Feministki co za pare lat?

27.02.04, 22:40
Witam Panie
mam pytanie
Dzis jestescie wojujacymi feministkami a nie boicie sie ze za pare lat tak po
30 przed 40 przyjdzie ochota na dziecko, meza a faceci bede sie albo bali z
wami wiazac albo wybierali kobiety nie feministki?
Co wtedy zrobicie?
Wiem ze zakladacie ze poznacie faceta ideala tolerancyjnego zmywajacego i
gotujacego. Czesc na pewno pozna takiego ale te co nie????
Zmienicie poglady? Zostaniecie same? Sztuczne zaplodnienie a moze zmiana
orientacji seksualnej?
    • anek.anek Re: Feministki co za pare lat? 27.02.04, 22:43
      to nie jest forum zatytułowe "feminizm"...
      A poza tym istota feminizmu polega chyba na równouprawnieniu a nie zamianie
      ról.Ale ja tam w sumie nie wiem, bo mam już rodzinę, choć przed 30-tką....
      • wojtek_blankietowy Re: Feministki co za pare lat? 27.02.04, 22:46
        anek.anek napisała:
        > to nie jest forum zatytułowe "feminizm"...
        > A poza tym istota feminizmu polega chyba na równouprawnieniu a nie zamianie
        > ról.Ale ja tam w sumie nie wiem, bo mam już rodzinę, choć przed 30-tką....

        cholera nie pasujesz do mojej koncepcji
        a moze nie jestes feministka
        zaraz a moze nie jestes kobieta? bo anek to chyba meski nick
        • anek.anek Re: Feministki co za pare lat? 27.02.04, 22:51
          wiesz co, feministą jestem ale tylko w duchu, bo z moim mężczyzna po prostu nie
          mam siły już toczyć tej feministycznej walki. Więc faktycznie to jestem tylko
          takim trochę farbowanym lisem. Naprawdę spróbuj na forum "feminiz", bo tam to
          dobiero są "mocne" baby. Rzuciłam kiedyś jakiś wątek, nie w celach czysto
          obserwacyjnych, ale bardziej żeby ktoś mnie wsparł - i dopiero się
          wystraszyłam....
          Spróbuj, może baby cię nie zjedzą...
          • wojtek_blankietowy Re: Feministki co za pare lat? 27.02.04, 22:55
            anek.anek napisała:
            > Spróbuj, może baby cię nie zjedzą...

            ja tam bab sie nie boje
            kobiete nalezy krotko trzymac .... najwyzej rok lub dwa
            • Gość: anek.anek Re: Feministki co za pare lat? IP: *.acn.waw.pl 27.02.04, 23:06
              oj, już niejeden tak mówił... I to jest istota niefeminizmu (albo raczej
              feminizmu zawaulowanego): jak okręcić faceta wokół palca, żeby tego nie
              zauważył.
    • anek.anek Re: Feministki co za pare lat? 27.02.04, 22:52
      feministKą oczywiście....
      • Gość: .................. Re: Feministki co za pare lat? IP: *.dialup.sprint-canada.net 28.02.04, 00:17
        Wojtek! Te po 40 juz i tak prawie nikt nie chce, a na dodatek
        feministke zajadla tym berdziej. Im juz pewnie tylko piesek do
        towarzystwa pozostal, byc moze o podobnym upodobaniu kolezaneczka, co
        z czasem zawiencza sie lesbijstwem. Sluby dzisiaj wszystkim daja. Co
        za roznica. A co Ty tak o nie sie martwisz? Pies im..........nam
        kobiety prawdziwe sa dane do kochania, a nie........
    • Gość: Mrs. Norris Re: Feministki co za pare lat? IP: *.client.comcast.net 28.02.04, 06:38
      Moze zanim zadasz takie pytanie warto zaznajomic sie z tym, czym jest feminizm.
      Dlaczego feministka nie moze miec meza i dzieci????
      Moge Cie zapewnic, ze wsrod feministek znajdziez kobiety cieple, kobiece,
      seksowne, dobre, kochajace, za ktorymi ogladaja sie mezczyzni. Myslisz,ze
      feministka nie moze byc kura domowa?? Chodzi o wybor. Jesli ma na to ochote
      jej prawo... Najbardziej smiesza mnie stwierdzenia typu: "Nie jestem
      feministka, ale uwazam, ze kobiety powinny miec takie same pensje jak mezczyzni
      za te sama prace, nie byc dyskryminowane ze wzgledu na plec w momencie
      zatrudnienia (bo jeszcze mi baba zajdzie w ciaze), miec prawo o decydowaniu
      czy chce urodzic dziecko czy nie... "
      Wszystkim kobietom, polecam ksiazke Agnieszki Graff "Swiat bez kobiet". Jesli
      sie nie uwazacie za feministki, to po przeczytaniu tej ksiazki zmienicie
      zdanie. Poza tym to wlasnie feministkom zawdzieczacie, ze mozecie wybierac
      ludzi, ktorzy Was reprezentuja w parlamencie...A wiele feministek, ktore o to
      walczyly mialy dzieci i mezow, ktorych kochaly, wiec nie rozumiem gdzie tu
      problem?
      • Gość: rusałka Re: Feministki co za pare lat? Pani Norris, IP: *.one.pl 28.02.04, 11:03
        Pani Norris, ma Pani świętą rację, i dziwię się czemu to tak trudne do pojęcia
        dla wielu.

        Najbardziej smiesza mnie stwierdzenia typu: "Nie jestem
        > feministka, ale uwazam, ze kobiety powinny miec takie same pensje jak
        mezczyzni
        >
        > za te sama prace, nie byc dyskryminowane ze wzgledu na plec w momencie
        > zatrudnienia (bo jeszcze mi baba zajdzie w ciaze), miec prawo o decydowaniu
        > czy chce urodzic dziecko czy nie... "
        mnie również...

        Poza tym to wlasnie feministkom zawdzieczacie, ze mozecie wybierac
        > ludzi, ktorzy Was reprezentuja w parlamencie...A wiele feministek, ktore o to
        > walczyly mialy dzieci i mezow, ktorych kochaly, wiec nie rozumiem gdzie tu
        > problem?
        uwierz mi, to do większości nie dociera. są też takie, co sądzą, że feminizm
        rzucił kobiety w szpony dzikiego kapitalizmu wbrew ich woli i naturze i skazał
        na niekończące się rozterki praca/rodzina, a także poczynił spostoszenia w
        tradycji, porządku społecznym i psychice dzieci matek pracujących...

        prosta rzecz: feminizm niczego nikomu nie narzuca (w przeciwieństwie
        do "tradycyjnej" roli kobiety), daje tylko możliwość wyboru.

        wczoraj w tv pan Lew-Starowicz, na pytanie, jaki będzi sex kobiet w
        przyszłości, odpowiedział "cóż, wiele się pewnie nie zmieni, mężczyźni nadal
        będą potrzebni, wbrew temu, co chciałyby pewnie feministki"...
        a ja miałam tego pana za mądrego człowieka... do wczoraj.
        Jak można takie bzdury na całą Polskę gadać??!!


        a co za parę lat? a czemu ma się coś gwałtownie zmienić? sobą będę dalej, i
        tyle.
    • Gość: Triss Merigold Re: Feministki co za pare lat? IP: *.acn.waw.pl 28.02.04, 08:48
      Odkąd Kołakowski napisał o pomieszaniu wartości liberalizmu, socjaldemokracji i
      konserwatyzmu sama nie wiem kim jestem. Serio. Uważałam się za feministkę ale:
      osobiście wolę małżeństwo niż konkubinat;
      nie uważam dzieci za pasożytnicze małe potwory chciaż jestem zdania, że nie
      należy ich wychowywać zbyt liberalnie;
      mam taką pracę, że 2/3 czasu spędzam w domu więc siłą rzeczy częściej robię
      zakupy, sprzątam i gotuję;
      jestem za legalną prostytucją i pornografią;
      nie głosuję na kobiety tylko dlatego, że są kobietami (z innych powodów owszem)


      • Gość: rusałka Re: Feministki co za pare lat? pytanie do Triss M. IP: *.one.pl 28.02.04, 11:30

        To nie celem czepiania się, ale ciekawam Twojej opinii.
        czy w takim razie feministka:
        -nie powinna wychodzić za mąż
        -nie powinna lubić dzieci
        -nie powinna siedzieć w domu, nawet jesli ma taką pracę, którą zresztą lubi
        -nigdy nie gotować/sprzątać
        -w wyborach politycznych kierować się "solidarnością jajników" a nie względami
        merytorycznymi?
        Czy według ciebie istnieje tego rodzaju "zestaw poglądów obowiązkowych" by
        uważać się na f.?
        czegoś tu nie kumam (albo w takim razie nie wiem, co to jest feminizm).

        zawsze uważałam że feminizm to przede wszystkim pewna postawa, świadomość
        wolności, niezgoda na nierówność i granice, stawiane kobietom, bo są kobietami.
        Nigdy też nie łudziłam sie, ze większość kobiet wybierze wolność kosztem
        bezpieczeństwa, pracę kosztem rodziny. Ale chodzi chyba o to, by była to
        kwestia WYBORU, a nie nacisku. Mylę się?
        bede wdzieczna za odpowiedz.
        pzdr
        • Gość: Triss Merigold Re: Feministki co za pare lat? pytanie do Triss M IP: *.acn.waw.pl 28.02.04, 11:43
          Czytam "Zadrę" i f. feminizm. Nie ukrywam, że zrówno "Zadra" jak i większość
          wypowiedzi na f. feminizm mocno mnie irytuje. Dla mnie podstawą samookreślenia
          jest wolność wyboru. Posiadam ją, kobiety piszące w "Zadrze", "WO" i szereg z
          tych na forum -posiadają ją. Mogę o sobie spokojnie powiedzieć "feministka" i
          wg. mnie z niczym się to nie kłóci.
          Uważam jednak, że radykalizm (wprowadzenie pojęcia "molestowania" do
          ustawodawstwa; tępienie dowcipów; poprawność polityczna językowa; kobiece formy
          zawodów typu "socjolożka"; parytet; przeciwstawianie się dla zasady
          pornografii; postrzeganie mężczyzn opresyjnie) ośmiesza idee feminizmu. Na
          komfort zajmowania się takimi, pardon, pierdołami jw., mogą sobie pozwolić
          kobiety: dobrze ustawione finansowo, wykształcone, z dużych miast. Krótko
          mówiąc takie, które nie mają poważniejszych życiowych problemów.
          • true_oveja Re: Feministki co za pare lat? pytanie do Triss M 28.02.04, 19:36
            kazda ideologie wspieraja jednostki radykalne i wojownicze, ale nie nalezy
            mylic bojowek feministycznych z istota tego spojrzenia na swiat.
            ja siebie uwazam za feministke, a np. mezczyzn uwielbiam, mam z nimi dobry
            kontakt, mam faceta, chce miec dzieci, ale mam tez prace i wlasne
            zainteresowania i pragnienia ktore chce realizowac. chce sie czuc wolna, nie
            chce zeby mi ktos udowadnial nizszosc poniewaz nie jestem mezczyzna.
            nie przeszkadza mi dzien kobiet, tak jak nie przeszkadza mi dzien babci lub
            dzien matki.
            molestowanie istnieje i uwazam ze powinno byc w jakims stopniu unormowane
            prawnie.
            co do form zenskich wyrazow pochodzenia obcego to jest po prostu smieszne - ale
            to jest juz moim zdaniem szczegol, ktory zanadto oddala nas od ogolu. feminizm
            to nie jest walka o zenskie koncowki, na litosc boska.
          • lolyta Re: Feministki co za pare lat? pytanie do Triss M 28.02.04, 22:06
            Gość portalu: Triss Merigold napisał(a):

            > Czytam "Zadrę" i f. feminizm.

            A ja "Tajmsa" i "Epoke" :)
            Sorry, nothing personal, nie moglam sie powstrzymac :))
          • niedzwiedziczka Re: Feministki co za pare lat? pytanie do Triss M 01.03.04, 07:10
            Gość portalu: Triss Merigold napisał(a):


            > Uważam jednak, że radykalizm (wprowadzenie pojęcia "molestowania" do
            > ustawodawstwa (...) przeciwstawianie się dla zasady
            > pornografii;(...)) ośmiesza idee feminizmu. Na
            > komfort zajmowania się takimi, pardon, pierdołami jw., mogą sobie pozwolić
            > kobiety: dobrze ustawione finansowo, wykształcone, z dużych miast. Krótko
            > mówiąc takie, które nie mają poważniejszych życiowych problemów.

