konkubent-obcy, mąż-bliski?

20.07.10, 21:22

Mam wrażenie, że nie tylko na tym forum, ale i w życiu kobiety stosują takie synonimy konkubent-obcy, mąż-bliski. Męża od konkubenta różni TAK NAPRAWDĘ jedynie PODPISANIE PAPIERKA!!!

Różni ludze - rodzina, znajomi, przypadkowi rozmówcy mówią mi, że skoro nie jestem mężatką to muszę uważać! Nie mogę kupić z konkubentem mieszkania, bo na pewno mnie oszuka; nie mogę planować przyszłości, bo na pewno odejdzie, kiedy nadejdą kłopoty; nie mogę planować dzieci, no bo to nie moralne mieć je z konkubentem/chłopakiem; nie mogę się z nim pokazywać za często na rodzinnych uroczystościach, czy w kościele, bo to zły przykład dla dzieci i młodzieży; skoro mam konkubenta to na pewno jestem wyuzdana (usłyszałam takie słowa wyszeptane na uszko) etc.

To takie SMUTNE, że dla większości kobiet papierek i przysięga w kościele jest wyznacznikiem szczęścia, bliskości, moralności etc.

Moje drogie to tylko papierek i zwykła przysięga..... one nie sprawią, że będziecie w życiu z dobrym człowiekiem!!!
    • iberia.pl szkoda słów -i tak nie zrozumieją 20.07.10, 21:25
      bo w tym chorym spoleczenstwie nadal panuje przekonanie, ze mezatka
      to lepszy gatunek kobiety niz panna/singielka czy niezamezna.
    • bijatyka Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 20.07.10, 21:26
      Mam wrażenie, że nie tylko na tym forum, ale i w życiu kobiety stosują takie
      synonimy konkubent-obcy, mąż-bliski.


      Nie słyszałam takich opinii na tym forum.

      Pozdrawiam, bijatyka-szczęśliwa konkubentka
    • maitresse.d.un.francais Bo nie od tego one są 20.07.10, 21:30
      Moje drogie to tylko papierek i zwykła przysięga..... one nie sprawią, że
      będziecie w życiu z dobrym człowiekiem!!!
      • maitresse.d.un.francais zwykła przysięga, hehe 20.07.10, 21:32
        były czasy, kiedy przysięgi zastępowały niektóre akty prawne

        jak dla mnie możesz sobie robić z nim dzieci, ile ci się tylko podoba, ale na
        Boga! MYŚL LOGICZNIE!!!
    • kitek_maly Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 20.07.10, 21:32
      Ten nick do Ciebie pasuje.
      • hermina1984 Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 20.07.10, 21:38
        > Ten nick do Ciebie pasuje.

        czemu? ja się zgodzę z autorką wątku...jeśli to nie trollizm
        • kitek_maly Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 20.07.10, 22:39
          Bo to o czym ona pisze to oczywista oczywistość a jej się wydaje, że coś nam
          objawia. :P
      • gluptak30 Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 20.07.10, 23:19
        > Ten nick do Ciebie pasuje.

        A jak świadczy to o Tobie!? Oceniasz mnie nie wiedząc, jakim jestem człowiekiem!
    • fomica Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 20.07.10, 21:41
      Zdecydowanie przesadzasz. Ludzie którzy wróżą szybki rozpad konkubinatowi, to ci
      sami którzy wróżą szybki rozpad małżeństwu, przewidują zdrady, zalecają
      nieufność, pzeszukują kieszenie i sprawdzają komórki. TO raczej ogólna postawa
      życiowa, nie sądze żeby była ściśle związania z podziałem "konkubinat - źle,
      małżeństwo - dobrze". Ja jestem mężatka, ale tez nie raz czytalam wypowiedzi: "a
      co zrobisz jak on ci zrobi numer, zdradzi, wystawi, grunt to nie ufać mężowi!"
      Niektórzy po prostu tak maja, uprawiają czarnowidztwo, może maja jakies przykre
      doświadczenia z przeszłości, a może po prostu wkurza ich że ktoś inny ma udane
      życie i potrzebują mu trochę dokopać.

      Nawiasem mówiąc ten "papierek" to jednak dokument urzędowy, formalny i daje
      pewne przywileje (oraz obowiązki). Wiele spraw porządkuje "z automatu", od
      wspólnoty majątkowej, przez nazwisko dzieci, sprawy podatkowe, po dziedziczenie
      i odpowiedzialność za długi. Jednym to pasuje innym nie, ale nie zgodzę się że
      "papierek" kompletnie nic nie wnosi.
      • skarpetka_szara Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 20.07.10, 21:44
        wlasnie. Lepiej tego ujac nie mozna.
    • skarpetka_szara Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 20.07.10, 21:42
      Nie wiem z kim ty sie zadajesz, ale mi nigdy nikt tak nie
      powiedzial. Co prawda na forum czasami to czytam, ale
      wydaje mi sie ze kobiety ktore tak uwazaja - hmmm... moze maja
      kompleksy, albo sa nieszczesliwe ze swoimi mezami - nie wiem.

      Tak czy owak, to nie sa juz te czasy kiedy niezamezna kobieta
      uchodzi za puszczalska.

      A gdy sie kupuje dom z konkubentem (niepodoba mi sie to slowo), to
      trzeba sie dobrze zabezpieczyc prawnie. Jezeli nie jestes w zwiazku
      malzenskim to trzeba podpisac pare dokumentow u prawnika - gdyz nie
      zyskujesz powiazania prawnego automatyczne (jak w malzenstwie)
      • zawszezabulinka Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 20.07.10, 22:24
        oczywiscie sie zgadzam, a to co piszesz chyba wynika ze stereotypu,
        tzn konkubent to ten co pije i bije dzieci a konkubina tez pije i
        pozwala partnerowi na awantury. policja jest srednio 3 razy dziennie
        i dzieci chodza zaniedbane brudne itp

        dla niektorych chyba lepiej byc rozwodnikiem niz wolna panna/panem z
        dzieckiem. ja rozwodnikow i dzieciatych unikam


        poza tym zawsze uwazalam ze trzeba sie dogadac jesli chodzi o
        finanse, konkubent kupuje tv to sie nie wpie.. do niego jak sie
        rozejdziemy. kwestia dojrzalosci i umiejetnosci rozmow - przydatne.
        nie wszyscy powinni brac slub, dlatego nie widze nic dziwnego i zlego
        w byciu wolnym we wspolnym mieszkaniu

        przy rozwodach juz widze bojke o grosz utniety w pralce i nastawienie
        dzieci przeciwko drugiej stronie i wyzwiska o zdrady zeby zgarnac
        wieksza skasiorke
    • dopracowanywkazdymcalu ucz sie na cudzych bledach 20.07.10, 22:32
      malzenstwo to przegrana mezczyzny.
      konkubinat to przegrana kobiety.

