Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :(

05.05.10, 16:21
Historia banalna, ale przydarzyła mi się pierwszy raz, więc szukam
porady, opini, słów krytyki, wstrząśnięcia....czegokolwiek...

Z natury jestem kobietą twardo stąpającą po ziemi, żadna tam ze mnie
romantyczka, miłość od pierwszego wejrzenia to dla mnie jakaś dziwna
choroba, no i ogólnie w objawianiu uczuć ekspertem nie jestem.

Poznałam GO przez internet. Nudziło mi się, mieszkam sama. Jestem
zwierzęciem stadnym, lubie gadać, a akurat nikogo wtedy nie było pod
ręką, więc zaglądnęłam na chat i pierwszy napatoczył się ON -
trafiony-zatopiony. Starszy o 10 lat, kawaler. Przegadaliśmy całą
noc. I tak się zaczęło. Przez 3 miesiące codzienne telefony i
godziny wspólnie przegadane. Choć dzieliło nas ponad 400 km razem
przy tel. piliśmy wspólnie drinki, oglądaliśmy tv, chodziliśmy na
zakupy, jeździliśmy samochodem....Był przyjacielem od tel. Będącym
gdzieś daleko dobrym duchem, z którym mogłam rozmwaiać o wszystkim.
Pewnego dnia, niby na żarty oznajmił, że przyjeżdża do mnie w
odwiedziny. Nie wierzyłam, aż do momentu kiedy pojawił się przed
moim domem i radośnie zamachał do mnie łapką. Serce waliło jak
oszalałe, bo nigdy wcześniej się nie widzieliśmy, nie było opisów w
stylu: mam 180 wzrostu i zielone oczy! NIC! Chyba powierzchowność
nie była zbyt istotnym elementem tego "związku". Tym większe było
moje zaskoczenie, gdy ujrzałam przed sobą wysokiego, przystojnego
bruneta, a i jemu na mój widok zaświeciły się oczy.
Później wszystko potoczyło się już szybko-wspólny spacer, kolacja,
wino, no i przepiękna, namiętna, pełna bliskości noc. Kochaliśmy się
jakbyśmy się znali od zawsze-bez żadnych skrupułów, bez wątpliwości,
bez wstydu. Nigdy nie zapomnę tego pięknego, pełnego magii poranku,
kiedy obudził mnie pocałunkiem w czoło...Marzyłam by ta chwila
trwała wieczność....ale...
Nadszedł wieczór, pożegnanie i odjechał. Ten powrót do
rzeczywistości, kiedy chwile po odjeździe znowu odezwał się tel.
Znów jego głos tylko w telefonie i tak do tej pory...
Minął miesiąc od tego spotkania, a ja wiem, ze się zakochałam,
zadłużyłam, czy jakkolwiek to nazwać. Nie zauważyłam, żeby w jego
zachowaniu coś się zmieniło od tego spotkania, ja też staram się,
aby było tak jak przed, ale serce mi pęka z żalu, że nie mogę mieć
nic więcej oprócz tego nieszczęsnego telefonu....
    • 0riana Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 16:25
      To moze czas na rewizyte?
    • hrabia.barry.kent Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 16:27
      wali trollem na kilometr. historia niczym z brazylijskiej telenoweli.
      • bladamery Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 16:48
        Taaaa.....bo nie mam co robić, tylko siedzę i wymyślam historię, aby
        szanowny hrabia mógł sobie to skomentować. Come on!!!
      • dolina_issy25 Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 12.05.10, 17:22
        daj sobie z nim spokój kobieto,miałam podobny przypadek
    • rosa_de_vratislavia Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 16:29
      bladamery napisała:

      Hej,
      Opowiadanie naprawdę dobre. W czasach studenckich moje koleżanki
      pisały takie do "Tiny" i podobnych pism. Płacili ok 200zł/szt.
      Wyślij więc - będzie na bilety dla Ciebie i ukochanego.
      Zmieniłabym jedynie "zaglądnęłam na chat" na "zajrzałam na czat" ;)

