Nasze Matki-czy tez tak czujecie?

IP: *.ny5030.east.verizon.net 18.03.04, 16:45
kocham moja Mamcie nad zycie. Jest wedlug mnie wspaniala kobieta,wiele w
zyciu przeszla i poswiecila sie dla mnie i siostry.......moj tata zmarl jak
mialam 5 lat. mama sie sama z nami borykala. ma tylko nas na swiecie - jak to
mowi i jestesmy ze soba bardzo zwiazane.
jednak czasami wydaje mi sie ze za duzo tej madczynej milosci, ze czasami mam
juz dosc ciaglej kontroli, bania sie o mnie, krytykowania znajomych czy
chlopakow ktorzy nie tak wobec mnie czy siostry postepili. wedlug mamy-
zaslugujemy na najlepsze, a w zwiazku z tym mama nie dopuszcza do nas ludzi
przecietnych. nie wiem jak to wytlumaczyc, poprostu wedlug niej wszyscy
sa "nie tacy", wszyscy chca nas wykozystac itd. nie mozemy swobodnie
rozmawiac z nia np na temat klotni z kolezanka, bo ona ta kolezanke zawsze
skrytykuje i psychicznie nas zle do niej nastawi. nastepnym razem jak
kolezanka przyjdzie nas odwiedzic-matka np nie odpowie jej "dzien dobry",
zignoruje ja i da do odczucia,ze jej nie lubi. jest to cholernie meczace,
uwierzcie mi.rozmawialysmy nie raz wraz z siostra na ten temat, ale do matki
nic nie dociera.ona uwielbia krytykowac innch ludzi, nawet wlasna matkeczy
brata. urazy trzyma dlugo w sobie.moim zdaniem nie jest to zdrowe. staralam
sie to mamie wytlumaczyc-ale ona sie zablokowala i juz.nic do niej nie
przemawia. uwaza, ze nikt jej juz nie rozumie.zamyka si ew pokoju i placze.
udaje nieszczesliwa meczennice moim zdaniem, bo gra na moich i siostry
uczuciach. kazdy wie, ze nie chce widziec placzacej matki, a juz tym bardziej
z naszego powodu.
boje sie czasem, ze jak bede starsza, to tez popadne w taka paranoje, ze
bede "dziwna" na starosc.
czy uwazacie, ze corki staja sie lustrzanym odbiciem matki w latach starosci?
ja nie chce taka byc. staram sie mamy uwagi na rozne tematy ignorowac,ale
uwierzcie, nie jest latwo jak sie z takim czlowiekiem mieszka przez 24 lata.
w podswiadomosci zostaja te uwagi zakodowane. najgorzej, jak matka ma racje
czasami i lubi to podkreslac przy kazdej okazji.
no nic.
prosze nie krytykujcie, ale niech ktos sie przyzna czy ma podobna sytuacje.
ciekawa jestem jak jest w waszych domach.
z rodzina na zdjeciu sie ladnie wychodzi, ale kazdy wie, ze nie jest tak
kolorowo w rzeczywistosci.
jak jest u was?
    • tibby Re: Nasze Matki-czy tez tak czujecie? 18.03.04, 18:50
      O rany, jakbym swoją mamę widziała... Całe szczęście, że moja macierz co nieco
      rozumie i stara się, ale, na Jowisza, nie można trzymać dorosłego dziecka wciąż
      przy sobie, nie można trząść się o nie, nie można wybierać mu znajomych i
      przyjaciół. Mama zawsze trzymała się mnie kurczowo (zwłaszcza po odejściu
      ojca), bo nie potrafi żyć sama, nie potrafi żyć własnym życiem, bo go po prostu
      nie ma albo raczej to ja jestem jej życiem. Horror. A ja uwielbiam samotność,
      co dla mamy jest niezrozumiałe czy wręcz chore. Kocham ją bardzo, ale oddycham
      pełną piersią dopiero wtedy, kiedy jej nie ma w promieniu kilometra ode mnie.
      Na szczęście parę razy nie wytrzymałam i powiedziałam jej wprost, że
      trzydziestoletniej kobiecie, którą mam przyjemność być, nie może czegokolwiek
      zabronić lub nakazać, może ewentualnie służyć dyskretnie radą, jeśli zostanie o
      nią poproszona. I skończyły się awantury (!) kiedy wracałam sobie po nocy do
      domu - komiczne, czyż nie? Robić dorosłej osobie awanturę jak szczeniakowi...
      Poza tym postanowiłam nie dać się szantażować w żaden sposób, boli, ale daje
      pożądane efekty. Nikt, nawet matka, nie będzie układał mi życia; mój cyrk, moje
      małpy, moje błędy, mój rozum, moje doświadczenia.
      Co do powtórzenia błędów mamy - nie wiem, jak u Ciebie, ale ja popadnę,
      oczywiście, w skrajność w drugą stronę i moje dziecię wcześnie pozna smak
      swobód obywatelskich ;)
      • Gość: JA Re: Nasze Matki-czy tez tak czujecie? IP: *.ny5030.east.verizon.net 18.03.04, 20:29
        Moze troche osobiste pytanie-czy Twoja mama zaczela w koncu zyc wlasnym zyciem?
        czy zanalazla sobie mezczyzne do pary?
