kaska82
05.04.10, 15:29
Tak się zastanawiam... Otóż mam koleżankę, która wyszła za mąż w
wieku 19 lat. Zaznaczam, że nie była w ciąży. To był jej pierwszy i
jedyny facet. Wychodząc za mąż nie miała matury, nie zdała jej
zresztą do tej pory, nigdy-na ile ja znam-nie miała ambicji by
studiować, pojechać coś pozwiedzać, zapisać się na jakiś kurs
rozwijający zainteresowania itp. Po ślubie (facet o kilka lat
starszy) zamieszkała z mężem, teściami i siostrą (ta już się
wyprowadziła) na dwóch pokojach w mniejszej miejscowości. Zostawiła
duże miasto w którym się wychowała, ale to dla niej chyba nigdy nie
był wielki problem. Dziewczyna wychodziła z założenia, że skoro
trafił jej się facet który ją kocha to na co ma czekać?
Kilka lat później urodziła dziecko, zaczęli budowę domu, ona miała
prostą pracę fizyczną i małą pensję, mąż co jakiś czas wyjeżdżał na
saksy, czasami miał jakąś robotę na miejscu za lepsze lub gorsze
pieniądze. Niedawno zadzwoniła do znajomej i zaczęła mówić jak
bardzo zazdrości jej że ta nie ma jeszcze takich zobowiązań. Mąż bez
pracy, budowa stoi, długi niespłacone, teściowa najwyraźniej też
daje do zrozumienia, że ma dość wspólnego z nimi mieszkania. To
teściowa głównie gotuje itd. (dziewczyna rzadziej), był pomysł by
małego nie posyłać do przedszkola, "bo przecież babcia jest w domu"
(zgoda babci i dziewczyny na takie rozwiazanie).
Druga znajoma... Poznała faceta mając 16 lat (parę lat starszy),
ślub w wieku lat 21. Trzy lata później małżeństwo prawie się rypło,
bo pojawiła się jakaś jego ex. Ostatecznie pogodzili się po paru
dniach, wyszło jakieś nieporozumienie, teraz niedawno urodziła
dziecko, ma kiepskopłatną pracę (też tam pracowałam to wiem) i
również gnieździ się z matką na 35 metrach.
Zastanawiam się czy wychodząc za mąż tak wcześnie te dziewczyny
miały w głowie obraz małżeństwa a'la wenezuelska telenowela???
Potępiać ich w czambuł nie mam zamiaru, sama mam zupełnie inną
sytuację życiową, mając 19 lat jeszcze oglądałam kreskówki ; ). Wiem
że udane małżeństwo nie musi zależeć od wieku, ale od dojrzałości. A
z dojrzałością to nawet u niektórych 40-latków krucho. Wiem że życie
różnie się układa, stracić pracę, skończyć studia i zbankrutować
można w każdym wieku. Ale jakoś te dwa znane mi przypadki pobudzają
do refleksji, że często 19-20 latki hajtają się a potem zaliczają
zonk, bo w telenowelach małżeństwa takich prozaicznych problemów nie
mają... Wasze zdanie?