avital84
03.04.10, 09:59
Pytanie jak w temacie.
Jakie macie doświadczenia w tym zakresie?
Wyobraźmy sobie, że jest para, która niedawno się poznała. Jest między nimi jakaś tam chemia, przyciąganie i tak naprawdę się lubią, ale z drugiej strony często oboje reagują zbyt emocjonalnie, przekomarzają się, wbijają szpile, krytykują, ale wszystko z jakimś tam uśmiechem i poczuciem humoru. Wydawało by się, że również z dystansem, ale może brak dystansu skoro on na przykład zbulwersowany tym co powiedziała ona, wyłącza telefon (z budzikiem) i spóźnia się przez to na drugi dzień do pracy.
Te momenty z przekąsem są przeplatane miłymi chwilami, komplementami i uśmiechem.
Ostatnio coś mnie zmotywowało do przeczytania kilku może nie tak całkiem głupich poradników typu seria o Wenus i Marsie. Wynika z nich, że takie zachowanie na początku jakiejś relacji nieuchronnie prowadzi do tragedii, bo mężczyzna na samym początku zwłaszcza musi czuć, że uszczęśliwia kobietę. Szczerość do bólu według tych poradników nie popłaca.Kobieta powinna pokazywać mężczyźnie, że docenia jego starania, tak by on czuł, że ją uszczęśliwia.
Sugerując się tym, kobieta, która otwarcie mówi, że takie czy inne zachowanie jej się nie podoba, która potrafi wyrazić zarówno pozytywne jak i negatywne emocje, stawia tę kiełkującą relację na spalonej pozycji.
Czy tak faktycznie jest z Waszego doświadczenia? Czy może to powiedzenie z tematu jednak ma coś w sobie, jak wszystkie inne stare mądrości? Na ile w tym czubieniu się można sobie pozwolić, by nie przegiąć?