moonbeam77
24.05.10, 12:27
Życie małżeńskie jest koszmarem i piekłem na ziemi.
Wszyscy, którzy mają choćby najmniejsze wątpliwości przed ślubem
powinni odwołać ślub i iść każde w swoją stronę. Jakby mi ktoś to
powiedział 5 lat temu dzisiaj byłabym inna osobą. Może nawet
uniknęłabym choroby a jeśli nie to przynajmniej podjęłabym leczenie.
Od 2 miesięcy wiem, że jestem chora na białaczkę i nie zamierzam
podjąć leczenia. Zaczęło się krótko po ślubie. Zaczęliśmy remontować
mieszkanie z pieniędzy, które otrzymałam ze sprzedaży mojego
mieszkania panieńskiego. Mieszkanie, w którym zaczęliśmy mieszkać
mieliśmy w planach wykupić wspólnie po ślubie (było spółdzielcze).
Okazało się, że 2 tygodnie przed ślubem mąż chciał mi zrobić
ślubny „prezent” i wykupił mieszkanie na siebie. Po ślubie
oczywiście raty spłacamy razem ale mieszkanie prawnie jest jego.
Teraz podczas każdej kłótni słyszę nieustannie, że mam się stąd
wynosić bo to jest jego. Straszy mnie, że zostanę na ulicy a on
sądownie odbierze mi dziecko bo nikt nie da dziecka bezdomnej.
Podczas każdej kłótni jestem popychana, szturchana, wyzywana od
najgorszych, straszona, poniżana. Mąż jest bardzo agresywny,
zwłaszcza po spożyciu alkoholu, a ma niestety z tym problem, o
którym już wie. Nie ma weekendu bez upodlenia się alkoholem. Jeszcze
kilka miesięcy temu chciałam się wyprowadzić, wynająć mieszkanie i
zamieszkać tam w spokoju z synem (3,5 letnim). Dziś wiem, że jest to
niemożliwe. Stan zdrowia wkrótce wykluczy mnie z rynku pracy i o
wynajmie mieszkania będę mogła zapomnieć. Poza tym chyba nie dam
rady zająć się dzieckiem i muszę się liczyć z tym, że mój stan
będzie coraz gorszy. Nie chce narażać dziecka na stres związany z
moim odejściem. Nie mam siły podjąć walkę z chorobą, z rozwodem, z
mężem batalię o dziecko. Mam tylko nadzieje, że po moim odejściu
żaden sąd nie przyzna dziecka alkoholikowi, który nie potrafi
powstrzymać się od picia nawet jeśli musi się przez kilka godzin
wieczornych zająć swoim dzieckiem. Uciekajcie z toksycznych relacji
póki jeszcze macie czas.