        moim zdaniem w przypadku mojej mamy byloby to super rozwiazanie.. mysle,ze
        kobieta dla rownowagi psychicznej i ogolnie rzecz biorac z natury-potrzebuje
        mezczyzny (i to dziala w obie strony). mialaby si eo kogo martwic, troszczyc, z
        kim klocic i godzic, i przytulic, i wkoncu mialaby swoje zycie. tak bym
        chciala, zeby moja 50 letnia mama nie zachowywala sie jak staruszka ktora
        stroni od meskiego towarzystwa. to sie odbija na mnie i siostrze. trzyma nas
        podswiadomie z daleka od blizszego kontaktu z plcia przeciwna. poza tym brak
        nam autorytetu ojca i ja np nie wiem jak wyglada na co dzien zycie z
        mezczyzna.nie mialam mozliwosci obserwacji (moj ojciec nie zyje)-wiec nie wiem
        jak wyglada, jak toczy sie zycie w meskim towarzystwie. w domu mieszkam z mama,
        siostra-nawet pies to suczka, oprocz tego mam babcie (dziadek dawno zmarl) i 2
        ciotki (zero wujkow-jakos tak wyszlo)-a wiec cala moja rodzina-to baby. troche
        to meczace-uwierzcie. wyobrazcie sobie swieta w gronie kobiecym wylacznie i
        kazde inne okazje-rowniez kobiece grono i tylko kobiece....... :-)
        • tibby Re: Nasze Matki-czy tez tak czujecie? 18.03.04, 22:02
          Niestety nie znalazła, choć byłoby to dla mnie i dla niej najlepsze. Tak, jak
          pewnie dla Ciebie, siostry i Twojej mamy przede wszystkim. Co najciekawsze,
          moja mama ma bardzo zdrowe poglądy, myśli logicznie, tylko że logika mojej mamy
          kończy się na progu naszego domu i mnie ona już nie dotyczy. Powtarza wciąż, że
          dwa różne pokolenia nie powinny ze sobą mieszkać, że dla małżeństwa najlepiej
          jest mieszkać osobno, kompletnie poza rodziną, ale jeśli chodzi o mnie i moje
          małżeństwo, to już ma napoleońskie plany, kto który pokój weźmie: ona średni,
          ja i mój przyszły mąż duży. Masakra. Nie wie, rzecz jasna, że czekamy z chłopem
          tylko na to, żeby dostał robotę, i wynosimy się na własne śmieci. I w tym
          wypadku będę musiała, jak ostatnio zazwyczaj bywa, postawić ją przed faktem
          dokonanym: wychodzę za mąż i wynoszę się z domu (właściwie w odwrotnej
          kolejności, najpierw mieszkanie, ślub w najprawdopodobniej w przyszłym roku)
          nie czekając na jej błogosławieństwo. Człowiek, którego wybrałam, nie podoba
          się jej, ale będzie musiała to przełknąć, bo jeśli postawi mnie przed wyborem:
          on albo ona, to - przykre - ale wybiorę jego. Żadna matka nie powinna stawiać
          takich ultimatów, bo to fatalnie o niej świadczy. Mam tylko nadzieję, że ja nie
          będę musiała wybierać.
          Wobec nadmiernej troski mojej mamy przeradzającej się (choć coraz rzadziej) w
          trzymanie ręki na pulsie wszystkich moich spraw muszę stosować może i
          nieprzyjemną, ale skuteczną metodę - ja jej już nie pytam o zdanie, ja ją
          informuję o swoich zamiarach od razu ucinając wszelkie dyskusje. Albo jej nie
          informuję, tylko po prostu to robię.
          Ja z kolei jestem ciekawa innej rzeczy: czy Twoja mama - bo moja jak
          najbardziej - uważa, że skoro jesteście jej córkami i mieszkacie razem, to ona
          ma obowiązek czy prawo znać każdą Waszą myśl i każde nawet najbardziej tajne
          sprawy? Czy nie odnosisz wrażenia, że chce nieomal wejść w skórę każdej z Was i
          prawie że być Tobą czy Twoją siostrą? Czasem mam wrażenie, że moja mama nie
          uważa mnie za odrębną istotę, tylko za część siebie, uważa, że moje i jej życie
          to jedno. A mi skóra cierpnie na samą myśl o tym.
    • an_ni Re: Nasze Matki-czy tez tak czujecie? 19.03.04, 12:49
      tak to bywa u samotnych matek
      mialam podobnie ale jakos udalo mi sie wychowac i mame
      • Gość: JA Re: Nasze Matki-czy tez tak czujecie? IP: *.ny5030.east.verizon.net 19.03.04, 16:12
        Tak, moja Mama to samo robi, tak jabysmy byly jej wlasnoscia itd. Dyryguje
        naszym zyciem. Jesli zrobimy cos nie po jej mysli-to udaje wielce poszkodowana.
        Ja zwykle ulegam, natomiast moja siostra ma wiecej odwagi i stawia sie.
        Potrafia np nie rozmawiac ze soba MIESIACAMI!!!! tak dokladnie.chora sytuacja,
        ale prawdziwa.moja mama nie ulega; tylko rozpacza, "oh, jak ja was
        wychowalam" "za co Bog mnie kaze" "moze jestem podla matka" "nikt mnie juz nie
        rozumie"itd. jak bylysmy male to straszyla nas ze nas odda do Domu Dziecka.
        jest to meczace.
        a propo -moja mama tez nie przepada za moim mezczyzna. wrecz jak to mowi-nie
        cierpi go, nie chce o nim slyszec. tak to mnie denerwuje-ze nie raz sie prawie
        zalamalam. jestem rozdwojona miedzy nim a nia. dobrze, ze on nie wie o tym-bo
        byloby mi przykro.przez tyle lat nie potrafilam ja przyzwyczaic do faktu, ze
        jestem z nim i juz.
        nie chce zeby mama sie ktoregos dnia przez nas powaznie rozchorowala. jak sie
        denerwuje-to ma ataki astmy, wiec my z siostra idziemy na ugode i prubujemy
        zalagodzic sytuacje. i tak w kolko.
        dla ludzi z zewnatrz moja mama jest wspaniala, troskliwa-nikt nie ma pojecia
        jak sie wbec nas zachowuje. stwarza na zewnatrz pozory, wiec nikt sie niczego
        nie domysla.