      I tyle w tym temacie
      • ritsuko Re: ucz sie na cudzych bledach 30.07.10, 11:01
        A to fajnie, wychodzi na to, że do września jestem przegrana, a we
        wrześniu TŻ będzie. Ha, ha! Może w kości mnie ograł ostatnio, ale
        chociaż tu będę górą ;)
        Przegraną obu płci jest kiepski partner/ka. Tyle w tym temacie
    • vandikia Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 20.07.10, 22:37
      gluptak30 napisała:


      > . Męża od konkubenta różni TAK NAPRAWDĘ jedyni
      > e PODPISANIE PAPIERKA!!!


      to chyba dla niektórych tylko
      papierek, skoro dla Ciebie to papierek, to OK, co Cię więc boli?

      dla mnie małżeństwo to zobowiązanie większe niż konkubinat, to powiedzenie
      sobie - tak chcę spróbować na poważnie, na całe życie i przy pierwszym
      większym kryzysie nie rzucę naszego życia w kąt, mąż to dla mnie rodzina,
      konkubent to byłby raczej chłopak - takie chodzenie za rączki jak w liceum

      jednym pasuje, innym nie
      czy to smutne? smutne to jest udowadnianie za wszelką cenę, że jest się
      nowoczesnym partnerem, któremu papierek nie jest potrzebny, a jednak
      opinia społeczna wqrwia
      bo jakby się było faktycznie szczęśliwym i pewnym, to by się takich wątków
      na forum nei zakładało :)
      • babka1234 Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 20.07.10, 22:45
        podpisuję sie pod tym
        • skarpetka_szara Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 20.07.10, 23:04
          Gdyby malzenstwo znaczylo ze jest sie "na powaznie", to by nie bylo
          tyle rozwodow i dramatow malzenskich jak zdrad itd....

          w konkubinacie mozna tak samo "powaznie" zyc (albo lepiej/dluzej)
          jak w malzenstwie.
          • bijatyka Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 20.07.10, 23:08
            podpisuję się pod tym :D
          • vandikia Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 20.07.10, 23:21
            oczywiscie, ze mozna powaznie, wszystko jest dla ludzi
            jednak jak ktoś żyjący obojętnie w malzenstwie/konkubinacie zaczyna
            piętnować drugą stronę, to znaczy że go coś kłuje i to jest śmieszne i
            wtedy taka opinia wydaje się nieszczera i kryjąca drugie dno

            moja najblizsza przyjaciolka zycje w konkubinacie i mam do tego stosunek
            zupelnie neutralny, natomiast oja kolezanka mająca problemy w malzenstwie
            ciągle jedzie po niej, że powinna tez wyjsc za mąż

            znam tez konkubentkę, którą partnet traktuje jak chwilowy bajer i ona z
            kolei zachwala wszem i wobec konkubinat.. osobiscie nie rozumiem takiego
            wpieprzania się w cudze życie i cudze pragnienia czy światopogląd
            dla jednych małżeństwo to świętość, dla innych papier, po co dyskutować
      • gluptak30 Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 20.07.10, 23:16
        oczywiście!?.....bo jakże można mnie i mój związek traktować poważnie!?

        skoro tylko razem kupiliśmy mieszkanie i razem wychowujemy dwoje ślicznych maluszków.....no bo jakże można to traktować poważnie skoro nie ma się obrączki i nie przyrzekało się wobec Boga!?

        Jednym mężczyzna przyrzeka pod ołtarzem....A MNIE MĘŻCZYZNA 'PRZYSIĘGA' W CODZIENNYM ŻYCIU!
        • vandikia Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 20.07.10, 23:18
          na negatywne uniesienia polecam melissę
        • salma75 Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 20.07.10, 23:25
          gluptak30 napisała:

          > oczywiście!?.....bo jakże można mnie i mój związek traktować poważnie!?
          >
          > skoro tylko razem kupiliśmy mieszkanie i razem wychowujemy dwoje ślicznych malu
          > szków.....no bo jakże można to traktować poważnie skoro nie ma się obrączki i n
          > ie przyrzekało się wobec Boga!?
          >
          > Jednym mężczyzna przyrzeka pod ołtarzem....A MNIE MĘŻCZYZNA 'PRZYSIĘGA' W CODZI
          > ENNYM ŻYCIU!

          Czemu tak krzyczysz??
          Weź kobieto coś na uspokojenie, potem pisz.
        • tezromantyczka Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 21.07.10, 08:07

          > Jednym mężczyzna przyrzeka pod ołtarzem....A MNIE
          MĘŻCZYZNA 'PRZYSIĘGA' W CODZI
          > ENNYM ŻYCIU!

          A taki, co przyrzekał przed ołtarzem, nie może
          jednocześnie "przysięgać w codziennym życiu"? ;)
        • fomica Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 21.07.10, 08:58
          Mój mężczyzna jest moim mężem, a jednocześnie "przysięga mi" w codziennym życiu,
          każdego dnia. Dlaczego uważasz że to się wyklucza? Twoje wypowiedzi brzmią
          trochę histerycznie. Tak jakbyś próbowała za wszelka cenę rozpaczliwie udowodnić
          sobie i światu, że jest dobrze, jesteś szczęśliwa, a facet cie kocha. Skoro tak,
          to po co jest ten wątek? Dlaczego opinia innych ludzi ma dla ciebie takie
          znaczenie? Poza tym sama ulegasz idiotycznym stereotypom przeciwstawiając
          zakochanego na całe życie konkubenta mężowi, który tylko "przysięgał przed
          ołtarzem". Jeżeli ze znajomymi tez tak rozmawiasz, wmawiając im że ich
          małżeństw2o to tylko "papierek", nic nie znaczący i niczego nie gwarantujący, to
          nie dziwię sie że oni broniąc się odpowiadają złośliwie że twój konkubinat to
          przejaw braku zaufania i niepełnowartościowy związek. Każdy chwali swoje
          rozwiązanie.
        • erillzw Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 29.07.10, 15:38
          gluptak30 napisała:

          > oczywiście!?.....bo jakże można mnie i mój związek traktować
          poważnie!?

          Moja droga.. Ale to, ze glosniej bedziesz krzyczec "traktujcie nas
          powaznie" nie sprawi ze nagle magicznie przestaniesz sie bac tego, ze
          twoj zwiazek moze nie byc "na powaznie" wlasnie.
          Osoby ktore czuja sie dobrze w danym mijescu i sytuacji w swoim zyciu
          nie chodza po forach i krzycza dyskredytujacyh ludzi zyjacych wedle
          innych zasad ktorych nie masz odwagi albo mozliwosci wprowadzenia w
          swoje zycie :)
          Jakby Ci bylo dobrze to pewnie reprezentowalabys soba postwe bijatyki
          ktora nie udowadnia kazdym swoim wpisem ze jej sposob na zycie jest
          jedynym wlasciwym i kazdy kto twoerdzi inaczej rzuca jej klody pod
          nogi :)


          > skoro tylko razem kupiliśmy mieszkanie i razem wychowujemy dwoje
          ślicznych malu
          > szków.....no bo jakże można to traktować poważnie skoro nie ma się
          obrączki i n
          > ie przyrzekało się wobec Boga!?

          Nie wiem. Sama musisz znalezc odpowiedz na to pytanie.
          My slub bierzemy bo chcemy, bo czujemy taka potrzebe bo to dla nas
          bardziej razem. Ale nie zamierzam dyskredytowac tych ktorzy nie chca.
          Jedynie dziwi mnie walka i ostracyzm wobec ludzi dla ktorych slub
          jest wazny na tym forum i to slynny argument "dla papierka, po co"
          ktory to tak strasznie wszystko wyjasnia.


          > Jednym mężczyzna przyrzeka pod ołtarzem....A MNIE MĘŻCZYZNA
          'PRZYSIĘGA' W CODZI
          > ENNYM ŻYCIU!

          Albo po co ten krzyk?
          Mnie moj partner tez przysiega w codziennym zyciu; a przed oltarzen
          chcemy i tak stanac. Czy to od razu sprawia, ze przestanie mi
          przysiegac w zyciu codziennym? Watpie :) To kwestia ludzi, ich
          potrzeb i tego czy podobnie zapatruja sie na sprawy wazne dla zwiazku
          jak wlasnie malzenstwo, wychowanie dzieci, religia, etc.
      • annataylor Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 21.07.10, 17:45
        moim zdaniem albo z kimś się jest na poważnie albo nie - nieważne czy
        masz papierek
    • a1ma Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 20.07.10, 23:03
      Małżeństwo od konkubinatu różni gotowość do złożenia przysięgi, że będziesz
      kogoś kochać, szanować, że będziesz wierna i nie opuścisz go AŻ DO ŚMIERCI. Nie
      żaden papierek, tylko ta deklaracja właśnie robi różnicę. Jesteś w stanie złożyć
      taką przysięgę? Jesteś pewna, że Twój partner chce być z Tobą do śmierci, bez
      względu na wszystko?
      Konkubinat zostawia sobie furtkę, w małżeństwie nie ma drobnego druczku, nie ma
      warunków - wchodzimy w związek i zobowiązujemy się do trwania w nim bez względu
      na wszystko. To ogromna różnica.
      • skarpetka_szara Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 20.07.10, 23:05

        chyba mowisz o slubie koscielnym tylko. W Panstwie jest opcjia
        rozwodu, wiesz? I wiele ludzi z niej korzysta.
        • a1ma Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 20.07.10, 23:26
          Owszem, jest, ale w USC też przysięgasz, że zrobisz WSZYSTKO. Wszystko to
          całkiem sporo.
          • skarpetka_szara Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 21.07.10, 02:41

            slowo "wszystko" jest wzgledne.

            np:Temat: Pomoc Bezdomnym! Zrob wszystko w Twojej mocy aby pomoc.

