Jestem szczesliwa gospodynia domowa...

    • koneserka.zycia Re: Jestem szczesliwa gospodynia domowa... 27.02.04, 19:38
      Wróciłam do pracy pięć miesięcy temu, nie musiałam, wróciłam bo coś się
      wydarzyło w moim życiu i potrzebowałam zapełnić sobie czas maksymalnie. Na
      początku było fajnie.....ale teraz czuję, że wcale tak nie jest. Pracuję za
      marne grosze chociaż nie musiałabym pracować wcale. Jestem zestresowana,
      podenerwowana, nie mam czasu dla dziecka, jestem niewyspana, zabiegana. Praca,
      zakupy, odebranie dziecka z przedszkola, obiad. W soboty piorę sprzątam a w
      niedziele prasuję i tak na okrągło. Zaczynam mieć juz tego dość. Mąż nic nie
      mówi, nie narzeka, że nie ma obiadu, że w domu jest nieposprzątane. Nie wiem co
      chciałam udowodnić. Owszem zapomniałam o kłopotach osobistych ale nie jestem
      zadowolona z tego co robię. Nawet nie mogę być w domu z chorym dzieckiem bo
      mnie straszą zwolnieniem. Koniec z tym. Postanowiłam to rzucić. W domu jak
      widać też można być szczęśliwym. Twój post napawa mnie optymizmem.
      • Gość: tatuja Koneserko.... IP: *.dialup.mindspring.com 27.02.04, 19:49
        ...nie namawiam Cie do rzucania pracy, ale to prawda, w domu mozna byc
        tezszczesliwa, tylko zalezy co sie robi... Przyslowie - wszedzie dobrze gdzie
        nas nie ma - ma duzy sens, ale ja bym zmienila na - wszedzie dobrze, gdzie
        jestesmy, a bardziej filozoficznie byloby -wszedzie dobrze BO jestesmy.
        Pozdrawiam
        • Gość: kika Re: Koneserko.... IP: *.acn.waw.pl 27.02.04, 22:37
          Tatujo, ktoś tutaj wcześniej zadał pytanie gdzie mieszkasz, i nie dokopałam się
          odpowiedzi. Generalnie zgadzam się z mirammiriam (choć faktycznie formułuje
          myśli dosadnie), niewiele z nas ma taki wybór jak Ty. wybacz, ale naprawdę
          żyjesz chyba w innym świecie. Może zadam pytanie takie, czy będziesz równie
          szczęśliwa jak idylla się skończy (firma splajtuje zostawiając po sobie ogrom
          długów - jak wiesz w Polsce jest to łatwe, wystarczy kilku nieuczciwych
          kontrahentów - wiem coś o tym...). I to pytanie jest poważne, no, bo co zrobisz
          wtedy? Czy ciężar odbudowania finansów waszego domu pozostawisz beztrosko
          nagłowie męża? Bo, szczerze mówiąc taki obraz Twojej osoby się wyłania na
          podstawie tego co piszesz...
          • lola211 Re: Koneserko.... 27.02.04, 22:53
            Zapomnialyscie jeszcze o kleskach zywiołowych- trzesienie ziemi, powódz, ba,
            nawet uderzenie pioruna moze w niwecz obrócic dotychczasowe zycie tatuji.A ona
            tak beztrosko sobie zyje i nawet nie zdaje sobie sprawy jak jest krótkowzroczna.
            A wy jak sie zabezpieczacie przed ewentualnymi kleskami? Macie po 2 etaty, 1 to
            za mało, bo mozna go stracic, co wtedy?? A w zanadrzu jakiegos faceta, który w
            razie czego przejmie obowiazki po wiarołomnym mezu.
            Ostroznosci nigdy za wiele.
            • Gość: Tatuja Re: Koneserko.... IP: *.dialup.mindspring.com 27.02.04, 22:59
              Dziekuje lolu21 za wyreczenie w odpowiedzi, nic dodac , nic ujac. Niektore
              panie na tym forum myla pojecie zony z pojeciem utrzymanki, a niektore kaza mi
              sie zabawiac w jasnowidzenie...
              • Gość: kika Re: Koneserko.... IP: *.acn.waw.pl 27.02.04, 23:12
                Wybacz, sama zaczęłaś dyskusję. Nie widzę nic złego w Twoim szczęściu. Jednak
                widzę z kolei, że odmienny punkt widzenia mocno Cię irytuje, a ja nadal nie
                uzyskałam odpowiedzi na pytanie, bo odpowiedź loli mnie nie satysfakcjonuje....
                • Gość: tatuja Re: Koneserko.... IP: *.dialup.mindspring.com 27.02.04, 23:44
                  Kiko, nie irytuje mnie odmienny punkt widzenia, ja kocham odmienne punkty
                  widzenia, lubie jednak jak ludzie rozmawiajac ze soba wiedza o czym mowia i po
                  co to mowia.
                  Jezeli zdarzy sie cos nieprzwidzianego w moim zyciu, to zareczam Cie, zakasze
                  rekawy i do roboty...
            • Gość: kika Re: Koneserko.... IP: *.acn.waw.pl 27.02.04, 23:02
              Ej, ej, dlaczego Ty też się oburzasz? Zadałam tylko pytanie, chyba normalne, bo
              każdy z nas pyta się samego siębie o przyszłość. Troska o nią jest chyba
              całkiem naturalna. Jeżeli Tatuja odpowie mi, że da sobie radę i wierzy w to
              mocno, to ok. Małżeństwo pojmuję jako związek partnerski. Jeżeli coś złego się
              wydarzy, to musimy mieć w sobie oparcie WZAJEMNE, nawet w tak prozaicznej
              kwestii jak dochody! Chodzi o to, żeby dziewczyna nie okazała się bezradna w
              trudnej sytuacji. Wydaje mi się, że naprwdę krótkowzroczne i naiwne jest
              pomijanie rozważania takich ewentualności. Moje pytanie dotyczyło bardziej
              stanu ducha Tatuji. I nie miałam zamiaru kazać Jej rzucania tej sielanki i
              pójścia do pracy. A czy uzyskam odpowiedź na pytanie gdzie Tatuja mieszka?
              • lola211 Re: Koneserko.... 27.02.04, 23:24
                Ja nie bardzo pojmuje ten zatroskany ton o przyszłosc.
                Wiele małzenstw zyje z tego, co przyniesie im firma, jezeli sa w stanie sie z
                tego utrzymac to zona raczej nie szuka etatu tylko po to, by zabezpieczyc sie
                na wypadek ewentualnej upadłosci.Moze pozwolic sobie na pozostanie w domu, to w
                tym domu po prostu przebywa i tyle.Ma 1 etat -domowy, w odróznieniu od tych ,
                które po powrocie z pracy rzucaja sie w wir domowych obowiazków.Nie potrzebuje
                sie realizowac zawodowo, to nie zmusza sie do tego.
                Kto zagwarantuje malzenstwom pracujacym na etatach, ze ich nic złego nie spotka?
                Tak samo maz i zona nie powinni np. zatrudniac sie w 1 zakładzie pracy, bo jak
                splajtuje to traca etat jednoczesnie.Mimo to ludzie tak pracuja, tez sa głupi i
                nieprzewidujacy?
                Ona wykonuje prace, takze potrzebna, nie jest jakims darmozjadem zerujacym na
                mezu.Z tego co pisała tatuja, to on nie czuje sie wykorzystywany, sam zapewne
                tez odczuwa plusy takiej sytuacji, wiec mysle, ze wsparcie wzajemne w ich
                zwiazku jest.
                • Gość: kika Re: Koneserko.... IP: *.acn.waw.pl 27.02.04, 23:35
                  Źle mnie zrozumiałaś. Po pierwsze sama jestem matką i w chwili obecnej "kurą"
                  również. Też mam etat "kury" i doskonale wiem o czym od tej strony pisze
                  tatuja. Też nas na to stać. Jednak mój partner ma 100% pewnośc, że kiedy wyleją
                  go z roboty, ja nie okażę się bezradna. I będę pracować z radością na ustach,
                  bo wiem, że to także przynosi mi satysfakcję. A moje prawdziwe troski o
                  przyszłość pojawiły się wraz z narodzinami diecka. Od tej chwili jesteśmy
                  WSPÓŁODPOWIEDZIALNI za czyjeś życie i przyszłość. Nie potrafiłabym zrzucić
                  takiego ciężaru wyłącznie na męża, dlatego "trzymam rękę na pulsie" i mam
                  przygotowany plan awaryjny. Ciekawa byłam, czy tatuja również... i co będzie
                  czuła w takiej sytuacji?
                  • Gość: tatuja Re: Koneserko.... IP: *.dialup.mindspring.com 27.02.04, 23:49
                    Kiko, zdarzylo sie w moim zyciu juz tyle,ze nawet sto planow awaryjnych nie
                    dalo by temu rady. Dzialam, jak jest to potrzebne, ale nie marnuje czasu na
                    czarnowidztwo.
                    • Gość: kika Re: Koneserko.... IP: *.acn.waw.pl 27.02.04, 23:56
                      Z mojej strony to nie jest czarnowidztwo, tylko pragmatyzm. Niestety,
                      podejrzewam, że taka ma natura iż jestem trochę mniej "uduchowiona" niż większa
                      część kobiet. albo taki mój los i doświadczenia życia...?
                      w każdym bądź razie dziękuję za odpowiedź. Ja jestem zdania, że jeśli się
                      wierzy w to co się mówi to przynajmniej część tego można zrealizować.
                      Powodzenia! (szczerze a nie ironicznie:)
                      • Gość: tatuja Re: Koneserko.... IP: *.dialup.mindspring.com 28.02.04, 00:19
                        Tez Ci zycze powodzenia, Twoje ostatnie zdanie ma cos na rzeczy(tak kiedys
                        mowiono.
                • Gość: Jaśmina A prawdę mówiąc... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.04, 23:45
                  myślę Tatujo, że założyłaś ten wątek, żeby się dowartościować. Jesteś świeżą
                  emigrantką, bez znajomości języka i bez prawa do pracy. Robisz dobrą minę do
                  złej gry, odnajdując dobre strony swojego położenia (jest ich wiele). Twoja
                  powalająca pewność siebie jest szyta cienkimi nićmi. Właściwie byłoby mi Ciebie
                  żal, gdyby nie bijące w oczy zadufanie i irracjonalne przeświadczenie o własnej
                  doskonałości: nie masz ŻADNYCH WĄTPLIWOŚCI, "wiesz i już",jesteś aniołem,
                  traktujesz wszyskich rozmówców z góry. Głaszczesz po głowie tych, którzy mają
                  podobne poglądy a ignorujesz lub obrażasz resztę.

