vintagepoint
02.06.10, 00:13
Nie troluję, z góry uprzedzam :-) Historii nie wymyśliłam.
Tak się złożyło, że poznałam osobiście pewną bardzo znaną osobę. Powiedzmy, że
jest to pewien aktor. Spotkania w garderobie, maile, telefony. W końcu -
przyjazd jego do mnie. Potem - następny. Rozmawialiśmy kilka godzin.
Fantastycznie spędziliśmy czas, chociaż w ogóle się nie znamy. Zaczyna mi
prawić komplementy, jaka to jestem niby piękna itd. Ma żonę i córkę. Ja byłam
pijana, ona nie pił. Gdy już miał wychodzić - zaczęła się "akcja". On - chce,
za chwile nie chce. Tempo jest błyskawiczne. On - chętny tylko do jednej
formy, ja - nastawiona kooperacyjnie. Wreszcie usiłuję dobrać mu się do
rozporka, i tu - nic. Dosłownie NIC. Wreszcie - ucieka. Znajomość jest już
wlaściwie zakończona. Oskarżał mnie o napaść seksualną itp. bzdury. Dziecinna
dość racjonalizacja. Po co przyjeżdżał do mnie dwukrotnie, w nocy? Ani ja nie
jestem naiwną nastolatką, ani on nie jest pierwszej młodości.
Hipotezy mam dwie:
- jest gejem
- jest impotentem.
Jakieś alternatywne przychodzą Wam do głowy?