kochanic.a.francuza
29.05.10, 16:04
Spotkalam sie z kolezanka po bagatela-6-ciu latach niewidzenia. W
tym czasie rozpoczela wlasna dzialalnosc - naklejanie tipsow,
jakichs zelowych. Jak na samotna matke z dzieckiem (meza rzucila bo
wciaz wpadal w dlugi i mial baby) uwazam, ze switnie sobie radzi.
Normalna dziewczyna, realistka, stapajaca po ziemi, nie to co ja w
chmurach zawsze. Wyglad nasz na odwrot: ja prosto, czarne spodnie
biala bluzka i niewidoczny makijaz, ona w kokardkach tipsach,
koralikach, brylancikach od Swarowskiego i swiecidelkach. Mowi, ze
taki wyglad robi ja szczesliwa, ze czuje sie happy. Klientki (od 17-
nastu do 70-ciu lat) przychodza do niej ni tylko po tipsy, ale i
pozwierzac sie, rozerwac, wygadac.
Wiem, ze tipsy to ostracyzm na FK,swoisty wyznacznik
przynaleznosci, ale czy niejestescie zbyt surowe i trudno uzyje
tego slowa: ograniczone w rozumieniu innego pojmowania
szczesliwosci?