                  Oczywiście, powiesz że bardzo się mylę. Tego się nie da sprawdzić - w tym cały
                  urok internetu :-)
                  • Gość: jatuja Re: A prawdę mówiąc... IP: *.dialup.mindspring.com 28.02.04, 00:16
                    Wiesz Jasmino, to jest zwykle pomowienie, nie traktuje nikogo z gory, i nikogo
                    nie glaszcze po glowce. Urok internetu polega dla Ciebie na tym, ze pod oslona
                    anonimowosci mozna klamac? Dla mnie urok internetu polega na tym, za ludzie bez
                    wzgledu na wyglad, status majatkowy,wiek, miejsce zamieszkania itd moga
                    wymieniac poglady. Nie obchodzi mnie kto mowi, lecz co mowi i wlasnie internet
                    zapewnia nam ten luksus. Nigdy nie doszlo by do wymiany pogladow na powazne
                    tematy, miedzy mna , a np. nieznajomym ,mlodym chlopcem, ktory ma juz
                    przemyslenia i od ktorego moge sie czegos nauczyc. W internecie jest to mozliwe.

                    Jestem obywatelka od 20-stu lat. Czytajac Twoje posty i miriam(czy to nie jedna
                    i ta sama osoba?)postrzegam brak umiejetnosci dyskutowania. Obrzucic rozmowce
                    inwektywami, niech sie broni...ale jakie korzysci masz z tego?, doprawdy nie
                    widze...
                    • Gość: Jaśmina Re: A prawdę mówiąc... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 09:34
                      >Obrzucic rozmowce inwektywami, niech sie broni...ale jakie korzysci masz z
                      tego?, doprawdy nie widze...<

                      Inwektywy? Pomyśleć, że nie dokończyłam ostatniego postu, kierowana poczuciem
                      taktu. Gdybym to zrobiła, faktycznie mogłabyś się czuć dotknięta, bo
                      dowiedzialabyś się, za kogo Cię uważam.
                      Robisz wodę z mózgu młodym forumowiczkom, które czytają z podziwem "życiowe
                      mądrości" typu >w dobrze zorganizowanym domu wszystko ma swój czas i swoje
                      miejsce< i inne truizmy a przy tym celowo wprowadzasz w błąd, nieprawdziwie
                      opisując swoje życiowe położenie.

                      >Czytajac Twoje posty i miriam(czy to nie jedna i ta sama osoba?)<

                      Hej, Miriammiriam! Bardzo mi przyjemnie. Wprawdzie masz bardzo cięty język,
                      ale Twoje wpisy podobaja mi się nie od dziś, bo zawierają dużo życiowej
                      mądrości i fajnego dystansu. Zaznaczyłam sobie Ciebie na zielono :-)
                      • Gość: tatuja Re: A prawdę mówiąc... IP: *.dialup.mindspring.com 28.02.04, 14:29


                        > >Obrzucic rozmowce inwektywami, niech sie broni...ale jakie korzysci masz z
                        >
                        > tego?, doprawdy nie widze...<
                        >
                        > Inwektywy? Pomyśleć, że nie dokończyłam ostatniego postu, kierowana poczuciem
                        > taktu. Gdybym to zrobiła, faktycznie mogłabyś się czuć dotknięta, bo
                        > dowiedzialabyś się, za kogo Cię uważam.

                        *****NO, no, to stac Cie na wiecej...gratuluje.

                        > Robisz wodę z mózgu młodym forumowiczkom, które czytają z podziwem "życiowe
                        > mądrości" typu >w dobrze zorganizowanym domu wszystko ma swój czas i swoje
                        > miejsce< i inne truizmy a przy tym celowo wprowadzasz w błąd, nieprawdziwie
                        > opisując swoje życiowe położenie.

                        *****Moze bylabys uprzejma Jasmino opisac moje prawdziwe polozenie zyciowe,
                        widze, ze masz duzo na ten temat do powiedzenia*****

                        *****Nie widze tutaj kandydatek na posiadanie akwarium zamiast glowy, wszystkie
                        mialy swoje zdanie, a poza tym tak na marginesie; jestem zdumiona poziomem
                        forumowiczek( mowie o calym forum),; intligetne, dowcipne, przyjemnie
                        sarkastyczne, madre.Twoje teksty tez bylyby na poziomie, ale wiesz u nas W US
                        mialambym podstawy podac Cie do sadu.Ty uprawiasz wolna amerykanke, a mnie to
                        nie bawi...umiejetnie postawione zarzuty, ironia i troche zlosliwosci, to mnie
                        rajcuje.Ty natomias- czepiasz sie...
                        >
                        > >Czytajac Twoje posty i miriam(czy to nie jedna i ta sama osoba?)<
                        >
                        > Hej, Miriammiriam! Bardzo mi przyjemnie. Wprawdzie masz bardzo cięty język,
                        > ale Twoje wpisy podobaja mi się nie od dziś, bo zawierają dużo życiowej
                        > mądrości i fajnego dystansu. Zaznaczyłam sobie Ciebie na zielono :-)
                        • Gość: Jaśmina Re: A prawdę mówiąc... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 17:44
                          Wiem o czym piszę, bo sama posmakowałam życia gospodyni domowej i czułam się
                          źle z powodów, które wymieniłam w pytaniach na poczatku wątku.
                          Nie chodzi mi o krytykowanie tego modelu życia tylko o ukazanie problemów,
                          z którymi może spotkać się kobieta będąca dłuższy czas "panią domu".

