czarna.koza
08.07.10, 11:30
Nie wiem czy mam prawo sie zloscic czy nie, w koncu to jego matka,
ale moja juz nie i denerwuje mnie to. Chodzi o to, ze u mnie jest
taka sytuacja jak w watku zrozpaczonej46, tyle, ze to ja jestem tym
leniem (wychowane pod kloszem i niesmiale dziewcze). 23, prawie 24
lata na karku i nie paralam sie praca, wiem. Ostatnio sie duzo
klocilismy i on o malo co sie nie wyprowadzil, mial pojechac na
chwile do matki ale w sumie zostal... Pozniej ona do niego dzwonila
i jak sadze chciala zapytac sie, czemu nie przyjechal, on costam
odpowiedzial i powiedzial, ze teraz nie moze rozmawiac! (czyt. przy
mnie) i ze zadzwoni pozniej (czyt. jak gdzies wyjde). Zdenerwowalam
sie bo on na pewno naopowiadal ze jestem leniem, niezaradnym zyciowo
nierobem, kto wie co jeszcze (moze cos o moich rodzicach ktorzy sa
dobrymi pracowitymi ludzmi, ale on uwaza ze sa glupi i nie ma dla
nich szacunku; przykladowo moja mama zaprasza go na obiad (ja nie
gotuje) a on po powrocie mowi, ze byl niesmaczny). Z jednej strony
przyznaje ze jestem beznadziejna (juz weszlo mi to w uszy) ale czy
to ok ze on rozpowiada o sytuacji u siebie w domu? Z jego punktu
widzenia pewnie tak, ale z mojego pkt. jako osoby trzeciej i tej
obgadywanej to ponizenie. Nie mam prawie zadnego kontaktu z jego
matka (mieszkamy 400km od siebie) i jedyne co ona o mnie wie to to
co opowiada jej o mnie moj M. Ja ich na co dzien nie widze, ale
pewnie bylam nie raz na jezykach przez to co on mowi :/