            Triss, pornografia to traktowanie kobiety przedmiotowo, a molestowanie to
            traktownie jej jak przedmiotu "do zrobenia sobie dobrze", bez prawa do protestu.
            A stąd już tylko krok do gwałtu. Feminizma, feminizmem, ale to to już po prostu
            łamanie prawa człowieka, prawa do powiedzenia: "Nie!".
            Wcale nie trzeba być wykształconą kobietą z dużego miasta, żeby takie
            traktowanie odczuwać jako upadlające.
            • Gość: Triss Merigold Re: Feministki co za pare lat? pytanie do Triss M IP: *.acn.waw.pl 01.03.04, 21:53
              Mężczyźni - aktorzy porno są w taki sam sposób przedmiotowo traktowani jak
              kobiety. Mam na myśli przemysł porno legalny. Jest popyt jest i podaż. Nie
              cenię takiej "pracy" ale nie widzę powodów żeby spychać ją do przestępczego
              podziemia.
              Molestowanie - inaczej - zmuszenie do poddania się werbalnym lub fizycznym
              czynnościom seksualnym (wiem, że to niezbyt precyzyjna definicja ale to tak na
              poczekaniu) uważam za naganne i niekiedy łamiące prawo. Są na to paragrafy i
              nie ma IMHO potrzeby tworzenia nowych. Kobiety i tak niewiele zrobią mając w
              ręku iluzyjny instrument prawny, skończy się na ośmieszaniu, że "to taki
              paragraf co chce wsadzać za powiedzenie kobiecie komplementu".
              Jestem zdania, że prędzej kobieta obroni się przed molestowaniem GŁOŚNO i
              WYRAŹNIE artykułując swój sprzeciw, zachowując się agresywnie, unikając
              wyuczonej bezradności - niż sięgając po adwokata. Ryzyko: może stracić pracę.
              Odpowiedź: i tak by ją straciła z własnej woli (qrwa w takiej atmosferze
              pracować?!) lub zwolniona. Pozostaje zachowanie godności.
    • kociamama ?drogi wojtku blankietowy 28.02.04, 08:49
      Czy ty sie nie boisz ze po 30, 40 zapuscisz sie paskudnie, tzn, zaczniesz
      nabierac niekontrolowanego miesnia piwnego, wlosy ci zsiwieja lub wypadna?
      Bo chyba panie moga jedynie wyglad w Tobie cenic, sadzac po napisanym przez
      Ciebie watku.
      I jak Ty, z tym swoim szowinizmem jakas babke znajdziesz? MOwisz, ze babe
      krotko sie trzyma, najwyzej rok, dwa, ale jak mina Twoje lata swietnosci, to
      ani na tydzien zadnej nie zatrzymasz. No i jak Ty sobie poradzisz samotnie,
      skoro ani zmywac ani gotowac nie potrafisz?
      Jezeli bedziesz mial pieniazki to zatrudnisz sobie gosposie, ale jak juz
      przejdziesz na emeryture, o ile w ogole ktos ja w POlsce bedzie dostawal po
      wspanialych reformach, to raczej finansowanie gosposi odpada...

      A wiec Wojtku!! Masz jeszcze czas sie zmienic, zmądrzeć, wyjsc ze swojego
      szowinistycznego zascianka, nauczyc sie samodzielnosci (np. prace domowe) to
      moze jakas Cie zechce na dluzej niz 2 lata.

      Pozdrawiam,
      KOciamama.
      • kochanica.francuza Kociamama jestes świetna! 02.03.04, 13:31
        pzdr
    • koaa Re: Feministki co za pare lat? 28.02.04, 10:28
      Wojtek ale jesteś głupi
    • miriammiriam jakiś skompleksiały szczyr założył wątek 28.02.04, 12:11
      i ludzie się tu wpisują....tragedia
      • wojtek_blankietowy dziekuje 28.02.04, 15:19
        Witam wszystkich i dziekuje za wypowiedzi.
        Dziekuje Miriam ze sie wpisalas, czytalem twoje wypowiedzi kiedys wczesniej i
        po tej wypowiedzi poznaje ze zlosc i problemy cie nie opuszczaja, pozdrawiam
        serdecznie.
        Zaskoczyla mnie Triss. Myslalem ze bedzie za robieniem z feministek inwalidow
        dorabiajac im protezy w postaci parytetow i zmiany nazw.
        Za obrazliwe epitety nie dziekuje.
        W moim watku chodzilo mi o jedna prosta rzecz mianowicie:
        Czy w pewnym wieku w okreslonej sytuacji feministka bedac sama jest gotowa
        zrezygnowac ze swych pogladow by zwiazac sie z facetem nie akceptujacym
        feminizmu. Slowem czy wazniejszy zwiazek czy poglady.
        pozdr
        ps co do trzymania kobiet rok lub dwa to byl zart (to dla tych co nie skapowali)
        • true_oveja Re: dziekuje 28.02.04, 19:40
          wojtku napisz prosze o co wg ciebie walczy feministka, bo mam wrazenie, ze
          opierasz sie jedynie na stereotypowych opiniach nijak nie przystajacych do
          rzeczywistosci...
          • wojtek_blankietowy o co walcza feministki 28.02.04, 20:53
            true_oveja napisała:
            > wojtku napisz prosze o co wg ciebie walczy feministka, bo mam wrazenie, ze
            > opierasz sie jedynie na stereotypowych opiniach nijak nie przystajacych do
            > rzeczywistosci...

            dla mnie feministka walczy o absolutna totalna rownosc ktora dla mnie jest
            niemozliwa do zrealizowania. Czemu niemozliwa? Bo jestesmy rozni wiec nie jest
            mozliwe zrownanie praw i obowiazkow.
            Wezmy np.:
            1. kobieta ma urlop macierzynski wiec powinien miec facet (owszem moze wziac
            ale nie tka dlugo jak kobieta), poza tym jak rownosc to czemu macierzynski a
            nie np rodzicielski, kobieta ma przerwy na karmienie w pracy facet nie a moze
            kramic butelka
            2. dlugosc czasu pracy? czemu kobiety krocej do 60 lat? powinny co najmniej
            rowno do 65 albo dluzej bo przecietnie zyja 10 lat dluzej od mezczyzn
            3.puszczanie przodem w drzwiach, jesli rowno to puszczamy starszego/-ą bez wzg,
            na plec

            Te i inne przyklady wskazuja ze totalne rownouprawnienie moim zdaniem jest
            niemozliwe.
            • lolyta Re: o co walcza feministki 28.02.04, 22:18
              Aaa, no to juz wiadomo ze zakladasz watek o tym o czym nie masz wiekszego
              pojecia. Feministki nie walcza o rownosc (w sensie: oboje przesuwamy ciezkie
              szafy), tylko o rowne prawo do swobodnego wyboru. Oznacza to - uwaga - ze jesli
              taka pani w wieku lat czterdziestu MA OCHOTE wyjsc za maz za mlodego kolesia bez
              wyksztalcenia i kasy, to jako feministka moze to zrobic. Gdyby feministka nie
              byla, to by nie mogla, bo po pierwsze tata by jej nie pozwolil, po drugie
              musialaby liczyc na to, ze przyszly malzonek ja utrzyma wiec musialaby go
              wybierac raczej pod tym katem. A wiec nie trzeba rezygnowac z feministycznych
              pogladow, jesli sie CHCE wyjsc za maz. Inaczj by bylo, gdyby sie NIE CHCIALO,
              ale bylo do tego zmuszonym. Feministki nie chca byc ZMUsZANE do wyboru takiej a
              nie innej drogi zyciowej.
              Staralam sie to napisac w miare jasno i zrozumiale, ale juz sie dawno
              przekonalam, ze w tego typu dyskusjach to jak rzucanie grochem o sciane. Jesli
              mi sie udalo Ci cos wytlumaczyc, ciesze sie. jesli nie, coz... plakac nie bede,
              nie pierwszy i nie ostatni raz.
              • wojtek_blankietowy ja tez jestem za swoboda wyboru 28.02.04, 22:41
                lolyta napisała:
                > Aaa, no to juz wiadomo ze zakladasz watek o tym o czym nie masz wiekszego
                > pojecia. Feministki nie walcza o rownosc (w sensie: oboje przesuwamy ciezkie
                > szafy) tylko o rowne prawo do swobodnego wyboru. Oznacza to - uwaga - ze jesli
                > taka pani wieku lat czterdziestu MA OCHOTE wyjsc za maz za mlodego kolesia bez
                > wyksztalcenia i kasy, to jako feministka moze to zrobic. Gdyby feministka nie
                > byla, to by nie mogla, bo po pierwsze tata by jej nie pozwolil, po drugie
                > musialaby liczyc na to, ze przyszly malzonek ja utrzyma wiec musialaby go
                > wybierac raczej pod tym katem. A wiec nie trzeba rezygnowac z feministycznych
                > pogladow, jesli sie CHCE wyjsc za maz. Inaczj by bylo, gdyby sie NIE CHCIALO,
                > ale bylo do tego zmuszonym. Feministki nie chca byc ZMUsZANE do wyboru takiej
                > nie innej drogi zyciowej.
                > Staralam sie to napisac w miare jasno i zrozumiale, ale juz sie dawno
                > przekonalam, ze w tego typu dyskusjach to jak rzucanie grochem o sciane. Jesli
                > mi sie udalo Ci cos wytlumaczyc, ciesze sie. jesli nie, coz... plakac nie bede
                > nie pierwszy i nie ostatni raz.



                ja tez jestem za swoboda wyboru ale ta swoboda musi byc obustronna
                nie mam nic przeciwko by 40stka brala za meza chlopaka majacego i 16 lat jej
                sprawa, ale tez nie mozna krytykowac facetow chcacych miec zone dziewice
                (swoboda dziala w obie strony).
                Tak samo jak nie mozna narzucac pracodawcom by wybierali kobiety a nie facetow
                do pracy lub kobietom dawali okreslone przez kobiety wynagrodzenie. Powinien
                decydowac wolny rynek jesli kobieta jest lepsza zarobi wiecej od faceta w pracy
                jesli gorsza mniej. TO JEST SWOBODA, a nie odgorne dyrygowanie ze jesli oboje
                maja to samo w papierach to maja zarabiac tak samo.

                Mozesz sie cieszyc bo mnie przekonalas.

                ps tak na marginesie kto w naszych casach zabrania 40 stce slubu????
                • lolyta Re: ja tez jestem za swoboda wyboru 28.02.04, 23:05
                  Alez oczywiscie, ze ma byc obustronna. Feministki probuja ustawic wszystich
                  rowno na starcie w wyscigu po szczescie, zeby wszyscy mogli tak samo sie ta
                  swoboda cieszyc, bo do tej pory jesli chodzi o wolosc wyboru, tej rownosci nie
                  bylo. to, czy sie do tego zabieraja od dobrej strony, sie okaze pewnie za
                  kilkadziesiat lat. Na razie faktycznie robia sobie czesto zla prase, bo jesli
                  ktos nie widzi, ze w biegu po szczescie kobiety maja do udzwigniecia wiekszy
                  balast, to dzialania feministek widzi jako wrogie mezczyznom, a to nie do konca
                  o to chodzi. Niestety PR u nich kuleje i jesli sa odbierane tak, a nie inaczej,
                  to w jakims stopniu sa same sobie winne.
                  Oczywiscie ze ten kto jest lepszy powinien zarabiac lepiej. Tylko ze na razie
                  tak nie jest, buuuu

                  A na marginesie, nikt nie broni 40-latom wychodzic za maz, ale zebys widzial,
                  jak mnie wszyscy usilowali odwiesc od slubu z mlodszym facetem....

                  pozdr
                • undyna Re: ja tez jestem za swoboda wyboru 01.03.04, 00:52
                  wojtek_blankietowy napisał:

                  > ja tez jestem za swoboda wyboru ale ta swoboda musi byc obustronna
                  > nie mam nic przeciwko by 40stka brala za meza chlopaka majacego i 16 lat jej
                  > sprawa, ale tez nie mozna krytykowac facetow chcacych miec zone dziewice
                  > (swoboda dziala w obie strony).

                  A kto ci broni, to twoje prawo, szukajcie, a znajdziecie jak mówi Pismo
                  Święte.:)
            • kociamama Re: o co walcza feministki 29.02.04, 22:33
              Akurat jestem zwolenniczka zeby urzeczywistnic to, o czym piszesz, czyli
              kobiety powinny pracowac tyle samo co mezczyzni (moze faceci zyja krocej, bo
              stres zwiazany ze stereotypami, ze sam musi utrzymac cala rodzine, jakby co
              daje sie we znaki. Tym bnardziej ze kobiety przechodza na emeryture wczesniej,
              a i nizsza emeryture niz faceci dostaja)

              Co do urlopow rodzicielskich - jak najbardziej, rodzice powinni sie urlopem
              dzielic, dziecko potrzebuje przeciez obojga rodzicow.

              Co do przepuszczania w drzwiach - zwisa mi to. Ja zawsze przepuszczam
              wychodzących, i oczekuje ze jak ja skads wychodze tez mnie przepuszcza bez
              wzgledu na plec i wiek.