                          Właśnie ze względu na ich pominięcie opis życia Tatui wydał mi się fałszywy.

                          Są to pytania a nie zdania twierdzące, bo myślę, że może być różnie, ale że
                          przynajmniej część z nich dotyczy w jakimś stopniu większosci pań domu.
                          Mogłabym z resztą wydłużyć tę listę np."Czy pracujący zawodowo znajomi nie
                          uważają, że jesteś trochę nudnym towarzystwem? Czy nie czujesz się czasem we
                          własnym pięknym domu jak służąca?"itd.
                          Spędziłam ładnych parę lat w domu z dwójką dzieci i chcę podkreślić, że gdyby
                          nie wymienione problemy, byłby to piękny czas: czułam się spełniona jako
                          człowiek, realizowałam się w macierzyństwie, uprawiałam ogród, nabrałam
                          korzystnego dystansu do tego czym zajmowałam się wcześniej, zdobyłam
                          umiejętności na których naukę, pracując, chyba nie znalazłabym czasu
                          (gotowanie, dbanie o zdrowie i dom, prawo jazdy, różne kursy).Dobrze czułam się
                          jako domatorka i nie nudziłam się. Uważam też, ze dzięki "byciu w domu" nie mam
                          teraz wiekszych problemów z dziećmi i dobrze się z nimi rozumiem.

                          Myślę, że wizja "pani domu"pokazana na początku wątku nie jest możliwa w
                          naszych czasach, nawet przy wysokim statusie ekonomicznym. Świadomość meżczyzn
                          zmieniła się na tyle, że chcą od swoich kobiet czegoś więcej niż móc się
                          pochwalić piękną żoną i zadbanym domem. Chcą czuć ,że ożenili się nie
                          z "powojem" ale z kobietą, która potrafiłaby żyć również niezależnie od nich
                          a zwłaszcza ich pieniędzy.

                          Mnie samej wpojono, że - jak to dowcipnie ujęto w tym wątku - kobieta powinna
                          mieć wybór.

                          Podsumowując: gospodyniom domowym TAK
                          fałszywemu obrazowi ich życia NIE

                          Jeszcze a propos ziemniaków: potoczne wyobrażenia o pracy w ogrodzie to pani
                          ścinająca róże albo siejąca coś na grządce. Tymczasem OGRÓD TO CIĘŻKA FIZYCZNA
                          HARÓWKA, jeśli się nie ma do pomocy meżczyzny, który skopie, przesadzi krzaki,
                          poprzycina drzewa, spali posezonowe badyle itp.Teraz, kiedy mogę zapłacić panu,
                          który przyjdzie i to zrobi, mój ogród i ja mamy się dużo lepiej.

                          • Gość: tatuja Re: A prawdę mówiąc... IP: *.dialup.mindspring.com 28.02.04, 18:04
                            Jasmino, rozumiem co masz na mysli, ale zakladajac watek, pisalam o sobie , nie
                            o Tobie, pisalam o tym ,co lubie w byciu gospodynia domowa. Jaki ja bluszcz
                            kochana, oczywiscie, ze maz pomaga, kupil sobie pile i lata po lesie, rabie
                            drewno do kominka, kopie, grabi i przesadza. Dzieki intrnetowi ludzie w Ameryce
                            maja duzo czasu, maz tez nie tylko tyra, on potrafi byc trzy razy w tygodniu na
                            nartach, nie, nie jestesmy milionerami, ale postawilismy na siebie samych, nie
                            chcemy zyc w kieracie. Nie mam bizuterii, futer, mebli na wysoki polysk, ale
                            mysle, ze moje zycie jest pelne polysku.Chyba nie myslisz, ze jestem jakas
                            glupia gesia, ktora maz trzyma w kuchni podczas wizyt gosci. To ja go nauczylam
                            sluchac muzyki powaznej,robie mu przy sniadaniu wyklady z filozofii, a kladac
                            sie spac maz prosi mnie-to opowiedz jeszcze cos o tym Hawkingu.Pozdrawiam
                          • lola211 Re: A prawdę mówiąc... 28.02.04, 18:23
                            > Myślę, że wizja "pani domu"pokazana na początku wątku nie jest możliwa w
                            > naszych czasach, nawet przy wysokim statusie ekonomicznym. Świadomość
                            meżczyzn
                            > zmieniła się na tyle, że chcą od swoich kobiet czegoś więcej niż móc się
                            > pochwalić piękną żoną i zadbanym domem. Chcą czuć ,że ożenili się nie
                            > z "powojem" ale z kobietą, która potrafiłaby żyć również niezależnie od nich
                            > a zwłaszcza ich pieniędzy.

                            A co ma wspolnego gospodyni domowa z powojem? Pełno jest kobiet pracujacych,
                            które bez faceta nie istnieja.To kwestia charakteru, a nie rodzaju
                            zajecia.Wbrew temu co piszesz sa mezczyźni, którym taki model odpowiada.A
                            pieniadze sa wspólne, a nie ich.
                            Widac to kwestia własciwego doboru partnera.


            • miriammiriam Re: Koneserko.... 28.02.04, 11:55
              poniekąd zgadłaś - mam 2 prace, jedna dla własnej satysfakcji, druga dla
              pieniędzy. z tym facetem z zanadrzu to jednak pudło - trakowanie meżczyzny jako
              chodzącego portfela to domena zupełnie innego typu kobiet.
              • miriammiriam ten post odnosi się do postu loli n/txt 28.02.04, 12:02
              • lola211 Re: Koneserko.... 28.02.04, 12:27
                No i ok, pracuj ile dusza zapragnie.Domyslam sie, ze sprawia ci to ogromna
                frajde.
                Tylko pozwól innym zyc inaczej, dla mnie np. praca na 2 etatach to orka bez
                mozliwosci prowadzenia zycia domowego tak jak lubie.
                Jedni pracuja by zyc, inni zyja by pracowac.
                • miriammiriam Re: Koneserko.... 28.02.04, 12:31
                  lola211 napisała:

                  > No i ok, pracuj ile dusza zapragnie.Domyslam sie, ze sprawia ci to ogromna
                  > frajde.
                  > Tylko pozwól innym zyc inaczej,
                  ależ ja nikomu niczego nie zabraniam, tylko jestem dociekliwa, a to już
                  zboczenie zawodowe
                  pozdrawiam

                  P.S. nie oram tak ciężko jak mogłoby się wydawać
                  • lola211 Re: Koneserko.... 28.02.04, 12:42
                    > P.S. nie oram tak ciężko jak mogłoby się wydawać
                    No własnie, 2 etaty od razu narzucaja stereotyp- alez ona musi tyrac
                    Tak samo hasło "gospodyni domowa" - od razu mamy przed oczami uciskaną przez
                    rodzine i przede wszystkim meza zabiedzona niezadbana kobite, umeczoną zyciem,
                    na dodatek bez ambicji.Stereotyp ten czasem albo i czesto nie ma z
                    rzeczywistoscia wiele wspolnego.
                    Tak a'propos pracy i zadowolenia z zycia- moja macocha była bardzo energiczna
                    osoba, pracowała całe zycie, piela sie po szczeblach kariery.Pracowala, by
                    zabezpieczyc swa przyszłosc, starosc.Niedawno wybudowała dom na wsi, mówila,
                    nareszcie spelni sie to o czym marzyłam całe zycie, bede siedziec w ogródku,
                    czytac, itd.
                    Zmarła tuz po wybudowaniu domu, nie nacieszyła sie wymarzonym domkiem na wsi.To
                    taka dygresja, gdyby dane było jej zyc 2 raz, na pewno mialaby inne prorytety
                    niz swoja kariera.



