gradosr60
24.04.10, 11:02
Hej kobitki!
Pisze na tym Waszym forum bo wiem ze spojrzycie na ponizsza sytuacje swoim bardziej fachowym okiem;)
Od roku jestem singlem. oczywiscie w miedzyczasie sie spotykalem z roznymi dziewczynami ale nie dawalo nic rady bo po poprzednim zwiazku bylem zbyt mocno poraniony.
W pracy spotkalem fajna dziewczyne - ona jest mlodsza (ja 30 ona 24).
Spedzamy mnostwo czasu razem. na poczatku grupowo, pozniej sie zaprzyjaznilismy wiec spedzamy niemal kazde popoludnie razem, jakies piwa, kina, u mnie w domu , czy u niej, nawet nocowalem u niej.
To wszystko bez zadnych sytuacji, calusow zblizen. Ona nazywa mnie swoim kumplem, przyjacielem.
generalnie to trwa juz z pol roku - nie jestem w niej zakochany ale to swietna dziewczyna. Dobrze sie czujemy w swoim towarzystwie. Ona jest atrakcyjna, ja no coz glupio sie oceniac ale nie narzekam jakos na powodzenie (co nie znaczy ze musze sie jej podobac fizycznie rzecz jasna)
Na zewnatrz wszyscy biora nas za pare choc para nie jesteśmy. Co tez ogranicza mi kwestie poznania kogos , bo jak ide z nia to nie podrywam nikogo ani tez nikt do mnie nie zagaduje bo niby przeciez jestem zajety.
Zauważyłem tylko ze ona z 1 strony chetnie podkresla „przyjazn”, zas z 2 strony gdy jakas dziewczyna kreci się wokół mnie nie pozostaje obojetna i chetnie ‘zaznacza’ teren przytulając się itd.
Właściwie wiem ze najłatwiej byloby po prostu z nia pogadac ale boje się troche, po 1sze to nie jest proste bo pomysli ze jestem interesowny i spotykam się z nia tylko żeby się do niej „dobrac” a to nie tak.
Właściwie od roku nie miałem jakos mocnej ochoty się z kims związać a wydaje mi się ze byloby nam razem dobrze, pierwszy raz od X czasu.
Wiem ze to tylko Wasze opinie (za które będę wdzieczny) a najważniejsze i tak jest co ona o tym mysli.
Czy warto z nia o tym pogadac, czy tez szkoda narazania fajnej przyjazni?
Nie jestem typem który mysli sobie nie wiem co na widok trzpocacych rzes , raczej sobie mysle ze jakby chciala tio by stanęła sama na rzesach dla faceta z którym chce być, zwłaszcza ze sygnaly ze mi się podoba , może niedoslowne ale dostala.
To już troche czasu trwa i może brakuje jakiejs chemii, może ona potrzebuje czegos wiecej a to tylko takie kumplowanie się?
Prawde mówiąc tak mi to wyglada ale czasem mam wrazenie ze czeka może na mój ruch (tzn konkretny żeby z nia o tym pogadac) może tez się boi.
Po prostu mysle sobie czy to ma jakies szanse czy raczej nie bardzo –czy robic swoje i może cos z tego wyjdzie czy raczej nie ma co na to liczyc?
W zasadzie sama podkresla ze ciezko jej będzie kogos znaleźć, ze będzie sama i takie tam. A ja boje się ze dopiero gdy ktos kogos znajdzie to druga strona oprzytomnieje.
Nie oszczędzajcie mnie :)