grzebyczewska
09.04.10, 17:11
stara jestem, a dopiero teraz zaczynam widzieć swoje życie z jakiejś
perspektywy i zaczynam rozumieć dlaczego nie mogę sobie znaleźć nikogo na
stałe, dlaczego podobają mi się tylko dużo, dużo starsi ode mnie mężczyźni....
wszystko to bierze się z figury mojego ojca, który opuścił mnie i moją mamę,
kiedy miałam 16 lat. wcześniej był dla mnie absolutnie wszystkim - ideałem
mężczyzny, całym światem, największym autorytetem. nawet jego odejście nie
potrafiło całkiem zachwiać we mnie miłości do niego. teraz, cóż... wszystkich
mężczyzn oceniam przez jego pryzmat. jedyna osoba, która spodobała mi się w
ciągu tych wszystkich lat to jeden z moich wykładowców, 60 - paro letni
staruszek. nie wiem jak sobie z tym poradzić - skonfrontować się z ojcem? w
jaki sposób? iść do psychiatry? tabletkami przecież nie zlikwiduje całego
wychowania... jestem trochę w kropce. z ojcem widuję się rzadko, mimo to,
każde spotkanie z nim wywołuje wręcz euforię, jakbym miała spotkać się z kimś,
w kim jestem zakochana. co ja mam zrobić ze swoją zwichrowaną głową?