      A tak serio: żadne z Was nie zrobi pierwszego ruchu i nie porozmawia
      o tym weekendzie?
      Myślę,że teraz pan powinien zaprosić Ciebie.
      • madzioreck Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 22:32
        > bladamery napisała:

        > Zmieniłabym jedynie "zaglądnęłam na chat" na "zajrzałam na czat" ;)

        Oraz "zadłużenie" na" zadurzenie"
        Chyba, ze autorka postu miała faktycznie na myśli to pierwsze ;)
        • cus27 Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 06.05.10, 06:15
          Odwagi i powodzenia...zycze!
      • takajatysia Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 13.05.10, 13:06
        i "zadłużyłam" na "zadurzyć". Chyba, że z powodu zadłużenia nie ma
        siana na bilet :/

        A tak poważnie, to nie wiem gdzie jest problem. Bo jak widać
        kontynuowanie znajomości z naciskiem na bezpośrednie kontakty nie
        wszystkim jednak przychodzi do głowy, hę?
    • selica Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 16:29
      Mnie tam przyszło do głowy, że może to, że on jest kawalerem, to tylko wersja dla Ciebie.
      • piekna.i.wyrafinowana Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 16:45
        identyczna mysl mi przyszla do glowy

        na miejscu założycielki watku jak juz wczesniej inne forumowiczki radzily,
        zaproponowałabym wizyte u nigo tym razem, poczekałabym na reakcje wywołaną
        propozycją, mało sensowene wykręty traktowałabym jako podejrzane. gdyby wizyta
        doszła do skutku wyłożyłabym kawe na ławe (ominęłabym zakochanie, miłość a
        raczej postawiła na chęć zaangażowania się... ale nie na siłę)
        • bladamery Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 16:53
          Właśnie, tylko ja nie jestem na tyle odważna, żeby spakować manatki
          i zjawić się w gościach na drugiom końcu Polski - nawet kosztem
          straconej, wielkiej miłości. Żyję w może złudnym przekonaniu, że to
          facet (na początku) powinien wyprawiać takie rzeczy, a kobieta
          powinna zostać na swoim - najbardziej stabilnym gruncie. Poza tym,
          to byłby sygnał, jak bardzo mi zależy, a z tym też na razie wolę się
          powstrzymać.
          • cafem Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 16:54
            Zeby zyc - trzeba dzialac. Inaczej wegetujesz.
          • kochanic.a.francuza Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 17:02
            "Poza tym,
            to byłby sygnał, jak bardzo mi zależy,"

            To to juz szczyt glupoty, powiem szczerze. Faceci to watle roslinki
            ida tam gdzie czuja sie wazni, pozadani, doceniani. Dlatego tyle
            dumnych pieknotek jest samych, bo mysla, ze ksieciom chce sie
            walczyc. jak bedziesz tak myslala, to kazdy babochlop zdmuchnie ci
            fajne ciacho z przed nosa. Ciachi idzie do tej buzi ktora jest
            otwarta.
          • piekna.i.wyrafinowana Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 17:11
            Właśnie, tylko ja nie jestem na tyle odważna,

            zupelnie tego nie ogarniam, po co zameczanie sie, rozmyslanie co bybylo gdyby,
            bezowocne marzenia- ktorych to nie nie może ale nie chce sie zrealizować...
            kobieto szczesciu trzeba czasem dopomóc, gdybym około roku temu nie zaryzykowała
            to bym najprawdopodobniej do tej pory wiodła nie do końca ciekawe i niezbyt
            godne poważania życie...

