Bagatelizuje problem?

27.08.10, 16:35
Jesteśmy ze sobą od grudnia, od kwietnia mieszkamy razem. Na
początku nic mi w nim nie przeszkadzało, zauroczył mnie swoim
poczuciem humoru i sposobem jaki wymyślił sobie na życie, zaraził
mnie optymizmem i klops... Zakochałam się. Od początku sporo
imprezujemy i właśnie na jednej z takich imprez on będąc już "po
spożyciu" mnie uderzył... Z zaskoczenia, za nic... Rok temu byłam w
toksycznym związku w którym non-stop byłam poniżana i bita, nękana
fizycznie i psychiczne, dlatego mogłoby się wydawać, że więcej nie
dam się tak traktować i ucieknę gdzie pieprz rośnie. Nie zrobiłam
tego, błagał mnie na kolanach, płakał i przysięgał że to się nie
powtórzy, że nie wie co mu odbiło, że nigdy czegoś takiego nie robił.
Uwierzyłam i zostałam i z czystym sumieniem mogę przyznać że nie
żałuje. Lecz od tamtego wydarzenia zaczęłam przykładać większą uwagę
do tego ile wypijamy alkoholu, i wyszło mi że jest tego sporo,
postanowiłam więc ograniczać. I wszystko zaczęło się układać,
przeprowadziliśmy się do swojego mieszkania, jest nam cudownie, coraz
częściej rozmawiamy o ślubie i o dzieciach. Aż tu nagle wczoraj on
zebrał się na rozmowę, zaczęło się niewinnie, o tym, że ma stresującą
pracę, że "przynosi ją" do domu i wie że ja na tym cierpię, że jest
już zmęczony i.... że nie może przestać pić! I tu jakby mi ktoś wylał
kubeł zimnej wody na głowę. Byłam święcie przekonana że mamy to już
za sobą, że to zamknięty temat, że jak wypijemy sobie po lampce wina
czy butelce zimnego piwa wieczorkiem to jeszcze nie jest koniec
świata... Okazuje się jednak, że on już w pracy wypija piwo. PIWO-
niewiele, ale on twierdzi, że to jest dla niego problem, bo nie
potrafi sobie tego JEDNEGO PIWA odmówić, że szlag go trafia jak go
nie wypije, że praca mu nie idzie, że nic nie wychodzi... Starałam
się mu tłumaczyć, że to może kwestia psychiki, ale nie bardzo wiem
jak tę psychikę zmienić, jak mu pomóc? Z jednej strony myślę sobie,
że to jedno piwo to jeszcze nie jest powód by się załamywać z
drugiej: jeśli on widzi w tym problem i potrafi się do niego przyznać
to znaczy, że to coś poważniejszego niż mi się wydaje. Z jednej
strony jest mi bardzo miło że podzielił się ze mną swoimi obawami, że
chce nad sobą pracować, z drugiej boje się że nie będę potrafiła mu
pomóc... Co robić?!
    • teletoobis Re: Bagatelizuje problem? 27.08.10, 16:43
      Koniecznie namow go na wizyte u specjalisty. A sama uzbroj sie w cierpliwosc i
      badz gotowa na poswiecenie- jesli chcesz z nim byc, a on zgodzi sie na terapie.
      To poczatek uzaleznienia. Wiez mi, ze to jest rownia pochyla. Czlek stacza sie
      szybko
    • marzeka1 Re: Bagatelizuje problem? 27.08.10, 16:45
      Zwiewać, znowu źle trafiłaś, iść na terapię, dlaczego takie śmieci
      wybierasz, albo przynajmniej poczytaj, dlaczego masz taki problem.
      Chcesz mieć kanał totalny: wyjdź za niego za mąż i zacznij rodzić
      dzieci.
      • pelasia87 Re: Bagatelizuje problem? 27.08.10, 16:58
        Odpowiedzi błyskawiczne...
        Zwiewać nie zamierzam na pewno, chce mu pomóc i chce z nim być i proszę
        oszczędźcie sobie takich uwag w stylu "dlaczego takie śmieci wybierasz"
        bo jest to człowiek którego bardzo kocham.
        Chciałabym sie dowiedzieć co konkretnie można dla takiej osoby zrobić,
        najpierw chciałabym spróbować sama jakoś go zmotywować i mam nadzieje
        że się uda, a jeśli nie- gdzie się zgłosić?
        • a1ma Re: Bagatelizuje problem? 27.08.10, 17:01
          > Chciałabym sie dowiedzieć co konkretnie można dla takiej osoby zrobić,

          Nic. Pomóc jemu może tylko on sam, Ty za niego nic nie zrobisz.
          • pelasia87 Re: Bagatelizuje problem? 27.08.10, 17:04
            Jak to nie moge?! tyle sie mowi o tym, że to najbliżsi są najważniejsi
            w takich (a nawet dużo bardziej hardcorowych) sytuacjach...
            • teletoobis Re: Bagatelizuje problem? 27.08.10, 17:08
              zrozum ze to on musi CHCIEC!
              Twoje chciejstwo nie ma tu nic do gadania.