        • miriammiriam Re: Nasze Matki-czy tez tak czujecie? 19.03.04, 19:13
          nie jesteście dziećmi możecie się wyprowadzić, nie zdrowo za długo mieszkać
          przy rodzinie
          • tibby Re: Nasze Matki-czy tez tak czujecie? 19.03.04, 19:22
            Niby mogę, ale chyba pod most, bo przy mojej pensji nie stać mnie ani na
            wynajem, ani na kredyt mieszkaniowy (zresztą żaden przytomny bank mi go nie
            udzieli), a mój chłop nie ma pracy. Sytuacja patowa. Przy wyprowadzce nie jest
            istotne, czy ktoś jest dzieckiem czy nie, tylko czy ma kasę, niestety.
            • miriammiriam Re: Nasze Matki-czy tez tak czujecie? 19.03.04, 19:34
              pewnie masz swoje racje, ale jako jednostka z wewnętrznym umiejscowieniem
              poczucia kontroli nie jestem w stanie ciebie zrozumieć. pieniądz rzecz nabyta.
              • tibby Re: Nasze Matki-czy tez tak czujecie? 19.03.04, 22:43
                Nie ma przepisu, że wszystko trzeba rozumieć, w związku z czym Ci odpuszczam,
                bo tłumaczyć pewne sprawy jak chłop krowie na rowie to ja mogę moim
                jedenastoletnim uczniom, a nie jednostce z wewnętrznym umiejscowieniem poczucia
                kontroli ;p
                • miriammiriam Re: Nasze Matki-czy tez tak czujecie? 20.03.04, 11:51
                  nio, mieszkanie z mamuśka w zaawansowwnym wieku trzeciego krzyzyka na karku
                  jest baaaardzo nie zdrowe....
                  nie mam dobrego zdania o belfrach, w większości do tego zawodu trafiają ludzie,
                  którzy nie umieli sobie znaleść lepszej pracy, niewielu jest nauczycieli
                  chętnie wykonujących swój zawód, a już ekstremalnie najgorszym gatunkiem
                  belfra jaki spotkałam były paniusie mieszkające ciągle i wciąż przy rodzinie.
                  takie mam doświadczenie życiowe, pierwszy raz w necie spotykam belferke i
                  świetnie pasuje do wzoru. biedne dzieciaki....
                  • Gość: eTAM Re: Nasze Matki-czy tez tak czujecie? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 20.03.04, 12:31
                    Aleś się miriam wyżyła. Jak nie miałaś argumentów, to uderzyłaś na oślep.
                    Napisz, jaki ty reprezentujesz zawód, bo chyba z nim też coś nie w porządku.
                    Tibby pozdrawiam - za odwagę.
                    • miriammiriam Re: Nasze Matki-czy tez tak czujecie? 20.03.04, 14:38
                      poćwicz czytanie ze zrozumieniem, nie napisałam że z jej zawodem jest coś nie w
                      porządku w sensie obiektywnym, tylko że takie mam doświadczenie z nauczycielami
                      i to jest moje prywatne doświadczenie oraz moja prywatna opinia, do której mam
                      prawo.
                      z moim zawodem jest wszystko nie w porzadku, w końcu naukowcy to sami wariaci.
                      • Gość: aTAM Re: Nasze Matki-czy tez tak czujecie? IP: *.aster.pl / *.acn.pl 20.03.04, 15:31
                        Tak, naukowcy to sfrustrowani ludzie, którzy z żalem obserwują jak ich koledzy
                        ze studiów robią tzw. karierę lub zarabiają tzw. pieniądze.
                        Więc wyżywaj się tu do woli ze swoim zdaniem, jesli się z nim zgadzasz.
                        Ps. nauczyciel zarabia więcej niż adiunkt. Przynajmniej w Warszawie. Nie ładnie
                        tak pozazdrościć.
                        To było moje prywatne doświadczenie oraz moja prywatna opinia.
                        • miriammiriam Re: Nasze Matki-czy tez tak czujecie? 20.03.04, 15:43
                          Gość portalu: aTAM napisał(a):

                          > Tak, naukowcy to sfrustrowani ludzie, którzy z żalem obserwują jak ich
                          koledzy
                          > ze studiów robią tzw. karierę lub zarabiają tzw. pieniądze.
                          > Więc wyżywaj się tu do woli ze swoim zdaniem, jesli się z nim zgadzasz.
                          > Ps. nauczyciel zarabia więcej niż adiunkt. Przynajmniej w Warszawie. Nie
                          ładnie
                          >
                          > tak pozazdrościć.
                          > To było moje prywatne doświadczenie oraz moja prywatna opinia.


                          hahahahaha lubie naiwniaczków, którzy dają się podpuszczać, chybaś się z koniem
                          na łby pozamieniał, jeśli myślisz że bede dyskutować z twojom świentom racjom
                          tibby, nie tibby czy jak ci tam, co za różnica
                          • tibby Re: Nasze Matki-czy tez tak czujecie? 20.03.04, 17:24
                            Moja droga, jeśli sprawia ci trudności odróżnienie jednego rozmówcy od
                            drugiego, jeśli jedyne argumenty, jakie jesteś w stanie wysunąć, polegają na
                            obrażaniu kogoś, to faktycznie dyskusja z tobą nie ma sensu, bo to nie
                            dyskusja, tylko bazarowa pyskówka, a jako taka mnie ona nie interesuje. Nie
                            znasz mnie, niczego o mnie nie wiesz, ale już wystawiłaś mi opinię, z którą
                            dyskutować też nie zamierzam, bo to strata czasu. Kilobajcisz bez celu i sensu,
                            rzucasz się jak opętana dziewczynka z 'Egzorcysty' i pracujesz na wrzody
                            żołądka. Nie lepiej byłoby sięgnąć po 'Erystykę' i podszkolić się nieco?
