zaklopotana87
19.08.10, 11:41
Feministki niesamowicie mnie drażnią, jest mi ich żal...
Dzisiaj w jednym z programów śniadaniowych (nie pamiętam którym), oglądałam
wywiad z feministką, która tryskała agresją i nienawiścią... Tylko, że ja tak
na prawdę nie wiem do kogo/czego, ponieważ ona sama nie potrafiła tego
określić: czy chodzi o mężczyzn samych w sobie, czy o ich istnienie... o_0
...weird...
Zapytana o to czy otworzenie drzwi feministce przez mężczyznę jest dla niej
obraźliwe, nie odpowiedziała ani tak, ani nie. Stwierdziła za to, że "ten kto
otwiera drzwi może je też zamknąć, i że jest zasada, że najpierw się wychodzi"
o_0 (szkoda, że oprócz tej buźki nie potrafię inaczej okazać mojego
zniesmaczenia i zażenowania).
Mam wrażenie, że takimi zagorzałymi feministkami są kobiety, które zostały w
jakiś sposób skrzywdzone przez mężczyzn (pisząc skrzywdzone mam na myśli
porzucone, odrzucone, itp.). I teraz chcą się "zemścić" próbując zdegradować
rolę mężczyzny...? Wydaje mi się to infantylne i godne politowania.
Podsumowując, mam takie przemyślenie wywołane wywiadem z tą skrzywdzoną
kobietą: przysłowie "na złość babci, odmrożę sobie uszy" pięknie obrazuje
pojęcie feminizmu.
Absolutnie nie chcę tym wątkiem obrazić feministek. Ja po prostu nie potrafię
zrozumieć ich agresji oraz traktowania mężczyzn jak gorszy i niższy gatunek.