demo771
07.06.10, 22:22
Nie oczekuję że ktoś podejmie za mnie zdanie pisze tylko dlatego aby wiedzieć
jak widzą moją sytuację inni ludzie.
Więc tak:
mieszkam z matką od jakiegoś czasu mam prace ale tylko dorywczą z powodu
takiego że moja córeczka idzie do przedszkola od września dopiero i niema kto
z nią zostać.od 2 miesięcy jesteśmy w ciągłej wojnie między sobą, że nie mam
stałej pracy a mała nie chodzi do przedszkola.Traktuje mnie jak jakąś
lafiryndę i tak tez mnie wyzywa przy każdej nadążającej się sytuacji.Ja siebie
za taką osobę nie uważam nie puszczam się ani nic z takich rzeczy mam partnera
od 3 lat i nawet nie w głowie mi takie sprawy(co innego matka która bardziej
mi pasuje do tego taka prawda).
Narzeczony mieszka w innym mieście wiec mamy sporadyczny kontakt ze sobą nie
licząc telefonów.
od sierpnia matka zaezerwowała mi miejsce u siebie w pracy ale ja niezbyt chce
tu zostac bo po co mam słuchać dalej wyzwisk ze strony matki. więc narzeczony
zaproponowal abym przeniosła sie do niego do innego miasta. I tu jest pies
pogrzebany.....
jeśli do niego wyjadę matka stwierdzi że nie mam więcej prawa w stepu do domu
i ogólnie się mnie wyrzeknie ( a tu przy mamie mam przedszkole dla małej i
prace załatwione)
z drugiej strony jeśli zrezygnuje z wyjazdu do narzeczonego to będzie oznacza
koniec naszego związku bo zbyt długo już jesteśmy w takim na odległość.co
prawda tam tez przecież prace będę mieć i przedszkole(tyle ze droższe)
tak czy siak coś stracę...