            Żyję w może złudnym przekonaniu, że to
            > facet (na początku) powinien wyprawiać takie rzeczy, a kobieta
            > powinna zostać na swoim - najbardziej stabilnym gruncie.

            tak, zjesz w złudnym przekonaniu, wiara w bajki gubi:)

            Poza tym,
            > to byłby sygnał, jak bardzo mi zależy, a z tym też na razie wolę się
            > powstrzymać.

            ale Tobie zależy, nie musisz mu wyznawać miłości po prostu odwdzięczyć sie
            wizyta, pokazac troche szalenstwa, oryginalności
            wiem z doswiadczenia ze faceci lubia szaleństwo (w granicach normalności:))

            poza tym, dla mnie cala sprawa jest podejrzana. nie musisz do niego jechac,
            zaaproponuj po prostu rewizytę i poczekaj na jego reakcje, kazdy wykret z jego
            strony rozważałabym...
      • kunegunda123 Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 17:06
        dokladnie to samo pomyslalam...
      • grassant Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 18:48
        elica napisała:

        > Mnie tam przyszło do głowy, że może to, że on jest kawalerem, to tylko
        wersja dla Ciebie.
        >
        bo nie oswiadczył się jescze? Częstość rozmów chyba przeczy temu, że nie jest
        wolny.
        • selica Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 19:52
          Srutututu gacie z drutu. Częstość rozmów może świadczyć o tym, że na przykład ma psa i chodzi z nim na spacery, albo siedzi w pracy, albo wyjeżdża, albo cokolwiek. A poza tym może być w związku, a mieszkać sam. Nie kupuję Twojego argumentu.
          • grassant Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 13.05.10, 13:11
            Zgadza się. Przyjąłem fałszywe założenie: mieszka sam=nie jest w związku.
            Bo co to za związek? Co najmniej b.luźny.
    • cafem Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 16:53
      Ja tez wpadlam;)
      Ale nie internetowo, tylko na zywo, i dzieli nas wiecej niz 400km.
      Wiec do siebie latamy.

      A Ty nie mozesz do niego pojechac? Co to jest 400km??
    • kochanic.a.francuza Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 16:58
      Widzisz jak dobrze poradzic sie na forum? Babki od razu sprowadza
      Cie na ziemie. Zycze Ci ebyy selica oraz piekna i wyrafinowana nie
      maily racji z tym jego stanem cywilnym. Natychmiast pisz, ze noc
      byla swietna, chcesz ja powtorzyc i jedziesz do niego za tydzien.
      Zobaczymy co powie.
      • selica Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 19:54
        Ae ja też sobie tego życzę :) zawsze mam nadzieję, że będzie happy end, tym razem też.
        • khadroma Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 20:05
          No ale, ze co? Ze niby kompot to nie jest odpowiednie miejsce dla sliwki? Nic nie robic, bo po co...?
    • nawrotka1 Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 17:10
      >Minął miesiąc od tego spotkania, a ja wiem, ze się zakochałam,
      zadłużyłam, czy jakkolwiek to nazwać.

      A co sprawia Ci większy problem, to pierwsze, czy to drugie? Bo nie wiadomo, co
      radzić...;)
    • skarpetka_szara Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 17:48
      jezeli jest taki przystojny i fajny jak opisujesz to jest to
      niesamowicie dziwne ze jest samotny. Pewnie nudzi sie ze swoja
      dziewczyna/narzeczona a ze pewnie mieszkaja oddzielnie to ma wiele
      czasu na bzdety komputerowe.

      Nie zdziwilabym sie gdyby jego partnerka pisala tutaj rozpaczliwe
      posty ze jej mezczyzna zaklada profile randkowe i wmawia jej ze
      to "tylko" takie hobby, ze wcale sie nie umawia z tymi dziewczynami
      z netu. I tak! z dziewczyNAMI!!!