                            Osiągnięcie właściwego poziomu w sztuce dyskusji zajmie ci sporo czasu, więc
                            biegnij do biblioteki zamiast pukać w klawiaturę i tracić czas na wylewanie
                            żółci.
                            • miriammiriam just for fun 20.03.04, 17:30



















































































                              no dobra to bedzie nasza słodka tajemnica
                              moja ulubiona producentko dowcipów




















                              mam na myśli moje zdanie na temat belfrów ma sie rozumieć
            • anula36 Re: Nasze Matki-czy tez tak czujecie? 21.03.04, 14:36
              Rodzina ach rodzina...mozesz mi wierzyc lub nie, Tibbi, ale wszystko sie zmieni
              na lepsze w momencie kiedy wyprowadzasz sie z domu. Ja tez mialam niezle jazdy
              rodzinne,a jestem jedynaczka, wiec nawet nie mialo sie jak podzielic:) od 5 lat
              mieszkam oddzielnie, wpadam raz w tygodniu...i nawet sie kochamy :) oczywiscie
              moja mam dalej chcialaby wiedziec o mnie wwszystko, ale ani nie ma mozliwosci
              mnie kontrolowac a jesli probuje mnie pouczac przypominam,ze w moim wieku miala
              meza, 7 letnie dziecko i sama musiala podejmowac decyzje, a skoro podejmowala
              trafne ( tu male kadzonko) to ja tez sobie poradze:)
              Nawet dziala:) I jest fajnie, w momencie kiedy zwieksza sie dystans fizyczny,
              psychicznie jestescie sobie coraz blizsi. Zjawiasz sie raz na czas, wiec szkoda
              czasu na klotnie o glupstwa.
              Nie tylko ja to zauwazylam wiec chyba dziala w szerszym zakresie:)
              • tibby Re: Nasze Matki-czy tez tak czujecie? 21.03.04, 18:22
                Prawdę mówiąc właśnie w wyprowadzce z domu pokładam nadzieje. Po swojej (i nie
                tylko swojej) rodzinie widzę, że jeśli kontakty są częste czy wręcz
                nieprzerwane ;) (tak jak mój z mamą), to ilość konfliktów rośnie. A większość
                tych, którzy pojawiają się z rzadka, raz na kilka dni, raz na tydzień, nie ma
                czasu ani ochoty popadać w konflikt i skakać sobie do oczu. Muszę jeszcze
                poczekać kilka miesięcy, zacisnąć zęby i wytrwać (cóż, awans zawodowy, we
                wrześniu pensja nieco wzrośnie; za bardzo lubię swoją pracę, żeby tłuc ciężką
                kasę na czymś, czego nie cierpię, wolę być 'biednym nauczycielem', 'kocham
                robić to co robię' ;), a potem hajda na wynajęte mieszkanie ;) Myślę, że to
                dobry pomysł nie tylko ze względu na mnie, ale i ze względu na mamę. Kiedy moje
                życie potoczy się osobnym torem, będzie musiała wynaleźć sobie jakieś zajęcie,
                będzie musiała ruszyć się z domu, kontaktować z innymi ludźmi i zacząć żyć
                własnym życiem. Nie tylko ja, ale i ona musi stanąć na nogach o własnych
                siłach. pozdr :)
    • orvokki Re: Nasze Matki-czy tez tak czujecie? 19.03.04, 21:48
      Moja mama miewała odchyły w odwrotną stronę... i chociaż generalnie sobie to
      chwalę, to jednak parę razy w życiu poczułam się dziwnie. Raz na przykład
      oznajmiłam rodzinie, że wyjeżdzam ze świeżo poznanym facetem w góry w sobotę,
      po czym wróciłam w sobotę wieczorem, bo to był taki malutki wypadzik, na co
      moja mamusia powitała mnie okrzykiem pełnym zdziwienia "Ty jesteś? a ja
      myślałam, że wracasz jutro". Zaznaczyć należy, że ja byłam nieletnia, a faceta
      znałam tydzień. :) Albo nie wiedzieli moi rodzice, gdzie jestem na wakacjach.
      Nie dlatego, że coś przed nimi ukrywałam, tylko że nie pytali. Powiedziałam, że
      jadę nad morze, i tamże pojechałam, nie precyzując bliżej miejsca pobytu.
      Ogólnie i ja i mój brat dostawaliśmy zawsze ogromny kredyt zaufania, nigdy nie
      byliśmy zmuszeni do głupiego ściemniania (w rodzaju, że idę się uczyć do
      koleżanki, kiedy szłam na imprezę), od połowy liceum jeździliśmy samodzielnie
      na wakacje etc.
      Bardzo się lubię z moimi rodzicami, i tysiąc razy wolę taki model od chowania
      pod kloszem, ale czasem się zastanawiałam, porównując swój dom z innymi,
      dlaczego oni tak w ogóle się nami nie przejmują i święcie wierzą, że zawsze
      sobie damy radę?
    • glonik Nie odcięta pępowina 20.03.04, 00:07
      Kocham swoją Mamę wręcz histerycznie. Po śmierci Ojca borykałśmy się
      z wieloma problemami, to nas zbliżyło, a jednocześnie "uwiązało".
