rokoko_style
06.06.10, 18:30
chodzą z P. od 7 miesięcy. Na początku podejrzewałam go o żonę, bo
wiecznie był czymś zajęty i widywaliśmy się przez długi czas 1-2
wieczory w tygodniu. No ale wyjaśnił, że to tylko dlatego, że
właśnie załatwia kredyt, kupuje mieszkanie, remontuje itd itp. W
ostateczności ma to mieszkanie, powiedzmy że już prawie skończone -
no przynajmniej skończone na tyle żeby wreszcie wyluzować. Ale on
teraz musi wiecznie: myć podłogi, myć okna, kupować czajniki,
wybierać firany... Jestem przyzwyczajona do innego schematu związku:
jak jest weekend to najważniejsze jest mieć czas dla drugiej osoby.
Liczyła się każda chwila, jezdziło się kupe kilometrów czasami ,
żeby razem pobyć.. Teraz jestem w związku gdzie on wiecznie myje
okna, jak do mnie przychodzi to właściwie na wstępie mi mówi, ile ma
czasu dla mnie i co musi potem zrobić (często musi pomóc kumplom w
Bóg wie czym). Ma to mieszkanie, ale tak naprawdę to byłam tam na
noc tylko dwa razy, z czego jeden raz w ten weekend i w sumie miałam
nadzieję , że jak się obudzimy w sobote rano to przejdziemy się na
spacer, obejrzymy coś, pogadamy. Ale on się rano zerwał, bo musiał
iść do fryzjera i "rolety rodzicom jechać zasłonić, bo wyjechali na
weekend i zapomnieli". Potem było jeszcze kupowanie żelazka,
oglądanie prysznicy i tak mu zleciał cały dzień. Spotkał się ze mną
na kawę wieczorem w jakiejś knajpce, ja idiotka wzięłam ze sobą
szczoteczkę do zębów - tak na wszelki wypadek - nie przydała sie, bo
facet musiał jechać "pomagać chłopcom malować mieszkanie". Czy ja
przesadzam czy wy też byście miały pretensje?