              Pozdrawiam,
              Kociamama.
            • kochanica.francuza A co wy sie chłopcy tak niezdrowo podniecacie 02.03.04, 13:37
              ze kobiety zyja dłużej?
              Myslicie ze to życie po 70., 80. to taka Arkadia i orgazm permanentny?
              Pomijając, ze czlowiek w tym wieku "potrzebuje kompleksowej opieki lekarskiej"
              (czytaj: chory jest na wszystko) to jeszcze mu sie moze zdarzyc Alzheimer,
              Parkinson, demencja albo wersja kombinowana (tak miala moja śp. babcia - umarła
              w wieku 77 lat, po okolo 15 latach Parkinsona polączonego z czymś jeszcze,
              lekarze nie wiedzieli dokladnie z czym).
              Zapewniam Cie Wojtuniu ze nie upajala sie życiem: powoli traciła sprawność
              fizyczna i umyslową , ze świadomościa, ze bedzie coraz gorzej...
              Osobiscie wolalabym umrzec młodo.
        • Gość: Triss Merigold Re: dziekuje IP: *.acn.waw.pl 28.02.04, 20:53
          Nareszcie napisaleś precyzyjnie o co Ci chodzi. W takim razie krótko i na
          temat: w moim przypadku związek nie kłóci się z poglądami. Gdybym musiała
          wybierać między samotnością (i poglądami) a człowiekiem nie akceptującym moich
          postaw (generalnie to do czego się odniosłam było dość lightowe) wybrałabym
          poglądy. Za stara jestem żeby się zmieniać i dostosowywać.
          • wojtek_blankietowy a co na to narzeczony 28.02.04, 21:08
            Gość portalu: Triss Merigold napisał(a):
            > Nareszcie napisaleś precyzyjnie o co Ci chodzi. W takim razie krótko i na
            > temat: w moim przypadku związek nie kłóci się z poglądami. Gdybym musiała
            > wybierać między samotnością (i poglądami a człowiekiem nie akceptującym moich
            > postaw (generalnie to do czego się odniosłam było dość lightowe) wybrałabym
            > poglądy. Za stara jestem żeby się zmieniać i dostosowywać.


            nie wiem czy twoj narzeczony bylby zadowolony z twojej wypowiedzi w kwesti jak
            wyzej. Bo to nie jest mile slyszec ze poglady na zycie sa wazniejsze od
            ukochanej osoby. Czy on widzi co napisalas.
            pozdrow go ode mnie
            • Gość: Triss Merigold On wie IP: *.acn.waw.pl 28.02.04, 21:30
              Nie ukrywałam swoich poglądów żeby przypadkiem kogoś nie zniechęcić. Mnie się
              zwyczajnie nie chce kłamać, pogrywać, udawać innej. Ostatecznie poglądy
              wykrystalizowały mi się ZANIM go poznałam więc nie widzę powodu dla którego
              miałabym je zmieniać dla niego. Jest coś takiego (przekomicznie brzmi
              współcześnie) jak wierność pewnym zasadom.
              Trochę jak z psem. Ukochanego owczarka mam od prawie 9 lat. Paru "panów"
              przeżył. Gdybym dostała od któregokolwiek ultimatum "ja albo pies" to facet nie
              zdążyłby dokończyć zdania i wyleciałby za drzwi.
              Nie sugeruj się moimi opiniami w ocenie kobiet. Jestem dziwaczna, radykalna,
              uparta jak muł i mam trudny chrakter jak twierdziła nawet moja Mama.
              On wie co tu piszę bo czasem czyta.
              • wojtek_blankietowy i co nie jest mu przykro 28.02.04, 22:34
                Gość portalu: Triss Merigold napisał(a):
                > Nie ukrywałam swoich poglądów żeby przypadkiem kogoś nie zniechęcić. Mnie się
                > zwyczajnie nie chce kłamać, pogrywać, udawać innej. Ostatecznie poglądy
                > wykrystalizowały mi się ZANIM go poznałam więc nie widzę powodu dla którego
                > miałabym je zmieniać dla niego. Jest coś takiego (przekomicznie brzmi
                > współcześnie) jak wierność pewnym zasadom.
                > Trochę jak z psem. Ukochanego owczarka mam od prawie 9 lat. Paru "panów"
                > przeżył Gdybym dostała od któregokolwiek ultimatum "ja albo pies" to facet nie
                > zdążyłby dokończyć zdania i wyleciałby za drzwi.
                > Nie sugeruj się moimi opiniami w ocenie kobiet. Jestem dziwaczna, radykalna,
                > uparta jak muł i mam trudny chrakter jak twierdziła nawet moja Mama.
                > On wie co tu piszę bo czasem czyta.


                nie wiem czy to jest do konca chwalebne ze ma sie zatwardziale poglady
                ale wiem jedno ze jezeli kobieta ktora kocha sie otwarcie mowi ze milosc
                laczaca dwoje ludzi jest dla niej mniej wazna niz pewne tak naprawde
                drugoplanowe sprawy to jest to conajmniej przykre.
                spytaj sie go wprost powiedz mu o tym wporost jesli tak otwarcie tu mowisz
                a moze taka otwarta jestes tylko gdy chowasz sie za szklem?
                • Gość: Triss Merigold Re: i co nie jest mu przykro IP: *.acn.waw.pl 28.02.04, 23:28
                  Dla mnie to nie są drugoplanowe sprawy. Dobraliśmy się tak, że w zasadniczych
                  kwestiach nie ma konfliktów ani rozbieżności zdań. Po co mam pytać skoro swój
                  światopogląd określiłam na początku znajomości i to naprawdę w zniechęcającej
                  formie, uczciwie się przyznając.
                  Nie wiem co Cię tak dziwi. Fakt, że kobieta ma określone poglądy i nie odpuści
                  nawet w imię utrzymania związku? Dla mnie to ważne, tak jak poglądy polityczne
                  czy na temat religii (ateistka).
                  Za szkłem jestem mniej otwarta niż w realu. Zdaję sobie srawę, że szereg
                  poglądów mam zbyt drastycznych żeby to wyrażać publicznie w jakiejkolwiek
                  formie więc zna je tylko parę najbliższych mi osób. Te forumowe są wersją
                  złagodzoną i ocenzurowaną.
                • undyna zszokowałam się:) 01.03.04, 22:29
                  wojtek_blankietowy napisał
                  >
                  > nie wiem czy to jest do konca chwalebne ze ma sie zatwardziale poglady
                  > ale wiem jedno ze jezeli kobieta ktora kocha sie otwarcie mowi ze milosc
                  > laczaca dwoje ludzi jest dla niej mniej wazna niz pewne tak naprawde
                  > drugoplanowe sprawy to jest to conajmniej przykre.
                  > spytaj sie go wprost powiedz mu o tym wporost jesli tak otwarcie tu mowisz
                  > a moze taka otwarta jestes tylko gdy chowasz sie za szklem?

                  Od kiedy miłość zależy od poglądów???, przecież jeśli ktoś kogoś kocha to w
                  całości, razem z całym inwentarzem, a jeśli nie w całości to po prostu znaczy,
                  że kocha jakąś iluzję, a nie TEGO, a nie innego człowieka. Pozdrawiam.
                  Jak można chcieć zmienić coś(kogoś) co się kocha?????????????????????????
    • Gość: AnaisNin Re: Feministki co za pare lat? IP: *.tkk.pl / *.tkk.pl 28.02.04, 20:38
      Jestem feministką, mam od dawna męża, uwielbiam facetów i z nimi nie walczę
      tylko z bzdurnymi poglądami typu - kobieta musi to, a facet tamto.Nikt nic nie
      musi!!To moje motto.Każdy może, jeśli chce.
    • envi Re: Feministki co za pare lat? 28.02.04, 20:42
      a przeczytałam wojtek_blantowy:)))))
      • Gość: .................. Re: Feministki co za pare lat? IP: *.dialup.sprint-canada.net 28.02.04, 21:04
        A ja tam chcialbym i to mocno zeby moja zona byla feministka i
        zeby to rownouprawnienie nareszcie(w praktyce) totalne nastapilo. Wtedy
        by np. wreczylbym jej pelne torby, czyli polowe zakupow, i niech
        traga (wnosi) do domu. Sprawiedliwosc i rownosc nikogo by chyba nie
        urazila?! W wielu innych sytuacjach tez byloby mi na reke. Kwiatow
        tez bym nie musial jej przynoscic (no, dzisiaj tez niby nie musze,
        ale co ja zrobie, ze ona mnie tak nauczyla, co zreszta czas od
        czasu lubie), bo sam od niej nie otrzymuje. Tez by to bylo
        sprawiedliwe, a jakze. Nigdy by mi nie powiedziala, ze jej dlugo
        kwiatow nie przynioslem, bo bym jej odpowiedzial: sluchaj babo, a ty
        dla mnie kiedy je dalas? Zab za zab, oko za oko. Feminizm jest wiec
        potrzebny i korzystny, na reke dla mezczyzn.
        • Gość: Triss Merigold Re: Feministki co za pare lat? IP: *.acn.waw.pl 28.02.04, 21:33
          Przejdź się w sobotę na byle bazarek czy do pierwszego osiedlowego sklepu.
          Zobaczysz jakie torby kobiety taszczą. Założę się, że nie są feministkami.
          • Gość: .................. Re: Feministki co za pare lat? IP: *.dialup.sprint-canada.net 28.02.04, 21:51
            Dzisiaj nie kazda kobieta chlopa posiada i musi niestety targac
            torby sama. Ja oczywiscie zartowalem i z ironia podchodze do tego
            tematu. Tradycyjnosc, w tym rodzinna, zaciera sie coraz bardziej i ze
            smutkiem widze, kiedy nie jedna kobieta jest w roli chlopa, a chlop -
            zniewiescialy, bo zastepuje kobiete (nie w doslownym tego slowa
            znaczeniu).
            • Gość: Triss Merigold Re: Feministki co za pare lat? IP: *.acn.waw.pl 28.02.04, 22:02
              Wiesz, miałam na mysli kobiety z siatami w wieku naszych matek, które karmią
              całą rodzinę a nie młode z ekstra pracą. One jedzą na mieście na ogół.
              Uważam, że facet w wydaniu tradycyjnym jest jednym z gorszych koszmarów tym
              bardziej, że poza iluzoryczną męskością na ogół nie ma nic do zaoferowania.
              • Gość: .................. Re: Feministki co za pare lat? IP: *.dialup.sprint-canada.net 29.02.04, 03:45
                Zalezy jak rozumiesz te tradycyjnosc faceta. Juz Ci pisalem, ze o
                tradycyjnego faceta dzisiaj trudno, bo wymagania kobiet sa zupelnie
                inne. Kobiety czesciowo zabraly facetom ten dawny przywilej ich
                tradycyjnosci. Dlaczego tak nieakceptujaco wypowiadasz sie o
                tradycyjnosci mezczyzn? Czyzbys gardzila swoim tatusiem, dziadkiem
                itd.? Tradycyjnosc mezczyzny ja osobiscie widze m.in. w tym, ze on
                szanuje kobiete i nie pozwoli jej zeby za niego jego robote (prace)
                robila, w tym tez zamyka sie targanie toreb. Moze nie sa Ci znane
                czasy, kiedy to widzialo sie malzenstwa na ulicach, gdzie kobieta
                szla obok faceta, a on jej (czasem swoje) torby niosl, drzwi zawsze
                otwieral, miejsce w tramwaju ustapil itp.. Tradycyjny mezczyzna
                potrafil zawsze obronic kobiete i to kazda. Kobieta prawie wszedzie i
                o kazdej porze dnia i nocy czula sie bezpiecznie. A jak jest
                dzisiaj z tymi nietradycyjnymi mezczyznami, ktorymi Ty zafrapowana
                jestes? Czasem byc moze "nietradycyjnie" torebke Ci z ramiaczka
                sprzatnie. Tylko im sie daj! Na psy schodzi ogolnie meskosc a z
                tym i kobiecosc kobiet, czyli wasza delikatnosc, ktora sie zawsze
                zachwycalem, ale..........czemu tu sie dziwic.
                • kociamama Re: Feministki co za pare lat? 29.02.04, 22:41
                  I co jeszcze robisz dla zony oprocz tych toreb i kwiatkow na 8 marca i imieniny?

                  Ciekawska Kociamama.
                  • Gość: .................. Re: Feministki co za pare lat? IP: *.dialup.sprint-canada.net 29.02.04, 22:49
                    A, ciekawska jestes! Dla zony wszystko!!!! Toz to przyjemnosc! Ona
                    taka kochana jest.Wiesz, tu 8 Marca nie jest zbytnio popularne.
                    Czasem zapominam o kwiatach w tym dniu. Moja zona to jakos rozumie,
                    moze dlatego, ze nie jestem tym swietym, czyli doskonalym.
                    • kociamama Re: Feministki co za pare lat? 01.03.04, 00:18
                      Ale ja oczekiwalam konkretnej odpowiedzi. Wszystko, czyli odciążasz żone nie
                      tylko noszeniem toreb, ale rozumiem, ze i wykonujesz nieprzyjemne obowiazki
                      domowe typu zmywanie naczyn, mycie okien (nie wiem czego Twoja zona
                      nienawidzi). Rozumiem, ze rano budzisz ja kawa i sniadaniem, i pocalunkami.
                      POtem biegniesz do pracy, wracasz, szybko przygotowujesz obiad zanim zona
                      wroci, potem wspolne spedzanie czasu - ona wybiera co robicie, skoro dla niej
                      wszystko.
                      No i jeszcze te kwiaty...

                      Popraw mnie prosze, gdzie sie myle.