      Latek mam, ile mam, i do tej pory trudno mi Mamie przekazać, że mam
      swoje własne życie. Myślałam, że po śmierci Taty, Mama ułoży sobie życie raz
      jeszcze. Ale za dwa lata minie 20 lat od Tatowej śmierci i Mama zostanie
      tylko ze mną - jestem jedynaczką. Poza tym, Mamie trudno jest zaakceptować
      moją seksualność, a mnie równie trudno jest ją realizować pod wspólnym dachem.
      Tak, można zmienić wspólne mieszkanie, ale to, w którym mieszkamy - kocham.
      I nie zamienię na blok, bo mam luksus "mania" psa, kota, przebiśniegów, wolnej
      przestrzeni bez sąsiadów. I jest czasem trudno, ale powoli zdobywam sobie
      własną przestrzeń, nienaruszając Jej przestrzeni. Jedynacy mają przechlapane.
      Jedynacy, którzy towarzyszyli śmierci na raty Ojca (trzy zawały). To cholernie
      wiąże, ale i nie pozwala być egzekwującą bezwzględnie swoje prawa.
      Matka...jeśli jej zbraknie, będzie mi sie ciężko pozbierać, mimo że teraz
      czasem wręcz ją nienawidzę. To chyba klasyczny przypadek "hass-liebe".
      • Gość: rusałka Re: Nie odcięta pępowina IP: *.one.pl 20.03.04, 11:20
        chyba zdajesz sobie sprawe, gloniku, ze jesli sie nie wyzwolisz, nigdy nie
        bedziesz zyc wlasnym zyciem. Nie wiem ile masz lat, moze masz jeszcze czas, ale
        kiedys bedziesz musiala podjac taka decyzje. pzreciez chyba kiedys bedziesz
        chciala miec kiedys swoje mieszkanie, faceta, pracę, podróze, swoje zycie po
        prostu?
        to nie twoja wina ze tak sie wam ulozylo i ty nie mozesz za to płacic. kazde
        dziecko musi opuscic kiedys rodziców, a jesli nie potrafi lub czuje sie winne,
        cos znaczy sie jest nie tak miedzy nimi. twoja mama tez nie jest fair
        uzależniając cie tak od siebie, ale i ty masz problem, jesli w ta pulapke
        wpadlas. mysle ze Wam obu przydalaby sie rozmowa ze specjalistą od takich
        problemow (ale najpierw ty).
        Zamień część swojego wielkiego sumienia na maly kawaleczek rześkiego egoizmu.
        Mamie Taty nie wrócisz, a ustępstw i poswiecenia kiedys bedziesz żałować.
        Ja tez jestem jedynaczka a moja mama jest sama od dlugiego czasu, wiec wiem, o
        czym mówie. mam moze tyle szcześcia ze moja mamuska pępowinę odciąć umiala.
        pozdrawiam!
        • miriammiriam Re: Nie odcięta pępowina 20.03.04, 12:28
          Doskonale wiem o czym piszecie, też mam rodziców którzy uważają mnie za swoją
          własność, nie byli zbyt zadowoleni kiedy wyjechałam na studia hen daleko od
          domu, najdalej jak można było, ale mieli nadzieję że po studiach do nich wróce
          i zamieszkamy wszyscy razem we trójke w dużym domu, do którego przenieśli się z
          mieszkania w bloku. Kupili go licząc na to, że nie zdołam się oprzeć takim
          luksusom. Rozczarowali się, gdyż nigdy do nich nie wróciłam, próbowali wywrzeć
          na mnie presję różnymi metodami, m.in. znaleźli mi prace, odcieli dopływ
          gotówki w dniu, w którym obroniłam prace mgr, do tego szantaż emocjonalny itp.
          klimaty - wszystko na nic. Zostałam 600 km od domu rodzinnego bez żadnej pomocy
          z ich strony, mimo że miałam przed sobą jescze 2 lata studiów na drugim
          kierunku (rodzice nie chcieli bym je kończyła), zaczęłam też studia
          doktoranckie (to już w ogóle doprowadziło ich do szału) i jakoś sobie
          poradziłam. Nie jest tak, że rodzice byli przeciwni mojej edukacji, woleli
          raczej abym robiła co innego i oczywiście nie tak daleko od nich. Z czasem
          uodporniłam się na ich zagrywki oraz presje ze strony wszystkich krewnych.
          Wiem, że jeśli któreś z rodziców będzie wymagało stałej opieki raczej wynajme
          pielęgniarkę, chocbym miała tyrac nocami na jej pensję, niż zmienię
          dotychczasowy styl życia.
          Mozecie mnie nazywać bezduszną egoistką, prosze bardzo, ale postanowiłam sobie
          kiedyś, że choćby niewiem co nie pozwolę się uwikłać w toksyczną relację z
          rodzicami i tego dotrzymałam. Faktem jest, że zawsze miałam wredny charakter i
          nawet za młodu kiedy jeszcze mieszkałam z rodzicami starałam się żyć własnym
          zyciem i nie reagować na uwagi o niewłaściwym towarzystwie, itp. kiedy musiłam
          kłamać to kłamałam. Kłopoty o których czytam w tym watku, byłyby zrozumiałe
          gdyby pisały o nich nastolatki, ale jeśli tak zyją dorośli ludzie to znaczy że
          tkwią w tym bagienku wyłącznie na własne zyczenie i nie ma dla nich
          usprawiedliwienia.
