greenpiootrek
20.08.10, 21:18
Od dawna zabierałem się o to aby was - kobiety, zagadnąć na tym forum co
sądzicie o moim problemie.
Mieszkam ze swoją dziewczyną już dwa lata. Ja studiuję zaocznie i pracuję, a
ona studiuje dziennie. Ostatnio między nami zaczęło się tak jakby psuć. Niby
nic się nie dzieje ale jakoś tak.. Po prostu ten okres fascynacji już mi miną.
Czy ją kocham? I tak i nie. Niby ją kocham i jest świetnym materiałem na żonę.
( Można powiedzieć ,że ją sobie wychowałem :P Bo jestem z nią już od 5 lal i
wiem o niej wszystko) Bóstwem nie jest. I tu się zaczyna moja rozterka. Niby
kocham niby nie. Wiele ,rzeczy mi w niej przeszkadza jak choćby (czasami) mega
lenistwo czy to ,że zawsze z każdej sprawy w igły widzi widły. Proszę ,żeby
poszła załatwić coś w urzędzie to mi jęczy ,że ona nie umie, że nie itd. Taka
sierota. Z drugiej strony jak już zadecydowałem ,że ją zostawię to wiem ,że i
tak mi na to sumienie nie pozwala bo pośrednio pomagam jej się utrzymać. Płacę
rachunki (nie czynsz) i to ja wykładam na jedzenie, przyjemności jej i moje
podręczniki ksero itd. Bardzo mnie to drażni ale co zrobię. Dlatego właśnie
nie potrafię jej zostawić. Wiem ,że jeśli ja jej nie pomogę to nie skończy
studiów tylko wróci do rodzinnej miejscowości.
Z jednej strony presja sumienia z drugiej co? Mam się męczyć z kimś kogo nie
kocham i kimś kto zaczyna mnie powoli drażnić? To jest mój pierwszy tak długi
związek. Nie znam jeszcze tak wiele "innych smaków" Czy zdecydować się na
rozstanie?
Co wy drogie kobiety o tym sądzicie? Zdecydowałybyście się?