kobieta1985
12.04.10, 10:24
czyli z męża bratankiem, mieszkamy na jednym podwórku, w osobnych domach, my w
wyremontowanym budynku gospodarczym a męża brat z rodziną obok w piętrowym
domu z teściami, ogólnie jest ok i się dogadujemy, ale ich dzieciak jest
wstrętny strasznie go nie lubię, jest w tym samym wieku co moja córka czyli po
3,5 roku mają. ja nigdy czyjś dzieci nie lubiłam ale ona to konkretnie działa
mi na nerwy, zwłaszcza od kiedy jestem w ciąży, ale w czym konkretnie leży
problem, rozpieszczony jest dzieciak na maksa, nie tyle przez swoich rodziców
co przez teścia, jest jego oczkiem w głowie moja córka zawsze była na drugim
planie co kiedyś bardzo mnie bolało może po trochę z zazdrości mi on trochę
obrzydł, ale się przyzwyczaiłam jakoś teraz mi to aż tak nie przeszkadza tym
bardziej że widzę jak teść na wszystko mu pozwala, a ja córkę staram się mieć
w jakiś ryzach żeby na głowę nie wchodziła. no ale do sedna dzieciak jest
strasznie rozpieszczony, opryskliwy, bezczelny, nikogo się nie słucha, broi za
trzech, spędza z moją małą dużo czasu jako że się lubią i blisko mieszkamy,
moja córka też nie jest święta, tez ma małe różki ale on to jest przeginka,
mimo to teść tylko narzeka na córkę a na niego złego słowa nie da powiedzieć,
broni go cokolwiek by się nie działo, a jak już coś się stanie to na bank musi
być wina Julki na bank nie jego, no bo jak? wstają o 8 rano idą na podwórko, i
on łazi mi po domu, drze się od samego progu, wyciąga mi dziecko na dwór,
kiedy ja sobie nie życzę żeby mi ktoś po domu rano łaził, oczywiście winny
jest teść nie on, bo on chce wejść a teść mu pozwala bo on chce, a on musi
mieć wszytko co chce, mała nie chcę iść na dwór, ale teść wparuję i karze mi
ją ubrać bo mały sobie tego życzy, jak raz zakluczyłam drzwi wiedzą co mnie
rano czeka to szarpał tak długo za klamkę że myślałam że ją wyrwie aż musiała
wstać i zwrócić uwagę mu, oczywiście teściu pozwolił, bo ona chciał wejść jak
ja go mogłam nie wpuścić, przecież on chce?! kurwica mnie już strzela, na
wszystko mu pozwala, a moje dziecko traktuję jak jego osobistą zabawkę, chcę
się z nią bawić to ona musi iść na dwór i koniec bo sobie mały tego życzy. mąż
oczywiście problemu nie widzi a mnie już szlak trafia, teraz urodzi się
dziecko mam termin za dwa tygodnie, jak oni sobie top wyobrażają że on dalej
będzie wchodził od samego rana jak do siebie i darł się od progu? w życiu na
to nie pozwolę, u siebie chcę się czuć jak u siebie a nie w wiecznym stresie
bo mnie co rano mały terrorysta nachodzi, nie wiem jak ten problem rozwiązać,
żeby się z nikim nie pokłócić, bo to przecież nie powód do wojny ale teściowi
nie wytłumaczę że sobie czegoś nie życzę, bo wtedy wyjdę na świnie numer jeden
że dziecka nie chcę wpuścić, co byście zrobili na moim miejscu?