negra28
20.03.04, 21:50
Opiszę Wam pewną historię; bardzo interesuje mnie Wasze zdanie na ten temat.
Osoby:
ona - siostra (żona, matka, nie pracuje)
on - brat, z zawodu ksiądz
ja - bierny obserwator/narrator/przyjaciółka obojga
On - jest proboszczem, prowadzi gospodarswo jednoosobowe, zostają siłą rzeczy
nadwyżki finansowe.
Ona - siostra (w myśl zasady - kto ma księdza w rodzinie tego bieda ominie,
czy jakoś tak to leciało), wychodząca z założenia - czy słusznego? - że
należy jej się to i owo, choćby z tego względu, że jest siostrą wspomnianego,
że ów jest sam i że cierpi na nadmiar środków materialnych, do niczego mu
niepotrzebnych, a tymczasem ona ma dzieci i męża, który zarabia niewiele,
łącznie 4 osoby na utrzymaniu...zasugerowała, że mógłby dzielić się
nadmiarem, co też brat uczynił, bardzo ochoczo:
- funduje im wakacje
- daje comiesięczne kieszonkowe
- wspmaga przeróżne inwestycje
- spłaca samochód
- oddaje zyski z wynajmowanego mieszkania
- oddaje odsetki z lokaty
Ostanio kupił sobie auto. Siostra na to: a po co mu takie? Nie mógłby kupić
za te pieniądze 3 niższej klasy, dla każdego?!?
Jestem właśnie po rozmowie telefonicznej z bratem-księdzem. Poradziłam mu,
aby zaprzestał tych praktyk, że jest to chora ze wszech miar sytuacja.
Zadałam mu pytanie: dlaczego godzi się na to, aby im było beztrosko i o.k.,
natomiast Tobie już niekoniecznie? dlaczego to wszystko działa w jedna
stronę? Odpowiedział, że mam rację i że ten ostatni tekst - o aucie - bardzo
go zirytował...
Dobrej nocy.
n