          • Gość: rusałka Re: Nie odcięta pępowina IP: *.one.pl 20.03.04, 15:04
            a ja nie dodałam, ze ostateczne odciecie pepowiny przez moja mamuske
            poprzedzone bylo dlugotrwala i ciezka walka o niepodległość powiązana z
            konspiracją, nieraz bylo naprawde ostro. I wiecie co? od kiedy sobie odpuściła,
            skończyły sie toxyczne relacje i awantury; wreszcie od kilku lat calkiem dobrze
            sie dogadujemy i jest mi milo ze nie musze wciskać jej kitów gdzie i z kim
            chodze itp, to bylo naprawde zenujące. nawet mój facet jej pasuje (odpukać) a
            to juz naprawde zakrawa na cud;))
            takie mamuśki maja chyba zapędy dyktatorskie + szantaże emocjonalne. Okrutny to
            zestaw cech, ale jedyną radą jest ośli upór (uzasadniony, oczywiście),
            cierpliwość, konsekwencja oraz wolność w głowie.

            dodaję ze mój "Mom" nadal pomaga mi finansowo (takie czasy...) więc nie
            przezyłam wystawienia walizek, ale nie mieszkamy razem i juz raczej nie
            będziemy. Tak jest lepiej dla nas obu.
          • Gość: izzi Re: Nie odcięta pępowina IP: *.pikonet.pl / *.pikonet.pl 20.03.04, 20:44
            Miriam, imponujesz mi, jestem już babcią,chyba znam taką Miriam jak Ty!Tak się bałam o tę dziewczynę, znam jej matkę od dziecka, to bardzo porządna kobieta, ale dla dzieci i rodziny despotka!Dorosłe dzieci nie powinny mieszkać i być zależne od rodziców, masz Miriam świętą rację, jesteś baba z jajami.Mówienie, że ulubiony kotek itd.,brak pieniędzy-to może być okresowe, ale trzeba mieć plan na swoje życie, na trudy i walkę, a młodzi ludzie mają przecież siłę.Nic nie usprawiedliwia tkwienia całymi latami w chorym układzie-te biedne córunie powinny wziąć z ciebie przykład, one nie mają wyobrażni.Rok temu byłam na pogrzebie koleżanki po pięćdziesiątce, która odebrała sobie życie, bo nie widziała już w nim sensu-całe życie mieszkała z rodzicami, nie dość doskonali byli jej mężczyżni itd.,nie miała "kasy", nie miała ochoty na poniewierkę, na życie trudne , ale prawdziwe-i któregoś dnia nie miała już ochoty na życie...
            • miriammiriam Re: Nie odcięta pępowina 21.03.04, 15:08
              bez przesady....co najmniej połowa moich rówieśników nie wróciła do domów po
              studiach i jakoś sobie radza, żadnego bohaterstwa w tym nie widze, normalne
              życie
              wiem do czego prowadzi wieczne mieszkanie z rodzicami, bo mam taką ciotke,
              tragedia co się z nią porobiło po śmierci dziadków
              • zalotnica Re: Nie odcięta pępowina 21.03.04, 18:30
                miriammiriam napisała:

                > bez przesady....co najmniej połowa moich rówieśników nie wróciła do domów po
                > studiach i jakoś sobie radza, żadnego bohaterstwa w tym nie widze, normalne
                > życie

                bardzo rozsadne...
            • tibby Re: Nie odcięta pępowina 21.03.04, 18:49
              Czasem są dodatkowe czynniki, o których nie mówicie, ot, choćby u mnie: moja
              toksyczna matka, despotka i szantażystka emocjonalna jest chora na raka. Jej
              ciężka choroba, z której - wiele na to wskazuje - powoli wychodzi, weszła w
              symbiozę z jej cechami charakteru. I co teraz? Powiedzieć komuś, kto ledwo co
              wywinął się śmierci, że się wynoszę, bo nie mogę z nią wytrzymać? To nie jest
              takie proste, jak mogłoby się wydawać. 'Biedna córunia bez wyobraźni' to akurat
              nienajlepsze określenie, Izzi, bo to, z czym musiałam się zmagać przez ostatni
              rok, i z czym zmagam się nadal, pokazało mi, że wynieść się z domu
              trzeba 'umieć', ale w nim zostać mimo wszystkich przeciwności, mimo scysji, to
              też nie jest łatwe. Nie mam rodzeństwa, ojciec zniknął w pomroce dziejów,
              babcia jest ciężko chora, siostra mamy ma dość własnych kłopotów. I nikogo
              więcej nie ma, żeby być przy matce mimo jej skłonności do tyranizowania mnie, z
              którymi walczy, widzę to, zaczyna coraz więcej rozumieć i stara się, choć nie
              zawsze jej to wychodzi. Doceniam jej starania. I nie uważam się za bohaterkę,
              która z podniesionym czołem znosi wszelkie przeciwności losu. Może i jestem
              kretynką, która daje się wodzić despotce i szantażystce za nos, nie jest mi
              łatwo, ale cóż. Może i nowotwór też nie jest usprawiedliwieniem, może powinnam
              spakować walizki i do widzenia, już, teraz, tylko, że durny charakter mi na to
              nie pozwala i czekam, aż od września moja pensja nieco wzrośnie i będę mogła
              owszem, wynieść się, ale niedaleko, bo w tej chwili na wynajęcie mieszkania w
              mojej okolicy jeszcze mnie nie stać.
              Drogie 'Baby z jajami', czasem zdarza się w życiu tak, że nasze plany na swoje
              życie zostają zmienione przez trudy i walkę, której nikt się nie spodziewał i o
              którą nikt nie prosił. Łatwo wam oceniać biedne córunie, co to brak im
              wyobraźni, ale nie każdy ma takie jaja, jak droga miriam. Łatwiej przychodzi
              zostawienie rodziców, ale zostawienie jednego, samotnego rodzica już nie jest
              takie proste. I nic nie jest czarno-białe.