                      Pozdrawiam,
                      Kociamama
                      • Gość: .................. Re: Feministki co za pare lat? IP: *.dialup.sprint-canada.net 01.03.04, 02:13
                        No widzisz kociczko, az tak to moze nie jest. Noszenie toreb
                        dzisiaj nie jest w modzie, postep technologiczny, a moze........ choc
                        musze przyznac, ze czasem je woze (torby te sa nasze wspolne; wiesz,
                        malzenstwo -wszystko wspolne, dzielimy sie, wiesz?). Zmywanie okien nie
                        sa mi znane, i wydaje mi sie mojej zonie tez, choc czasem widze,
                        ze je przeciera, kiedy widzi jakies zabrudzenie. Zmywanie naczyn? To
                        zaden problem dla mnie, jezeli juz sa do zmywania. Moze Ciebie
                        zaskocze tym, kocia mamo, ale bywa tak, ze kiedy zmywam naczynia
                        moja kochana zonka podchodzi, bierze mnie za reke i mowi: daj, ja to
                        zrobie. Ja do niej -idz usiadz, nie przeszkadzaj, zaczalem - daj mi
                        dokonczyc. A ona: wiesz, ty jakos dziwnie przy tym zmywaniu
                        wygladasz. Nie pasuje do ciebie. Tak mi moja zonka mowi! Czasem bywa
                        tez tak, ze mnie poprosi. Powie: wiesz, te naczynia nie sa zmyte.
                        Czasem je zmyje, czasem jej powiem: mnie sie teraz nie chce. Bywa
                        tak, ze naczynia nie sa zmyte kilka godzin i nie jest wazne kto je
                        zmyje. Bywa, ze przestoja cala noc. Co za problem? Zaden!. Obiady?
                        Restauracji ogolnie nie lubie (z mojej strony niedowierzam czystosci),
                        chociaz bywamy tam czas od czasu. Kuchnia ogolnie jest mi znana i z
                        przyjemnoscia kiedy mam czas i ochote (bo nie zawsze ja mam) zrobie
                        dobry obiad. Calej rodzinie smakuje, podobnie jak przygotowany przez
                        zone - te sa szczegolnie apetyczne. Pranie itp. to nie jest moja
                        przyjemnosc, ponimo iz maszyny dzisiaj piora i susza. Nie lubie jakos
                        grzebac sie w szmatkach Zona o tym wie. Wiem, ze zona z kolei
                        niezbyt lubi prasowanie, dlatego tez korzystamy z pralni chemicznej,
                        bo tam piora i prasuja. Dzisiaj malo jest ubran wymagajacych
                        koniecznego prasownia, o tym pewnie wiesz,no......moze ze Ty masz
                        koniecznie swiat dopiety pod krawat. Odkurzanie? Ja tez brudze.
                        Wielkim balaganiarzem jestem, a moze mi sie tylko tak wydaje, ale
                        brudnych skarpet pod lozko nigdy nie rzucam. Czasem sie dziwie, ze
                        moja kochana zoneczka, za mnie porzadki domowe robi. Mysle ze ogolnie
                        malo sie za te wszystkie starania jej sie odwdzieczam. Kwiaty? To nie
                        jest podziekowanie dla niej, to jest moja przyjemnosc, choc staram sie
                        je jej przynosic tylko i wylacznie z okazjami zwiazanymi, by nie
                        stalo sie to codzienna rutyna, (inaczej swoja kwiaciarnie bym musial
                        tez zakladac - no,.....chociazby dla pewnosci swiezosci tych zdobnych
                        kwiatkow). Jak widzisz, male sa moje dbalosci o kochana zone. Moze
                        Ty mi podpowiesz w czym sa moje niedopracowania? Lozko? -zostaw!, to
                        juz progi zarezerwowane, sprawdzone i codziennie kultywowane by
                        jakimkolwiek cierniem nie zarosly. Bede wdzieczny. Calym sercem Ci
                        zawsze za to bede dziekowal. Pozdrawiam z dolaczeniem swych kocich
                        caluskow.
                        • kociamama Re: Feministki co za pare lat? 01.03.04, 08:43
                          Drogi ...............,

                          ja jestem z moim facetem, i tez sie wszystkim dzielimy, takze obowiazkami. Nie
                          jestesmy pedantami, wrecz przeciwnie, balaganimy bardzo i czasem ktos sprzata -
                          wg podobnych do przez Ciebie opisanych zasad, komu sie chce, albo komu balagan
                          na tyle wkurzyl, ze zmotywowal do dzialania. z tym, ze nie uwazam, ze mojemu
                          facetowi mniej pasuje np. zmywanie naczyn niz mi, i nie przyszloby mi do glowy
                          stwierdzic, ze komus zmywanie bardziej pasuje.
                          Ciuchow bynajmniej nie prasujemy, kupujemy te niemnace, a jak ktos prasuje, to
                          moj chlopak, jak chce sie w koszule wystroic, bo pomieta koszula za dobrze sie
                          nie prezentuje.
                          Gotowac uwielbiam, i wtedy przejmuje stery, ale lubie tez wspolne gotowanie.

                          I zapewniam Cie, ze te wszystkie sytuacje (podobne chyba do przedstawionych
                          przez Ciebie) nie koliduja z feminizmem.

                          Feministyczne pozdrowienia,
                          Kociamama.
                • eboniet Re: Feministki co za pare lat? 02.03.04, 14:09
                  Gość portalu: .................. napisał(a):

                  > Zalezy jak rozumiesz te tradycyjnosc faceta. Juz Ci pisalem, ze o
                  > tradycyjnego faceta dzisiaj trudno, bo wymagania kobiet sa zupelnie
                  > inne.

                  I Bogu dzieki...
                  • Gość: .................. Re: Feministki co za pare lat? IP: *.dialup.sprint-canada.net 04.03.04, 18:29
                    O, wierzaca eboniet!. Dziekujesz za to Bogu. A ja myslalem ze to
                    zasluga feministek. Widzisz kolejny raz sie pomylilem.
    • Gość: Richelieu* Re: Feministki co za pare lat? IP: 217.98.107.* 28.02.04, 21:38
      wiesz wojtku, Ty masz świntom racje. Już dziś umówię się na randkę z tym
      Wieśkiem spod trójki. Fajny jest, wcale tak często nie sypia pod oknami uchlany
      i pracę ma jako ochroniarz w hipermarkecie. Dziś randka, za miesiąc ślub. Ach
      jak fajnie, och, och

      buziaczki i pozdrowionka dla wojtka
    • na_co_mi_login Re: Feministki co za pare lat? 28.02.04, 22:59
      Nigdy nie zastanawiałam się czy jestem feministką czy nie , bo widocznie nie
      było mi to potrzebne. Czuję się dowartościowana , chodziaz mam męża , dzieci ,
      zajmuję się domem, ale jednocześnie mam poczucie własnej wartosci jako kobieta
      i jako człowiek. Mąż i znajomi panowie szczególnie z pracy traktują mnie na
      równi i to jest dla mnie oczywiste , ja nie spodziewam się czegoś innego. Mam
      czasami wrażenie , że te najbardziej zagorzałe feministki , mają jakiś problem
      ze sobą , a samo słowo feminizm straciło już swój pierwotny sens.
      Jeśli kobieta czuje swoją wartośc to nie musi walczyć o nią. Przypomina mi się
      tu pewna myśl jakiegoś człowieka , pewnie sławnego , ale nie wiem kogo- Ta
      kobieta jest damą , która się nią czuje...
      • Gość: .................. Re: Feministki co za pare lat? IP: *.dialup.sprint-canada.net 29.02.04, 03:31
        Dziekuje Ci nacomilogin. Zawsze uwazalem, ze zyje nie tylko dla
        siebie, ale tez i dla zony, rodziny jak tez czesciowo i innych
        ludzi.To w moim interesie jest zrobic wszystko (pomoc jej), zeby moja
        kobieta byla zadowolona, szczesliwa w tym zyciu. Ona ma swoja
        wartosc, i ja tez uwazam ze ona nie musi sie dowartosciowywac na
        boku jakims tam zludnym feminizmem. Jezeli juz, to razem ze mna.
        Ja ja rozumiem, ona mnie tez. Wymogi feministki zawsze moga swoje
        miec, ale zawsze trzeba sie nad nimi zastanowic, bo czasem bywa tak,
        ze i kon nie pociagnie.
        • Gość: Mrs. Norris Re: Feministki co za pare lat? IP: *.client.comcast.net 29.02.04, 05:04
          Wiecie co?? W takim razie jestem wdzieczna femistkom za to, ze "nie czuly
          swojej wartosci", a dzieki temu ja moge pojsc glosowac!!!!
          LITOSCI!!!!
          A i jeszcze jedno! Nie wyobrazam sobie, zeby moj "ukochany" nie akceptowal
          moich pogladow, bo to oznaczaloby, ze nie akceptuje mnie. Wiec gdzie tu
          milosc???

          Pozdrawiam goraco rusalke i lolyte :)
          • wojtek_blankietowy Re: Feministki co za pare lat? 29.02.04, 08:32
            Gość portalu: Mrs. Norris napisał(a):
            > A i jeszcze jedno! Nie wyobrazam sobie, zeby moj "ukochany" nie akceptowal
            > moich pogladow, bo to oznaczaloby, ze nie akceptuje mnie. Wiec gdzie tu
            > milosc???

            tak to wyobraz sobie taka sytuacje. Poznajesz faceta, zakochujesz sie w nim a
            on w tobie. Na razie zwiazek ma luzny charakter wychodzicie do kina knajp.
            Milosc kwitnie. Az facet oswiadcza ci sie postanawiacie sie pobrac lub tylko
            zamieszkac wspolnie. I okazuje sie ze ty jestes wyzwolona feministka a on
            pochodzi z konserwatywnej rodziny i ma konserwatywne poglady. O swych pogladach
            wiedzieliscie wczesniej ale w kinie knajpie w lozku to nie przeszkadzalo ale
            mieszkajac wspolnie moze przeszkadzac i co dalej? Kochacie sie ale macie punkty
            zapalne.
            On wtedy tez moze powiedziec (cytuje twoje zdanie):
            "Nie wyobrazam sobie, zeby moja "ukochana" nie akceptowala
            moich pogladow, bo to oznaczaloby, ze nie akceptuje mnie"

            I co wtedy? rozstanie? A moze feministki uwazaja ze to facet ma zawsze
            rezygnowac ze swoich pogladow?
            • Gość: .................. Re: Feministki co za pare lat? IP: *.dialup.sprint-canada.net 29.02.04, 21:56
              Pisanie o glosowaniu mija sie tu z celem. Rozmowa dotyczy dnia
              dzisiejszego, nie historii, a kobiety obecnie glosuja. Nigdy nie
              potrafie zrozumiec kobiet, ktore uporczywie twierdza, ze kochaja
              swoich mezow i sa SZCZESLIWE, podkreslajac zarazem, ze sa zagorzalymi
              feministkami, ktore jednoczesnie glosno krzycza. Otoz, szczesliwa
              kobieta nie krzyczy -chyba ze ze szczescia. Nie rozumiem tez facetow,
              ktorzy majac zony, popieraja feministek. Takich facetow uwazam za
              kapec, pieska na sznurku lub pantoflarza. Dla mnie osobiscie, jezeli
              by moja zona mi powiedziala, ze jest przekonana feministka, byloby
              to dla mnie wielkim spotwarzeniem - mojej meskiej godnosci, ugodzeniem
              we wszystkie moje starania, a nawet osiagniecia. Prawa obywatelskie
              sa w koncu napisane jednakowe, zarowno dla kobiet jak i mezczyzn.
              Zarobki? Nawet wsrod feministek sa one tak rozbiezne, ze az glowa
              boli i to nie ode mnie zalezy. Kobiety dzisiaj nie tylko zarabiaja,
              ale tez i placa, i to nawet dosc czesto facetom za prace zgodnie
              ze swoim zyczeniem czy kodeksem ogolno-platniczym. Chrystus powiedzial:
              biednych zawsze miec bedziecie i tego ani moja meskosc nie zmieni,
              ani tez wysilek najzajadliwszej feministki. Poprostu z niektorymi
              sprawami trzeba sie pogodzic, zarowno mezczyznie jak i kobiecie.
              • orvokki Re: Feministki co za pare lat? 29.02.04, 22:21
                A nie wiem, dlaczego gdyby Twoja kobieta została feministką, to musiałbyś to
                tak personalnie odebrać? Przecież nie musiałoby to być skierowane przeciwko
                Tobie tylko na przykład przeciwko sytuacji, jaka panuje na rynku pracy...

                Co do pytań Wojtka - generalnie zgadzam się z Triss. Są pewne rzeczy i pewne
                poglądy, z których nie powinno się rezygnować w imię związku. Przykład podany
                przez Ciebie - kobieta feministka, a facet tradycjonalista - to się nie może
                udać i tyle. Podobnie nie uda się związek głęboko religijnej osoby z ateistą,
                zagorzałego imprezowicza z domatorką, kogoś kto nie chce mieć dzieci z kimś kto
                marzy o licznym potomstwie etc.
                Albo ktoś tu będzie wiecznie nieszczęśliwy, albo w którymś momencie związek się
                sypnie. Ludzie się powinni tak dobierać, żeby przynajmniej z grubsza się
                zgadzać w istotnych kwestiach. Taka różnorodność na tym świecie szczęśliwie
                istnieje, że nie jest to niemożliwe.

                • Gość: .................. Re: Feministki co za pare lat? IP: *.dialup.sprint-canada.net 29.02.04, 22:40
                  A niby dlaczego moja zona mialaby wiazac sie z feminizmem, tylko i
                  wylacznie bo rynek pracy jest taki a nie inny, czyli zly? Niedobry
                  rynek pracy moze dotyczyc nas wszystkich. Czyz nie przyszlo Ci to do
                  glowy. Feminizmu tu jakos nie potrafie ani przylatac, ani............ale
                  zawsze mozna za to winic mezczyzne (w tym przypadku mnie-meza), czyli
                  znalezc kozla ofiarnego by usprawiedliwic swoje niezadowolenie czy
                  brak zalozonego sukcesu w zyciu.
                • Gość: Triss Merigold Uważam podobnie IP: *.acn.waw.pl 29.02.04, 23:00
                  zbyt różni ludzie albo się rozstaną albo jedno zrezygnuje (w imię czego?
                  związku?). To czy ktoś jest zagorzałym konserwatystą, osobą głęboko religijną
                  czy wręcz przeciwnie - wychodzi na jakichś pierwszych trzech spotkaniach. Ja
                  się nie zakochuję od pierwszego wejrzenia więc siłą rzeczy nie weszłabym w
                  związek z kimś o kontrastowym w stosunku do moejgo światopoglądzie.
                  • Gość: Mrs. Norris Re: Uważam podobnie IP: *.client.comcast.net 01.03.04, 02:21
                    Zgadzam sie z Triss, ze to czy ktos jest zagorzalym konserwatysta czy osoba
                    gleboko religijna wychodzi na pierwszych trzech spotkaniach.
                    A co do tego co napisal wojtek_blankietowy
                    "tak to wyobraz sobie taka sytuacje. Poznajesz faceta, zakochujesz sie w nim a
                    on w tobie. Na razie zwiazek ma luzny charakter wychodzicie do kina knajp.
                    Milosc kwitnie. Az facet oswiadcza ci sie postanawiacie sie pobrac lub tylko
                    zamieszkac wspolnie. I okazuje sie ze ty jestes wyzwolona feministka a on
                    pochodzi z konserwatywnej rodziny i ma konserwatywne poglady. O swych pogladach
                    wiedzieliscie wczesniej ale w kinie knajpie w lozku to nie przeszkadzalo ale
                    mieszkajac wspolnie moze przeszkadzac i co dalej? Kochacie sie ale macie punkty
                    zapalne."
                    Wybacz, ale nie wyobrazam sobie pokochac faceta, ktorego poglady sa tak
                    sprzeczne z moimi. W czym sie mam niby zakochac? W wygladzie? Czy w
                    ograniczeniu umyslowym ? Fakt, moze to w lozku nie przeszkadza, ale seks nie
                    oznacza milosci..

