ramia.k
26.05.10, 11:44
Tak to mi się w życiu ułożyło, że z trudnością wchodzę w "poważne" związki.
Jestem prawie trzydziestoletnią kobietą, nie mam stałego partnera, mimo, że
miałam ich już kilku; za każdym razem rozbija się o moją niezależność.
Mam za to przyjaciela. Spotykamy się prawie codziennie, czasami praktycznie
mieszkamy razem. Nikt nie rozumie mnie jak on, mamy to samo poczucie humoru,
ten sam gust. Bardzo go kocham. Mateusz jest osobą, na którą mogę liczyć
zawsze. Nawet jakbym zabiła i poćwiartowała zwłoki, on na pewno nosiłby mi do
więzienia koszyczek z jedzeniem. Mój przyjaciel jest gejem, więc nie ma
możliwości żeby nasza przyjaźń zrobiła się "toksyczna", no, chyba, że ja się
zakocham. Czasem tylko żałuję, że nie możemy razem zamieszkać i stworzyć
"białe małżeństwo". Może i moje życie osobiste jest trudne, ale jestem
szczęśliwa, że przynajmniej mam kogoś tak bliskiego.