lolita2424
03.05.10, 23:21
Też mam poważny problem tego typu. Aktualnie jestem w ciąży za kilka miesięcy mam wziąć ślub z chłopakiem (bo raczej nie mężczyzną), który okazał się być moją największą życiową porażką. Nie wiem czy nie piszę pod wpływem impulsu, strachu że zostanę sama z dzidzią (chociaż czasami wydaje mi się że tak było by najlepiej). Pytanie czy dla mojego syna lepiej będzie jak nie będzie miał ojca czy jak będzie miał niedojrzałego ojca?
Poznałam swojego chłopaka w gimnazjum. Od tamtej pory praktykowaliśmy bardzo burzliwy i złożony związek, którego moi rodzice nie tolerowali. Od początku byłam uczona odpowiedzialność a ojciec cały czas powtarzał mi że ten chłopka nie jest dla mnie. Rodzice jednak czasami widzą więcej niż my sami. Prawdę mówiąc to na początku broniłam się przed jakimkolwiek uczuciem, ale miłości czy zakochania. Po dwóch latach znajomości zaczęliśmy ze sobą sypiać i wtedy zaczęło się na dobre. Ja oczekiwałam czegoś więcej, zaangażowania, poświęcenia mi uwagi, a on żył imprezami i kolegami. W dodatku jego pają zawsze były szybkie samochody i motocykle. Na które nigdy nie było go stać. Kiedy zrobił prawo jazdy zaczęły się ciągłe kłamstwa, potajemne imprezy. Chciałam się od tego uwolnić bo nie wyobrażałam sobie życia na drugim czy trzecim planie. Wyjechałam na prawie dwa miesiące. Poznałam mnóstwo ludzi. Zaczęłam nową pracę, nowe życie, ale cały czas myślałam o nim, o tym że go tam zostawiłam bez słowa. Po miesiącu usłyszałam w telefonie jego głos. Był na imprezie ale wtedy nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. Od tego momentu nie mogłam już żyć "nowym" życiem bo usłyszałam że tęskni. Ja też tęskniłam. Kiedyś powiedział mi że mnie "kocha, że chce mieć ze mną dzieci i że chce się ze mną zestarzeć". Wierzyłam w to i wróciły wszystkie wspomnienia. W końcu przeżyliśmy razem wiele chwil, nie zawsze beznadziejnych. Za niedługo on przyjechał. Wyszłam z pracy a on stał po drugiej stronie ulicy przy której najbliższe przejście było pół kilometra od budynku. Tak bardzo brakowało mi jego ramion. Po tym spotkaniu za niedługi czas wróciłam do starego domu. Tak naprawdę nic się nie zmieniło od czasu mojego wyjazdu. Dalej kłamstwa itp. W dodatku zdjęcia z koleżankami na plaży, koledzy z dwukrotnie wzmocnioną siłą. Ale coś jednak mówiło mi że mogę mu ufać. Koniec kolejnego roku przyniósł mi cudowną informację. Została mamą. Nieplanowanie co wywołało we mnie ogromny niepokój. Tą informację otrzymaliśmy razem. Ja płakałam a on mnie pocieszał że wszystko będzie dobrze, że będziemy rodzicami... Były zapewnienia obietnice. Poczułam że mogę na niego liczyć. Odrazu zaproponował ślub. Zresztą wymusiła to na nas rodzina. Zaczęły się przygotowania na przyjście dziecka i przygotowania weselne. Powoli kupowałam wyprawkę dla synka (w między czasie zwolniono mnie z pracy), zorganizowałam i finansowałam remont mieszkania które dostałam w spadku po babci, znalazłam salę weselną i wtedy zaczęły się moje problemy z przechodzeniem ciąży. Omdlenia, słabość, mdłości wsadziły mnie na 16 tygodni do łóżka. A mój chłopak zapomniał o obietnicach które składał mi przed laboratorium gdzie dowiedzieliśmy się o dziecku. cięgle narzekał że jest przepracowany (pracuje do max 5 godz dziennie), zostawiał mnie i wychodził na noc nie mówiąc gdzie i z kim. Nerwica wcale nie pomagała mi w kompletnym wyzdrowieniu. Teraz zaczęło robić się ciepło. Motoryzacyjna pasja i wydatki związane z ciągłymi naprawami. Facet ani złotówki nie dołożył do remontu mieszkania. Musiałam sprzedać auto żeby nie stać w miejscu z robotą. Sprawy z weselem stoją w miejscu a ja zostałam bez pracy. Dzwoni dziś do mnie i mówi że czy mi się to podoba czy nie to on kupuje nowy motor. Chłopak chodzi w zniszczonych ubraniach jeździ starym oplem który gnije za kilka dni zostanie ojcem i myśli ciągle tylko o sobie. Coraz częściej myślę o tym że nie chce być jego żoną, że nie chce żeby moje dziecko wzorowało się na tak nieodpowiedzialnym i zadufanym w sobie facecie. Płaczę po nocy i wyrzucam sobie że wróciłam do domu. Teraz najważniejszy dla mnie jest synek i nie wiem co robić. Dwójki dzieci nie wychowam.