bladamery
05.05.10, 16:21
Historia banalna, ale przydarzyła mi się pierwszy raz, więc szukam
porady, opini, słów krytyki, wstrząśnięcia....czegokolwiek...
Z natury jestem kobietą twardo stąpającą po ziemi, żadna tam ze mnie
romantyczka, miłość od pierwszego wejrzenia to dla mnie jakaś dziwna
choroba, no i ogólnie w objawianiu uczuć ekspertem nie jestem.
Poznałam GO przez internet. Nudziło mi się, mieszkam sama. Jestem
zwierzęciem stadnym, lubie gadać, a akurat nikogo wtedy nie było pod
ręką, więc zaglądnęłam na chat i pierwszy napatoczył się ON -
trafiony-zatopiony. Starszy o 10 lat, kawaler. Przegadaliśmy całą
noc. I tak się zaczęło. Przez 3 miesiące codzienne telefony i
godziny wspólnie przegadane. Choć dzieliło nas ponad 400 km razem
przy tel. piliśmy wspólnie drinki, oglądaliśmy tv, chodziliśmy na
zakupy, jeździliśmy samochodem....Był przyjacielem od tel. Będącym
gdzieś daleko dobrym duchem, z którym mogłam rozmwaiać o wszystkim.
Pewnego dnia, niby na żarty oznajmił, że przyjeżdża do mnie w
odwiedziny. Nie wierzyłam, aż do momentu kiedy pojawił się przed
moim domem i radośnie zamachał do mnie łapką. Serce waliło jak
oszalałe, bo nigdy wcześniej się nie widzieliśmy, nie było opisów w
stylu: mam 180 wzrostu i zielone oczy! NIC! Chyba powierzchowność
nie była zbyt istotnym elementem tego "związku". Tym większe było
moje zaskoczenie, gdy ujrzałam przed sobą wysokiego, przystojnego
bruneta, a i jemu na mój widok zaświeciły się oczy.
Później wszystko potoczyło się już szybko-wspólny spacer, kolacja,
wino, no i przepiękna, namiętna, pełna bliskości noc. Kochaliśmy się
jakbyśmy się znali od zawsze-bez żadnych skrupułów, bez wątpliwości,
bez wstydu. Nigdy nie zapomnę tego pięknego, pełnego magii poranku,
kiedy obudził mnie pocałunkiem w czoło...Marzyłam by ta chwila
trwała wieczność....ale...
Nadszedł wieczór, pożegnanie i odjechał. Ten powrót do
rzeczywistości, kiedy chwile po odjeździe znowu odezwał się tel.
Znów jego głos tylko w telefonie i tak do tej pory...
Minął miesiąc od tego spotkania, a ja wiem, ze się zakochałam,
zadłużyłam, czy jakkolwiek to nazwać. Nie zauważyłam, żeby w jego
zachowaniu coś się zmieniło od tego spotkania, ja też staram się,
aby było tak jak przed, ale serce mi pęka z żalu, że nie mogę mieć
nic więcej oprócz tego nieszczęsnego telefonu....