      Wiec tak! wpadlas jak sliwka w kompot. Klejace uczucie, co?
      • bladamery Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 17:59
        Tak.... to stwierdzenie już szczegolnie przekonało mnie, że należy
        go odwiedzić :/
    • wicehrabia.julian Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 17:57
      bladamery napisała:

      > Nie zauważyłam, żeby w jego
      > zachowaniu coś się zmieniło od tego spotkania

      żeby cię pocieszyć napiszę, że jeśli byłoby to naprawdę emocjonujące przeżycie z
      jego strony, to zapukałby znowu do twoich drzwi najdalej po tygodniu
      • bladamery Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 18:01
        No wlaśnie... dzięki za głos rozsądku. Bo już mało brakowało, a
        pakowałabym walizki :)
        • wicehrabia.julian Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 18:05
          bladamery napisała:

          > No wlaśnie... dzięki za głos rozsądku.

          należy się 5 złoty :)

          a poważnie: potraktuj to jak miłą przygodę, związki na odległość nie działają
          • skarpetka_szara Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 18:59
            > a poważnie: potraktuj to jak miłą przygodę, związki na odległość
            nie działają

            AMEN!
            • tylna.szyba Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 27.05.10, 14:41
              Dzialaja. I jesli sie rozpadaja to nie odleglosc fizyczna jest
              problemem.
      • pretensjaa Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 12.05.10, 21:58
        > żeby cię pocieszyć napiszę, że jeśli byłoby to naprawdę emocjonujące przeżycie
        > z
        > jego strony, to zapukałby znowu do twoich drzwi najdalej po tygodniu
        >


        jak wyżej
    • margerytka69 Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 21:08
      wiesz co autorko, życzę Ci jak najlepiej :)

      ale mam prośbę, żebyś napisała dalszy cviąg, jak sie ta znajomość
      potoczy


      i jak już tu pisali inni - zaproponuj jakąś rewizytę, na zasadzie "to
      moze teraz ja do Ciebie wpadnę"

      albo jeszcze lepiej, wziądz w samochód i z drogi zadzwoń, że będziesz
      za godzinkę :)

      i czekaj na reakcję
      • jane-bond007 Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 21:10
        nie musi wsiadac do samochodu zeby zadzwonic ze bedzie za godzinę ;)

        • margerytka69 Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 21:14
          nie musi, może zadzwonić z pociągu, jeśliby jechała pociągiem
          :D
          • jane-bond007 Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 21:27
            w nic nie musi wsiadać ;) a reakcję sprawdzi i wybrnie z niej : ]
            ach... romazyłam się że jadę do Ciebie
            • margerytka69 Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 21:45
              wsiadała, czy nie, ważne żeby sprawdziła
      • lolcia-olcia Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 05.05.10, 21:16
        To może lepiej by nie wsiadała, a zadzwoniła...bo jak facet ucieknie z domu by
        tylko go nie dopadła...
        • bladamery Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 12.05.10, 16:47
          No i nie wsiadłam w samochód, ani pociąg, ani nawet nie zadzwoniłam
          z drogi żeby sprawdzić reakcję....nic, kompletnie nic nie zrobiłam.

          Za to On, On zadzwonił wczoraj rano i zakomunikował, że jest w
          trasie i wieczorem u mnie będzie. Nie odmówiłam, po prostu przyjęłam
          do wiadomości i czekałam na rozwój wydarzeń.
          No i nastąpiła powtórka z rozrywki: kolacja-łóżko-śniadanie i wio na
          swoje śmieci. Żadnych deklaracji, żadnych obietnic, żadnej poważnej
          rozmowy. Zachowanie na zasadzie starego, dobrego małżeństwa-
          kompletny luz. Zachodzę w głowę, czy jechałby tyle kilometrów tylko
          po to, by wylądować ze mną w łóżku? Zastanawiam się, czy nie
          zakończyć tej znajomości, bo po co się męczyć. Jak już ktoś
          wcześniej napisał, związki na odległość żadko się sprawdzają :/
          • lilyrush Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 12.05.10, 16:54
            Ależ oczywiście, żeby jechał. Jak seks dobry to facet zrobi bardzo wiele.
            I tak długo można po jednym warunkiem- obie strony wiedza jakie sa zasady i
            każdej sprawia to przyjemność. a Tobie jak widać juz nie do końca sprawia, bo
            zaczynasz cierpieć. Nie innego nie pomoże tylko szczera otwarta rozmowa.
          • deczko Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 12.05.10, 16:57