                    • miriammiriam Re: Koneserko.... 28.02.04, 13:17
                      manipulacja stereotypem
                      pozwolę sobie zauważyć, że autorka wątku jest raczej excellent housewife form
                      U.S. posiadajaca zabezpieczenie finansowe, a odwołuje się do stereotypu
                      przeciętnej polskiej gospodyni domowej de facto w większości zależnej
                      całkowicie od męża oraz niestabilnej gospodarki. różnica w poziomie życia nad
                      wisłą i za antalntykiem, jak również status współścicielki firmy prowadzonej
                      przez męża zmieniają postać rzeczy na tyle, aby styl życia przedstawiony przez
                      tatuję potraktowac jako niedostepny szerokim gremiom polskich kobiet marzących
                      o słodkim nieróbstwie. właśnie o to przekłamanie mi chodzi i o nic więcej. nie
                      podoba mi się to w jaki sposób tatuja pogrywa na emocjach czytelników forum i
                      stąd ten kubeł zimnej wody, natomiast życie jakie (rzekomo) prowadzi kompletnie
                      mnie nie interesuje.
                      • lola211 Re: Koneserko.... 28.02.04, 16:28
                        Ja moze dlatego tak bardzo nie dziwie sie tatuji, bo nawet tu, w Polsce znam
                        pare małzenstw tak funkcjonujących.Ona nie pracuje, wychowuje dzieci, zajmuje
                        sie domem, firme prowadzi on.To sa naprawde fajne pary, z wieloletnim stazem,
                        one nie mają problemów z posiadaniem własnych pieniedzy(po prostu ile
                        potrzebuje tyle z konta bierze), mają swoje zainteresowania, itd.
          • Gość: tatuja Re: Koneserko.... IP: *.dialup.mindspring.com 27.02.04, 23:32

            > Tatujo, ktoś tutaj wcześniej zadał pytanie gdzie mieszkasz, i nie dokopałam
            się
            >
            > odpowiedzi. Generalnie zgadzam się z mirammiriam (choć faktycznie formułuje
            > myśli dosadnie), niewiele z nas ma taki wybór jak Ty. wybacz, ale naprawdę
            > żyjesz chyba w innym świecie. Może zadam pytanie takie, czy będziesz równie
            > szczęśliwa jak idylla się skończy (firma splajtuje zostawiając po sobie ogrom
            > długów - jak wiesz w Polsce jest to łatwe, wystarczy kilku nieuczciwych
            > kontrahentów - wiem coś o tym...). I to pytanie jest poważne, no, bo co
            zrobisz
            >
            > wtedy? Czy ciężar odbudowania finansów waszego domu pozostawisz beztrosko
            > nagłowie męża? Bo, szczerze mówiąc taki obraz Twojej osoby się wyłania na
            > podstawie tego co piszesz...

            >>>>>Kiko, mieszkam w US. Szczescie to jest sposob postrzegania zycia, a nie w
            nim wydarzenia, widzisz, mnie nigdy nie przyszlo by do glowy zadawac Ci takich
            pytan jakie zadajesz Ty, mamy inne rozumienie rzeczywistosci...Pozdrawiam
            • Gość: kika Re: Koneserko.... IP: *.acn.waw.pl 27.02.04, 23:37
              wybacz, jeszcze raz zaznaczę, że nie zamierzałam atakować. Faktycznie mamy inne
              pojęcie rzeczywistości, bo chyba naprawdę ta rzeczywistość jest choć odrobinę
              inna.
    • envi Re: Jestem szczesliwa gospodynia domowa... 27.02.04, 23:44
      bajka.ja marzę o takim spokoju od dłuższego czasu.jednak po namyśle doszłam do
      wniosku że takie życie nie jest dla mnie.zdechłabym w końcu z nudów.
    • bukfa Re: Jestem szczesliwa gospodynia domowa... 28.02.04, 01:58
      Tatujo, przede wszystkim gratuluje Ci znalezienia sobie miejsca w zyciu. Ja
      ciagle swojego miejsca szukam i zawsze mnie cieszy kiedy widze tych co je
      znalezli, czy to w domu, czy to w wirze pracy.
      Jelsi chodzi o mnie to chyba nie moglabym zyc jak Ty, bo potrzebuje czuc ze
      swoja praca daje cos ludziom spoza waskiego kregu mojej najblizszej rodziny.
      Gdyby moje zycie bylo taka jak opisujesz domowa sielanka, chyba za bardzo by
      mnie frustrowalo poczucie marnowanych talentow. No i glupio by mi bylo
      zostawiac mezowi caly ciezar zmagania sie ze swiatem i zarobkowaniem, podczas
      gdy ja sobie piele grzadki i czytam na kanapie. Nie wiem, tak przynajmniej
      sobie wyobrazam swoj rozterki gdybym znalazla sie w Twojej roli... Czy Ty masz
      czasem takie mysli?
      • Gość: tatuja Do bukfy IP: *.dialup.mindspring.com 28.02.04, 02:54
        Moj maz nie ma poczucia, ze mu cos zostawiam na glowie, to i ja nie
        mam.Pielenie grzadek w moim wypadku, to uprawianie ogrodu w ktorym rosnie
        wszystko, od salaty po ziemniaki i kukurydze.Od czerwca do pazdziernika
        praktycznie nie kupujemy warzyw, a cala nasza rodzina to wegetarianie.Kiedys
        myslalam podobnie, o trwonieniu talentow i robieniu cos dla swiata,ale
        wiedziona doswiadczeniem dotarlam na kanape i powiedzilam swiatu, ze wszysko co
        mage dla niego zrobic, to byc szczesliwa i akceptowac go takim jaki jest.Zycie
        nie jest ustwiczna sielanka, ale nie jest tez, tylko zmaganiem sie. Chce przez
        zycie przejsc lekko i z wdziekiem (na ile to mozliwe), a nie przemknac jak
        pociag towarowy...serdecznie pozdrawiam.
        • bukfa Re: Do bukfy 28.02.04, 03:15
          Dziekuje za szybka odpowiedz! Wypytuje bo chetnie przysluchuje sie tym co juz
          znalezli sie na swojej wlasciwej drodze - ja ciagle szukam. Tez pozdrawiam
          serdecznie.
          • envi Re: Do bukfy 28.02.04, 12:05
            raj,raj,ja zazdroszczę z pesrspektywy moich 23 lat.Też bym chciała coś
            podobnego mieć w przyszłościAle na bank nie teraz,gdyby teraz ktoś kazał mi tak
            żyć czułabym się jak w więzieniu,jeszcze muszę poszaleć.Ale miałam taki plan na
            życie ok.30,tylko czy się uda?Ja Ci powiem Tatujo,że ty nie jesteś taką zwykła
            gospodynią domową.Przeważnie jest to taki obraz:biedna kobieta,zależna od
            męża,cały jej świat to dzieci,tak w duuużym skrócie.A Ty masz coś co na polskie
            warunki jest jeszcze rzadkością.Mam parę koleżanek,które wiodą żywot gospodyni
            domowej,ale na pewno nie wygląda tak jak Twoje życie.I przedewszystkim,one
            zostały niejako zmuszone do siedzenia w domu:brak studiów a przez to pracy,małe
            dziecko albo i 2,środowisko które taki scenariusz narzuciło tym dziewczynom.im
            nie zazdroszczę.
            • Gość: tatuja Do envi IP: *.dialup.mindspring.com 28.02.04, 14:01

