanowana...i
nie głupia. (nigdy nie miałam z nią jakiś super kontaktów,ale znałam laskę
jakieś 7 lat,jej mąż to mój dobry kumpel)
A teraz widzę przed sobą rozhisteryzowaną 30 letnią,zaniedbaną
wariatkę...dosłownie...
Jej huśtawka nastrojów na spotkaniu była na tyle widoczna,że wprawiała resztę
uczestniczek w lekką konsternację ...Co chwile śmiałą się
,płakała,żaliła,żartowała...
Najbardziej zaskoczył nas fakt,gdy panna stwierdziła,że nie miała by nic
przeciw,jakby temu dziecku coś się stało!!!
Nawrzeszczałam na nią w sumie dość ostro i powiedziałam,że jak najszybciej ma
udać się do psychiatry...Przyznała mi rację,że faktycznie ma jakiś problem,ale
nie było go dopóki nie pojawiło się dziecko :/ cholera,chciane dziecko!
Z mężem znajomej,a moim dobrym kolegą nie widziałam się szmat czasu,nie
wliczając paru zdań zamienionych gdzieś na ulicy...i tak się
zastanawiam...Jestem wrogiem wtrącania się w czyjekolwiek relacje,ale nie wiem
czy tym razem nie powinnam złamać swojej zasady.Z drugiej strony nie wiem czy
gadając o tym z kumple nie wyrządzę krzywdy całej ich rodzinie...
Jedno jest pewne z laską na pewno coś złego się porobiło...i tak głowię się
już od wczoraj jak tutaj z tej sytuacji wybrnąć.
Jestem zdania,że lepiej się nie wtrącać?Ale...jeśli laska faktycznie nie
wytrzyma psychicznie i zrobi krzywdę sobie,albo co gorsza dziecku?