Gość: c
IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl
21.03.04, 14:38
Grzechy główne feministek
Upór, zaślepienie i zła przyjaźń
Polskie feministki nie reprezentują polskich kobiet. Mówią w imieniu własnym
i grup przyklejonych do nich, w tym homoseksualistów. Nie mają wpływu na
rządzących, choć są im wierne. Więcej jest grzechów polskich feministek niż
ich zasług.
LIDIA GALL 2004-03-18
Grzech głupiego uporu
Feministki chcą utonąć razem z SLD
Trwanie przy SLD to podstawowy grzech polskich feministek, a przecież nie
jest to partia troszcząca się o ludzi, a zwłaszcza o kobiety. O wiele więcej
jest bezrobotnych kobiet niż mężczyzn, zarabiają też wciąż mniej niż ich
koledzy. Panowie z SLD nie dopuścili również do większego ich udziału w
rządzeniu. Mają kilka kobiet na pokaz i to wystarczy. Polskie feministki
upierają się krążyć wokół pełnomocnik ds. równego statusu kobiet i mężczyzn
Izabeli Jarugi-Nowackiej z Unii Pracy, bo to intratne. Tu bowiem są pieniądze
i była iluzja wpływania na rządzących, by poprawić los kobiet. Ale teraz
chyba już nawet nie ma tej iluzji, bowiem przypominanie o zobowiązaniach
wyborczych w sprawach kobiet jest panom z SLD szalenie nie na rękę.
Grzech złej przyjaźni
Geje i lesbijki mają coraz więcej do powiedzenia w środowisku feministek
Przy publicznych wystąpieniach feministek grupy homoseksualne ujawniają się
szczególnie, co daje obraz środowiska zdominowanego przez nich. To powoduje
napięcia i niechęć wobec organizacji kobiecych w ogóle. Nieporozumieniem jest
wzięcie homoseksualistów pod skrzydła feminizmu. Nie dlatego, że nie trzeba
im pomagać, ale dlatego, że nijak nie można dopatrzyć się wspólnych celów
zwykłych kobiet i homoseksualistów. Być może powinni oni - zwłaszcza geje -
wiązać się z organizacjami broniącymi praw obywatelskich, a nie na przykład
praw macierzyńskich. Środowisko feministek to też po części lesbijki. Zdarza
się, że mają dzieci i nieudane małżeństwa za sobą. Ich problemy wymagają
specjalnej troski, ale nie politycznych popisów paru działaczek.
Grzech zaślepienia
Aborcja wiecznie żywa
Feministki używają hasła "aborcja" jak sztandaru i walczą o nią jak o
niepodległość. Z nimi zaś walczą obrońcy życia. Obie strony tak zaangażowały
się w tę batalię, że nie zauważają, co dzieję się wokół. Rodzi się coraz
mniej dzieci, bez względu na ustawy pro- czy antyaborcyjne. Ma na to wpływ
głównie gospodarka, a co za tym idzie, poziom życia. Brak dobrej polityki
społecznej państwa pogłębia kryzys demograficzny. Aborcji jest wielokrotnie
więcej niż podaje się oficjalnie, a tzw. podziemie aborcyjne to często
kliniki o wysokim standardzie i barierą dla wielu są tak naprawdę pieniądze.
Może siły marnowane na bezcelową walkę poświęcić na pomoc dzieciom porzuconym
i maltretowanym lub też uświadamianie seksualne młodych?
Grzech zaniechania rozwoju
Feministki zatrzymały się w czasie
Organizacje kobiece dyskutują głównie o aborcji, przemocy w rodzinach,
bezrobociu kobiet. Czas zatrzymał się dla wielu. Nie chcą zauważyć innych
problemów, bo to wymaga zmiany poglądów lub stylu pracy. Model dobrej pani
działaczki, która współczuje, ale niewiele może, jest dość wygodny. Otwarcie
oczu na nowe problemy jest trudniejsze. Bo jak podejść do młodych kobiet,
które tworzą bandy i brutalnie napadają na ludzi, zabijają swoje dzieci, do
matek alkoholiczek, narkomanek, do kobiet, którym zupełnie nie odpowiadają
obecne role społeczne. Jak traktować prawa ojców? Wciąć jeszcze w razie
konfliktu jest schemat: matka - dobra, ojciec - zły. A mężowie, którzy
utracili pracę i często przejmują rolę żony - czy i jak im pomagać? Jest też
problem podstawowy: jak wychowywać kobietę i mężczyznę przyszłości? Jaka ma
być rodzina?
Grzech zajadłości
Mężczyzna - wieczny wróg
Dla części działaczek kobiecych teoria walki płci jest ciągle aktualna.
Pielęgnują one niechęć lub wręcz nienawiść do płci przeciwnej. Często wynika
to z ich przeżyć związanych z ojcami lub mężami i godne jest współczucia, ale
zinstytucjonalizowanie tej niechęci nie służy nikomu. Słuszne jest dążenie do
karania mężczyzn znęcających się nad rodziną, ale przenoszenie swoich
niechęci na wszystkich jest po prostu niesprawiedliwe. Feminizm niestety
kojarzy się z zajadłymi paniami, których wrogami są przede wszystkim panowie.
Oczywiście obecnie na szczytach władzy są głównie mężczyźni, ale schodząc
coraz niżej obie płci są często w podobnej sytuacji, a zdarza się, że to praw
mężczyzn trzeba obecnie bronić.
Grzech chodzenia w nieswoich butach
Świat organizacji kobiecych to świat męski w miniaturze
Tak jak męscy działacze - panie prezeski piastują swoje funkcje po
kilkanaście lat. Demokracja z wolnymi wyborami ich nie dotyczy. Tworzą sztaby
popleczniczek, otaczają się tylko "swoimi". Młode kobiety w organizacjach
feministycznych, poza paroma młodymi - zaciekłymi, mogą podawać herbatę i -
tak, jak przy prawdziwym męskim kierownictwie - być miłe a także zawsze
pochwalać szefową. Arogancja właściwa politykom centralnego szczebla też nie
jest obca kobiecym działaczkom. Panie z prowincji mogą oczywiście wygłaszać
referaty, ale rządzi grupa warszawska. One wiedzą najlepiej.
PS Przeniesione z: www.onet.pl