            Jeden da 10zl, inny odda fortune na ten cel, trzeci "zaadoptuje",
            czyli przyjmie do siebie JEDNEGO bezdomnego, inny stworzy instytucje
            dla bezdomnych, nastepny bedzie codziennie im gotowal, itd....

            Tak samo w malzenstwie. Jeden sie rozwiedzie gdy straci cierpliwosc,
            i to jest dla niego "wszystko" co moze zrobic, a inny pojdzie po
            pomoc do poradni malzenskiej. Inny natomiast nawet nie pomysli o
            rozwodzie.
            • a1ma Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 21.07.10, 09:08
              skarpetka_szara, oczywiście masz rację.
              Ale małżeństwo jednak jest deklaracją traktowania związku poważniej. Konkubinat
              opiera się na braku gotowości / potrzeby składania takich deklaracji.
              • skarpetka_szara Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 21.07.10, 15:47
                hmmm... ja tak nie mysle. Zylam w konkubinacie 10 lat, i nigdy mi
                nie przyszlo na mysl ze nie jestem gotowa na traktowanie zwiazku
                powazniej. Zawsze bylismy dla siebie wazni, najwazniejsi.
                Wzielismy slub gdyz latwiej jest wtedy z przywilejami prawnymi,
                zdrowotnymi itd... jak rowniez ze czulismy ze tak chcemy,
                spontanicznie. Ale nie byla to decyzjia typu: oh, chodzimy juz tak
                dlugo, czas na nastepny krok. Dla mnie moglibysmy zyc w
                konkubinacie do smierci.

                Ale to kwestjia jak podchodzi sie do tematu malzenstwa.
              • aneta-skarpeta Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 28.07.10, 12:54
                nie do konca, bo bedac w konkubinacie mozna sobie pewne rzeczy
                obiecac

                jesli ktos powaznie traktuje swoje slowa to bedzie to dla niego
                deklaracja wazna, tak samo jak w czasie slubu

                jesli nie traktuje to i podpisanego papierka tak nie potraktuje

                poza tym jesli konkubinat dorobil sie wspolnego mieszkania, dzieci i
                zyje razem 20 lat to tak samo trudno wyjsc z takiego zwiazku
      • gluptak30 Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 20.07.10, 23:28
        Małżeństwo od konkubinatu różni gotowość do złożenia przysięgi, że będziesz
        > kogoś kochać, szanować, że będziesz wierna i nie opuścisz go AŻ DO ŚMIERCI. Nie
        > żaden papierek, tylko ta deklaracja właśnie robi różnicę. Jesteś w stanie złoży
        > ć
        > taką przysięgę? Jesteś pewna, że Twój partner chce być z Tobą do śmierci, bez
        > względu na wszystko?


        a jaki ty masz dowód, że facet nie staje przed ołarzem, aby zrobić ci przyjemność, aby cię zadowolić, nie stracić....jaki masz dowód, że zostanie z tobą do końca życia bez względu na wszystko.....skąd masz pewność, że zawsze będzie cię kochał i szanował!?

        no jaki masz dowód????
        • a1ma Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 20.07.10, 23:30
          > a jaki ty masz dowód, że facet nie staje przed ołarzem, aby zrobić ci przyjemno
          > ść, aby cię zadowolić, nie stracić....jaki masz dowód, że zostanie z tobą do ko
          > ńca życia bez względu na wszystko.....skąd masz pewność, że zawsze będzie cię k
          > ochał i szanował!?
          >
          > no jaki masz dowód????

          Obiecał mi, a ja mu wierzę.
          To takie niespotykane?
          • gluptak30 Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 20.07.10, 23:41
            > Obiecał mi, a ja mu wierzę.
            > To takie niespotykane?


            a ja mam dowody od mężczyzny w zachowaniu i traktowaniu na codzień, a nie obietnice!
            To takie niespotykane?

            jeśli podpiszę papierek to tylko dla moich dzieci, aby je chronić!
            mężatki uczą swoje dzieci jak źle traktować moje dzieci, które przybiegają teraz z płaczem do domu bo usłyszały od swoich rówieśników, że ich mamusia nie ma ślubu, że jest 'zła i niegrzeczna'

            • tezromantyczka Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 21.07.10, 08:05

              gluptak30 napisała:

              > > Obiecał mi, a ja mu wierzę.
              > > To takie niespotykane?
              >
              >
              > a ja mam dowody od mężczyzny w zachowaniu i traktowaniu na
              codzień, a nie obiet
              > nice!
              > To takie niespotykane?

              A może ona ma jedno i drugie ;)
            • a1ma Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 21.07.10, 08:57
              gluptak30 napisała:

              > > Obiecał mi, a ja mu wierzę.
              > > To takie niespotykane?
              >
              >
              > a ja mam dowody od mężczyzny w zachowaniu i traktowaniu na codzień, a nie obiet
              > nice!
              > To takie niespotykane?

              Ano właśnie - obiecał i spełnia na co dzień.
              Taki wash&go ;)

              I po co się tak gorączkować?
            • princess_yo_yo Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 21.07.10, 11:26
              > jeśli podpiszę papierek to tylko dla moich dzieci, aby je chronić!
              > mężatki uczą swoje dzieci jak źle traktować moje dzieci, które
              przybiegają tera
              > z z płaczem do domu bo usłyszały od swoich rówieśników, że ich
              mamusia nie ma ś
              > lubu, że jest 'zła i niegrzeczna'
              >

              ty tak na serio? jakos trudno mi uwierzyc w ten sasiedzko-szkolny
              spisek. to juz zakrawa na paranoje.
            • aneta-skarpeta Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 28.07.10, 13:04
              > jeśli podpiszę papierek to tylko dla moich dzieci, aby je chronić!
              > mężatki uczą swoje dzieci jak źle traktować moje dzieci, które
              przybiegają tera
              > z z płaczem do domu bo usłyszały od swoich rówieśników, że ich
              mamusia nie ma ś
              > lubu, że jest 'zła i niegrzeczna'
              >


              gdzie Ty mieszkasz?!

              moj syn nigdy nie mial z tym porblemów choc zylam w konkubinacie z
              nie-ojcem mojego syna
              nigdy nikt sie z niego nie nasmiewal, nie mial z tego powodu
              problemów i nikt nie robil znaku krzyza przede mną, bo mieszkam i
              wychowuje dziecko z obcym mezczyzną.
              gdy bralismy slub to generalnie srodowsiko sasiedzko szkolne bylo
              zdziwione, czesc nie wie ze bralismy slub, ale nie spotkalismy sie
              nigdy z nieprzyjemnosciami..a ze sobie gadają w domach? a niech
              sobie gadaja, co im bede zalowac.



            • erillzw Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 29.07.10, 15:42
              gluptak30 napisała:
              > a ja mam dowody od mężczyzny w zachowaniu i traktowaniu na codzień,
              a nie obiet
              > nice!

              I co myslisz, ze jestes taka wyjakowa bo tylko twoj tak na codzien?
              :/
              Wez dziewczyno dodjrzyj. Chcec slubu nie rowna sie brak traktowania i
              zachowania partnerskiego, pelnego milosci, oddania i zaufania na
              codzien.

              > To takie niespotykane?

              Niespotykana jest twoja agresja wobec ludzi ktorzy chca miec slub a
              tym bardziej ignorancja wobec tego jak wygladaja ich zwiazki.


