agnieszka19800
01.04.10, 18:19
Mam następujacy problem z sasiadką:
Jak tylko się wprowadzilismy wszystko jej nie pasuje. Ale po kolei:
Najpierw nie pasował jej hałas w niedziele, my mielismy
wykończeniówke w domu i rzeczywiście może przez godzine lub 2 było
troche głośniej, przyszla i zwróciła uwagę, że ona chce odpoczywac i
jej strasznie hałas przeszkadza. W sumie rozumiem , ale wiadomo
takie rzeczy nie trwaja wiecznie i ja bym sie zastanowila czy
zwracac uwage.
Potem, dokładnie w dzien przeprowadzki zwraca mi uwage, że samochod
ekipy remontowej nie powinien stac 50 m od jej posesji, bo jej sie
droga popsuje, ok. chłopaki przestawili. Za nie długi czas
przyjechali do nas znajomi i postawili auta w odleglosci 60 m od jej
domu, tez nie pasowało (zaczela robic zdjecia). Obok nas jest
problem z parkowaniem bo generalnie to jest polna droga. Ok. nic sie
nie odezwalam, ale od tej pory przestalam sie klaniac. Od tej pory
jej dzieci patrza na nas jak na najwiekszych wrogów, o "dzień
dobry " juz nie wspomne. Regularnie nawiedza nas straz gminna, że
samochód stoi na poboczu i przeszkadza, byl robiony plot wiec
generalnie jest to plac budowy i byl lekko ogrodzony, juz straz , że
za dlugo patyki wystaja, mozna zwariowac. Oczywiscie nie mam
pewnosci, że to jej donos, bo to jest anonimowe, ale pewne
przypuszczenia mam.
I jak byście postąpili w takiej sytuacji. Ja juz mam lekko dosyc i
nawet sie jej nie kłaniam.
Nie wiem, czy mam z nia szukac kontaktu, czy dać sobie luz. Mnie
jest głupio bo mieszkamy na przeciwko siebie i kazdy patrzy w inna
strone. Wiem, że ludzie maja wieksze problemy w zyciu, ale ja mam
akurat taki i nie wiem jak mam z niego wybrnac.