              > raj,raj,ja zazdroszczę z pesrspektywy moich 23 lat.Też bym chciała coś
              > podobnego mieć w przyszłościAle na bank nie teraz,gdyby teraz ktoś kazał mi
              tak
              >
              > żyć czułabym się jak w więzieniu,jeszcze muszę poszaleć.Ale miałam taki plan
              na
              >
              > życie ok.30,tylko czy się uda?Ja Ci powiem Tatujo,że ty nie jesteś taką
              zwykła
              > gospodynią domową.Przeważnie jest to taki obraz:biedna kobieta,zależna od
              > męża,cały jej świat to dzieci,tak w duuużym skrócie.A Ty masz coś co na
              polskie
              >
              > warunki jest jeszcze rzadkością.Mam parę koleżanek,które wiodą żywot
              gospodyni
              > domowej,ale na pewno nie wygląda tak jak Twoje życie.I przedewszystkim,one
              > zostały niejako zmuszone do siedzenia w domu:brak studiów a przez to
              pracy,małe
              >
              > dziecko albo i 2,środowisko które taki scenariusz narzuciło tym
              dziewczynom.im
              > nie zazdroszczę.


              Envi, myslalam, ze forum istnieje takze dla Polek z emigracji, myslalam, ze nie
              musze podkreslac skad wysylam moje posty, wyobrazasz sobie moje wejscie w tym
              stylu: hej dziewczyny mieszkam w US, mam duzo kasy, nie jestem jakas
              tam,zabiedzona, polska gospodynia domowa, jestem amerykanska gospodynia itd itp.
              Ho ,ho ,dopiero by mi sie dostalo.
              Zmienily sie czasy, zmienil sie wizerunek gospodyni domowej, juz nie przymus,
              ale swiadomy wybor kieruje naszym zyciem, czyz nie o to walczyly feministki???
              Byc gospodynia domowa, to w moim pojeciu nie pracowac zawodowo, zajmowac sie
              domem,( bez wzgledu na wyksztalcenie i status majatkowy) a moze sie myle ???
              Pozdrawiam serdecznie.
        • zalotnica Re: czyzby negra28...??? 28.02.04, 14:07
          Gość portalu: tatuja napisał(a):


          > Pielenie grzadek w moim wypadku, to uprawianie ogrodu w ktorym rosnie
          > wszystko, od salaty po ziemniaki i kukurydze. Od czerwca do pazdziernika
          > praktycznie nie kupujemy warzyw


          od kiedy ziemniaki i kukurydza rosna w ogrodzie ...?
          w jakim stanie mieszkasz i w jakim wieku sa Twoje dzieci...?

          Ps. nie czytalam wszystkiego, wiec moje pytania mogly sie powtorzyc.
          • Gość: tatuja Re: czyzby negra28...??? IP: *.dialup.mindspring.com 28.02.04, 14:59

            > od kiedy ziemniaki i kukurydza rosna w ogrodzie ...?
            > w jakim stanie mieszkasz i w jakim wieku sa Twoje dzieci...?

            ****** Ameryce rosna w ogrodzie, a w Polsce gdzie...???
            ******12 i 10
            • zalotnica Re: czyzby negra28...??? 28.02.04, 15:09
              Gość portalu: tatuja napisał(a):

              >
              > > od kiedy ziemniaki i kukurydza rosna w ogrodzie ...?
              > > w jakim stanie mieszkasz i w jakim wieku sa Twoje dzieci...?
              >
              > ****** Ameryce rosna w ogrodzie, a w Polsce gdzie...???
              > ******12 i 10

              w Polsce rosna na(w?) polu, a w Ameryce na farmie,
              dzieci sa jeszcze w podstawowce, tak ? a w jakim stanie ?
              • Gość: tatuja Re: czyzby negra28...??? IP: *.dialup.mindspring.com 28.02.04, 15:24
                Nie wiedzialam, ze mam farme, no prosze jak to ludzie przywiazani sa do morg.
                Nie moze byc w ogrodzie, musi byc na polu. Kukurydze sieje na 30 m kw., moze
                tylko na 25 , ale wystarczajoco duzo, przeciez nie ma krow. Dlaczego pytasz w
                jakim stanie mieszkam?
                • owca Re: czyzby negra28...??? 28.02.04, 15:27

                  Zalotnica pewnie pyta w jakim stanie masz dzieci ;-)
                  mnie się wydaje że w dobrym, bo mają szczęśliwą i spełnioną mamę...
                  ;-))))

                  pozdrawiam
                  owca

                  _,,,٢ة إ ة٦,,,_
                • zalotnica Re: czyzby negra28...??? 28.02.04, 15:41
                  Gość portalu: tatuja napisał(a):

                  > Nie wiedzialam, ze mam farme, no prosze jak to ludzie przywiazani sa do morg.

                  ***bo widzisz...ja tez mieszkam na "wsi" chociaz nie jestem ze wsi...

                  > Nie moze byc w ogrodzie, musi byc na polu.

                  ***nie dziw sie, kukurydze i ziemniaki widzialam tylko na farmie a w ogrodzie
                  tylko kwiatki no i troche warzyw...

                  > Kukurydze sieje na 30 m kw., moze
                  > tylko na 25 , ale wystarczajoco duzo, przeciez nie ma krow.

                  ***a ziemniaki na jakiej powierzchni...? kwiatki, warzywa...?
                  w sumie to widze, ze masz niezle "poletko"...

                  > Dlaczego pytasz w jakim stanie mieszkam?

                  * a tak z ciekawosci...


                  • Gość: tatuja Re: czyzby negra28...??? IP: *.dialup.mindspring.com 28.02.04, 16:08
                    Male mam poletko, mysle o powiekszeniu. Kwiaty (wszystkie jakie maja w
                    katalogach,prawie wszystkie), krzewy i drzewa, no wszystko co rosnie.Wystarczy
                    niewielki ogrod, zeby miec warzywa przez cale lato i jesien.Mam tez jagody,
                    maliny, jerzyny, porzeczki,agrest, czarny bez.Ja tez nie jestem ze wsi, ale
                    cale zycie marzylam o mieszkaniu na wsi. Na jakiej powiszchni ziemniaki, chyba
                    dwa razy wiekszej niz kukurydza.Ziemniaki sadze w dwoch miejscach; wczesne i
                    pozne.A wszystko to, caly ogrod przerasta nasturcja i nagietki. Nagietki
                    rozsiwaja sie same, a nasturcjie sieje gdzie sie da. Mam tez kolekcje ziol.
                    Mieszkam w Vermont. Jestesmy narciarzami, do stokow mamy z domu 30
                    min.Pozdrawiam serdecznie.
                    • zalotnica Re: czyzby negra28...??? 28.02.04, 16:30
                      Gość portalu: tatuja napisał(a):

                      >Male mam poletko, mysle o powiekszeniu. Kwiaty (wszystkie jakie maja w
                      >katalogach,prawie wszystkie), krzewy i drzewa, no wszystko co rosnie.Wystarczy
                      >niewielki ogrod, zeby miec warzywa przez cale lato i jesien.Mam tez jagody,
                      >maliny, jerzyny, porzeczki,agrest, czarny bez.Ja tez nie jestem ze wsi, ale
                      >cale zycie marzylam o mieszkaniu na wsi. Na jakiej powiszchni ziemniaki, chyba
                      >dwa razy wiekszej niz kukurydza.Ziemniaki sadze w dwoch miejscach; wczesne i
                      >pozne.A wszystko to, caly ogrod przerasta nasturcja i nagietki. Nagietki
                      >rozsiwaja sie same, a nasturcjie sieje gdzie sie da. Mam tez kolekcje ziol.
                      >Mieszkam w Vermont. Jestesmy narciarzami, do stokow mamy z domu 30
                      >min.Pozdrawiam serdecznie.

                      i jak sama widzisz, ogrodek powoli zamienil sie w w dosyc spore "poletko"
                      na ktorym, niestety, trzeba pracowac i to dosyc sporawo, faktem jest ze daje to
                      bardzo duzo radosci i przyjemnosci...a kto "wzrusza ziemie" (???) na wiosne ?
                      chyba nie Ty...? chwasty potrafia rowniez rosnac szybciej niz sie je wyrywa...
                      a jaki nawoz dajesz i jak sobie poradzilas z licznymi, ciaglymi i
                      niezapraszanymi "goscmi"...?
                      i w koncu jakie stoki polecilabys...?

