muchomorak
12.07.10, 14:57
Witam!
Proszę was bardzo o radę - czytam to forum regularnie, czasami coś napiszę (pod innym nickiem). Wolę zapytać was, niż na forum studia/edukacja, bo wiem, że tutaj dostanę bardziej sensowną odpowiedź. Nie chcę, żeby to wyszło na kolejny post z serii "powiedzcie mi, co ja mam zrobić, bo ja nie wiem" - chociaż i tak pewnie tak będzie ;)
Jestem w dość znaczącym momencie życia - kończę studia, kierunek filologia angielska. Pracy na razie nie mam, ale szukam - wysyłam CV, ale na razie zainteresowanie moją osobą jest małe (stawiam na prace biurowe, sekretariaty itp.). Od roku uczę się norweskiego na kursie językowym (miałam plany związane z Norwegią - plany się zmieniły tymczasowo, ale chcę kontynuować naukę języka). W tym momencie jestem na listach rankingowych na UG i UAM na filologii norweskiej - wystarczy, że złożę papiery i będę studentką w jednym z tych miejsc. Studia są dzienne, trzyletnie.
I teraz:
Opcja 1 - dać sobie spokój ze studiami filologicznymi, iść do pracy / na praktyki, kontynuować naukę norweskiego na kursie i w własnym zakresie(jest szansa, że w mieście, gdzie studiowałam i gdzie na razie będę szukać pracy może być problem z kursem na wyższym poziomie)?
Opcja 2 - iść na studia do Gdańska (bardziej sensowne, jeśli chodzi o fil. norweską - bliżej Norwegii ;)), ale utrzymywać się z pieniędzy rodziców i dorabiać.
Opcja 3 - iść na studia do Poznania (chyba mniejsze szanse na pracę w Poznaniu, ale lepszy uniwersytet) i również utrzymywać się z pieniędzy rodziców i dorabiać, robić praktyki.
Porównywałam plany studiów i kadrę - wydaje się, że w Poznaniu jest lepsza kadra, w Gdańsku ciekawszy plan studiów.
Opinie, które otrzymuję od znajomych są dość sprzeczne. Partner zostawia mi wolny wybór, ale Gdańsk mu się podoba (mi też ;)) Rodzice natomiast twierdzą, że jeśli nie mam 'co ze sobą zrobić', to już lepiej iść na studia, niż siedzieć w domu(popieram). Z drugiej strony mam wyrzuty, że miałabym jeszcze brać od nich pieniądze na kolejne lata studiów.
Będę wdzięczna za podpowiedzi. Ja się skłaniam ku opcji pierwszej, ale trochę mi szkoda tych studiów. Chciałam złożyć papiery 'na wszelki wypadek' na którąś z uczelni(na którą?), a w międzyczasie szukać pracy i najwyżej zrezygnować ze studiów, jeśli dostanę pracę.