            No i nastąpiła powtórka z rozrywki: kolacja-łóżko-śniadanie i wio na
            > swoje śmieci. Żadnych deklaracji, żadnych obietnic, żadnej
            poważnej
            > rozmowy. Zachowanie na zasadzie starego, dobrego małżeństwa-
            > kompletny luz. Zachodzę w głowę, czy jechałby tyle kilometrów
            tylko
            > po to, by wylądować ze mną w łóżku?

            Seks i nocleg mial za darmo, wiec czemu nie?! Facet dla seksu
            potrafi wiele zrobic, zwlaszcza, ze widzi, ze wpadlas jak sliwka w
            kompot.

            Co Ty taka wystraszona?? Tyle z nim gadalas, a boisz sie go
            sploszyc, bo zapytasz kim dla Ciebie jest? Jesli tylko weekendowym
            kochankiem, tez dobrze.

            A znasz adres jego zamieszkania?? Dokladny!
            • bladamery Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 12.05.10, 17:02
              Matko kochana! Nie sądziłam ja biedna naiwna, że facet dla seksu
              może się tyle naprodukować!

              Adresu oczywiście dokładnego nie znam, no bo nawet nie czułam
              potrzeby żeby się dowiadywać.

              No właśnie wystraszona jakaś jestem, nie wiedzieć czemu. Chyba
              zaryzykuję otwarcie poważnej rozmowy - jeśli się spłoszy, to trudno.
              A może uda nam się wypracować jakieś konkretne zasady, bo takie
              błądzenie po omacku chyba niewiele wnosi w moje życie.
              • deczko Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 12.05.10, 17:10
                bladamery napisała:

                > Matko kochana! Nie sądziłam ja biedna naiwna, że facet dla seksu
                > może się tyle naprodukować!

                Zartujesz, prawda?

                >
                > Adresu oczywiście dokładnego nie znam, no bo nawet nie czułam
                > potrzeby żeby się dowiadywać.


                On jak widac mial inne potrzeby. On o Tobie wie naprawde duzo, Ty o
                nim tak naprawde nic. To jest nie fer!

                >
                > No właśnie wystraszona jakaś jestem, nie wiedzieć czemu.

                Boisz sie go stracic. Przystojny, moze samotny, moze nagle
                oswiadczy, ze chce z Toba isc przez zycie itp. Moze sie ludzisz,
                moze nie, ale troche boisz sie go sploszyc.


                Chyba
                > zaryzykuję otwarcie poważnej rozmowy - jeśli się spłoszy, to
                trudno.
                > A może uda nam się wypracować jakieś konkretne zasady, bo takie
                > błądzenie po omacku chyba niewiele wnosi w moje życie.

                Moim zdaniem, za szybko z nim poszlas do lozka. Moglas troche nad
                nim popracowac, faceci o dziwo to lubia. Lubia owszem szybkie
                numerki, ale gonic pedzacego kroliczka jest o niebo przyjemniej.
                Takze, moze juz nie badz taka otwarta i gotowa na wszystko. Jesli
                oczywiscie zalezy Ci na czyms wiecej niz seksie. W sumie Ty tez nie
                jestes poszkodowana.
                • jeza_bell Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 12.05.10, 17:16
                  Skoro nie znasz adresu, a ON zostawi po sobie przemiłą i rozkoszną pamiątkę na dodatek żywą- to co wtedy?
                  Albo nie daj Bóg testy na HIV wyjdą dodatnie...
                  Oj nierozsądne dziewczę z Ciebie ;)
                • ritsuko Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 12.05.10, 17:16
                  > Moim zdaniem, za szybko z nim poszlas do lozka. Moglas troche nad
                  > nim popracowac, faceci o dziwo to lubia. Lubia owszem szybkie
                  > numerki, ale gonic pedzacego kroliczka jest o niebo przyjemniej.
                  > Takze, moze juz nie badz taka otwarta i gotowa na wszystko. Jesli
                  > oczywiscie zalezy Ci na czyms wiecej niz seksie. W sumie Ty tez nie
                  > jestes poszkodowana.

