podlyczlowiek
08.06.10, 14:06
Stoję przed podjęciem trudnej decyzji, której konsekwencje będą
zawsze bardzo przykre. Byłem bardzo szczęśliwym zakochanym mężem.
Kochałem moja żonę jak nigdy dotąd nikogo w życiu. Mimo
nieporozumień, kłótni małżeńskich moje uczucie nie osłabło.
Wiedziałem ze należy dbać o siebie i starać się mieć zawsze dobry
gest dla partnera, bo życie to rutynowe czynności, brak czasu,
obowiązki, dzieci itd. Codzienność zabija, ale trzeba mieć
świadomość jej istnienia i chęć stawienia jej czoła i wtedy jest do
zaakceptowania. Mam wrażenie ze właśnie mało istotne problemy
spowodowały ze miłość mojego życia postanowiła odejść ode mnie. Nie
umiałem sie z tym pogodzić. Wypłakałem mnóstwo łez, ponizałem sie
błagając na kolanach, prosiłem, troszczyłem się, pomagałem, ale Ona
była nieugięta i bezwzględna. Mijał czas a ja poznałem kogoś, kto
pozwolił mi zapomnieć na chwile o zonie. Żona ułatwiała mi moja
decyzje cały czas będąc nieugiętą. Nie chciałem sie angażować w nowy
związek, jeśli by istniała jakaś szansa na uratowanie mojego
małżeństwa wiec powiedziałem zonie ze, jeśli jest przekonana i
bezwzględnie nie chce odbudować naszego związku to może dajmy sobie
wolna rękę i poszukajmy nowych partnerów bez robienia sobie
pretensji o to. O dziwo ucieszyła się. Od tego czasu była zadowolona
i wydawało sie ze cieszy ja takie rozwiązanie. Próbowała sie
zaangażować w jakiś związek, ale chyba jej nie wyszło. Wiem ze
spotyka sie z kimś, ale chyba to tez jeszcze nie to. Ja spotkałem
kobietę z dzieckiem, która mnie pokochała. Ja tez odwzajemniłem jej
uczucia. Zbliżał sie czas rozprawy rozwodowej. Na 3 dni przed żona
zasugerowała, aby wycofać pozew. Przytuliła sie i zaczęliśmy sie
namiętnie całować kończąc w łóżku. Poczułem ze cały czas kocham i
pożądam swoja żonę jak nikogo. Ale to nie takie proste kocham tez
moja nowa partnerkę i nie umiem jej skrzywdzić. Nie wiem zupełnie,
co zrobić, jak postępować. Nie chce skrzywdzić nikogo. Gdybym był
sam natychmiast byłbym przy zonie i swoim dziecku. Mam wrażenie ze
jestem skazany na życie będąc nieszczęśliwym niezależnie, jakiego
wyboru dokonam.