tabeletka
20.06.10, 22:44
czesc forumowicze, chcialabym sie wykrzyczec i posluchac, co macie do
powiedzenia w tym temacie :)
od dwoch lat prowadze biuro bliskiego mi malzenstwa w czasie ich nieobecnosci.
i git. z innymi pracownikami mialam kontakt tylko telefoniczny, gdy bylo cos
do wyjasnienia.
od paru miesiecy jestem tez zatrudniona jako normalny pracownik w firmie
(oczywiscie jestem ta nowa, niedswiadzczona itd.). balam sie, ze beda
problemy, bo mieszac prace z zyciem prywatnym...? ale to byla naprawde dobra
oferta (studiuje i ciezko znalezc cos lepszego od tej pracy), no i
wspolpracuje nam sie super.
problem, o ktorym nie pomyslalam to... inni pracownicy.
fruwajace koty z kurzu zbywaja usmieszkiem (a mi wstyd przed klientami!), bo
sprzata maz pracownicy, wiec nikt slowa nie powie. pracownik, ktory zastepuje
szefa, ma swoje godziny i dodatkowe 2 godziny kazdego dnia, w ktorym szefa nie
ma (dlatego zostal mianowany zastepca i dostaje za to kupe kasy). to on ma
wtedy rozwiazywac konflikty i po prostu "byc" jako kontakt dla klientow - w
zastepstwie szefa. no i szlag mnie trafia, bo albo nie przychodzi w ogole,
albo jest o godzine krocej, a dopisuje sobie godzine wiecej... szlag mnie
trafia, bo:
1. musze te jego godziny rozliczyc, a to jedna wielka sciema
2. szef szuka sam zastepstwa, jesli jakiegos dnia nie moze przyjsc, a on po
prostu "nie ma ochoty" i nie przychodzi, chociaz np. pracujemy razem i ja
mowie ludziom, ze on o 15 przyjdzie, a on mnie po prostu nie informuje i sie
nie pokazuje i jeszcze pyta, z jakiego powodu ma mnie niby informowac.
no, teraz piszcie, ze nuda, ze bla, bla, bla. musialam sie wygadac, bo o
niczym innym od kilku dni nie mysle. jakies rady, zeby pracownicy mnie nie
znienawidzili? moze bym olala, bo tak pracuje sie wszedzie, ale losy firmy
posrednio mnie dotykaja.