                  Dla mężczzyny (nie gówniarza czy byle faceta, ale prawdziwego
                  mężczyzny) czas pójścia do łóżka nie ma aż takiego znaczenia :)
                  • deczko Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 12.05.10, 17:22
                    ritsuko napisała:

                    >
                    > Dla mężczzyny (nie gówniarza czy byle faceta, ale prawdziwego
                    > mężczyzny) czas pójścia do łóżka nie ma aż takiego znaczenia :)

                    Niestety, na razie tego pana, co omotal niezle autorke watku, mozna
                    okreslic mianem spryciarza.
                    • bladamery Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 12.05.10, 17:27
                      Może i spryciarz, ale tak na prawdę, w tej swojej sprytności to
                      musiał się on troche nagimnastykować. To On w zasadzie "podtrzymuję"
                      tę znajomość. Ja tylko JESTEM.
                    • ritsuko Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 12.05.10, 17:27
                      Oj tam, ja jeszcze wierzę w dobroć ludzką, a nuż ten pan też wpadł jak
                      śliwka i może nie ma żony, gromady dzieci i debetu na koncie ;P
                      • bladamery Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 12.05.10, 17:30
                        ritsuko napisała:

                        > Oj tam, ja jeszcze wierzę w dobroć ludzką, a nuż ten pan też wpadł
                        jak
                        > śliwka i może nie ma żony, gromady dzieci i debetu na koncie ;P

                        Boska jesteś :) Przywróciłaś mi wiarę w cuda :)
              • ritsuko Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 12.05.10, 17:14
                Ty się za bardzo nie wczuwaj w posty dziewczyn, bo już są tak
                przesiąknięte forumowym dramatyzmem/zdradami/naiwnością/itp., że nie
                wierzą w jakiekolwiek dobre zamiary ani mężczyzn ani kobiet ;). Ale
                sprawę wyjaśnij. No sama pomyśl- gadaliście o głupotach godzinami, seks
                był nieskrępowany, a Ty się krępować będziesz określeniem co to
                właściwie jest? Poza tym- jeśli ucieknie/spłoszy czy cokolwiek, to sama
                przyznasz, że nie warto się z takim bawić w 400 km :)
                • kombinerki_pinocheta Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 12.05.10, 17:59
                  >Poza tym- jeśli ucieknie/spłoszy czy cokolwiek, to sama
                  > przyznasz, że nie warto się z takim bawić w 400 km :)

                  Wszystko ladnie, pieknie, ale co zrobi jak juz sie zakocha? Gdyby poprzestala na tym co ma to w ogole nie byloby problemu, ale jak sie zakocha i okaze sie, ze jemu nie zalezy, to pojawi sie kolejny watek w stylu "jestem naiwna, glupia, wykorzystal mnie, faceci to swinie", w ktorym bede musial rzucac miesem i ciskac piorunami. :)

                  Daj spokoj z takimi radami. Facet na 90% albo kogos ma albo zalezy mu tylko na milym spedzaniu czasu. Przyjdzie "pogada o glupotach", napije sie wina, zakisi ogora, przespi sie, zje sniadanie i pojedzie do siebie. Gdzie miejsce na wyjscia do ludzi? Jakis subtelny podryw? Gest?
                  • ritsuko Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 12.05.10, 18:06
                    Znam dwa przypadki związków na odległość, internetowych. Oba dotyczyły
                    moich kumpli, wizualnie i charakterologicznie- fajnych chłopów. Oba
                    zostały zakończone po dłuższym czasie (z rok min?) ze strony pannic, do
                    których jeździli. Więc wygląda to jak wygląda :). Nie trzeba być
                    totalnym paszczurem albo kimś szukającym przygód, żeby siedzieć w necie
                    i poznawać ludzi
                    • kombinerki_pinocheta Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 12.05.10, 18:22
                      Roczne zwiazki, szalenstwo hormonow i zaspokajanie chuci.