              • zalotnica Re: Nie odcięta pępowina 21.03.04, 19:27
                tibby napisała:
                > Może i jestem kretynką, która daje się wodzić despotce i szantażystce za nos,
                > nie jest mi łatwo, ale cóż, że durny charakter mi na to
                > nie pozwala i czekam, aż od września moja pensja nieco wzrośnie i będę mogła
                > owszem, wynieść się, ale niedaleko, bo w tej chwili na wynajęcie mieszkania w
                > mojej okolicy jeszcze mnie NIE STAC.

                Bardzo dziwnie podchodzisz do zycia. Jesli mieszkasz u matki bo Cie
                NIE STAC na wynajecie mieszkanie, uszanuj jej wole...to wszystko.
                Obrzucac matke takimi epitetami, to tylko zle o Tobie swiadczy jako o
                kobiecie...
                • tibby Re: Nie odcięta pępowina 21.03.04, 19:42
                  Mea culpa, zapomniałam dopisać cudzysłów - to raz. Określenia zaczerpnęłam z
                  cudzego postu, to dwa. A trzy: może pisałam tak chaotycznie, że mało kto
                  zrozumiał, o co mi chodzi, a pisałam do tych, którzy uważają, że jestem jedną z
                  ubezwłasnowolnionych idiotek bez rozumu.
                  Gwoli podsumowania: czuję się jak między młotem a kowadłem, bo chciałabym
                  odetchnąć, pożyć na własny rachunek, całkiem sama o sobie decydować, ale z
                  drugiej strony chcę i powinnam opiekować się mamą i czuwać nad nią, co
                  jednakowoż nie zmienia faktu, że ma ona pewne despotyczne skłonności, zawsze je
                  miała. Dlatego wybrałam rozwiązanie pośrednie - nie całkowita izolacja, tylko
                  bycie osobno, ale jednak w pobliżu. Czy to Cię tak bardzo zniesmaczyło?
                  Dobra, tłumaczę się ostatni raz, bo już mi się odechciało; a to atak z jednej
                  strony, że nieudacznica życiowa, a teraz z drugiej, że bezduszna. Łatwo
                  wszystkim przychodzi ocenianie.
                  • Gość: Maryla Re: Nie odcięta pępowina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.03.04, 20:57
                    Mam taka kolezankę. Gdy miała 25 lat jej pięćdziesięcioletnia wówczas matka
                    miała wylew krwi do mózgu i została prawie całkowicie sparalizowana. Leży, nie
                    mówi (tylko 2 slowa, których nauczyła ja rehabilitantka bezpośrednio po
                    wylewie), je sama lewa ręką, lecz używając tylko łyżki. Umie sie utrzymac na
                    jednej nodze, jeśli ktoś solidnie podtrzymuje ją z drugiej strony.

                    Matka miała być rehabilitoweana dłużej, ale były święta, a po świętach głośno i
                    z płaczem protestowała przeciwko powrotowi na terapię no i tak już zostało.
                    Jest w domu.

                    Kolezanka ma jeszcze brata i siostrę. Brat wyprowadził się za granicę, siostra
                    do innego miasta. Oboje mają rodziny. Ojciec - zdrowy z pozoru facet - zmarł
                    kilkanaście lat temu.

                    Minęło 30 lat. Dziś moja koleżanka, 55-letnia pani, mieszka ze swoja
                    sparaliżowaną 80-letnią matką. Poświęciła jej całe życie. Od podtrzymywania jej
                    przy próbach doprowadzania do WC wysiadł jej kręgoslup. Teraz mama ma basen.
                    Koleżanka nigdzie prawie nie wyjeżdza, bo mama narzeka i jest przeciwna, nie
                    chce być ioddana do szpitala ani do zakładu nawet na tydzień czy dwa. Po 11
                    latrach niewyjeżdzania koleżanka przewrócuiła się na ulicy i sama wylądowała w
                    szpitalu (4 lata temu). Od tamtego czasu matka nie płacze juz głosno gdy mowa o
                    jaimś kilkudniowym wypadzie córki, ale zadowolona nie jest. Zdominowała i
                    sterroryzowała swoją córkę totalnie. Spędeziłam,m z nią (matką) kiedyś dzień ,
                    gdy córka studiowała (zaoczie) i pamiętam do dzis swoje przygnębienie po tym
                    dniu. Zresztą koleżanka musiala przerwać studia na 4. roku, bo nie dawała juz
                    sobie ze wszystkim rady - praca, matka i studia. Rodzeństwo ma to w nosie.
                    Oczywiście o żadnym mężczyźnie nie ma mowy, bo po pierwsze matka sobie nie
                    życzy, a po drugie żaden tego układu nie wytrzymał. Matka potrafi przekazać
                    córce wszystko co chce przy użuciu tych soich dwóch słów i odpowiedniej
                    modulacji głosu.
                    Koleżanka kiedyś powiedziała, że nikt z rodziny nie sądził, że matka pożyje
                    tak długo po tym wylewie i że przeżyje ojca.
                    A ona na przykład bała się wyjeżdzać na wakacje bez zgody matki przez te 11
                    lat, bo miałaby wyrzuty sumienia, gdyby się coś stało.

                    Jest juz za późno na zmianę układu, obie sie pzryzwyczaiły. Nie wiem, co będzie
                    z córka, gdy matka umrze,ona w ogóle nie ma własnego życia.