                      Ps. rowniez pozdrawiam serdecznie...

                      • Gość: tatuja Re: czyzby negra28...??? IP: *.dialup.mindspring.com 28.02.04, 16:56
                        Uwielbiam prace w ogrodzie, ale mam troche inne podejscie. Moj ogrod jest
                        ekologiczny, wszystko rosnie jak chce, uzywam malchu, mamy zaprzyjaznionych
                        farmerow za plotem, wiec ciezkie prace ziemne mamy z glowy. Od farmerow
                        kupujemy jajka, a takze z moja przyjaciolka farmerka jezdzimy konno na
                        wielogodznne spacery po lesie, Jezu jak ja to kocham. Najblizej mamy Stratton i
                        Bromley, a dalej Okemo i Kilington.
                        • zalotnica Re: czyzby negra28...??? 28.02.04, 18:28
                          Gość portalu: tatuja napisał(a):

                          > Uwielbiam prace w ogrodzie, ale mam troche inne podejscie. Moj ogrod jest
                          > ekologiczny, wszystko rosnie jak chce, uzywam malchu, mamy zaprzyjaznionych
                          > farmerow za plotem, wiec ciezkie prace ziemne mamy z glowy. Od farmerow
                          > kupujemy jajka, a takze z moja przyjaciolka farmerka jezdzimy konno na
                          > wielogodznne spacery po lesie, Jezu jak ja to kocham. Najblizej mamy Stratton
                          > i Bromley, a dalej Okemo i Kilington.

                          no to teraz rozumiem, bo na takim "poletku" to jest mnostwo pracy;
                          moj ogrodeczek jest naprawde "mini" i rowniez ekologiczny, bo niestety
                          nikt nie ma SILY aby toto obrobic, wiec stad byly te moje pytania.
                          a jazdy na koniach to naprawde zazdroszcze, czyje sa te konie? ja na to lato
                          mam takie wlasnie plany i sama nie wiem od czego zaczac...

                          • Gość: Tatuja Re: czyzby negra28...??? IP: *.dialup.mindspring.com 28.02.04, 18:39
                            Konie sa przjacolki farmerki. Ona 18 koni, wiekszosc z nich to staruszki,
                            ktore ludzie oddaja , bo nie chca sie nimi zajmowac ani uspic.Konie sa
                            samowystarczalne do smierci, ale ludzie nie chca wydawac na nie
                            pieniedzy.Przyjaciolka farmerka ma tez konie do jazdy wierzchem, siodla i
                            wszystko co potrzebne, moje dzieci biora u niej lekcje jazdy.
    • ruda_szczurka Re: Jestem szczesliwa gospodynia domowa... 28.02.04, 17:37
      kobiety na kobiety napadają... jakie to smutne..
      czy już nie ma wolności wyboru? nie wypada do cholery zajmować się domem i
      dziećmi? niemodne to jest czy o co chodzi? Każdy mąż ma rzucić żonę po 10
      latach? I rzucają oczywiście tylko te niepracujące...?
      Litośći Panie ciężko pracujące....
      • Gość: Jaśmina Re: Jestem szczesliwa gospodynia domowa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 18:12
        Ruda Szczurko, odpowiedziałam na Twoje wcześniejsze pytania, odpisując na post
        Tatui (re: A prawdę mówiąc..).
    • envi do Tatui. 28.02.04, 18:51
      nie wiem jak jest w USa,w Polsce jednak nadal przeważa to co ja piszę.Owszem są
      kobiety które samodzielnie o tym decydują,tego chcą.Ale młoda
      dziewczyna,która "zamyka się" w domu to raczej marionetka powodowana czynnikami
      zewnętrznymi niż świadoma kobieta,która tak pragnie się realizować.Później
      zresztą nie ma jak uciec z takiego domu.
      Nie ważne skąd pochodzisz,znam kobiety mieszkające nadal w Polsce,które
      prowadzą podobne życie do Twojego,ale są to starsze kobiety,czyli mam na myśli
      nie 20 latkę,a 30 latkę.Zresztą tak mi się wydaje że w Polsce rzadko kogo stać
      na to,żęby tylko 1 osoba pracowała,takie mamy warunki.Jeśli kobieta lub
      mężczyzna nie pracuje to raczej z przymusu,ponieważ pracy nie ma.
      • lola211 Re: do Tatui. 28.02.04, 19:01
        ale są to starsze kobiety,czyli mam na myśli
        > nie 20 latkę,a 30 latkę.

        No tym to mnie ubawilas, "starsze kobiety"!

        Czesto o wyborze modelu decyduje moment urodzenia dziecka.Młoda mama bije sie z
        myslami, wychowywac dziecko czy isc do pracy.Jesli nie musi to czesto pozostaje
        w domu.Te, które w domu sie mecza, wracają do pracy.
        I tak jej zleci do tej 30 tki, zatem trudno, by 20 latka na starcie zycia
        swiadomie decydowała sie na bycie gospodynia, gdy nie ma jeszcze rodziny.Na
        takie decyzje przychodzi czas później.Poza tym sa to takze te kobiety, które
        juz pracowały, ale dla których praca nie była frajda, te chetnie tez
        przystałyby na propozycje "kurowania" w domu.Sek w tym, ze mało która moze
        sobie na to pozwolic.
        • envi Re: do Tatui. 29.02.04, 22:08
          właśnie pisałam o tym parę linijek wyżej.
        • envi Re: do Tatui. 29.02.04, 22:09
          starsze,miałam na myśli starsze od 20latek,a nie starsze panie:))sorry,to
          faktycznie mogło głupio zabrzmieć.
      • Gość: tatuja Re: do Tatui. IP: *.dialup.mindspring.com 28.02.04, 19:11
        Szczescie, ze nie musialam uwzgledniac w moim watku pare innych jeszcze krajow,
        jakiejs Holanddii, czy Kostaryki np. Co kraj to obyczaj.
        Prowadzac ten watek nauczylam sie paru istotnych rzeczy:
        1.Pod pojeciem tak prostym jak np. "gopodyni domowa" moze kryc sie tyle
        intrpretacji ile ludzi na forum.
        2.Watek powinien byc wyraznie kierowany do pewnej okreslonej grupy
        ludzi.Trzeba zaznaczy wiek , stan cywilny, stan majatkowy itp
        3. Formuowac mysli tak, aby nikt nie poczul sie lepiej, a tym bardziej gorzej.
        4.Udokumentowac swoje wypowiedzi.

