ha_nuta
08.04.10, 15:23
Niby wszystko było ok. Rodzina jak rodzina, wzloty i upadki. Widać, że się
kochają, ale też sporo kłócą (2 silne charaktery). 5 lat całkiem fajnego
małżeństwa. Oboje się realizowali, stawiali na karierę i siebie (kursy,
podróże), dzieci brak, ale w planach były.
I nagle, dosłownie z dnia na dzień on odwraca się na pięcie i odchodzi.
Zostawia ją z dźwięczącym codziennie w głowie: "Nie kocham cię. Nigdy
cię nie kochałem"...
Więc po co to wszystko?Po co ślub, plany, marzenia? Jak tak można?
Sytuacja dotyczy mojego brata. To on zostawił. Z nikim nie chce rozmawiać, do
nikogo się nie odzywa. Wiem, że żyje i tyle. A ona (nie dość, że bratowa to
bardzo dobra koleżanka) wylewa łzy. Nie wiemy jak jej pomóc, jak z nią rozmawiać.
To mój brat, ale nie mogę zrozumieć motywu jego postępowania. Jeśli faktycznie
przestał kochać, to nie musiał mówić, że nie kochał nigdy, mógł to załatwić
jakoś delikatniej.
Być może w grę wchodzi inna kobieta, ale tego nie wiem. Ona mówi, że nie
czuła, że się oddalił, było ok. Kilka dni wcześniej planowali majówkę... i
nagle strzał. On odchodzi.
Jak jej pomóc? Może pogadać z bratem? A może pozwolić by się toczyło swoim
biegiem bo co ma być to będzie?
Jak myślicie?
Dzięki.