berta-live
29.04.10, 17:07
Macki opadają. Zadzwoniłam do straży miejskiej z powodu wyjącego psa sąsiadów.
Kupili sobie szczeniaka, wychodzą na cały dzień z domu a on wyje całymi dniami
na całą ulicę. Klasyczne znęcanie się nad zwierzętami.
A pan strażnik twierdzi, że nie widzi znamion przestępstwa, oni nie mogą nic
zrobić i skoro pies ma potrzebę wycia to niech sobie wyje. Oni mogą tylko
podjechać i poinformować właścicieli, że sąsiedzi się skarżą. Bo nie można
nikomu nakazać żeby siedział w domu z psem, ani żeby się psa pozbył a nakazać
psu, żeby nie wył to już w ogóle się nie da. I jak pies siedzi sam w domu to
już na pewno nikt się nad nim nie znęca, bo przecież skoro nikogo nie ma w
domu to nikt mu krzywdy robić nie może. No i pogadaliśmy sobie. Mam wrażenie,
że oni w ten sposób bagatelizują donosy międzysąsiedzkie. Bo ta rozmowa
przybrała taki ton, od momentu jak się dowiedział, że jestem sąsiadką.
Wcześniej to nawet wykazywał jakieś zainteresowanie sprawą, potem się okazało,
że zawracam mu głowę i nic się z tym nie da zrobić.
No to kurczę, ja się pytam. Kto jak nie sąsiedzi ma interweniować jak gdzieś
się źle dzieje. Obcy nie ma szans żeby w ogóle coś zauważyć.
Tak się zastanawiam co dalej. TOZ?