wicehrabia.julian
06.05.10, 22:12
Ostatnio odebrałem zlecenie od szefa by wpaść do jednego z działów, bo "jednej
pani coś nie działa" i cały czas "nudzi".
Idę sobie, wpadam, a tam zażywna pięćdziesiątka. Zaczęła nawijać, że nie może
wyświetlić tego, tamto jej nie działa itd. Komp zaśmiecony jak choinka
tapetami i wodotryskami, zamulony potwornie. Zabieram się do roboty, pani
gdzieś poszła ile to potrwa. Powiedziałem, że około 1.5 h.
Za jakiś czas zamiast pani do pokoju wpada "dziewczę" około 30, atrakcyjność
4.5 w skali Juliana. Szuka jakichś papierów, ale zaczyna podejrzanie
szczebiotać o tym i owym. Robi herbatkę i zagaduje. Krótko mówiąc przeszkadza
w pracy.
Chciałem ją jakoś spławić, ale ta niezbyt zrażona zaczyna opowiadać mi
historie ze swojego życia i ani myśli wyjść. Przeraziłem się nie na żarty i
przyspieszyłem tempo. Prawie skończyłem po 50 minutach, pod koniec robiło się
już grubo, bo dziewczę pytało co lubię i jak spędzam czas wolny. Wymigałem się
od odpowiedzi i czmychnąłem czym prędzej nie kończąc właściwie z ulgą na
twarzy. Dziewczę o imieniu Justyna zostało.
I co cię potem okazało? Dziewczę zostało wysłane do towarzyszenia mi przez
matronę kierującą działem, bo cytuję "to jest kawaler, a ty nie masz nikogo".
Moi kumple, którzy przynieśli mi później tę wieść ryczeli ze śmiechu, ja też
się nie mogłem powstrzymać od lekkiego rechotu, chociaż trochę żal mi było
dziewuszyska. Gdyby ją wydłużyć o 15 cm, przebrać i nauczyć tego i owego może
bym się skusił. A tak klops.