                      >Nie trzeba być
                      > totalnym paszczurem albo kimś szukającym przygód, żeby siedzieć w necie
                      > i poznawać ludzi

                      Co ma piernik do wiatraka? Przeciez sie spotykaja od jakiegos czasu. Ciekawe co ona o nim wie? O czym rozmawiaja?
                      Inaczej. Jakbys Ty sie czula gdyby facet wpadal do Ciebie, robilibyscie wposlnie to co robia oni, a pozniej wracal do siebie? Ty oczywiscie liczysz na cos wiecej.
                      • bladamery Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 12.05.10, 18:31
                        Zabrneliście troche zbyt daleko w swoich osądach. T nie jest
                        zaspakajanie chuci, ani krótka, chwilowa rozrywka.

                        My jesteśmy "na kablach" cały czas, od samego rana, do późnych
                        godzin nocnych. To mnie utwierdza w przekonaniu, że jest sam, bo nie
                        sądzę, żeby czyjaś żona, chooćby najbardziej naiwna, pozwalała
                        siedzieć mężusiowi prawie cały dzień na tel.
                        Wiem o nim bardzo dużo /pomijam ten dokładny adres/ ale generalnie
                        wiem, co i kiedy robi. To jest jak związek, tylko na odległość.


                        Tylko niezbyt mi się widzi trwać w ten sposób do końca życia, bo w
                        końcu łokieć mi odpadnie i ucho zgnije od tego tel. Dlatego próbuje
                        osądzić, a nie bardzo mi się udaja, co dalej.
                        • annajustyna Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 12.05.10, 23:57
                          Ale dlaczego nie mozesz sie go wprost zapytac albo rozmowic, chocby lezac
                          jeszcze w wyrze?!
          • six_a Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 12.05.10, 18:02
            trzeba było chociaż zapytać, która w kolejności jesteś na tej trasie!!!

            z drugiej strony, dobrze że ciuchów do prania nie zostawił.
            z trzeciej strony, żonie już nie zostaje nic oprócz prania, po takim zajętym gościu.
            z czwartej strony, pomarzyć nie zaszkodzi, gorzej z zadłużeniem.
    • sezamova_seminka Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 12.05.10, 17:48
      ech, czytając Twoją historię widzę siebie sprzed kilku lat... w moim przypadku happy endu nie było (choć dziś już inaczej o tym myślę:-)... więc ja Ci powiadam: jeśli Ci na nim zależy - wybadaj sytuację. i niech pan szczerze powie, czy wolny istotnie jest i czy jakieś perspektywy dla Was widzi (poza fajnym seksem od przyjazdu do przyjazdu). jeśli nie widzi, bądź się łamać będzie - zwiewaj. daj sobie spokój. szkoda i Twoich uczuć i czasu. nie trać go na coś, co nie ma przyszłości, tym bardziej, że Ty tej przyszłości chcesz... ciesz się tym, co się zdarzyło i tyle - wiem, nie jest łatwo zakończyć "magiczną" znajomość, ale... z czasem może być jeszcze trudniej.

      oczywiście, życzę Ci, żeby pan był i wolny i zainteresowany wspólnym życiem na wyłączność, ale jeśli nie jest... potraktuj Go jako tzw. "rozszczelniacza słoików", czyli preludium do fajnego, prawdziwego związku z kimś, dla kogo będziesz najważniejsza i jedyna. rzekłam :-))
    • six_a Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 12.05.10, 17:56
      bo jakbyś takich dłużyzn nie wypociła, to byś się nie zadłużyła.

