wredzioszek
01.06.10, 05:45
skrotowo: ja 35, on pare lat starszy. mieszkamy osobno. od roku jestesmy ze
soba. konkretnie wyglada to tak ze to ja notorycznie nocuje u niego. ale
wlasnie musze znalezc nowe lokum dla siebie. jego reakcja-chetnie pomoze mi w
znaleznieniu czegos nowego (czyli nawet przez mysl mu nie przejdzie ze
moglibysmy mieszkac razem).dodajmy do tego ze nie zamierza nigdzie ze mna
pojechac (np wakacje). generalnie to wyszlo na to ze jest to w praktyce uklad
czysto dla seksu (choc zdawalo sie ze bedzie inaczej sadzac po poczatkach).
szczerze mowiac mam potrzebe zwiazku zdeklarowanego (taka forma deklaracji
jest w moim mniemaniu wspolne mieszkanie). dlatego zastanawiam sie czy nie
rzucic go. kocham go. ale jak dlugo tak mozna. skoro spelniam role kobiety
dochodzacej na seks to jakos mi sie odechciewa. mam troche wyzsze aspiracje. i
nie o malzenstwo mi chodzi. ale chce wiedziec ze facet traktuje mnie serio i
moze z siebie cos dac.kobiety doradzcie, co robic.czy przesadzam oczekujac
wspolnego zamieszkania??rok intensywnego seksu to za malo? a moze za
duzo?nigdy nie umialam sterowac umiejetnie facetem. po prostu wsiaklam w to. a
teraz masz babo placek. nie wiem co robic. bo wychodzi ze jestem kochanka bez
zobowiazan.a nie tego chcialam.