              > jeśli podpiszę papierek to tylko dla moich dzieci, aby je chronić!

              Pewnie jemu tez tak mowisz, zeby z konuc zgodzil sie podpisac ten
              papier ;P

              > mężatki uczą swoje dzieci jak źle traktować moje dzieci, które
              przybiegają tera
              > z z płaczem do domu bo usłyszały od swoich rówieśników, że ich
              mamusia nie ma ś
              > lubu, że jest 'zła i niegrzeczna'

              Wyprowadz sie do zuego miasta a problem sam zniknie. na wisokach
              ludzie zawsze lubili pietnowac bo sie kazdy zna. W duzym miescie jest
              trudniej.
        • fomica Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 21.07.10, 09:03
          > a jaki ty masz dowód, że facet nie staje przed ołarzem, aby zrobić ci przyjemno
          > ść, aby cię zadowolić, nie stracić....jaki masz dowód, że zostanie z tobą do ko
          > ńca życia bez względu na wszystko.....skąd masz pewność, że zawsze będzie cię k
          > ochał i szanował!?
          > no jaki masz dowód????

          Kobieto, jaki znowu dowód??? Słyszałaś o czymś takim jak "zaufanie"? Na wszystko
          co deklaruje twój partner musisz mieć dowody? Może jeszcze na piśmie? Mój mąz
          nie jest marionetką i skoro zaproponował mi małżeństwo, zyje ze mną tyle lat i
          codziennie potwierdza swoje uczucie to wierze że tak właśnie myśli. I nie
          potrzebuje żadnych "dowodów" uczucia, bo najlepszym dowodem jest każdy wspólny
          dzień.
          • a1ma Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 21.07.10, 09:07
            > Kobieto, jaki znowu dowód??? Słyszałaś o czymś takim jak "zaufanie"? Na wszystk
            > o
            > co deklaruje twój partner musisz mieć dowody? Może jeszcze na piśmie?

            Hahahahhahhhhhaahaha!
            Nooo - problem autorki wątku polega zdaje się na tym, że inni, w przeciwieństwie
            do niej, mają dowód na piśmie (sic!) - nazywa się AKT ŚLUBU :D
    • salma75 Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 20.07.10, 23:10
      Histeryzujesz. Nie zauważyłam takich tendencji. Każdy żyje jak mu wygodnie :).
    • papapapa.poker.face Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 20.07.10, 23:43
      racja, niemniej facet oswiadczajac sie sklada deklaracje, ze chce
      Ciebie, z Toba, forever
      • skarpetka_szara Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 21.07.10, 02:47
        Takie myslenie jest bardzo naiwne.

        Nawet jezeli w pewnych przypadkach jest to prawda, i facet czuje ze
        jestes jedyna na swiecie dla niego - to kto wie co bedzie czul za 5,
        czy 10 lat??? moze mu sie odmieni i nie bedzie juz tak myslal.

        Konkubinat jest swietny z tego wzgledu, ze partnerzy nie "kapcieja"
        tak szybko jak w malzenstwie, gdyz maja swiadomosc ze nie maja na
        siebie haczyka. W malzenstwach czesto partnerzy przestaja sie
        starac poniewaz juz mysla o partnerze jako "zlapanym/a"

        Oczywiscie mowie ogolnikowo.
        • calineczka2 Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 21.07.10, 06:32
          Eee tam, niektórzy tez kapcieją w konkubinatach.

          Mam kilka koleżanek w konkubinatach i są one w nich, ponieważ ich faceci się z
          jakichś powodów nie oświadczają, a dziewczyny boją sie ich zostawić, no bo już
          po trzydziestce i tyle lat razem...
        • fomica Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 21.07.10, 09:11
          Nie ma takiej reguły. O tym "kapcieniu" w małżeństwie. Dziwny, niczym nie
          poparty stereotyp. Jeżeli nawet faktycznie jest tak, że po wielu latach
          wspólnego życia przestają się starać, to jest to raczej kwestia stażu związku
          niż podziału małżeństwo-konkubinat. Zwłaszcza, że konkubinat z wieloletnim
          stażem choć "formalnie nieformalny" to w praktyce wygląda jak małżeństwo -
          wspólne dzieci, meble, samochód, znajomi, trochę tych zobowiązań jest. Zatem
          skoro juz postrzegamy związek w kategoriach "złapania partnera" to nie widzę
          powodu dlaczego wieloletni konkubent miałby być mniej złapany niż wieloletni
          małżonek.
        • a1ma Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 21.07.10, 09:24
          > Konkubinat jest swietny z tego wzgledu, ze partnerzy nie "kapcieja"
          > tak szybko jak w malzenstwie, gdyz maja swiadomosc ze nie maja na
          > siebie haczyka. W malzenstwach czesto partnerzy przestaja sie
          > starac poniewaz juz mysla o partnerze jako "zlapanym/a"

          Widzisz, a dla mnie z takim "kapceniem" kojarzą się dzieci. Póki ich nie ma,
          partnerzy starają się bardziej, bo wiedzą, że mają tylko siebie. Kiedy pojawiają
          się dzieci, to często nie ma już siły i "potrzeby".

          Ale przecież każdy związek jest inny.
        • salma75 Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 21.07.10, 11:38
          skarpetka_szara napisała:

          > Oczywiscie mowie ogolnikowo.

          Baardzo ogólnikowo ;).
          Znam dwa związki - konkubinaty, oba z dziećmi, które skapciały tak bardzo, że
          się rozpadły (w obu przypadkach była to zdrada, nowy partner).
          Nie ma reguły. Tylko ludźmi jesteśmy i żaden papierek ani nie pomaga ani nie
          szkodzi :).
          • a1ma Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 21.07.10, 12:11
            > Nie ma reguły. Tylko ludźmi jesteśmy i żaden papierek ani nie pomaga ani nie
            > szkodzi :).

            Z tym, że małżeństwo to dodatkowe zabezpieczenie (choćby i tylko finansowe),
            zwłaszcza jeśli pojawią się dzieci, które ktoś rodzi i wychowuje.
    • menk.a Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 21.07.10, 08:16
      Nicka wybrałaś nieprzypadkowo, prawda?;)
    • illogic Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 21.07.10, 08:20
      Według mnie ludzie błędnie postrzegają małżeństwo jako uwiązanie. Dla
      mnie to zobowiązanie.

      Małżeństwo dla jednego to papierek tylko. Małżeństwo nie jest dla
      tych ludzi. We mnie osobiście konkubinat nie budzi zaufania, świadczy
      że ktoś chce mieć łatwą drogę wyjścia. Oczywiście, może być bardzo
      poważnie w takim związku, ale jeśli jest poważnie, to czemu nie ułatwić tego poważnego związku i go uprawomocnić? To pytanie zadałbym
      każdemu konkubentowi i każdej konkubinie którzy uważają, że
      konkubinat to poważna sprawa.

      Dlaczego konkubinat nie jest prawnie usankcjonowany? Bo po to jest
      małżeństwo. Po co tworzyć drugą instytucję małżeństwa? Dla mnie bez
      sensu.

      No i pod tym sam bym się też podpisał, bo bardzo dobrze napisane:
      vandikia napisała:
      > dla mnie małżeństwo to zobowiązanie większe niż konkubinat, to
      powiedzenie
      > sobie - tak chcę spróbować na poważnie, na całe życie i przy
      pierwszym
      > większym kryzysie nie rzucę naszego życia w kąt, mąż to dla mnie
      rodzina,
      > konkubent to byłby raczej chłopak - takie chodzenie za rączki jak w
      liceum
      >
      > jednym pasuje, innym nie
    • princess_yo_yo Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 21.07.10, 10:39
      przesadzasz i to powaznie, chyba ze rzeczywiscie masz takich
      zapoznionych w rozwoju znajomych i rodzine, ale w takim przypadku
      tylko zmiana otoczenia pomoze.

      co do slubu ma on swoje plusy, ja np nie zdecydowalabym sie na
      dziecko bez takowego (i nie mam tu na mysli slubu koscielnego), co
      do kupna nieruchomosci i innych spraw majatkowych w pl rzeczywiscie
      ma to znaczenie wiec nie jest to tylko papier.
    • alpepe Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 21.07.10, 11:46
      Pytanie brzmi, czemu założyłaś wątek o tym, skoro nie widzisz różnicy? Nawracasz
      innomyślicieli?
    • maly.jasio to zmien jezyk na "narzeczonego" 21.07.10, 12:06
      istotnie slowo konkubent wielu zle sie kojarzy.