        To zarty, ale cos w tym jest.
        • Gość: Jaśmina Re: do Tatui. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.02.04, 11:44
          > 1.Pod pojeciem tak prostym jak np. "gopodyni domowa" moze kryc sie tyle
          intrpretacji ile ludzi na forum.
          2.Watek powinien byc wyraznie kierowany do pewnej okreslonej grupy
          ludzi.Trzeba zaznaczy wiek , stan cywilny, stan majatkowy itp
          3. Formuowac mysli tak, aby nikt nie poczul sie lepiej, a tym bardziej gorzej.
          4.Udokumentowac swoje wypowiedzi.<

          Hej, Tatujo. Dobrze to ujęłaś! Gdybyś zaczęła od tego, co wyszło na końcu
          wątku,nie byłoby nieporozumień i na pewno bym się Ciebie nie czepiała :-)
          • Gość: Jaśmina Re: do Tatui. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.02.04, 18:26
            Tak sobie dzisiaj myślę (tylko się nie przejmuj, że znów coś podejrzewam):
            jak na kogoś długo mieszkającego poza krajem, ŚWIETNIE piszesz po polsku!
            pozdrawiam :-)
            • Gość: tatuja Re: do Tatui. IP: *.dialup.mindspring.com 01.03.04, 02:52
              Dziekuje, ze docenilas.Moje dzieci urodzone na obczyznie tez mowia swietnie po
              polsku.Wielka wage przykladamy do jezyka ojczystego.Bardzo sie pilnuje, aby nie
              wtracac angielskich slow.Najwiekszym problemem jest naduzywanie zaimkow
              dzierzawczych.
              • zyta2003 Re: do Tatui. 02.03.04, 02:41
                jestem juz starsza osoba i chcialabym sie podzielic moim nieco wiekszym
                doswiadczeniem niz jeden ukochany wlasny maz. Po pierwsze - zeby moc faktycznie
                wybierac forme najlepiej odpowiadajacej mi egzystencji trzeba miec jakietakie
                warunki materialne. Wszystko inne zalezy juz od nas, jedna dobrze sie czuje
                jako zona przy mezu, inna nie. I to by bylo tyle. Autorka watku ma cudownego
                meza i bardzo dobre warunki materialne i radosc z takiego modelu zycia jaki
                wybrala. Niestety dzieci sa krotko male i co potem? W swoim zyciu spotkalam
                wiele kobiet przy mezu - moja matka (krotko pracowala), ojciec zarabial
                doskonale, mial na utrzymaniu 3 dzieci, zone i tesciowa i zawsze musielismy o
                tym pamietac. Trudno mi odpowiadac za matke - jak ona pamietala. Moja znajoma -
                przerwala medycyne wyszla za maz, maz zawsze zarabial doskonale, chyba on jej
                nie wymawiał zarobkow, jedyny syn dawno dorosly, jak wiekszosc chlopcow juz
                jako kilkunastolatek nie potrzebowal emocjonalnie matki, maja piekny dom. Ona
                go "obrabia", maz jezdzi sluzbowo, syn z wnukami w drugim miescie, ona w coraz
                gorszym stanie psychicznym, nudna, zgorzkniala, jej zycie zniklo - swojego nie
                ma. Trzydziestokilkulatka - maz coraz lepiej zarabiajacy bardzo nigdy nie
                omieszkal wypomniec jej tego, druga - do siodmego roku dziecka w domu, w
                koncu nie wytrzymala, poszla do szkoly, konczy ja, ma plany na przyszlosc. W
                amerykanskim tygodniku ukazal sie niedawno artykul jak absolwentki renomowanych
                uniwersytetow pracujace w doskonalych firmach prawniczych, zarabiajace krocie,
                porzucily prace i zajely sie wychowywaniem dzieci. Posypal sie grad zlosliwych
                listow innych absolwentek - nie chca powiedziec prawdy, ze po prostu 70 godz.
                tygodniowo pracy to dla nich za duzo i zrobily sie wzorowymi matkami, ktore z
                racji swoich mezow i tak nie maja problemow finansowych. Napisalo kilka
                lekarek, ktore nie wyobrazaja sobie porzucic ukochanej pracy,ale tez maja czas
                na zycie rodzinne napisaly rozne urzedniczki, zeby nie pisac glupot odstajacych
                od zycia... Autorce watku zycze, zeby nigdy nie rozczarowala sie do swego meza
                ideala i zeby zawsze umiala sie cieszyc zyciem jakie wybrala. Nie zycze jej
                natomiast napisania ksiazki o swoim zyciu. Za duzo w niej bedzie lukru, jedynie
                slusznych rad i nieograniczonej zadnymi watpliwosciami pewnosci siebie
                • Gość: tatuja Re: do Tatui. IP: *.dialup.mindspring.com 02.03.04, 03:09
                  Bron mnie Boze, abym pisala o swoim zyciu... ale mylisz sie zyto, jesli
                  myslisz,ze moje zycie skladalo sie tylko z lukru. Ksiazka jaka chcialabym
                  napisac opowiadalaby o rewolucji w Rosji.Bardzo dziekuje Ci a za Twojego posta,
                  jeszcze raz przekonalam sie,ze w zyciu czlowieka najwazniesza jest(nomen-omen)
                  pasja. Bez pasji, zycie dwudziestolatka, czy siedemdziesieciolatka jest tak
                  samo ubogie. Serdecznie pozdrawiam.
                • Gość: tatuja Re: do Tatui. IP: *.dialup.mindspring.com 02.03.04, 03:22
                  zyta2003 napisała:

                  Nie zycze jej
                  > natomiast napisania ksiazki o swoim zyciu. Za duzo w niej bedzie lukru,
                  jedynie
                  >
                  > slusznych rad i nieograniczonej zadnymi watpliwosciami pewnosci siebie
                  *******************************
                  Chyba zyto, pewnosc siebie pomylilas z arogancja, tak mysle.
    • oltynka1 Re: Jestem szczesliwa gospodynia domowa... 02.03.04, 15:56
      Hmm, Twój post dał mi do myślenia. Mam już dosyć ciągłego odkładania czegoś na
      później, wszystko w biegu :o(. Ja tez tak chcę ! Chcę odprowadzać moją córeczkę
      sama do przedszkola, chcę mieć drugie dziecko, chcę w końcu posadzić konwalie w
      ogrodzie, chcę piec ciasto i w końcu pozbyc się tych wyrzytów sumienia, że
      zaniedbuję dom. Ach, jak mi dobrze było przez rok na urlopie macierzyńskim !
      Podjęłam decyzję, zacznę pracować w domu (jestem anglistą), wiem, że zarobię
      mniej, ale zyskam coś innego. Hmm, o dziwo mój mąż jest tym pomysłem
      zachwycony :o))). Juz widzę te przytyki "forumowy narzekaczy" hehe, a mówcie
      sobie co chcecie!
      Pozdrawiam i bardzo dzieękuję za Twój post Tatuja :o))))

      Ola
      • Gość: Jaśmina Re: Jestem szczesliwa gospodynia domowa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.04, 16:16
        Skoro możesz pracować w domu, to zrób tak (z pożytkiem dla rodziny).
        Ale to nie na temat, bo gospodyni domowa NIE PRACUJE ZAWODOWO.
        • Gość: tatuja Re: Jestem szczesliwa gospodynia domowa... IP: *.dialup.mindspring.com 02.03.04, 17:06
          Strasznie jestes Jasmino "upierdliwa". Nie lubie tego slowa, ale "czepialska",
          to za malo.Ola nie pisala o sobie jako o gospodyni domowej, Ola opowiedzila nam
          o swoich przyszlych planach.Mysle, ze jest cos smutnego w takim czepianiu sie
          ludzi, tracisz wiarygodnosc, mysle, ze glownym powodem pisania Twoich postow,
          jest chec dokopania komukolwiek. Zobacz wyzej, jest tam post od goscia, Ciebie
          on tez moze dotyczyc.
      • Gość: Tatuja Re: Jestem szczesliwa gospodynia domowa... IP: *.dialup.mindspring.com 02.03.04, 17:14
        To wielka przyjemnosc przeczytac taki post, jakby slonce wychynelo zza chmur,
        najwazniejsze jest wiedziec czego chcemy,pozniej to juz jakos leci.
        • Gość: zyta2003 Re: Jestem szczesliwa gospodynia domowa... IP: *.ny325.east.verizon.net 03.03.04, 05:45
          Czy ktos sie doczytal, ze jest cos w zyciu autorki postu niedoskonalego?
          Strasznie bym nie chciala miec taka doskonalosc za znajoma, ja lubie ludzi,
          ktorzy maja watpliwosci, czasami maja zly nastroj, a nawet dzieci i maz
          stwarzaja czasami problemy. Doczytalam sie jedynej wady ; dzieci mowiac w j.
          polskim nadmiernie (czy tez nieprawidlowo)uzywaja zaimka dzierzawczego. Ale
          oprocz tego to milo sie czyta ten watek. Zupelnie jak artykul z Twojego Stylu,
          czy innego miesiecznika kobiecego i tu i tam prawda jest jedynie ilosc dzieci,
          mezow i to, ze autorka siedzi w domu a maz prowadzi kontraktorke.
          Konfabulacje autorki maja glebokie podloze psychologiczne. Czasami
          nieszczesliwe dzieci zyja w takim wyimaginowanym swiecie, ale to sie da
          leczyc. .
          • Gość: tatuja Re: Jestem szczesliwa gospodynia domowa... IP: *.dialup.mindspring.com 03.03.04, 16:58