      życie jest krótkie i trzeba się streszczać, a nie zadłużać!
    • kiecha3 kup wibrator n/t 12.05.10, 21:34

    • zloty.strzal Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 12.05.10, 23:47
      > Z natury jestem kobietą twardo stąpającą po ziemi, żadna tam ze mnie
      > romantyczka, miłość od pierwszego wejrzenia to dla mnie jakaś dziwna
      > choroba, no i ogólnie w objawianiu uczuć ekspertem nie jestem.

      Nie muszę czytać dalej, już wiem o czym to będzie.
      • jagienka_dwa Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 14.05.10, 09:17
        Nie wiem skąd w was tyle niewiary. Sama przeżyłam podobną historię. Kilka lat temu poznałam, właśnie na czacie, faceta. Było jak tutaj, nocne rozmowy, telefon przyklejony niemalże do ucha. Również dzieliło nas 400 km. Nie miałam żadnej pewności, że nie jest żonaty, facet normalny, beż widocznych wad, które dyskwalifikowałyby go jako partnera. Myślałam, że to niemożliwe, że w wieku 30 lat jest samotny. I miałam rację, nie był! Zawsze jest jednak jakieś ale. Był z związku, który, jak twierdził był porażką od samego początku, mało tego, wciąż razem mieszkali. Jego dziewczyna ponoć znalazła sobie innego i oficjalnie się z nim spotykała. Gdy mi o tym powiedział, prawie zemdlałam, poczułam się oszukana, ale rozumiałam przynajmniej dlaczego on nie zaprasza mnie do siebie. Nie miał gdzie. Bolało mnie to, że wciąż razem mieszkają, ale co mogłam zrobić? Nic. Czekałam. Przez rok spotykaliśmy się przynajmniej raz w miesiącu. Zadłużył się, aby móc do mnie przyjeżdżać. Po roku zapadła decyzja, rzuca wszystko i przeprowadza się do mnie. I stało się. Od siedmiu lat jesteśmy razem, od czterech małżeństwem. Widać i takie historie się zdarzają. Oczywiście miałam mnóstwo wątpliwości, ale nigdy nie zwątpiłam, że jest ze mną szczery. Był, i wszystko co opowiadał okazało się prawdą. A seks był na pierwszym spotkaniu, to była naturalna kolej rzeczy po tygodniach rozmów o wszystkim.
        Jedyne co mogę doradzić to rozmowa o tym co jest między Wami. Nic tego nie zastąpi. Najgorsza prawda jest lepsza od złudzeń. Jeśli mu zależy to rozwieje Twoje wątpliwości, jeśli nie, to szkoda Twojego czasu i uczuć, które angażujesz w ten związek.
        Zawsze jest jakieś ale, zastanawiasz się czy się uda, czy na co dzień okaże się równie wspaniały jak podczas weekendowych wizyt. I zwykle tak nie jest, ale wspólne życie to wieczne szukanie kompromisów. Ja zaryzykowałam, zaprosiłam Go do swojego życia i nie żałuję niczego. Warto było!
        Życzę powodzenia!
        • bladamery Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 14.05.10, 14:59
          Wow, Jagienka, dziękuję Ci bardzo za Twój post :)))
          • margerytka69 Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 27.05.10, 13:55
            no i jak Twoja miłość się rozwija?
            • ritsuko Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 27.05.10, 14:48
              Właśnie też jestem ciekawa jak się to potoczyło :)
            • kreska21 Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 27.05.10, 14:50
              ...też jestem ciekawa...
    • tylna.szyba Re: Wpadłam jak śliwka w kompot...co robić :( 27.05.10, 14:49
      Jesli sie zaangazowal, tak jak ty, to pewnie da ci znac i sam zapyta
      co czujesz. A da ci znac, jak tylko poczuje sie niepewnie...Moze choc
      raz powinno cie NIE BYC dla niego. Jeden jedyny raz :)

Pełna wersja