      Jezeli jednak zmienis z formule na:

      - "moj staly narzeczony" - sugerujac durniom, ze kiedys bedzie slub
      (chociaz moze do niego nigdy nie dojsc) - to masz problem z glowy :)

      __________________________________________________
      Mary ? - pyta matka

      Jestescie z Johnem 10 lat razem, macie dwojke dzieci.
      Dlaczego nie wyjdziesz w koncu za niego za maz ?

      - Bo on nie jest w moim typie, mamusiu :)
    • tully.makker Zrodlo komplementow 21.07.10, 12:14
      skoro mam konk
      > ubenta to na pewno jestem wyuzdana

      Jednym slowem, dzieki bycikiu w konkubinacie otrzymuje sie (nie)
      zasluzone komplementy?
      • aneta-skarpeta Re: Zrodlo komplementow 28.07.10, 12:50
        tez bym uznala to za komplement i powiedziala- no wrescie ktos to
        zauwazyl

        :)
    • orzech_laskowy_x wielka bzdura 21.07.10, 17:09
      Jak dla mnie cala ta dyskusja to jedna wielka bzdura, proba udowodnienia wyzszosci swiat bozego narodzenia nad wielkanoca - a prawda jest taka ze kazego co innego zadowala i tyle.
      Ktos tu pisal ze konkubinat to brak gotowosci zlozenia przysiegi na cale zycie. Blad. To brak POTRZEBY skladania takiej przysiegi, co za tym idzie, brak potrzeby zawierania malzenstwa. Kocham mojego faceta jak nigdy nikogo, ale nie czuje najmniejszej potrzeby wychodzenia za niego, ba, nie czuje potrzeby byc z nim do smierci. Bo dlaczego powinnam czuc taka potrzebe? Chce byc z nim tak dlugo jak bedziemy sie kocham i bedziemy razem szczesliwi, ani dluzej ani krocej. Jesli bedzie tak do smierci to pieknie, jesli nie tez pieknie. Po co mielibysmy sie na wzajem meczyc jesli milosc wygasnie wczesniej, w tym przypadku wole pamietajac to co dobre bysmy oboje poszli szukac szczescia gdzie indziej. Nie wiem czy tak sie stanie i wrozki udawac nie bede. I smieszne i absurdalne jest dla mnie przyrzekanie czegos, czego zagwarantowac nie moge. To jakbym przyrzekala mu ze do czterdziestki nie bede miec zmarszczek. Moge dbac o siebie, ale zmian biologicznych ani w tym przypadku uczucia, ktore z samej natury uczuc bywa ulotne i nieprzewidywalne, kontrolowac nie moge, wiec przyrzekajac to jest pusta obietnica.
      Irytuje mnie tez wmawianie mi, ze jako kobieta chce slubu. Zdarzylo sie kilkakrotnie zarowno na forum, jak i w zyciu realnym. Zabawne jak obcy ludzie najlepiej wiedza co dla ciebie dobre, czego chcesz, i jakie masz ku temu motywy.
      Podsumowujac moj przydlugi post, robta co chceta, bylebyscie szczesliwi byli :)
      • a1ma Re: wielka bzdura 28.07.10, 12:20
        orzech_laskowy_x, przyznam, że dałaś mi do myślenia.
        Zwłaszcza poniższym zdaniem:

        > nie czuje potrzeby byc z nim d
        > o smierci. Bo dlaczego powinnam czuc taka potrzebe? Chce byc z nim tak dlugo ja
        > k bedziemy sie kocham i bedziemy razem szczesliwi, ani dluzej ani krocej. Jesli
        > bedzie tak do smierci to pieknie, jesli nie tez pieknie. Po co mielibysmy sie
        > na wzajem meczyc jesli milosc wygasnie wczesniej, w tym przypadku wole pamietaj
        > ac to co dobre bysmy oboje poszli szukac szczescia gdzie indziej.
      • haldeman79 Uwag kilka 28.07.10, 13:37
        orzech_laskowy_x napisała:

        > Blad. To brak POTRZEBY skladania takiej przysiegi, co za tym idzie, brak potrz
        > eby zawierania malzenstwa. Kocham mojego faceta jak nigdy nikogo, ale nie czuje
        > najmniejszej potrzeby wychodzenia za niego, ba, nie czuje potrzeby byc z nim d
        > o smierci. Bo dlaczego powinnam czuc taka potrzebe? Chce byc z nim tak dlugo ja
        > k bedziemy sie kocham i bedziemy razem szczesliwi, ani dluzej ani krocej. Jesli
        > bedzie tak do smierci to pieknie, jesli nie tez pieknie. Po co mielibysmy sie
        > na wzajem meczyc jesli milosc wygasnie wczesniej(...)

        1.Zawsze możesz się rozwieść.
        2.Bez papieru formalnie jesteś obcą osobą dla swojego faceta, co dość mocno
        ogranicza Twoje prawa począwszy od prozaicznych spraw jak wizyty w szpitalu na
        sprawach majątkowych kończąc, oczywiście takie rzeczy można również uregulować
        prawnie ale znowu dochodzimy do podpisywania papierów:)
        3. Składając komuś przyrzeczenie ZAKŁADASZ, że chcesz z nim być do końca życia i
        ta deklaracja jest wyrazem Twoich aktualnych PRAWDZIWYCH odczuć.

        USC
        "Świadoma praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście
        oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z (imię Pana Młodego) i przyrzekam,
        że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe."


        Nie ma tu jak widzisz: Przysięgam, że nie opuszczę Cię aż do śmierci.
        -
        Zdradziłem żołądkową z krupnikiem. Dziw.arz ze mnie.
        • ankh_morkpork Dokładnie! 28.07.10, 13:56
          > USC
          > "Świadoma praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście
          > oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z (imię Pana Młodego) i przyrzekam,
          > że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe."
          > Nie ma tu jak widzisz: Przysięgam, że nie opuszczę Cię aż do śmierci.

          Są osoby, które życie w konkubinacie traktują jako zostawianie sobie furtki otwartej na wszelki wypadek, jako tymczasowość, jako wręcz brak pewności swoich uczuć albo brak odwagi na to, aby publicznie się zobowiązać do "uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe."

          Wbrew pozorom nie dla wszystkich LUDZI pragnących poślubić miłość swojego życia w zawarciu związku małżeńskiego najważniejsza jest kiecka z welonem i impra na 120 osób.
        • a1ma Re: Uwag kilka 28.07.10, 14:01
          > 1.Zawsze możesz się rozwieść.

          Takie stwierdzenie powinno wykluczać małżeństwo z definicji.
          Jeśli dopuszczasz rozwód, to w ogóle odpuść sobie ślub.
          • haldeman79 Bładzić jest rzecza ludzką. 28.07.10, 14:47
            a1ma napisała:

            > > 1.Zawsze możesz się rozwieść.
            >
            > Takie stwierdzenie powinno wykluczać małżeństwo z definicji.
            > Jeśli dopuszczasz rozwód, to w ogóle odpuść sobie ślub.
            >
            Małżeństwo jest próbą przejścia prze życie we dwójkę, rozwód przyznaniem się nie
            się nie udało.
        • orzech_laskowy_x Re: Uwag kilka 29.07.10, 16:28
          > 1.Zawsze możesz się rozwieść.
          A czy mowinie 'biore slub ale zawsze moge sie rozwiesc' nie jest 'zostawianiem sobie furtki', jak jest nim wg ciebie wspolne zycie bez niego? Jesli realnie biore pod uwage, ze moze nie wyjsc, to slub ktory jednak jest postrzegany jako deklaracja na cale zycie, jest moim zdaniem sprzecznoscia, rownie dobrze moge go nie brac, starac sie tak samo, a przynajmniej nie mam wrazenia skladania obietnicy czegos o czym do konca nie decyduje.