                  • Gość: izzi Re: Nie odcięta pępowina IP: *.pikonet.pl / *.pikonet.pl 21.03.04, 21:39
                    tibby, współczuję, ale nawet to co piszesz(że jesteś między młotem a kowadłem) świadczy o Twoim uwikłaniu i rodzaju "niewoli".Wyobraż sobie, że od wielu lat masz rodzinę, mieszkasz daleko i dowiadujesz się, że matka ma raka(tak miewa wielu ludzi).Czy swoje życie redukujesz wtedy do roli...no takiej ,jaką sobie narzuciłaś, bo jesteś zobowiązana?Ani religia, ani inne prawa moralne itp.nie wymagają od nas zaspokajania w s z y s t k i c h(emocjonalnych itp.) potrzeb rodziców.Ale mamy obowiązek im pomóc, zaopiekować się, a to co innego niż poświęcić siebie.Pewnie, że oceniam, nie znając całości, może zwracam uwagę na inne czynniki.Mam w wyobrażni obraz nieszczęśliwej,despotycznej siostry mojej mamy, która bardzo wiele przeżyła w czasie wojny, została wdową, wyszła za mąż, ale małżeństwo jej się nie układało,jedynym celem jej życia był bardzo udany syn.I otóż tego dorosłego syna tak szantażowała, tak uwiązywała przy sobie wszystkimi dostępnymi "nićmi",nie pozwoliła się żenić, kandydatki wręcz biła i poniżała,że syn odsunął się od niej całkowicie.Był marynarzem, więc może było mu łatwiej, ożenił się, usamodzielnił a ona nie mogła mu tego darować!Chciała się zmienić, pojechała do niego z prezentami, z dobrą wolą i nadzieją na zmianę,ale jeszcze w tym samym dniu zrobiła demolkę w mieszkaniu(wybite szyby,połamane meble,sama ranna)awanturowałą się,że mogła go wyskrobać i spuścić do kanału, walczyła jak ranny zwierz.W końcu zachorowała na raka i w wieku 47 lat umarła!Walczyła na śmierć, to była tragedia, to było chore, nie dało się jej pomóc!Być może oceniam podobne przypadki przez pryzmat tej rodzinnej tragedii ale wiem jak destrukcyjnie taka sytuacja wpływa na wszystkie osoby dramatu i wiem, że dziecko ma prawo o siebie walczyć, nawet kosztem matki.Tak mi się wydaje.
                    • tibby Re: Nie odcięta pępowina 21.03.04, 23:25
                      Moje uwikłanie i to, że jestem w swoistej 'niewoli', jest dla mnie jasne i tym
                      bardziej boleję nad tym, że nie potrafię - na razie - tego przerwać do końca, a
                      bardzo bym chciała. Gdyby nie choroba mamy, byłoby to sto razy łatwiejsze, ale
                      w tej sytuacji miewam poczucie winy nawet na samą myśl o wyprowadzce. Moja mama
                      jest nieszczęśliwa, a ja razem z nią, bo chcę jej pomóc, ale nie w taki sposób,
                      w jaki się to teraz odbywa, choć i tak jest już lepiej; kawałek po kawałku
                      zaczynam egzekwować swoje prawa nie naruszając cudzych praw. Nie mam zamiaru
                      odmawiać mamie pomocy, ale nie mogę też - i nie chcę - tego robić swoim
                      kosztem, chociaż czasem wydaje mi się, że jestem cholernie wyrodną córką - a to
                      przecież tylko dlatego, że ośmielam się mieć własne życie.
                      • Gość: izzi Re: Nie odcięta pępowina IP: *.pikonet.pl / *.pikonet.pl 22.03.04, 18:00
                        Tibby, na pewno nie jesteś "cholernie wyrodną córką"!Potrzeba Ci tylko "kawałeczka rześkiego egoizmu" jak ktoś tu określił.Ja życzę Ci kilku takich "kawałeczków",bo z tego ,że kilka przytaczanych tu opinii wzięłaś żywcem do siebie, wnioskuję, że to Twój największy deficyt.Szczerze i serdecznie Cię pozdrawiam.Babcia izzi.
                        • tibby Re: Nie odcięta pępowina 22.03.04, 22:48
                          Ano wzięłam żywcem, wzięłam. Kawałka egoizmu mi potrzeba, i to nie jednego,
                          sama sobie tego życzę i dzięki Ci, Izzi, za wsparcie i zrozumienie :) po prostu
                          uczę się dopiero tego, co dla wielu osób jest naturalne i normalne; może to i
                          wina (po części) dysfunkcyjności rodziny, w której dorastałam (jestem tzw.DDA,
                          co mnie raczej nie usprawiedliwia, ale może być jedną z przyczyn moich
                          kłopotów), uczę się odróżniania cudzych potrzeb od swoich i właśnie zdrowego
                          egoizmu. pozdrawiam również :))
                      • Gość: JA nie spodziewalam sie tylu wypowiedzi:-) IP: *.ny5030.east.verizon.net 22.03.04, 18:04
                        Jak rozpoczelam ten temat-to szczerze piszac nie spodziewalam sie az tylu
                        wypowiedzi. widze-ze nie jestem sama.
                        latwo ludziom oceniac mnie czy Tibby-bo nikt nie znajduje sie na naszym
                        mjejscu. my opisujemy nasza sytuacje w kilku zdaniach-ale duzo wiecej na to sie
                        sklada-nasze cale zycie, historia rodziny itd itp.
                        mysle,ze co mam byc to bedzie. zycie nigdy nie jest idealne. z jednej strony
                        zle sie czuje nazekajac na moje relacje z mama - albowiem to maly problem w
                        porownaniu do glodujacej Afryki czy wojny swiatowej itd-ale niestety jest to
                        prroblem, z ktorym obcuje na co dzien i niestety nie ma z niego banalnego
                        wyjscia. ktos ostatecznie bedzie skrzywdzony. czasem poczucie winy bardziej
                        boli niz uleglosc i poddanie sie sytuacji.
                        no nic.nie zanudzam juz was.
                        pozdrawiam goraco wszystkich w potrzebie.
                        wspierajmy si ena tym forum a nie krytykujmy.
                        dzieki.
Pełna wersja