            Gość portalu: zyta2003 napisał(a):

            > Czy ktos sie doczytal, ze jest cos w zyciu autorki postu niedoskonalego?
            > Strasznie bym nie chciala miec taka doskonalosc za znajoma, ja lubie ludzi,
            > ktorzy maja watpliwosci, czasami maja zly nastroj, a nawet dzieci i maz
            > stwarzaja czasami problemy. Doczytalam sie jedynej wady ; dzieci mowiac w j.
            > polskim nadmiernie (czy tez nieprawidlowo)uzywaja zaimka dzierzawczego. Ale
            > oprocz tego to milo sie czyta ten watek. Zupelnie jak artykul z Twojego
            Stylu,
            > czy innego miesiecznika kobiecego i tu i tam prawda jest jedynie ilosc
            dzieci,
            > mezow i to, ze autorka siedzi w domu a maz prowadzi kontraktorke.
            > Konfabulacje autorki maja glebokie podloze psychologiczne. Czasami
            > nieszczesliwe dzieci zyja w takim wyimaginowanym swiecie, ale to sie da
            > leczyc. .


            Zyto! Temat mojego watku brzmi "Jesem szczesliwa gospodynia domowa",w wielkim
            skrocie napisalam tez dlaczego,czytaj te posty ze zrozumieniem, a nie z
            nastawieniem.Pozdrawiam
    • Gość: gaja Re: Jestem szczesliwa gospodynia domowa... IP: *.bredband.comhem.se 03.03.04, 07:43
      Czesc Tatuja. Dokladnie jak ty doceniam uroki
      szczesliwej nowoczesnej gospodyni domowej. CUDO CUDO CUDO
      • Gość: Jaśmina Re: Jestem szczesliwa gospodynia domowa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.04, 09:07
        >Strasznie jestes Jasmino "upierdliwa". Nie lubie tego slowa, ale "czepialska",
        to za malo.Ola nie pisala o sobie jako o gospodyni domowej, Ola opowiedzila nam
        o swoich przyszlych planach.Mysle, ze jest cos smutnego w takim czepianiu sie
        ludzi, tracisz wiarygodnosc, mysle, ze glownym powodem pisania Twoich postow,
        jest chec dokopania komukolwiek. Zobacz wyzej, jest tam post od goscia, Ciebie
        on tez moze dotyczyc<

        O rany!
        Chyba przegapiłam moment, kiedy inni opuszczali ten wątek - bo już wcześniej
        zauważyli, że tu jest miejsce wyłącznie na zachwyty nad życiem autorki.
        • Gość: tatuja Re: Jestem szczesliwa gospodynia domowa... IP: *.dialup.mindspring.com 03.03.04, 17:08

          Gość portalu: Jaśmina napisał(a):

          > >Strasznie jestes Jasmino "upierdliwa". Nie lubie tego slowa, ale "czepialsk
          > a",
          > to za malo.Ola nie pisala o sobie jako o gospodyni domowej, Ola opowiedzila
          nam
          >
          > o swoich przyszlych planach.Mysle, ze jest cos smutnego w takim czepianiu sie
          > ludzi, tracisz wiarygodnosc, mysle, ze glownym powodem pisania Twoich postow,
          > jest chec dokopania komukolwiek. Zobacz wyzej, jest tam post od goscia,
          Ciebie
          > on tez moze dotyczyc<
          >
          > O rany!
          > Chyba przegapiłam moment, kiedy inni opuszczali ten wątek - bo już wcześniej
          > zauważyli, że tu jest miejsce wyłącznie na zachwyty nad życiem autorki.



          Moze nie nad zyciem w ogole, ale na byciu w tym zyciu tym ,kim sie chce byc.Nie
          pisze tego, aby ktos sie mna zachwycal, napisalam, aby smutne gospodynie
          domowe, jezeli takie sa, spojrzalaly na swoje zycie z innej strony, jezeli w
          ogole chca spojrzec. Nie jestes gospodynia domowa i byc moze dlatego ten watek
          tak Cie drazni.Pozdrawiam
          • lola211 Re: Jestem szczesliwa gospodynia domowa... 03.03.04, 17:11
            > pisze tego, aby ktos sie mna zachwycal, napisalam, aby smutne gospodynie
            > domowe, jezeli takie sa, spojrzalaly na swoje zycie z innej strony, jezeli w
            > ogole chca spojrzec. Nie jestes gospodynia domowa i byc moze dlatego ten
            watek
            > tak Cie drazni.Pozdrawiam

            Te reakcje były do przewidzenia."Gospodyni domowa" i szczesliwe zycie? Przeciez
            to sie wzajemnie wyklucza...
    • Gość: lalibela Re: Jestem szczesliwa gospodynia domowa... IP: *.freedom2surf.net 03.03.04, 21:17
      bla, bla, bla,
      nuda, nuda, nuda
      i nadete farmazony dretwej tatuji, fe!
      tylko nie pisz ksiazki - szkoda drzew!
      • Gość: tatuja Re: Jestem szczesliwa gospodynia domowa... IP: *.dialup.mindspring.com 03.03.04, 21:39

        Gość portalu: lalibela napisał(a):

        > bla, bla, bla,
        > nuda, nuda, nuda
        > i nadete farmazony dretwej tatuji, fe!
        > tylko nie pisz ksiazki - szkoda drzew!


        bla bla bla ?, mozesz jeszcze ble ble ble??.Pokaz mi gdzie te nadete farmazony,
        lubie rzeczowe rozmowy.
        • Gość: lalibela Re: Jestem szczesliwa gospodynia domowa... IP: *.freedom2surf.net 03.03.04, 22:21
          ot, chociazby twoje rady zyciowe - zalosne :(
          a rozmowa rzeczowa owszem, tylko o czym????
          • Gość: tatuja Re: Jestem szczesliwa gospodynia domowa... IP: *.dialup.mindspring.com 03.03.04, 23:18
            Gość portalu: lalibela napisał(a):

            > ot, chociazby twoje rady zyciowe - zalosne :(
            > a rozmowa rzeczowa owszem, tylko o czym????
            >

            >>>>>>A jakie te moje rady zyciowe np.?
          • Gość: tatuja Re: Jestem szczesliwa gospodynia domowa... IP: *.dialup.mindspring.com 03.03.04, 23:20
            Gość portalu: lalibela napisał(a):

            > a rozmowa rzeczowa owszem, tylko o czym????

            >>>>>No wlasnie, to zaroponuj jakis temat.>>>>>>
Inne wątki na temat:
Pełna wersja