          > 2.Bez papieru formalnie jesteś obcą osobą dla swojego faceta, co dość mocno
          > ogranicza Twoje prawa począwszy od prozaicznych spraw...
          Tu sie zgadzam, ze slub ulatwia takie urzedowe sprawy, ale nie sa one priorytetem na mojej liscie rzeczy waznych w zyciu, a juz na pewno nie sa wyzej niz niechec robienia rzeczy ktorych sensu osobiscie nie widze. Dla kogos jednak moga byc, i to tez rozumiem.

          > 3. Składając komuś przyrzeczenie ZAKŁADASZ, że chcesz z nim być do końca życia
          > i
          > ta deklaracja jest wyrazem Twoich aktualnych PRAWDZIWYCH odczuć.
          ale ja, jak pisalam, nie zakladam ze chce byc z nim do konca zycia, bo i dlaczego, tylko tak dlugo jak dlugo bedziemy szczesliwi bedac razem. A poza tym, moge mu przyrzec ze go kocham i tak dlugo jak bedziemy miec milosc bede walczyc o ten zwiazek, nie widze jednak potrzeby przyrzekania tego przed jakims obcym urzednikiem, moja milosc to moja sprawa, nie rzadu i nikogo innego, i jedyna osoba ktora moze mnie z niej rozliczac jest moj facet.
          To tyle ode mnie :) i tak jak pisalam, nie krytykuje niczyich wyborow, jedynie bardzo waskie horyzonty myslowe niektorych ludzi, ktorzy nie potrafia zaakceptowac wyborow zyciowych innych niz wlasne. Dla mnie oczywiste jest, ze kazdy wybiera to, co JEGO uszczesliwi i co JEMU najbardziej pasuje, i nic innym do tego.
          • haldeman79 Re: Uwag kilka 30.07.10, 10:54
            orzech_laskowy_x napisała:

            A czy mowinie 'biore slub ale zawsze moge sie rozwiesc' nie jest
            'zostawianiem sobie furtki'


            Nie, biorąc ślub nie zakładasz że się rozwiedziesz.

            Tu sie zgadzam, ze slub ulatwia takie urzedowe sprawy, ale nie sa one
            priorytetem na mojej liscie rzeczy waznych w zyciu, a juz na pewno nie sa wyzej
            niz niechec robienia rzeczy ktorych sensu osobiscie nie widze. Dla kogos jednak
            moga by
            c, i to tez rozumiem.


            Odnoszę wrażenie, że dla Ciebie ewentualny ślub to piękna biała suknia i wielkie
            weselisko etc. itp., a przecież równie dobrze jest to kilka minut w USC i gitara.
            Twierdzisz, że to nie priorytet, a może po prostu boisz się papierka?
            To dziś już takie niemodne brać ślub zwłaszcza jak się jest inteligentną i
            niezależną kobietą?

            ale ja, jak pisalam, nie zakladam ze chce byc z nim do konca zycia, bo i dlacze
            go, tylko tak dlugo jak dlugo bedziemy szczesliwi bedac razem.


            Postawa życiowa dogłębnie przedyskutowana przez obie strony?

            A poza tym, moge mu przyrzec ze go kocham i tak dlugo jak bedziemy miec
            milosc bede walczyc o ten zwiazek, nie widze jednak potrzeby przyrzekania tego
            przed jakims obcym urzednikiem,


            1.Miłość nie jedno ma imię.
            2.Urzędnik potwierdza prawidłowość podpisów i tego że świadomie wyrażasz zgodę
            na zawarcie związku, nie interesuje go prawdziwość Twoich uczuć.
            • orzech_laskowy_x Re: Uwag kilka 30.07.10, 19:46
              > A czy mowinie 'biore slub ale zawsze moge sie rozwiesc' nie jest
              > 'zostawianiem sobie furtki'

              >
              > Nie, biorąc ślub nie zakładasz że się rozwiedziesz.
              >
              tak jak i nie zakladam ze moj nieformalny zwiazek sie rozpadnie, gdybym zakladala to bym z nim nie byla. poza tym to ty napisalas ze zawsze mozna sie rozwiesc, wiec to ty zakladasz taka ewentualnosc.

              > Odnoszę wrażenie, że dla Ciebie ewentualny ślub to piękna biała suknia i wielki
              > e
              > weselisko etc. itp., a przecież równie dobrze jest to kilka minut w USC i gitar
              > a.
              > Twierdzisz, że to nie priorytet, a może po prostu boisz się papierka?
              > To dziś już takie niemodne brać ślub zwłaszcza jak się jest inteligentną i
              > niezależną kobietą?

              biala suknia? nie dzieki jestem ateistka do kosciola nie chadzam. a zgody USC na bycie z kims kogo kocham tez nie potrzebuje. nie rozumiem co to znaczy 'boisz sie papierka' wybacz. podpisalam milion 'papierkow' w moim zyciu ten nie jest mi do niczego potrzebny to podpisywac nie zamierzam. nie wiem czy modne czy nie moda nigdy mnie nie interesowala.

              > 1.Miłość nie jedno ma imię.
              > 2.Urzędnik potwierdza prawidłowość podpisów i tego że świadomie wyrażasz zgodę
              > na zawarcie związku, nie interesuje go prawdziwość Twoich uczuć.

              ale ja wyrazilam juz zgode na zwiazek wiazac sie z nim, nie potrzebuje by mi urzednik to potwierdzal.
              • haldeman79 Re: Uwag kilka 01.08.10, 15:00
                orzech_laskowy_x napisała:

                > tak jak i nie zakladam ze moj nieformalny zwiazek sie rozpadnie, gdybym zaklada
                > la to bym z nim nie byla. poza tym to ty napisalas ze zawsze mozna sie rozwiesc
                > , wiec to ty zakladasz taka ewentualnosc.

                Zakładać nie musisz, na pewno jednak wiesz, że istnieje taka możliwość mimo iż
                teraz nie potrafisz lub jest to bardzo trudne do wyobrażenia.
                Druga sprawa interesuje mnie czym według Ciebie różni się w podsumowaniu pozycja
                człowieka, który rozstał się z partnerem, jeżeli na początku zakładał\nie
                zakładał takiej ewentualności?


                > biala suknia? nie dzieki jestem ateistka do kosciola nie chadzam.

                Fora pełne są ateistów i nie chadzających do kościoła, to dziś bardzo modne, co
                do samej sukni to tylko przenośnia wypasionego ślubu dla którego bycie
                praktykującym katolikiem nie jest potrzebna.

                >a zgody USC na bycie z kims kogo kocham tez nie potrzebuje.

                USC nie wydaje Ci zgody, tylko potwierdzenie i tu żeby nie było spieszę
                wyjaśnić, że nie jest to papierowe potwierdzenie Twoich uczuć, czego tak bardzo
                się wzbraniasz i co oczywiście nie jest możliwe do stwierdzenia w powyższy
                sposób, tylko istnienia Twojego związku dla innych podmiotów.

                > nie rozumiem co to znaczy 'boisz
                > sie papierka' wybacz. podpisalam milion 'papierkow' w moim zyciu ten nie jest
                > mi do niczego potrzebny to podpisywac nie zamierzam. nie wiem czy modne czy nie
                > moda nigdy mnie nie interesowala.

                Ten papierek pozwala uniknąć konieczności podpisywania wielu innych, w ten
                sposób ma na celu również ułatwienie Ci życia.

                > ale ja wyrazilam juz zgode na zwiazek wiazac sie z nim, nie potrzebuje by mi ur
                > zednik to potwierdzal.

