dziubasekx
14.05.10, 14:08
w zeszly weekend byłysmy ze znajomymi na imprezie. trochę wypilysmy, wieczór mial byc babski, więc splawialiśmy kolesi jednego po drugim. ale w pewnym momencie zobaczylam, że przygląda mi się niesamowicie interesujacy koleś - na oko lekko po czterdziestce, super elegancki i z tym charakterystycznym "czyms" w oku. zlamalam się i nawiązalam kontakt, rozmawialiśmy dość dlugo, spacerowalismy po mieście, co tu dużo mówić zaintrygowal mnie.
kiedy wrociliśmy do niego i sytuacja przybrała bardziej intymny charakter on w pewnej chwili powiedzial, że mnie przeprasza, wstał z lozka i zaczal nerwowo szukać czegoś po pokoju. ja raz dwa otrzezwilam i zaczelam się bać, bo w sumie nie wiele o nim wiem, a co jeśli mnie zaatakuje albo coś w tym stylu. ale nie. wrócil po kilku minutach z biala tabletką w dloni, uśmiechnal się do mnie i powiedzial, że to dla wzmocnienia efektywności.. czyli wiadomo na co. a ja glupia oczywiscie nie wiem czy z tych nerwów czy z ulgi że nie chce mi zrobić krzywdy zaczelam się histerycznie śmiac... i nie moglam przestac. on się patrzyl na mnie jak na wariatkę a ja się caly czas smialam. oczywiście na tym wieczór się zakończyl i poszlam do domu.. i dopiero teraz zaczelam się zastanawiać jak na prawdę powinnam sie byla wtedy zachowac - fajny koles, miłe spotkanie i raptem taka bomba. i co? udawac, że impotencja to nic takiego, obrócic w żart (ale jak niby??) czy wyskoczyć z wymówką i się zmyc?? to troche taki wybor pt: "kazdy los przegrywa" :))