                    A co do wypowiedzi Goscia.......
                    "Dla mnie osobiscie, jezeli
                    by moja zona mi powiedziala, ze jest przekonana feministka, byloby
                    to dla mnie wielkim spotwarzeniem - mojej meskiej godnosci, ugodzeniem
                    we wszystkie moje starania, a nawet osiagniecia. Prawa obywatelskie
                    sa w koncu napisane jednakowe, zarowno dla kobiet jak i mezczyzn.
                    Zarobki? Nawet wsrod feministek sa one tak rozbiezne, ze az glowa
                    boli i to nie ode mnie zalezy."
                    Nie wiem jak Ci to wyjasnic, tak zebys zrozumial, bo widze, ze masz powazne
                    trudnosci...Kompletnie nie rozumiesz istoty feminizmu!Moze najpierw cos na ten
                    temat poczytaj, a potem sie wypowiadaj, bo Twoja wypowiedz szczegolnie o tym
                    spotwarzeniu jest zalosna. Dobrze, ze masz meska godnosc, skoro szare komorki
                    wyparowaly...


                    • Gość: .................. Re: Uważam podobnie IP: *.dialup.sprint-canada.net 01.03.04, 02:41
                      Ty za to masz tak rozbudowane swoje komorki, ze potrafisz jedynie
                      nimi komus bluzgac lub jako swoje wytlumaczenie na dany temat dac
                      taka a nie inna odpowiedz na moje pisanie -czyli w sumie zadnej
                      odpowiedzi. Tu sprawa nie polega na czytaniu bredni feministycznych,
                      jak mi to sugerujesz. Ja mam zone i z kobietami jestem na codzien.
                      Codziennosc zycia kobiet i ich ogolne potrzeby sa mi znane doskonale,
                      szczegolnie kiedy chodzi o potrzeby mojej zony. Kobieta, ktora ma
                      braki czy niedosyt w zyciu krzyczy. Ty jestes jedna z nich. Wybacz
                      za szczerosc, ale ja nie jestem tu w niczym winien, ze Tobie
                      czegos brakuje. Moze w sobie najpierw poszukaj tych winnych, a
                      pozniej wymagaj czegos od innych( w tym przypadku od "winnych"
                      mezczyzn) by polepszyc sobie swoj marny zywot.
                      • Gość: Mrs. Norris Re: Uważam podobnie IP: *.client.comcast.net 01.03.04, 04:20
                        Te tak zwane przez Ciebie "brednie feministyczne" pozwolily by Ci zdobyc troche
                        informacji na temat, na ktory sie wypowiadasz, a o ktorym nie masz zielonego
                        pojecia. I nie wiem doprawdy, dlaczego sadzisz, ze o cale zlo tego swiata
                        obwiniam mezczyzn? Tak sie sklada, ze mezczyzn bardzo lubie, tylko
                        inteligentnych. Ciesze sie, ze znane sa Tobie potrzeby Twojej zony, miejmy
                        nadzieje, ze ona tez tak uwaza. A w ogole to ciekawa jestem uslyszec od
                        eksperta jakie sa potrzeby kobiet, skoro sa mu znane doskonale. Zawsze jest
                        dobrze sie czegos nowego dowiedziec! A kobiety to glupie sa, ze walcza o to
                        zeby tradycyjna rola kobiety jaka jest wykonywanie wszystkich obowiazkow
                        domowych przestala byc tradycyjna, a stala sie sprawa wyboru. A tak, mam zamiar
                        polepszyc moj marny zywot i bede nadal wymagac od innych, zeby nie traktowac
                        kobiety jako wolu roboczego, ktory pracuje na dwa etaty (jeden w miejscu pracy,
                        a drugi w domu przy obslugiwaniu styranego meza i dzieci), a takze o to, zeby
                        placono kobietom dokladnie tyle samo ile mezczyznom, za dokladnie taka sama
                        prace, co jak wynika ze statystyk jest dosyc rzadkim zjawiskiem. A i wytlumacz
                        mi co milosc do meza ma wspolnego z dyskryminacja??? Ciekawym jest tez fakt,
                        ze inteligentnych mezczyzn wyzywasz od pantoflarzy. I zapomnialam, ze kobieta
                        ma rodzic dzieci, ale nie moze decydowac o wlasnej ciazy bo to dzialka facetow!
                        A jesli chodzi o glosowanie kobiet to nalezy z tego wyciagnac wnioski! Bo 100
                        lat temu pelno bylo takich ekspertow, ktorzy znali potrzeby kobiet. I wiedzilei
                        oni, ze jedna z nich nie jest na pewno prawo do glosu... Wyciagnij wnioski...
                        Radze, poczytaj troche zanim sie znowu zaczniez wypowiadac.
                        • Gość: .................. Re: Uważam podobnie IP: *.dialup.sprint-canada.net 01.03.04, 05:23
                          Znowu zeby sie uczepic siegasz, a wlasciwie gubisz sie w historii.
                          Twoje przytoczone przyklady nie maja tu zadnego uzasadnienia. Powiem
                          Ci cos wiecej. Byly czasy, ze mezczyzni tez nie wiedzieli co to jest
                          glosowanie, bo rzadzil krol, car, ksiadz czy jak tam sobie nazwiesz -
                          rzadzila elita i sama sie wybierala, a raczej dziedziczyla z ojca na
                          syna. I co Ty na to? Co to ma wspolnego z tematem, a tym bardziej
                          z obecnym feminizmem. Co do wymogow kobiet mam swoje zdanie i
                          wymogi mojej zony sa mi doskonale znane, gdyz ona mi swobodnie o
                          tym ZAWSZE mowi, podobnie jak tez moje potrzeby nie sa obce dla
                          niej. Powiem Ci, ze wymogi kobiet sa tak rozbiezne, ze nie sposob
                          to ujac w jakiekolwiek ramki, a w wielu przypadkach kobiety nawet
                          same nie wiedza czego chca (to tez dotyczy niektorych mezczyzn). Tu
                          standardu nie ma. Prace domowe? A kto je ma robic, ja? Dogadaj sie
                          ze swoim mezem co i jak w tej sprawie. Leniwy? To juz nie jest
                          wina innych chlopow. Moze go zmien???????/.......oj, zapomnialem, toz Ty
                          go kochasz nieziemsko! Ciekawe za co? Ale to dla mnie nie wazne.
                          Ja tu nic nie mam do powiedzenia, nawet nie chce sie wypowiadac w
                          tym aspekcie. Twoj dom- Twoj skarb, nie moj. Rob z tym jak Ci
                          wygodnie. Nie widze jaki to ma zwiazek z potrzeba zaistnienia
                          zjawiska feminizmu. Zarobki? Juz o tym pisalem. Sprawiedliwosci tu
                          nie szukaj, bo jej nie znajdziesz. Ten co placi, placi za prace,
                          nie za plec. Dzisiaj placi kobieta taksamo a dosc czesto bywa tak,
                          ze kobieta z mezczyzna wspolnie decyduja komu ile zaplacic. W jednym
                          i tymze samym miejscu pracy za te sama prace faceci zarabiaja roznie.
                          Podobnie tez ma sie to do kobiet. Kto powiedzial, ze kobiety w tym
                          samym zkladzie pracy, za te sama robote ZAWSZE zarabiaja mniej niz
                          mezczyzni? Dowody prosze, ale konkretne, nie ubzdurane feministyczne.
                          Ja rownie dobrze dla paplania moge mowic, ze kobietom za te sama
                          prace co mezczyzni wykonuja placi sie wiecej. Co tu jest wazne, nie
                          ja zabieram kobietom zarobki i kazdy mezczyzna swojej kobiecie zyczy i
                          chcialby zeby zarabiala jak najwiecej. Podobnie kobieta swemu
                          facetowi. O czym wiec ta rozmowa? Kto, w czym, gdzie Ciebie
                          krzywdzi, ze tak letargicznie krzyczysz????? Swiat nigdy nie byl, nie
                          jest i nie bedzie rowny dla wszystkich (to dotyczy kobiet jak i
                          mezczyzn) i to musisz pamietac. Pantoflarzami sa tez inteligentni
                          mezczyzni, i co z tego? O tym tez powinnas juz wiedziec, bo chyba
                          szarych komorek nie masz.
                          • Gość: Mrs. Norris Re: Uważam podobnie IP: *.client.comcast.net 01.03.04, 13:37
                            1. Powiedz na czym polega moje zagubienie w historii
                            2.No to jakie sa te wymogi kobiet? Bo ostatnio oskarzyles mnie o brak
                            odpowiedzi, wiec jestem pewna, ze nie chcesz byc oskarzony o to samo
                            3." Prace domowe? A kto je ma robic, ja? Dogadaj sie
                            > ze swoim mezem co i jak w tej sprawie. Leniwy? To juz nie jest
                            > wina innych chlopow. Moze go zmien???????/......."
                            I dalej nic nie pojmujesz! To juz zaczna byc zalosne. Nie wiem jak Ci to
                            przetlumaczyc zebys zrozumial. Feminizm nie jest przeciwko mezczyznom. Jest
                            przeciwko stereotypom. I nie mam nic przeciwko temu, zeby to kobieta wykonywala
                            prace domowe pod warunkiem, ze ma na to ochote. Ale ciagle czesto uwaza sie, ze
                            prace domowe sa domena kobiety. I wlasnie przeciwko temu jest feminizm, a nie
                            przeciwko mezczyznom.
                            Wszystko przez to, ze nie rozumiesz czym jest feminizm i nadal nie masz
                            pojecia o temacie, na ktory sie wypowiadasz. To samo tyczy sie zarobkow. Nie
                            wiem kto powiedzial, ze kobiety zawsze zarabiaja mniej niz mezczyzni. Ja
                            powiedzialam, ze ze statystyk wynika, ze tak czesto jest. Na pewno wiecej sie
                            dowiesz na ten temat z raportu przygotowanego przez pracownikow UE, gdzie
                            Polska wypada bardzo kiepsko. Ale dyskusja z Toba jest jak widac bezowocna,
                            bo Twoje spojrzenie na swiat jest bardzo ograniczone i zachowujesz sie jak
                            krowa, ktora nigdy nie zmienia zdania. Zabierz sie z ta meska godnoscia i idz
                            troche poczytaj przed nastepna wypowiedzia.
                            • Gość: .................. Re: Uważam podobnie IP: *.dialup.sprint-canada.net 01.03.04, 21:28
                              To wlasnie Ty naczytalas sie makulatury feministycznej i wypisujesz
                              bzdury bezmyslne. Zagubilas sie w historii, bo zarzucasz fakt,
                              obwiniajac zarazem mezczyzn za to ze kobiety dawniej nie glosowaly. To
                              prawda! Zapomnialas jednak, ze mezczyzni taksamo nie glosowali, bo
                              wladza byla poprostu dziedziczona z ojca na syna. O tym juz pisalem
                              wczesniej, ale widze, ze masz poprostu trudnosci ze zrozumieniem, wiec
                              powtorzylem jeszcze raz. Mysle, ze tym razem dotrze. O wymogach
                              kobiet tez napisalem uwazam wystarczajaco. Poszerze temat, tak by do
                              Ciebie dotarlo. Otoz wymogi kobiet roznia sie w zaleznosci od kraju
                              w ktorym zamieszkuja, od danej rodziny, od miejsca czasem zamieszkania
                              itp. Czy znane sa Ci tzw. potrzeby rodzinne???? One, czyli wspomniane
                              wymogi sa WSPOLNE dla meza i zony. Jezeli je znasz, to masz
                              odpowiedz na swoje zadane pytanie. W Afryce np. kobieta szuka wody by
                              wyprac swoj ciuch, czy talerz. W Polsce zas rozglada sie za maszyna
                              do prania czy zmywania naczyn. Wymogi wiec sa inne, ale cel ten sam.
                              Znowu poruszasz zarobki i ich nierownosc. Moze bys tak zainteresowala
                              sie kobiecym najstarszym zawodem by znalezc logike swoim wybzduranym
                              uzasadnieniom -prostytucja, a zauwazysz, ze jedna kobieta wykonujaca ten
                              sam zawod w Hollywood zarabia miliony rocznie, a druga.......sterczy na
                              drodze za kilkadziesiat tys. na rok. Czyzby ta z elity miala zlota
                              dupe?? Zmien cos. Popraw zywot tych "krzywdzonych". Jestes wlasnie we
                              wlasciwej organizacji, walczacej o sprawiedliwosc. Stereotypy i walka
                              z nimi- Twoj kolejny topik. Co masz w rodzinie i jak rozwiazujesz
                              swoje sprawy zalezy tylko i wylacznie od Ciebie i Twojego meza.
                              Inteligentni ludzie potrafia sie dogadac, zrozumiec i wyzbyc sie
                              stereotypow jezeli uznaja ze zyc bez nich im jest poprostu latwiej.
                              Czegos Ci w tej galezi brakuje, bo wlasnie narzekasz na swoja
                              codziennosc. Tylko Ty wraz ze swoim mezem jestes w stanie zmienic swoj
                              dom, nikt obcy.
                          • jesster Re: Uważam podobnie 01.03.04, 19:05
                            No widzisz, ja jeszcze żony nie mam aczkolwiek mam nadzieję będę miał w
                            przyszłości. Popieram feministki jak najardziej. Gdyby mi moja żona czy
                            dziewczyna powiedziała że jest feministką to dla mnie nie byłby powód do
                            zdenerwowania, bo tak naprawdę nie ważne jak o sobie mówi tylko co to dla niej
                            oznacza. Ty chyba sam nie wiesz co to oznacza. Feministka może mieć męża i
                            dzieci. Chodzi o to żeby to był jej wybór. Żeby o tym co kto w domu robi
                            decydowali wspólnie. Zeby o tym kiedy będzie dziecko, i czy będzie decydowali
                            wspólnie, na płaszczyźnie porozumienia(tak tak drogie panie, uważam że w
                            normalnym związku o urodzeniu dziecka decyduje się wspólnie). Trzeba być
                            durniem żeby nie zauważyć że w kobietach równiez tkwi ogromny potencjał do
                            czynienia rzeczy wielkich na wszystkich płaszczyznach.I ja nie uważam żeby
                            feministki chciały udowodnić że my tego potencjału nie mamy. Wiadomo że
                            jednostki skrajne są w każdej ideologii.Ale to nie one tworza podstawę
                            • Gość: .................. Re: Uważam podobnie IP: *.dialup.sprint-canada.net 01.03.04, 21:49
                              Widzisz, to co napisales o tym wspolnym decydowaniu jest poprostu
                              zbedne. Szkoda ze nie znasz malzenstwa. Kazde malzenstwo ma swoja
                              specyfike i nie sposob miec czasem 50/50., bo np. w jednej sprawie
                              maz chce, zeby zona wiecej zadecydowala, w innym przypadku zona powie -
                              rob jak uwazasz i "obarczy" decyzja meza, bo uzna ze jego decyzja
                              bedzie trafniejsza czy lepsza. Czy Ty z przekonaniem uwazasz, ze
                              obecnie w malzenstwach, kiedy chodzi o dzieci kobiety nie maja glosu i
                              nie decyduja o tym??? Popatrz na srednia ilosc dzieci w polskiej
                              rodzinie. Byc moze sa przypadki, ze jakis idiota wywiera wielki
                              nacisk na kobiete, zeby urodzila dziecko, wbrew jej woli. Byc moze sa
                              tez odwrotne wyjatki, gdzie to kobieta zachodzi celowo w ciaze, kiedy
                              maz znie chcialby miec dziecka. Bywaja jak wiemy wpadki, czyli
                              nieplanowana ciaza, ale kogo tu za to winic??? Jezeli juz, to ja
                              zostawiam te wine polowiczna. Ozen sie chlopie, a pozniej bedziesz
                              sie cieszyl i rozkoszowal tym o czym pragniesz, czyli tym, kiedy Ci
                              zona przyjdzie i powie, ja jestem feministka z calego serca. Wszystkie
                              Twoje starania dla niej, cel zamierzony, sukcesy, jakoby poszly w
                              las, jakoby nic dla niej nie znaczyly, a juz napewno nie byly
                              wystarczajace Ja to nazwalem uderzeniem w policzek. Kobieta moze to
                              zrozumiec na przykladzie, a raczej pytaniu ktory przytocze. Jak by
                              sie czula moja zona, kiedy sie mocno stara i chce zeby wszystko w
                              rodzinie bylo jak najlepiej (w tym dla mnie) a ja jej mowie: Wiesz,
                              ta Kasia Kowalska, ona taka sliczna, ambitna...............jednym
                              slowem cud dziewczyna. Z nia to ja napewno bylbym szczesliwy.
                              Odpowiedzi chyba nie musze dawac.
                              • jesster Re: Uważam podobnie 01.03.04, 23:06
                                A co ty myślisz że ja jestem jakimś dzieciakiem? Nigdy nie ma tak że o
                                wszyststkim decyduje się 50/50 bo rózne czynniki mają dla obu stron rózne
                                znaczenie.
                                O wspólnym decydowaniu jeśli uważnie przeczytałeś pisałem do kobiet, żeby nie
                                było przesunięcia w odwrotną stronę-czyli że to my nie mamy nic do gadania.
                                Ty mi nie mów co ja będę czuł jak mi żona powie że jest feministką, bo pojęcia
                                o tym nie masz i mieć nie możesz bo skąd, o tym wiem tylko ja.Nie wiem skąd w
                                tobie przekonanie że wszystcy myślą tak jak ty. Równie dobrze może mi
                                powiedzieć "jestem dziubdziuś", a ja jej zadam takie samo pytanie "co to
                                znaczy". "Feministka" to tylko etykietka, ważne co wyraża. Dla mnie nie wyraża
                                ona chęci pokazania że mężczyźni są do dupy, tylko że kobiety też są super, i
                                dążenie do wykorzystania swojego potencjału w takim samym stopniu jak my
                                możemy. Bo nas nic nie ogranicza.Kobiety ciągle jeszcze tak.
                                Ty się strasznie przywiązujesz do samej etykietki "feministka",a na razie z
                                twoich wywodów nie ma ani słowo kim dla ciebie jest feministka.
                                • Gość: .................. Re: Uważam podobnie IP: *.dialup.sprint-canada.net 01.03.04, 23:27
                                  Kobiety swoj potencjal mialy, maja i miec beda. W wielu przypadkach
                                  sa one ponad nasza meska wartosc, w niektorych nam poprostu
                                  niedorownuja. Tak juz z tym jest. Czy uwazasz wiec, ze kobieta
                                  niefeministka, nie moze wykorzystac swego potencjalu w swym zyciu i
                                  feminizm musi tu byc koniecznoscia w osiagnieciu celu??? Tak by
                                  wynikalo z Twojego pisania. Oczywiscie, kazdy z nas jest inny. Nie
                                  jest mi dane wiedziec, co bedziesz przezywal, kiedy Ci zona powie o
                                  swoim feminizmie. Co wiecej, Ty sam o tym nawet nie wiesz, bo zony
                                  nie masz, ale jestes blizej "prawdy" w tym przypadku niz ja moge byc.
                                  Ja w tym przypadku bazowalem na sobie. Feminiazm? Znasz kobiety? One
                                  sa rozne jak kolory. I tak, dla jednej feministki feminizm oznacza
                                  jedno, a dla drugiej cos innego. Walka feministek tez sie rozni w
                                  zaleznosci od punktow kuli ziemskiej. Nie ma tutaj obramowania
                                  feminizmu. Feministka obecna to lesbijka, matka, zona............ Ja
                                  opieram swoj poglad na feminizm obserwujac troche feministek i ich
                                  wypowiedzi w Ameryce. One wyraznie mowia: "kobieta moze byc tylko i
                                  wylacznie wtedy wolna, kiedy nie jest w malzenstwie" Wnioski
                                  wyciagaj sam.
                                  • Gość: lila Re: Uważam podobnie IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 02.03.04, 07:42
                                    Feministka obecna to lesbijka, matka, zona............ Ja
                                    > opieram swoj poglad na feminizm obserwujac troche feministek i ich
                                    > wypowiedzi w Ameryce. One wyraznie mowia: "kobieta moze byc tylko i
                                    > wylacznie wtedy wolna, kiedy nie jest w malzenstwie" Wnioski
                                    > wyciagaj sam.

