rrw
22.07.10, 00:28
Pobieranie pieniędzy za znieczulenie „na żądanie” przy porodzie i pojedyncze
sale jest bezprawne – uznała NIK
NIK sprawdziła, jak działa system opieki nad matką i noworodkiem. I dopatrzyła
się wielu błędów, a nawet łamania przepisów.
Takim bezprawnym działaniem jest pobieranie przez szpitale opłat za
świadczenia medyczne od rodzących pacjentek, które mają ubezpieczenie. NIK
stwierdziła, że działo się to w ośmiu z 43 skontrolowanych szpitali. Chodzi
głównie o pieniądze za znieczulenie przy porodzie wykonane „na życzenie” i
lepsze warunki pobytu.
– Izba uznała, że jest to działanie sprzeczne z konstytucją i ustawową zasadą
równego dostępu do świadczeń zdrowotnych – mówi „Rz” Jacek Jezierski, prezes NIK.
Rodzina pracownika nie płaciła
Jakie były stawki? Za znieczulenie – od 300 do 660 zł. Najwyższe stawki
wyznaczyły: Instytut Matki i Dziecka w Warszawie, szpitale w Wejherowie i
Siemianowicach Śląskich. W Radomiu było taniej, „tylko” 300 zł.
Kontrowersje budził również sposób ustalania tych kwot. W Wejherowie, gdzie w
2009 r. wykonano 64 znieczulenia na życzenie, wielkość opłat – co przyznał
ordynator – indywidualnie uzgadniano między pacjentkami a lekarzami z
anestezjologii i intensywnej terapii, prowadzącymi indywidualne praktyki
lekarskie. W tej sprawie NIK zawiadomiła prokuraturę.
W Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie były wyjątki: pracownik lub jego żona
nie płacili za znieczulenie na życzenie. Córka, synowa czy bratowa pracownika
– tylko 380 zł. – Zrezygnowaliśmy z takiego podziału – mówi Sławomir Janus,
dyrektor Instytutu. Teraz wszyscy płacą tyle samo.
Część szpitali po tym, gdy Izba wytknęła pobieranie opłat, w ogóle się z nich
wycofała.
– W tej chwili nie ma w naszym szpitalu znieczulenia na życzenie – dodaje
Andrzej Zieleniewski, dyrektor szpitala w Wejherowie.
Ale inni dyrektorzy przekonują, że opłaty są zgodne z prawem. –
Zrezygnowaliśmy, ale nie dlatego, że ta opłata jest bezprawna. Jest zgodna z
prawem, bo znieczulenie na życzenie nie znajduje się na liście świadczeń
gwarantowanych pacjentom ogłaszanych przez ministra zdrowia – mówi „Rz”
Grzegorz Gałązka, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Suwałkach, gdzie jednak
nie ma tej procedury. – Po prostu lekarze wymówili umowę na tę usługę.
– Nie możemy odmówić znieczulenia, bo naruszalibyśmy prawa pacjenta – wtóruje
mu dyrektor Janus.
Jednak z oceną NIK zgadza się Ministerstwo Zdrowia. – Jakiekolwiek opłaty
pobierane w szpitalach od osób ubezpieczonych są bezprawne – podkreśla
rzecznik resortu Piotr Olechno. Przyznaje, że szpitale często szukają luk
prawnych, np. twierdzą, że kobieta płaci nie za znieczulenie, ale za dodatkową
opiekę anestezjologa.
Dochody z opłat – jak wyliczyła NIK – podreperowują kasę szpitali.
Specjalistyczny Zespół Opieki Zdrowotnej nad Matką i Dzieckiem w Poznaniu w
2008 r. dzięki nim wzbogacił się o blisko 400 tys. zł.
Placówki pobierały też opłaty za sale porodowe o tzw. podwyższonym standardzie
– wynika z raportu. Za jedynkę z łazienką od 100 do 250 zł za dobę, np. w
Kościanie – 200 zł, w Poznaniu – 120 zł (jedynka porodowa – 300 zł). – Te
opłaty mają charakter dobrowolny – zaznacza dyrektor szpitala w Wejherowie.
Za męża się należy
Czy kobiety, które zapłaciły, mogą żądać zwrotu pieniędzy? – Jeżeli ta
wykładnia NIK byłaby zasadna i szpital pobiera opłaty za to, co należy się
pacjentowi w ramach ubezpieczenia, to ma obowiązek zwrócić pobrane kwoty jako
nienależne – komentuje mec. Dawid Zdebiak, specjalista z zakresu prawa pracy i
ubezpieczeń społecznych.
A prezes NIK dodaje: – Jedyne opłaty, jakie szpitale mogą pobierać na
podstawie obowiązujących przepisów, to koszty dodatkowej opieki
pielęgnacyjnej, sprawowanej przez osobę bliską.
Jezierski wyjaśnia, że mogą żądać, by pacjentka płaciła np. za fartuch dla
męża obecnego przy porodzie.
To oznacza, że zgodna z prawem jest dodatkowa opłata za poród rodzinny.
Źródło: www.rp.pl/artykul/15,511102_Oplaty_za_porod_nielegalne_.html