Gość: Kukułka
IP: 80.51.51.*
26.02.04, 22:09
Zadałam to pytanie na forum 'mężczyzna' teraz pytam kobiet. Jak mam to
rozumieć?
Prosiłam o odpowiedzi normalnych facetów, którzy byli lub są w stałych
związkach które szanują. Moja sytuacja przedstawia się tak. Jestem z Nim 5
lat. Wiadomo bywało lepiej, bywało gorzej. Ogólnie traktujemy siebie
poważnie, jesteśmy ze sobą bardzo blisko i kochamy się bardzo.Przeszliśmy
wiele burz i problemów.
I wczoraj on zrobił tak.
Obiecywał mi od tygodnia że we wtorek tj. wczoraj gdzieś razem wyjdziemy.Wie
dobrze jak mi zależy na wspólnych wyjściach itp. Nie lubię siedzieć tylko w
domu non stop. I obiecywał że pójdziemy ,ale niezbyt entuzjastycznie. Więc
powiedział że jak już gdzieś będzie (pub, dyskoteka) to ZADZWONI i powie
gdzie jest i ja tam przyjdę.
Więc czekam.
Zamiast telefonu dostałam sms-a o 21.40 " Jestem tu i tu. Jak chcesz to
przyjdz, ale ja będę tylko do 23”
Więc ja sobie myślę, zanim tam dojdę, będzie po 22, więc po co mam iść do
lokalu na 30-40 minut. Napisałam mu „Miałeś zadzwonić, wiesz przecież że nie
opłaca mi się przychodzić na tyle.specjalnie to zrobiłeś?, nie rób ze mnie
głupka” Cisza.
Dziś dzwonię,pytam jak było, do której był. On mówi że do 2 !!! Aha ! Więc
nie do 23 ! Albo okłamał od razu żebym nie przychodziła, wiedział że mi się
to nie opłaci czasowo, albo, fakt miał zostać do 23 ale postanowił na dłużej.
Wiec czemu nie dał mi znać że zostaje i żebym przyszła.
Nie dotrzymał słowa że wyjdziemy razem we wtorek a na dodatek oszukał mnie po
prostu .Gdyby mu zależało to by mnie cisnął bym przyszła nawet na chwilę. Na
dodatek miał zadzwonic a nie pisać takiego suchego smsa .Wiec ja nawyzywałam
go od kłamców, oszustów i krętaczy ale chciałam mimo to porozmawiać i
zaprosiłam go do siebie. On owszem, przyszedł ale oddał mi moje rzeczy i
zabrał swoje. Nie rozumiem. Przecież jego wina jest ewidentna. A on nawet
mnie nie przeprosił. Więc jak przyszedł zapytałam go „dlaczego nie dałeś mi
znać że zostajesz? A on „ wypiłem alkohol i zmieniłem zdanie”
HA! Dziwne co?
Potem mówię mu o co mam żal. A on „mam to w dupie” i poszedł.
I co ja mam myśleć?
Ze mnie olewa? Wcześniej było super
Czemu tak zrobił?Czemu po mnie nie zadzwonił?Czemu mnie nawet za to nie
przeprosił, nie wytłumaczył?i co miało znaczyć to „ mam to w dupie”?Jak ja
mam to wszystko rozumieć????