                                    Jeśli chodzi o feministki w Polsce, to sądzę na podstawie moich obserwacji i
                                    lektur, że zdecydowana większość nie traktuje instytucji małżeństwa jako czegoś
                                    złego - są żonami, matkami i dobrze im z tym.
                                    A co do przeciwstawienia wolności i małżeństwa, jeśli jest się z kimś, to jakąś
                                    część wolności pewnie się traci, bo przestaje się myśleć w kategoriach ja a
                                    reszta świata, na rzecz my, nasz związek, nasze potrzeby, nasze życie. Po
                                    prostu czasem trzeba z czegoś zrezygnować, czasem iść na kompromis, a
                                    generalnie uwzględniać potrzeby partnera przy podejmowaniu decyzji, dokonywaniu
                                    wyborów.
                                    • Gość: .................. Re: Uważam podobnie IP: *.dialup.sprint-canada.net 02.03.04, 23:21
                                      Masz zupelna racje z ta wolnoscia. Osobiscie uwazam, ze doskonalej
                                      wolnosci nie ma i byc nie moze. Kobieta (tu mam na mysli te
                                      prawdziwa) potrzebuje mezczyzne i odwrotnie. Juz w tym, w tej
                                      potrzebie tkwi uzaleznienie, niech odwaze sie to nazwac niewola. Zeby
                                      lepiej to zrozumiec, powiem, ze ja jestem niewolnikiem kobiety, bo
                                      bez niej..........
                    • wojtek_blankietowy to jest wlasnie tolerancja - smiechu warte 01.03.04, 20:05
                      Gość portalu: Mrs. Norris napisał(a):
                      > Wybacz, ale nie wyobrazam sobie pokochac faceta, ktorego poglady sa tak
                      > sprzeczne z moimi. W czym sie mam niby zakochac? W wygladzie? Czy w
                      > ograniczeniu umyslowym ? Fakt, moze to w lozku nie przeszkadza, ale seks nie
                      > oznacza milosci..

                      feministki mowia tyle o tolerancji a mysle ze ty sama nie wiesz co to znaczy.
                      Nazywanie kogos kto ma inne poglady niz ty "ograniczeniem umyslowym" nie
                      najlepiej swiadczy o tobie i twojej tolerancji. Ja nie zgadzam sie z
                      feministkami ale ich nie wyzywam mysle ze moglabys postarac sie o to samo bo
                      kazdy ma prawo wyznawac swoje poglady nawet jesli komus innemu sie nie podobaja
                      • triss_merigold6 Po co być tolerancyjnym? 01.03.04, 23:30
                        Toleruję ludzi o zupełnie odmiennych poglądach o ile nie wchodzą mi w drogę
                        bezpośrednio i tego samego oczekuję. Dyskutować, spierać się, mogę do upojenia
                        ale nie w domu. W domu i najblizszym otoczeniu (bliscy znajomi, przyjaciele)
                        chcę mieć spokój więc preferuję ludzi o niezbyt odmiennych od moich pogladach
                        na kwestie zasadnicze.
                        Ludzi fanatycznych wszelkiego typu (bez względu na - izm: faszyzm, rasizm,
                        konserwatyzm, komunizm) uważam za ograniczonych umysłowo tj. postrzegających
                        świat przez pryzmat jedynej słusznej racji. Z tolerancją się nie obnoszę bo nie
                        nalezy ona do moich cech.
                        Z konserwatystą - hipokrytą (w wersji "do czego innego służy żona, do czego
                        innego kochanka) mogłabym ewentualnie mieć niezobowiązujacą przygodę oczywiście
                        do chwili w której facet by się nie odezwał. A rano drzwi i hej bo po co na
                        własne życzenie komplikować sobie życie.
                        • Gość: j76 Re: Po co być tolerancyjnym? IP: *.acn.waw.pl 02.03.04, 22:52
                          > Ludzi fanatycznych wszelkiego typu (bez względu na - izm: faszyzm, rasizm,
                          > konserwatyzm, komunizm)

                          Trzeba mieć niezły uraz, żeby konserwatyzm wymieniać jednym tchem z faszyzmem,
                          rasizmem i komunizmem.

                          > uważam za ograniczonych umysłowo tj. postrzegających
                          > świat przez pryzmat jedynej słusznej racji.

                          Wiekszość ludzi mających własny światopogląd uważa go tak naprawdę za jedynie
                          słuszny. Czy uważasz konserwatyzm za światopogląd tak samo słuszny, jak twój? A
                          jeżeli nie, to czy uważasz się za osobę ograniczoną umysłowo?
                          • Gość: Triss Merigold Re: Po co być tolerancyjnym? IP: *.acn.waw.pl 02.03.04, 23:35
                            Wszelkie - izmy: także fanatyczny wegetarianizm, antyglobalizmy itd. Zadowolony?

                            Niekoniecznie. Swój światopogląd uważam za słuszny dla siebie, daleka jestem od
                            oczekiwania, że inni wg. niego przemodelują własne poglądy. Ci, którzy uważają
                            swoją wizję za faktycznie jedyną słuszną zachowują się jak wyznawcy radia
                            Maryja: fanatyczni, głosni, opresyjni, mający wizję idealnego państwa i
                            społeczeństwa. Wg. nich idealnego.
                            Uważam, że w innych warunkach społecznych, historycznych, politycznych mój
                            światopogląd zwyczajnie by nie zaistniał. Mamy w kraju luksusowo wolny rynek
                            idei i poglądów. W tych odmiennych potrafię dostrzec cenne i wartościowe
                            założenia (np. właśnie w konserwatyźmie) ale jak spójna wizja świata,
                            społeczeństwa, ról męskich i kobiecych absolutnie mi nie odpowiada.
                            • Gość: j76 Re: Po co być tolerancyjnym? IP: *.acn.waw.pl 03.03.04, 20:20
                              > Wszelkie - izmy: także fanatyczny wegetarianizm, antyglobalizmy itd. Zadowolony
                              > ?

