twoja_przelozona
12.04.10, 16:35
Moj zwiazek wyraznie sie zmienil w ciagu lat. Poczatek - facet
kochany, do rany przyloz itd, itp. Z czasem zdominowal mnie
psychicznie i poniewaz on pracuje, ja nie, wyzywa mnie od leni,
nieudacznikow, mowi, ze nic nie osiagne itd. Fakt faktem - wychowana
pod kloszem troche jestem, koncze studia, wszystkiego sie boje i
jestem niesmiala. Coraz bardziej irytuje mnie to, ze czepia sie o
(moim zdaniem) glupoty zycia codziennego i tym najbardziej szarpie
mi nerwy. Z dzisiaj: odebralam od kuriera paczke dla niego, ktora
polozylam na kanapie na taka srednio piekna narzute. Juz slysze jak
medzi z pokoju ze zle polozylam, ze to brudne a ja dalam tam gdzie
sie siedzi. I nie konczy sie na tym a idzie dalej: ze nie
mysle, "mysl troche". Zobaczyl, ze do pralki wlewam plynu do
plukania na max - lubie, kiedy rzeczy pachna i prania byla cala
pralka. Dostalam kazanie ze za duzo leje, nic nie mam swojego i plyn
za szybko wychodzi. Kiedy myje naczynia, w 90% po nim bo on myc nie
lubi, i jesli nie umyje wszystkiego do konca a zostawie talerz z
lyzka tez juz dostaje kazanie - dlaczego nie myje do konca, ze jak
cos zaczynam to mam konczyc, ze jestem syfiara i nic mi sie nie
chce. Podczas gdy najwiekszy syf w domu robi on, a od pewnego czasu
nie chodze za nim i nie zbieram skarpet rzuconych na podloge. Z
drugiej strony wiem, ze bedac taka jaka jestem, (a wierzcie mi ze
wolalabym nie byc depresyjna chorobliwie niesmiala jednostka) nie
zasluzylam na jego szacunek.