                Jak wyżej, nie jest to potwierdzenie dla Ciebie.
    • aneta-skarpeta Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 28.07.10, 12:49
      bylam rozwodka z dzieckiem i tez naczytalam sie na forum, że jestem
      towarem drugiego sortu etc:)

      jak poznalam faceta i z nim stworzylam zwiazek to takze, na forum,
      wyczytalam ze on najprawdopodbniej slepy i bez jednej nogi, bo kto
      by chcial babe z dzieckiem

      ale to tylko na forum.

      jak zylismy w konkubinacie to jakos nikt ze znajomych mi nic nie
      gadal,a na slub , po okresie konkubinatu, naciskał on...nie ja

      poza tym papierek wiele nam ulatwia, a nic nie zmienia w kwestiach
      osobistych
      • blue_nights Re: Ślub-monogamia nie istnieje! 29.07.10, 15:14
        Prawie wszystkie małzeństwa jakie znam,z rodziny i znajome nie sa
        szczęśliwe.To maz zdradza zone,a to inne bzdety.Ilu z tych ludzi
        dotrzymuje tej przysięgi o wierności az do śmierci?!Nie rozśmieszajcie
        mnie.Prawie żaden facet.Moze w krótkich stażem małzenstwach,ale pozniej az
        do śmierci, nie łudzcie sie to nierealne.Ludzie nie sa stworzenie do
        monogamii,bylo mnóstwo badań na ten temat.
        To głownie kobiety chca do ołtarza jak najszybciej,jak najszybciej chca
        bawic sie w dom.Stawiaja facetow pod murem.Wsrod znajomych wlasnie faceci
        godzili sie na ślub bo byli przyduszani przez partnerki,rodzine itd.
        I skarzyli sie potem.Wielu znajomych,glownie facetow mówi,że zaluje
        małzenstwa i by tego ponownie nie zrobili tak szybko albo w ogole.Wszystko
        sie pózniej chrzani,same problemy.A pokątnie zdradzaja,zatjaja przed
        żonami mnóstwo spraw,okłamują.Moge mnożyc takie przypadki.Pozniej trwaja w
        zepsutym małżenstwie bo tak wypada.Przykre to ale prawdziwe.
        • haldeman79 Pytanie pomocnicze. 29.07.10, 15:48

          blue_nights napisała:

          > Prawie wszystkie małzeństwa jakie znam,z rodziny i znajome nie sa
          > szczęśliwe.To maz zdradza zone,a to inne bzdety.Ilu z tych ludzi
          > dotrzymuje tej przysięgi o wierności az do śmierci?!Nie rozśmieszajcie
          > mnie.

          Ile znasz związków nieformalnych a trwających już przez podobny okres czasu jak
          te nieszczęsne małżeństwa?
          • orzech_laskowy_x Re: Pytanie pomocnicze. 29.07.10, 16:40
            Moje pytanie: a dlaczego liczy sie ilosc (dlugosc) a nie jakosc?

            Dlaczego trzeba tkwic w zwiazku jak najdluzej, bo wazny jest staz, mimo ze jest sie nieszczesliwym, a nie rozstac sie gdy dojdzie sie do przekonania, ze razem szczesliwym sie nie jest i pozwolic sobie nawzajem poszukac wlasnego szczescia gdzie indziej? Dlaczego dla ciebie wazniejszy jest staz niz szczescie samych zainteresowanych? Zeby sie moc przed ludzmi poszczycic? Pytam serio.
            • haldeman79 Już spieszę wyjaśnić. 30.07.10, 10:38
              orzech_laskowy_x napisała:

              > Moje pytanie: a dlaczego liczy sie ilosc (dlugosc) a nie jakosc?

              Długość nie wyklucza jakości, oczywiście wraz ze wzrostem stażu w związku o
              jakość coraz trudniej, no ale to chyba truizm jest i nie ma się co zagłębiać.

              Moją wątpliwość wzbudziła wzmianka przedmówczyni na temat nieudanych
              wieloletnich związków małżeńskich ponieważ została postawiona bez kontekstu, tj.
              no owszem wiele małżeństw się sypie, tak jak wiele związków nieformalnych ->
              wniosek: to nie małżeństwo sam w sobie jest problemem.
              • orzech_laskowy_x Re: Już spieszę wyjaśnić. 30.07.10, 19:54
                > wniosek: to nie małżeństwo sam w sobie jest problemem.

                oczywiscie ze nie. ale przedmowczyni napisala 'sa nieszczesliwi' a ty na to 'ale jaki staz', przynajmniej tak to zabrzmialo. ze wazniejsze jest utrzymanie nieszczesliwego zwiazku za wszelka cene dla jak najdluzszego stazu byle tylko sie nie rozstac niz to czy sami zainteresowani sa w nim szczesliwi. zdziwilo mnie ze ktos moze tak myslec i tyle, bo moim zdaniem czasem rozstanie to mniejsze zlo niz trwanie na sile w czyms kiepskim. dlatego jesli malzenstwa nawet trwaja dluzej niz zwiazki nieformalne (nie wiem czy tak jest czy nie) ale nie sa przez to wcale szczesliwsze to ja nie widze w tym wartosci
                • haldeman79 Re: Już spieszę wyjaśnić. 01.08.10, 14:45
                  orzech_laskowy_x napisała:

                  > > wniosek: to nie małżeństwo sam w sobie jest problemem.
                  >
                  > oczywiscie ze nie. ale przedmowczyni napisala 'sa nieszczesliwi' a ty na to 'al
                  > e jaki staz', przynajmniej tak to zabrzmialo. ze wazniejsze jest utrzymanie nie
                  > szczesliwego zwiazku za wszelka cene dla jak najdluzszego stazu byle tylko sie
                  > nie rozstac niz to czy sami zainteresowani sa w nim szczesliwi. zdziwilo mnie z
                  > e ktos moze tak myslec i tyle, bo moim zdaniem czasem rozstanie to mniejsze zlo
                  > niz trwanie na sile w czyms kiepskim. dlatego jesli malzenstwa nawet trwaja dl
                  > uzej niz zwiazki nieformalne (nie wiem czy tak jest czy nie) ale nie sa przez t
                  > o wcale szczesliwsze to ja nie widze w tym wartosci

                  Przekręciłaś znaczenie mojej wypowiedzi.Staż mnie interesuje, czasem równie
                  ciężko rozstać się ludziom w wieloletnich związkach zarówno formalnych jak i nie
                  i samo podpisanie kolejnego papierka tym razem rozwodowego jest tu najmniej istotne.
          • zawszezabulinka Re: Pytanie pomocnicze. 29.07.10, 16:42
            bo wszedzie chodzi o to ze ludzie nie potrafia ze soba rozmawiac i sa zachlanni na kasiore. a zeby im tak bozia nozke upierd.lila skoro maja za duzo energi :D

            a jesli chodzi o szpital to moj ukochany moze powiedziec lekarzowi ze jestem jedyna bliska osoba i ze wyraza zgode by powierzyc jej inf. a jesli nie pomoze to przeciez ukochany predzej czy pozniej wyspiewa, co za roznica dla lekarza?
            • haldeman79 Re: Pytanie pomocnicze. 30.07.10, 10:57
              zawszezabulinka napisała:

              > a jesli chodzi o szpital to moj ukochany moze powiedziec lekarzowi ze jestem je
              > dyna bliska osoba i ze wyraza zgode by powierzyc jej inf. a jesli nie pomoze to
              > przeciez ukochany predzej czy pozniej wyspiewa, co za roznica dla lekarza?
              >
              Taka, że jak Ci ukochany nie zdąży pogadać z lekarzem(miał wypadek i jest
              nieprzytomny) to decyzja co do jego ewentualnego leczenia nie będzie należała do
              Ciebie tylko do....
              • agattka_84 Re: Pytanie pomocnicze. 30.07.10, 11:03

                > Taka, że jak Ci ukochany nie zdąży pogadać z lekarzem(miał wypadek
                i jest
                > nieprzytomny) to decyzja co do jego ewentualnego leczenia nie
                będzie należała d
                > o
                > Ciebie tylko do....
                >

                :DDD To samo napisałam, nie czytając Twojego postu. ;)
                >
            • agattka_84 Re: Pytanie pomocnicze. 30.07.10, 11:01

              > a jesli chodzi o szpital to moj ukochany moze powiedziec lekarzowi
              ze jestem je
              > dyna bliska osoba i ze wyraza zgode by powierzyc jej inf. a jesli
              nie pomoze to
              > przeciez ukochany predzej czy pozniej wyspiewa, co za roznica dla
              lekarza?