                              Jasne. Tak tylko zapytałem, skoro już jesteśmy na forum gazety, która walczy z
                              jednym fanatyzmem (LPR), jednocześnie popierając ludzi też mówiących nam, jak
                              mamy myśleć, tyle że z drugiej strony polityki. A jeżeli ktoś mówi innym, jak
                              mają myśleć - to jest po prostu groźnym dla otoczenia fanatykiem.

                              > Uważam, że w innych warunkach społecznych, historycznych, politycznych mój
                              > światopogląd zwyczajnie by nie zaistniał.

                              Nie zaistniałby, bo.... ?
                              • Gość: Triss Merigold Re: Po co być tolerancyjnym? IP: *.acn.waw.pl 04.03.04, 20:55
                                Nie zaistniałby bo: inne warunki ekonomiczne (np. z przymusem pracy od
                                dziecka), kulturowe (zaręczyny w dzieciństwie - Indie, małżeństwo aranżowane,
                                brak tradycji kształcenia kobiet - Pakistan), polityczne (brak równych praw dla
                                kobiet - Arabia Saudyjska, Emiraty Arabskie). Cały proces socjalizacji, wpływu
                                rodziny, tradycji, obyczajów wpłynąłby na moją inną wizję miejsca i roli
                                kobiety.
                            • wojtek_blankietowy trissss o sobie 03.03.04, 20:22
                              Gość portalu: Triss Merigold napisał(a):
                              >Ludzi fanatycznych wszelkiego typu (bez względu na - izm: faszyzm, rasizm,
                              >konserwatyzm, komunizm) uważam za ograniczonych umysłowo tj. postrzegających
                              >świat przez pryzmat jedynej słusznej racji Z tolerancją się nie obnoszę bo nie
                              >nalezy ona do moich cech.

                              a jak sie ma do tego feminizm. To tez -izm. I ja tu sie zgadzam z toba ze to
                              ograniczenie umyslowe.


                              > oczekiwania że inni wg. niego przemodelują własne poglądy. Ci, którzy uważają
                              > swoją wizję za faktycznie jedyną słuszną zachowują się jak wyznawcy radia
                              > Maryja: fanatyczni, głosni, opresyjni, mający wizję idealnego państwa i
                              > społeczeństwa. Wg. nich idealnego.

                              ty tak sie zachowujesz uwazasz feminizm za jedynie sluszna ideologie.
                              sama siebie opisalas cytuje: "Ograniczona umyslowo, malo tolerancyjna,
                              posiadajaca jedynie sluszna wizje".
                              • Gość: Triss Merigold Re: trissss o sobie IP: *.acn.waw.pl 04.03.04, 20:43
                                Nie jestem tolerancyjna więc nie muszę udawać, że wszystkie poglądy traktuję
                                jako równie wartościowe. Konserwatystą, socjalistą czy feministą można być
                                zarówno fanatycznym jak i w miarę normalnym. Feminizmu nie uważam za jedyną
                                słuszną ideologię, mnie odpowiada, innym nie i wszystkiego dobrego, byle nie
                                narzucali mi się ze swoimi poglądami w realu.
            • undyna Zszokowałam się 01.03.04, 22:40
              Tak się zakochujesz, zanim poznasz człowieka, w obcej osobie???:)))Znowu nie
              rozumiem?
    • bubster Re: Feministki co za pare lat? 29.02.04, 22:15
      > faceci bede sie albo bali z
      > wami wiazac albo wybierali kobiety nie feministki?
      > Co wtedy zrobicie?

      shit happens :-)
    • blanchet feministki nie walczą z mężczyznami tylko walczą 01.03.04, 08:49
      o swoje prawa.
      • pajdeczka Re: feministki nie walczą z mężczyznami tylko wal 01.03.04, 09:24
        blanchet napisała:

        > o swoje prawa.

        ha,ha, a kto te prawa dla kobiet ustanawia? no, pogłówkuj trochę:)
        • blanchet Re: feministki nie walczą z mężczyznami tylko wal 01.03.04, 09:32
          w polsce nie ma demokracji uczestniczącej tak abyś mogła osobiście zagłosować
          na daną ustawę itd. 50%polaków to kobiety które wybrały swoich przedstawicieli
          i fakt kobiety w sferze publicznej to mniejszość jednak tak zostało przez nie
          wybrane Więc można uznać że prawo tworzone jest przez mężczyzn jednak nadal nie
          będzie to walka z mężczyznami ale walka merytoryczna o prawa Feminizm nie
          oznacza niechęci i walki z mężczyznami.
          • orvokki Re: feministki nie walczą z mężczyznami tylko wal 01.03.04, 11:20
            Dokładnie tak, feminizm nie jest walką z mężczyznami, tylko walką z systemem,
            który jakoś sprzyja mężczyznom niż kobietom. Sprowadzanie feminizmu, który jest
            ruchem społecznym i politycznym, do walki z tymi męskimi szowinistycznymi
            świniami, jest nieporozumieniem.
            Czego pan gość.... najwyraźniej nie jest w stanie pojąć, wciąż mając wrażenie,
            że złe feministki dokładnie jemu mają wszystko za złe. Uważa w dodatku,
            podobnie jak pewien publicysta opisany przez Agnieszkę Graff, że wcale nie jest
            tak, że na rynku pracy dyskryminowane są kobiety. Ależ skąd. Dyskryminowane są
            osoby, które mogą zajść w ciążę, które mogą pójść na urlop macierzyński etc.
            • wojtek_blankietowy Re: feministki nie walczą z mężczyznami tylko wal 01.03.04, 19:53
              orvokki napisała:
              > Dokładnie tak, feminizm nie jest walką z mężczyznami, tylko walką z systemem,
              > który jakoś sprzyja mężczyznom niż kobietom. Sprowadzanie feminizmu który jest
              > ruchem społecznym i politycznym,

              wygrajcie wybory to zmienicie prawo jakos wiekszosc kobiet glosuje jednak na
              mezczyzn przeciez nie uwazacie chyba ze wybory sa falszowane. Jest demokracja
              mozna zalozyc partie i wygrac wybory.



              > tak, że na rynku pracy dyskryminowane są kobiety. Ależ skąd Dyskryminowane są
              > osoby, które mogą zajść w ciążę, które mogą pójść na urlop macierzyński etc.

              jak pisalem jestem za wolnoscia wyboru. Wolnoscia na wszelkich plaszczyznach,
              niech kobieta wybiera meza jakiego, chce niech bedzie wolnosc wyboru w kwestii
              aborcji a takze niech pracodawcy maja prawo wyboru pracownika jakiego chca (za
              bzdure uwazam uwazanie za dyskryminacje faktu ze wybral faceta nie kobiete to
              pracodawca nie ma juz wolnosci wyboru?????????????).
              By nie bylo watpliwosci ze chodzi jak wspomnialas o ciaze czy urlop
              macierzynski jestem za tym by faceci mieli urlop macierzynski i mieli prawo do
              zachodzenia w ciaze. Wtdy nikt nie bedzie mowil ze ciezarne/ciezarni sa
              dyskryminowani. Jak rownosc to rownosc a co tam.
              • Gość: Mrs. Norris Re: feministki nie walczą z mężczyznami tylko wal IP: *.client.comcast.net 01.03.04, 21:16


                > wygrajcie wybory to zmienicie prawo jakos wiekszosc kobiet glosuje jednak na
                > mezczyzn przeciez nie uwazacie chyba ze wybory sa falszowane. Jest demokracja
                > mozna zalozyc partie i wygrac wybory.
                >
                Oczywiscie skoro tu chodzi tylko o to kogo sie wybiera zakladam, ze zadna
                partia nie bedzie miala nic przeciwko temu, zeby pierwsze miejsca na listach
                wyborczych zajmowaly kobiety, bo to oczywiscie nie ma zadnego wplywu na wynik
                wyborow!

                > By nie bylo watpliwosci ze chodzi jak wspomnialas o ciaze czy urlop
                > macierzynski jestem za tym by faceci mieli urlop macierzynski i mieli prawo
                do
                > zachodzenia w ciaze. Wtdy nikt nie bedzie mowil ze ciezarne/ciezarni sa
                > dyskryminowani. Jak rownosc to rownosc a co tam.

                Mysle, ze wystarczy, ze kazdy mezczyzna bedzie mial prawo do urlopu
                ojcowskiego w takim samym wymiarze dni jak kobieta. Wtedy zaden pracodawca nie
                bedzie mial pewnosci,czy mezczyzna, ktorego zatrudnil z takiego urlopu nie
                wezmie.

                A ograniczeniem umyslowym nazywam to, ze pietnasty raz powtarza sie o co
                walcza feministki, a jedyna rzecz, ktora slyszycie to , ze z mezczyznami!
                Owszem, nie bede miala nic przeciwko wyrazaniu Twoich pogladow, jezeli powiesz,
                ze jestes za dyskryminacja kobiety ze wzgledu na jej plec, przeciw prawu do
                aborcji (podkreslam slowo prawo, zeby nie wyszlo, ze feministki sa za aborcja)
                oraz, ze uwazasz, ze powinny zarabiac mniej niz mezczyzni za te sama prace.
                Tylko czlowieku podaj jakies argumenty!
                Zmeczona jestem juz tymi glupotami, ze feministkom chlopa brakuje i o wszystko
                oskarzaja mezczyzn, bo to sa bzdury i swiadcza o Twojej ignoracji dla tematu ,
                na ktory sie wypowiadasz.
                • wojtek_blankietowy Re: feministki nie walczą z mężczyznami tylko wal 01.03.04, 22:01
                  Gość portalu: Mrs. Norris napisał(a):
                  > Oczywiscie skoro tu chodzi tylko o to kogo sie wybiera zakladam, ze zadna
                  > partia nie bedzie miala nic przeciwko temu, zeby pierwsze miejsca na listach
                  > wyborczych zajmowaly kobiety, bo to oczywiscie nie ma zadnego wplywu na wynik
                  > wyborow!

                  oczywiscie ze miejsce ma znaczenie, ale jak ci sie nie podoba ze faceci sa na
                  pierwszych miejscach to zaloz wlasna partie i umiesc tam nawet same kobiety
                  nikt ci nie zabroni. To jest wlasnie WOLNOSC o ktora tak walczycie. Macie prawo
                  zalizyc wlasna partie.


                  > Mysle, ze wystarczy, ze kazdy mezczyzna bedzie mial prawo do urlopu
                  > ojcowskiego w takim samym wymiarze dni jak kobieta. Wtedy zaden pracodawca nie
                  > bedzie mial pewnosci,czy mezczyzna, ktorego zatrudnil z takiego urlopu nie
                  > wezmie.

                  slusznie ale:
                  1 teraz jest tak ze mezczyzna moze wziac polowe macierzynskiego
                  2 jesli bedzie mogl wziac caly to oznacac bedzie ze kobieta po trudach porodu
                  bez wypoczynku prawie na nastepny dzien bedzie musiala wrocic do pracy jesli
                  zdecyduje z mezem ze on wykorzyat macierzynski. to jest ROWNE ale czy
                  sluszne??? napewno nie kobieta po porodzie musi odpoczac


                  > A ograniczeniem umyslowym nazywam to, ze pietnasty raz powtarza sie o co
                  > walcza feministki, a jedyna rzecz, ktora slyszycie to , ze z mezczyznami

                  ja nie twierdze i niegdy nie twierdzilem ze walczycie z mezczyznami, moj zarzut
                  jest taki ze totalna rownosc jest niemozliwa co widac na przykaldzie powyzej z
                  urlopem macierzyskim. Musi byc sprawiedliwie a nie rowno a to nie jest tozsame.


