ersela
03.04.10, 19:22
Tak, wydawalo mi sie, ze to mozliwe. Rozstalismy sie kilka miesiecy
temu, ale postanowilismy zostac przyjaciolmi, wspolnie doszlismy do
wniosku, ze to bardzo dobry pomysl w naszej sytuacji i przez te
kilka miesiecy rzeczywiscie tak sie wydawalo. Wychodzilismy razem do
pubow, na kolacje, do kina, na wystawy i do galerii, czesto do
siebie dzwonilismy i duzo rozmawialismy. To on ze mna "zerwal", ale
nie mialam zludzen, ze do siebie wrocimy, szczerze to nawet wydawalo
mi sie, ze nie chcialabym. I dzis zadzwonil i powiedzial, ze idzie
wieczorem na randke(z dziewczyna ktora poznal w klubie 2 tyg temu, o
czym mi zreszta powiedzial wtedy-ze wymienili numery tel).Oczywiscie
przez telefon zyczylam mu milego wieczoru i takie tam. A potem
wpadlam w histerie: siedze i rycze, zwijam sie z bolu, ktory
jest "prawie fizyczny". Wiem, ze to glupie, ale tak walsnie sie
czuje. On ma wszelkie prawo umowic sie na randke, spotykac sie z
kims, zakochac sie - wszystko to wiem i rozumiem. Ale czuje sie z
tym tak koszmarnie i nie wiem, jak sobie z tym poradzic, bo naprawde
nie przewidzialam takiej reakcji z mojej strony. Ja go dalej kocham,
a on idzie na randke z inna kobieta. Tak wiem, ze sa w zyciu gorsze
nieszczescia, ale w tej chwili mnie to nie pociesza.
I jeszcze powiedzial, ze zadzwoni pozniej i powie mi jak poszlo, bo
przeciez jestesmy przyjaciolmi, a przyjaciele rozmawiaja o takich
rzeczach. K...., strasznie i glupio banalne, ale boli jak cholera!