1live
04.08.10, 13:51
Dlaczego sie cos takiego innym ludziom robi? I ja nie mowie o 15latku, tylko o
doroslym facecie 31 lat, po studiach. Dlaczego sie tak robi? Nie jestem jakas
naiwna dziewczynka, mialam pare zwiazkow w moim zyciu, rowniez takie powazne,
ktore poprostu nie wypalily. Teraz naprawde myslalam, ze z tego cos moze
wyjsc. Przyjezdzal do mnie prawie codziennie, a dzieli nas 60 km, przysylal
kwiaty, nosil mnie wlasciwie na rekach, wychodzilismy na romantyczne spacery
wieczorem, czasami cos w rozmowie napomknal o tym, ze bardzo zyczy sobie
rodziny i dzieci i ze zaczyna to sobie ze mna wyobrazac, a mi sie taka mysl o
przyszlosci podobala. Po miesiacu zwiazku powiedzial mi, ze mnie kocha, a ja
mu niedlugo pozniej, ze ja go tez. Byl bardzo zazdrosny, OK wiekszosc moich
znajomych to faceci, tez bym byla, myslalam, ze to normalne. Coraz czesciej mi
to wypominal, ale zawsze udawalo mi sie mu to na spokojnie wytlumaczyc i dalej
zylismy sobie szczesliwi. Spedzalismy ten czas tylko ze soba, ktoregos dnia
zabral mnie na impreze do swoich znajomych i sie zaczelo. Zrobil mi pijany
ogromna scene zazdrosci, za nic, wyzwal mnie od najgorszych, nie bede
powtarzac dokladnie tych slow, ale mozecie sobie wyobrazic. Jego kumple nie
wiedzieli o co chodzi, probowali mnie pocieszac, on juz gdzies spal pijany.
Nie moglam wrocic do domu (60 km), bo juz byla noc, a bylismy tam jego
samochodem, nie wyobrazacie sobie jak ja sie w tym momencie czulam. Musialam
przespac sie u jego znajomego na kanapie i juz ulozylam sobie plan w glowie,
ze jutro jak mnie zawiezi do domu, to z nim skoncze. Budze sie rano, a jego
nie ma. Zostawil mnie tam, z obcymi ludzmi. Bylam rownoczesnie wsciekla i
zalamana. Wrocilam jakos pociagiem do domu. Zadzwonilam do niego, wyzwalam go
od najgorszych i powiedzialam, zeby juz mi sie na oczy nie pokazywal. Dzien
pozniej przyjechal, prosil, przepraszal, blagal, plakal jak mala dziewczynka,
ze mnie kocha i ze to ten alkohol, jakos udalo mu sie uchylic do lecacej w
jego kierunku szklanki. Po godzinach rozmowy, przepraszania i calej reszty, ja
naiwna glupia dziewczynka postanowilam dac mu jeszcze szanse. Kochalam go
przeciez jednak. Powiedzialam zero alkoholu, imprez, spotykamy sie tylko u
mnie w miescie i kazalam mu przy mnie zadzwonic do jego kumpli, zeby im to
wyjasnil. On wszystko zaakceptowal i dalej przepraszal i sie staral. Po kilku
dniach juz mi troche przeszlo, zaczelismy sie znowu do siebie zblizac i powoli
zaczynalo nam sie ukladac jak na poczatku. Niecale 2 tygodnie pozniej
zadzwonil do mnie i powiedzial, ze juz nie chce byc ze mna, znudzilam mu sie i
to jest koniec. Nawet nie z dnia na dzien, bo godzine wczesniej rozmawialismy
przez telefon i jeszcze wszystko bylo w porzadku. Odwidzialo mu sie, w
godzine. Wiem, ze powinnam go uznac za palanta i jak najszybciej zapomniec,
ale to nie jest takie proste. Ja go naprawde kochalam, tak strasznie mocno.
Czuje sie jakby mi ktos wbil noz w serce i je na wycinal. Kiedy o nim mysle,
nie moge zlapac powietrza, mysl o tym, ze mnie ktos tak potraktowal mnie
paralizuje. Z jednej strony chce zemsty, z drugiej wiem, ze to dziecinne, ale
to tak strasznie boli. Nie rozumiem tego, jak mozna byc takim podlym
czlowiekiem, takim egoista, takim zimnym draniem? Minal tydzien, a ja nadal
nie moge lez powstrzymac, ale najgorsze jest to, ze nie moge zrozumiec.
Dlaczego sie tak robi?