                  > Owszem, nie bede miala nic przeciwko wyrazaniu Twoich pogladow, jezeli powiesz
                  > ze jestes za dyskryminacja kobiety ze wzgledu na jej plec, przeciw prawu do
                  > aborcji (podkreslam slowo prawo, zeby nie wyszlo, ze feministki sa za aborcja
                  > oraz, ze uwazasz, ze powinny zarabiac mniej niz mezczyzni za te sama prace.
                  > Tylko czlowieku podaj jakies argumenty!

                  no ladnie tzn ze zebys pozwolila mi miec swoje poglady musze wczesniej podac ci
                  argumenty, prosze cie przeciez to bzdura


                  > Zmeczona jestem juz tymi glupotami, ze feministkom chlopa brakuje i o wszystko
                  > oskarzaja mezczyzn, bo to sa bzdury i swiadcza o Twojej ignoracji dla tematu
                  > na ktory sie wypowiadasz.

                  forum nie jest obowiazkowe to raz
                  nigdy nie mowilem nic o chlopie to dwa
                  a po trzecie prosze mnie nie obrazac ja Cie nie obrazam i uwazam iz mozna
                  dyskutowac na poziomie
                  • Gość: Mrs. Norris Re: feministki nie walczą z mężczyznami tylko wal IP: 155.43.145.* 02.03.04, 01:02
                    > > Mysle, ze wystarczy, ze kazdy mezczyzna bedzie mial prawo do urlopu
                    > > ojcowskiego w takim samym wymiarze dni jak kobieta. Wtedy zaden pracodawca
                    > nie
                    > > bedzie mial pewnosci,czy mezczyzna, ktorego zatrudnil z takiego urlopu nie
                    >
                    > > wezmie.
                    >
                    > slusznie ale:
                    > 1 teraz jest tak ze mezczyzna moze wziac polowe macierzynskiego
                    > 2 jesli bedzie mogl wziac caly to oznacac bedzie ze kobieta po trudach porodu
                    > bez wypoczynku prawie na nastepny dzien bedzie musiala wrocic do pracy jesli
                    > zdecyduje z mezem ze on wykorzyat macierzynski. to jest ROWNE ale czy
                    > sluszne??? napewno nie kobieta po porodzie musi odpoczac

                    Musi??? Musi??? A co to znaczy musi????? To juz sama o sobie nie moze
                    decydowac??? Jak bedzie chciala to wezme, jak nie bedzie chciala to nie wezme,
                    ale to bedzie jej decyzja i ewentualnie jej partnera. W tej chwili kobiety nie
                    maja nawet mozliwosci wyboru czy chca wrocic zaraz po porodzie do pracy czy
                    chca byc na macierzynskim, wlasnie dlatego, ze niektorym sie wydaje, iz znaja
                    kobiece potrzeby lepiej niz one same. Dzieki temu mamy takie prawo, a nie
                    inne.
                    W tym wlasnie lezy sedno sprawy i o to walcza feministki!!! Nie o jakas
                    totalna rownosc, ale o prawo do decydowania o sobie!
                    • Gość: .................. Re: feministki nie walczą z mężczyznami tylko wal IP: *.dialup.sprint-canada.net 02.03.04, 01:36
                      Ty pewnie nie rodzilas, dlatego nie wiesz. Facet Ci wyraznie napisal,
                      ze po porodzie kobieta MUSI odpoczac. Tu nawet ze szpitala nie
                      wypisuja jej po porodzie przez kilka dni. Wyboru wiec nie ma. Prawo
                      natury decyduje. Ale Ty dalej walcz bezmyslnie o ten wybor do
                      decydowania.
                      • Gość: Mrs.Norris Re: feministki nie walczą z mężczyznami tylko wal IP: *.client.comcast.net 02.03.04, 03:55
                        Musi!!! Kilka miesiecy!! Po prostu musi i tyle, inaczej sie nie da... Nie
                        chodzilo mi o zwolnienie lekarskie, ale co Ty mozesz na ten temat powiedziec.
                        Nie, czekaj! Myle sie bo Ty na pewno rodziles!!!!Wiesz lepiej!
                        Poczytaj o kobietach w Szwecji, ktore jakos pracuja (ich partner bierze
                        ojcowski) i zyja. Ale to na pewno klamstawa! Znowu cos feministki wymyslily!
                        To niemozliwe, bo musi odpoczac po prostu musi!!!!
                        • wojtek_blankietowy a kto rodzi w Szwecji?????? mezczyzni 02.03.04, 20:53
                          Gość portalu: Mrs.Norris napisał(a):
                          > Musi!!! Kilka miesiecy!! Po prostu musi i tyle, inaczej sie nie da... Nie
                          > chodzilo mi o zwolnienie lekarskie, ale co Ty mozesz na ten temat powiedziec.
                          > Nie, czekaj! Myle sie bo Ty na pewno rodziles!!!!Wiesz lepiej!
                          > Poczytaj o kobietach w Szwecji, ktore jakos pracuja (ich partner bierze
                          > ojcowski) i zyja. Ale to na pewno klamstawa! Znowu cos feministki wymyslily!
                          > To niemozliwe, bo musi odpoczac po prostu musi!!!!


                          pani noris przede wszystkim mniej zlosci i agresji rozmawiamy spokojnie
                          jesli ktos sie myli to mu to udowodnij spokojnie a nie unos sie

                          nie da sie totalnie zrownac macierzynskiego moim zdaniem bo kobieta musi (nie
                          mezczyzna nie przepis ale zdrowy rozsadek i troska o zdrowie) kaze jej
                          przynajmniej kilka dni polezec (min. 3 dni w przypadku zwyklego i tydzien w
                          przypadku cesarskiego porodu).

                          Przeanalizujmy spokojnie:
                          wezmy abstrakcyjny przyklad: M mezczyzna K kobieta:

                          wtorek K jest w pracy M jest w pracy
                          sroda 7 rano porod K rodzi w szpitalu M jest w pracy
                          czwartek K wypoczywa M jest w pracy
                          piatek K jest w pracy M jest w pracy

                          powyzszy przyklad wskazuje ze totalne rownouprawnienie w kwesti macierzynskiego
                          jest niemozliwe bo kobiety w dniu porodu i co najmniej w dniu po porodzie
                          mezczyzna chocby chcial nie zastapi.

                          Chyba nie powiesz mi Pani Noris ze w Szwecji zamiennie mezczyni rodza??
                          • Gość: Mrs. Norris Re: a kto rodzi w Szwecji?????? mezczyzni IP: *.client.comcast.net 02.03.04, 20:59
                            Te kilka dni to kobieta moze byc na zwolnieniu lekarskim. Urlop rodzicielski to
                            co innego! Nie bede sie powtarzac, wiec przeczytaj co napisala Bilala.
                  • Gość: lila Re: feministki nie walczą z mężczyznami tylko wal IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 02.03.04, 07:51
                    slusznie ale:
                    > 1 teraz jest tak ze mezczyzna moze wziac polowe macierzynskiego
                    > 2 jesli bedzie mogl wziac caly to oznacac bedzie ze kobieta po trudach porodu
                    > bez wypoczynku prawie na nastepny dzien bedzie musiala wrocic do pracy jesli
                    > zdecyduje z mezem ze on wykorzyat macierzynski. to jest ROWNE ale czy
                    > sluszne??? napewno nie kobieta po porodzie musi odpoczac

                    W kwestii formalnej - urlop macierzyński, to ten który jest zaraz po
                    porodzie,trwa 4 miesiące, przysługuje tylko kobiecie i chyba kobieta nie może
                    z niego zrezygnować, po tym urlopie można jeszcze wziąć urlop wychowawczy, i on
                    jest do ewentualnego podziału.
    • Gość: mm Re: Feministki co za pare lat? IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 01.03.04, 21:55
      a jak nie przyjdzie ochota na dziecko? Dalczego miałaby przyjść. A świat będzie
      taki sam. I tak jest nas za dużo.
      • Gość: .................. Re: Feministki co za pare lat? IP: *.dialup.sprint-canada.net 01.03.04, 21:57
        Dobre podejscie. To tez oznacza mniej feministek w przyszlosci.
        • Gość: mm Re: Feministki co za pare lat? IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 01.03.04, 22:03
          i o to chodzi. Również mniej seksistów.
          A ja nie jestem feministką... - grunt to partnerstwo.
          • Gość: .................. Re: Feministki co za pare lat? IP: *.dialup.sprint-canada.net 01.03.04, 22:18
            No nie! Grunt to grunt, a partnerstwo to partnerstwo. Lubie to Twoje
            partnerstwo. Ono pewnie mocno gruntowe jest.
            • Gość: Bilala Re: Feministki co za pare lat? IP: *.uz.zgora.pl 02.03.04, 13:22
              Wszyscy tu Panowie Antyfeminiści twierdzą, że u nas nie istnieje coś takiego,
              jak dyskryminacja kobiet, ale zaraz potem się okazuje, że pralkę i zmywarkę
              kupuje się DLA ŻONY, żeby JEJ UŁATWIĆ ŻYCIE (cóż za dobroć!). Mniejsza o
              statystyki, z których jasno wynika, że przeciętnie kobiety w Polsce mają wyższe
              wykształcenie niż mężczyźni, za to przeciętnie niższe płace. Mniejsza z tym, że
              całe życie zarabiam mniej niż koledzy na identycznych stanowiskach (w
              panstwowej firmie - w ramach tzw. widełek zawsze oni dostają więcej, bo
              przecież MAJĄ RODZINY NA UTRZYMANIU, w odróżnieniu ode mnie, bo ja jestem tylko
              częścią rodziny utrzymywanej przez mojego męża). Mniejsza z tym, że kobieta
              przyjmowana do pracy zawsze jest podejrzewana o to, że zechce iść na
              macierzyński lub korzystać ze zwolnień lekarskich na dzieci (czy mężczyzna
              mógłby skorzystać czasem z tych zwolnień? Może i tak, ale by fatalnie w pracy
              podpadł, więc woli nie ryzykować, nawet gdyby chciał i umiał zająć się chorym
              dzieckiem). Oczywiście nie ma mowy o korzystaniu przez mężczyzn z urlopów
              rodzicielskich (tak je tymczasowo nazwijmy, bo istnieją tylko macierzyńskie),
              choć kobiecie po porodzie zapewne wystarczyłoby ze dwa tygodnie zwolnienia
              lekarskiego, by mogła powrócić do zdrowia (ale byłaby zaraz WYRODNĄ MATKĄ,
              zostawiając maleństwo z mężem, choćby on akurat był na bezrobociu, a jej dalsze
              losy zawodowe w dużym stopniu zależały od zaangażowania w pracę).
              Poza tymi wszystkimi rozwiązaniami prawnymi, jawnie dyskryminującymi kobiety,
              istnieje sfera mentalności, co zresztą się łączy: już od najmniejszego dziecka
              przyzwyczaja się i chłopców, i dziewczynki do pewnych pojęć na temat tego, do
              czego są stworzeni, a do czego nie. Biorą w tym udział niestety także mamusie,
              którym w głowie się nie mieści, żeby dziewczynki nie nauczyć podstaw prac
              domowych, ale w wypadku syna wcale się nie martwią, gdy nie potrafi sobie
              usmażyć jajecznicy, nie mówiąc już o ugotowaniu obiadu dla rodziny. Jest
              wspaniale, jeśli on "pomaga mamie" wynosząc śmieci; później w małżeństwie nie
              wpadnie na pomysł, że wcale nie musi żonie "pomagać", bo są równoprawnymi
              członkami rodziny, że gotowanie, sprzątanie, pranie robi ta osoba, która ma
              więcej czasu, która to bardziej lubi (mniej nie lubi), której kolejka właśnie
              wypadła, która to lepiej umie, która ma do tego więcej siły fizycznej
              (taszczenie ciężkich siatek), a jeśli żona bierze na siebie jakiś stały
              obowiązek w domu, to też trzeba wziąć na siebie jakiś stały i to równie
              pracochłonny obowiązek. Nie pomyśli, że jeśli jego żona śpiewająco skończyła
              studia i świetnie sprawdza się w pracy, to może zamiast marnować czas na
              gotowanie zupy, mogłaby zrobić karierę zawodową. W głowie mu się nie zmieści,
              że mężowie mogą robić karierę zawodową, podczas gdy ich żony dbają o rodzinę,
              więc i niektóre żony mogłyby robić karierę, podczas gdy ich mężowie zajmowaliby
              się rodziną... Nie zniósłby, by jego żona zajęła się jakąś działalnością
              społeczną czy polityczną, wskutek której on musiałby czasem zając się praniem
              albo opieką nad dziećmi (a potem sarkastycznie zapyta: to czemu kobiet tak mało
              w rządzie? widocznie nie nadają się do tego).
              Co gorsza, wiele kobiet jest wychowanych podobnie i tak właśnie wychowuje swoje
              dzieci. Gdy któraś się wybije, nie obejdzie się bez pytań zadawanych przez
              dziennikarzy: A jak Pani godzi pracę na stanowisku dyrektora wielkiej firmy
              (itp.) z opieką nad dziećmi? Jakoś nie wpadną na pomysł, by o to samo zapytać
              dyrektora mężczyzny.
              Ech, szkoda gadać...
              • Gość: .................. Re: Feministki co za pare lat? IP: *.dialup.sprint-canada.net 02.03.04, 23:32
                Pytanie z ta opieka nad dziecmi moglo pasc slusznie. Moze osoba
                pytajaca wiedziala, ze ona jest samotna matka, a dzieci, pomino
                najwiekszych staran ojca, sad i tak matce przypisal. W tych
                rozwodowych sprawach dzieci chcecie zawsze dla siebie. Wtedy matczyne
                uczucia sa wielkie, ale na dzien zwyczajny roznie z tym bywa.
                Normalna matka powinna sie cieszyc takim pytaniem. Tak mnie sie
                wydaje.
    • kochanica.francuza Jak to co za pare lat? 02.03.04, 13:44
      Wyemigruje do Republiki i tam sie rozejrzę.
      Mąż Agnieszki Graff, Francuz, twierdzi, że być polską feministka to tak jak
      normalna Francuzka.
      Faktycznie Francuzi nie mają takich obsesji na punkcie feminizmu jak nasi
      rodacy...
      Mąż kolezanki jak sie dowiedzial ze jestem do tego wegetarianką to zapytal
      cytuję: Po co ty się tak udziwniasz? Nie wpadł na to ze ja sie na tej diecie po
      prostu dobrze czuję. Nie-dziwna jest Matka-Polka wpie..ąca salcesonik.
      We Francji zestaw feminizm+wegetarianizm przeszedłby ledwo zauważony.
    • Gość: baf Re: Feministki co za pare lat? IP: *.suwalki.cvx.ppp.tpnet.pl 03.03.04, 14:33
      Za parę lat będziemy parę lat starsze, o wiele doświadczeń mądrzejsze, nadal
      szczęśliwe albo mniej szczęśliwe :)
      I na szczęście nadal będziemy miały prawo być feministkami ;))
Pełna wersja