falandyna
18.07.10, 21:13
Sytuacja wygląda następująco:
Znam pewną parkę - studiujemy razem, ale to tacy dalsi znajomi, z
którymi zamienia się kilka słów, żeby zabić czas, gdy przypadkowo się
na nich natknie. Tak się złożyło, że od pewnego czasu pracujemy w tym
samym miejscu. Nieopatrznie przystałam na propozycję wspólnych
dojazdów do pracy - ja jeżdżę tam autem (jest to kilka km poza
miastem, dojazd autobusem jest raczej uciążliwy) i zapytali, czy mogą
dołączyć - więc ja oczywiście zgodziłam się (dorzucają się do
paliwa). Tu trzeba dodać, że wiedziałam wcześniej, że są słodką do
wyrzygania parką, która wszystko robi razem i wszystko o sobie wie;
wiedziałam też, że nie są to ludzie, z którymi chciałabym nawiązywać
bliższe kontakty - ale nie myślałam, że te wspólne dojazdy i powroty
będą mnie tak denerwować. On jest typem człowieka, który zadaje dużo
bezsensownych i wścibskich pytań albo, mówiąc o czymś, rzuca jakimiś
utartymi sloganami albo powtarza cudze opinie zamiast swoich
(generalnie cały czas napier$%la o niczym); ona z kolei zna się na
każdej dziedzinie życia czy nauki i zblazowanym tonem snuje swoje
wywody na różne tematy. A we mnie się w tym czasie gotuje, chociaż
staram się robić dobrą minę do złej gry. No po prostu irytują mnie
strasznie ci ludzie i nie mogę nic na to poradzić... Zastanawiam się,
jak by to teraz odkręcić? ;) Dobija mnie każdego poranka świadomość,
że będę musiała znowu wysłuchiwać tych głupot, a w czasie powrotu -
narzekań na robotę i słodkiego pitu-pitu o obiadku (ratunku!).
WTTM? ;)