              A jak ukochany - np. nieprzytomny po wypadku - przekaże lekarzowi
              komunikat, żeś Ty ta jedna, jedyna?
              • zawszezabulinka Re: Pytanie pomocnicze. 30.07.10, 16:11
                rodzina zawsze moze zaswiadczyc ze ja jestem kims bliskim, zreszta przy pacjencie mozna przebywac i nie pytaja sie o personalia (mnie to nie spotkalo) jak moj krewny mial wypadek i moj chlopak mi towarzyszyl w trudnych chwilach to lekarz zapytal sie kim jest dla mnie ta osoba wiec powiedzielismy z moja rodzina ze to narzeczony, nie bylo problemu z jego obecnoscia i o wszystkim wiedzial :)
          • a1ma Re: Pytanie pomocnicze. 30.07.10, 12:22
            haldeman79 napisał:

            >
            > blue_nights napisała:
            >
            > > Prawie wszystkie małzeństwa jakie znam,z rodziny i znajome nie sa
            > > szczęśliwe.To maz zdradza zone,a to inne bzdety.Ilu z tych ludzi
            > > dotrzymuje tej przysięgi o wierności az do śmierci?!Nie rozśmieszajcie
            > > mnie.
            >
            > Ile znasz związków nieformalnych a trwających już przez podobny okres czasu jak
            > te nieszczęsne małżeństwa?

            O, to byłoby ciekawe porównanie - średina długość małżeństwa vs średnia długość
            konkubinatu.
    • kolor_purpury Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 30.07.10, 13:53
      tu zwyczajnie chodzi o stronę formalnoprawną przedsięwzięcia, bo konkubinat w
      świetle prawa nie istnieje
      • xennax Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 30.07.10, 14:59
        To takie pieprzenie kotka przy pomocy młotka .
        Taka dyskusja że papierek jest nieważny do bólu chowanie głowy w piasku. Albo
        sie jest opowiedzialnym człowiekiem niezależnie K/M albo sie partnerowi robi
        wodę z mózgu. Albo rybki albo akwarium. Założenie że jestem ósmym cudem swiata ,
        i eden to miejsce w którym żyjemy jest możliwe ale jak tego dowieść ?
        Nie bardzo rozumiem dlaczego tak nieważnego papierka nie można podpisać.
        Odpowiedź jest prosta bo za tym idzie zobowiązanie a jest modnego tego nie
        lubieć, ignorować i udawać że to nic nie znaczy. Zawsze facet oświadczał wszem i
        wobec że to jest jego zona i wara wszystkim od niej a z drugiej strony kobieta
        się zobowiązywała że będzie z nim i tylko z nim. Proste , banalne a tak
        niemożliwe do powiedzenia dla wielu par . Nie ma co mydlic oczu że konkubinat
        jest trendy - każda pani w konkubinacie z mety wyjdzie za mąż jak tylko miłemu
        przejdzie przez gardło " czy zechcesz ? " . Jak facet tego nie mówi to należy go
        po prostu olać , bo to oznacza że on nie jest odpowiedzialny, nie chce zaręczyć
        swoim słowem , nie ma na tyle siły , czyli wiadomo . Odwrotnie również. Są
        oczywiście cudowne wyjątki ale onie nie sa regułą - one są ładne i tyle.
        Oczywięcie można premiować , popierać zasadę że życie jak surfing ale skutki
        tego za kilka pokoleń nie do przewidzenia . Pozdrawiam
        • mumia_ramzesa Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 01.08.10, 16:26
          W konkubinacie czesto zyja ludzie, ktorzy sa po rozwodzie. Bylo to dlanich tak
          traumatyczne przezycie, ze boja sie ponownego zwiazku formalnego.
    • takajatysia Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 30.07.10, 14:54
      No trochę zmienia. Ja np. jestem raczej dosyć wyzwolona i niczyich
      związków nie oceniam, ale w małżeństwie poczułam się pewniej -
      wiedziałam, że druga osoba myśli o mnie w kategorii "na całe życie".
      Przed ślubem tej pewności nie miałam, byłam zła, że ten "papierek"
      jest dla mnie ważny, ale jednak był (wydrukowane na mózgu
      "mężatka=lepiej niż innego stanu cywilnego"). I tak się rozwiedliśmy.
      Status mężatki nic nie wnosił w moje życie tak ogólnie na co dzień.
      Jestem teraz w innym poważnym życiowo związku i już nie czuję
      potrzeby wychodzenia za mąż. Zgodziłabym się jakby mnie poproszono ;)
      ale nie jest to już dla mnie istotne, bo tak naprawdę nie formalności
      są ważne.
    • mumia_ramzesa Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 01.08.10, 15:00
      To sie powoli zmienia. Ja czesto widze na forach okreslenie "moj TZ". Glowny
      problem w tym, ze polskie prawo traktuje inaczej zwiazki nieformalne i
      malzenstwa. W niekt. krajach ludzie zyjacy w konkubinacie moga np rozliczac sie
      z fiskusem tak jakby byli malzenstwem, moga kupowac bilety rodzinne itp. U nas
      nie mozna nawet w banku ustanowic zapisu na wypadek smierci na osobe inna niz
      najblizsza rodzina, nie mowiac juz o sprawach spadkowych.
    • mumia_ramzesa Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 01.08.10, 15:06
      Przypomnialy mi sie jeszcze badania, ktore robiono na parach mieszkajacych razem ze slubem i bez niego. Okazalo sie, ze te pierwsze zwiazki sa trwalsze. Ludzie chyba bardziej walcza o taki zwiazek. Jesli nie ma slubu to latwiej jest w kryzysie powiedziec "mam dosc, wynosze sie" (to tak a propos tego "musisz uwazac").
    • disa Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 01.08.10, 15:19
      Dobrze napisane ;]

      a na prowincji jak kobieta ma +25 i jest bez męża to jest STARĄ PANNĄ ;]
      aż strach pomyśleć co mówią na taką co ma Konkubenta (przez media ma to
      pejoratywny oddźwięk) albo O ZGROZO dziecko bez ślubu ;]

      ŚLUB TO CEL ŻYCIA większości kobiet MĄŻ to wyznacznik ich szczęścia, a DZIECKO z
      mężem to już ukoronowanie ich LEPSZOŚCI/WYŻSZOŚCI

      szkoda, że zazwyczaj te szczyty mają niski pułap ;]
      • mumia_ramzesa Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 01.08.10, 15:41
        Kiedys na jakims weselu w rodzinie, jak to bywa, zalozono mi wianek panny mlodej
        i sklaniano do zatanczenia z jakims facetem, bo "szybko wyjdziesz za maz". Ja
        chcialam powiedziec, ze nie chce szybko wyjsc za maz. Mialam w planach studia i
        jeszcze nie myslalam o zakladaniu rodziny.
        Jak widze nick "mama wojtka" to sie zastanawiam, czy jedynym sensem zycia tej
        kobiety jest ten Wojtek i co by bylo gdyby go stracila.
        • disa Re: konkubent-obcy, mąż-bliski? 01.08.10, 15:56
          ja sobie wmówiłam, że nik np. "mam_wojtka" to informacja, że jakaś laska ma
          dziecko Wojtka i jest nim aż tak zafascynowana
          innej opcji mój mózg nie przyjmuje do wiadomości ;]
Inne wątki na temat:
Pełna wersja