bijatyka
01.05.10, 00:47
Zaryzykowałam. Poszłam dziś późnym popołudniem do sklepu. Liczyłam, że
większość sporo ludzi wyjechało i będę mogła jeździć po sklepie na rolkach.
Koszmar. Kolejki do kas kilometrowe, wózki wypchane z czubem. W 3 sklepach
chciałam dostać drób. Nic z tego. Kurcze, czy ludzie nie mają kalendarzy ?
Jutro sobota – zamknięte, w niedzielę, jak to zwykle bywa i tak lezą do
markietu. Potem poniedziałek – zamknięte. Kurcze, skąd ten pęd do wojennych
zapasów ? Później chciałam jakoś „usprawiedliwić” rodaków i pomyślałam, że
chcą się zachlać na amen i do żadnego markietu w niedzielę nie pójdą. Wojna,
no normalnie wojna.