              Zaprowadz go do poradni leczenia uzaleznien. Ty jako bliska osoba, tez bedziesz
              potrzebowala pomocy specjalisty. Jako osoba wspoluzalezniona. Co znaczy ten
              termin, nie chce sie mi tlumaczyc. Od tego sa google
            • policjawkrainieczarow Re: Bagatelizuje problem? 27.08.10, 17:11
              no nie mozesz, jesli on sie nei zdecyduej na terapie.
              i tak masz duzo szczescia, ze on widzi problem, bo znakomita wiekszosc by sie w
              zyciu nie przyznala, ani przed soba, ani przed bliskimi.
              rola najblizszych to wspomaganie w tej decyzji, za niego nic nie zrobisz.
              jedno, co mozesz, to wywalic caly alkohol z domu i nigdy przy nim nie pic ani
              nie stwarzac sytuacji, w ktorych na stole pojawi sie butelka a towarzystwo go
              zacheci na "jednego".
            • twojabogini Re: Bagatelizuje problem? 21.09.10, 20:28
              pelasia87 napisała:

              > Jak to nie moge?! tyle sie mowi o tym, że to najbliżsi są najważniejsi
              > w takich (a nawet dużo bardziej hardcorowych) sytuacjach...

              Najblizsi, z nie przypadkowe panny z którymi się jest krócej niż rok
        • kajakka Re: Bagatelizuje problem? 21.09.10, 22:16
          pelasia87 napisała:

          > Odpowiedzi błyskawiczne...
          > Zwiewać nie zamierzam na pewno, chce mu pomóc i chce z nim być i proszę
          > oszczędźcie sobie takich uwag w stylu "dlaczego takie śmieci wybierasz"
          > bo jest to człowiek którego bardzo kocham.
          > Chciałabym sie dowiedzieć co konkretnie można dla takiej osoby zrobić,
          > najpierw chciałabym spróbować sama jakoś go zmotywować i mam nadzieje
          > że się uda, a jeśli nie- gdzie się zgłosić?

          Podstawą jest żeby sam chciał sobie pomóc. Znam wiele nieszczęśliwych przypadków terapii "na siłę" i jeden, bardzo szczęśliwy, gdzie terapia była własną, bardzo świadomą decyzją.
          Rozmawiaj ale nie nalegaj, to zwykle odsuwa zamiast zbliżać.
          Życzę, by to był początek, z którego łatwo będzie wrócić na dobre tory.

          Ps. Sprawa uderzenia to chyba inny, poważny problem w tej relacji....
    • policjawkrainieczarow Re: Bagatelizuje problem? 27.08.10, 17:03
      Z jednej strony myślę sobie,
      > że to jedno piwo to jeszcze nie jest powód by się załamywać z
      > drugiej: jeśli on widzi w tym problem i potrafi się do niego przyznać
      > to znaczy, że to coś poważniejszego niż mi się wydaje. Z jednej
      > strony jest mi bardzo miło że podzielił się ze mną swoimi obawami, że
      > chce nad sobą pracować, z drugiej boje się że nie będę potrafiła mu
      > pomóc... Co robić?!

      nie jest wazne, ze to jedno piwo tylko, wazne, ze nei potrafi go sobie odmowic.
      A jeszcze wazniejsze, ze widzi ten problem. Jedyne, co tu jest lewe, to twoje
      tlumaczenie jemu, ze "to moze kwestia psychiki".
      tak sadzac po tym poscie to on ma zdrowsze podejscie do tej sytuacji niz ty
      (niejako od razu wpasowujac sie w role wspoluzaleznionej).

      ty mu nie pomozesz, on sam musi sobie chciec pomoc i skoro widzi problem, to
      jest szansa, ze bedzie chcial.
    • wacikowa Re: Bagatelizuje problem? 27.08.10, 17:08
      Jeśli uważasz,że jedno piwo dziennie to nie problem to Cię uświadomię. Nie tylko
      Twój chłop ma problem ale Ty również.
      • teletoobis Re: Bagatelizuje problem? 27.08.10, 17:10
        to sie nazywa wspoluzaleznienie. taka postawa to ona mu nie pomoze, niestety
        • wacikowa Re: Bagatelizuje problem? 27.08.10, 20:03
          Jest duża szansa,że wyjdzie z tego uzależnienia tylko jedna osoba.
          • teletoobis Re: Bagatelizuje problem? 27.08.10, 20:11
            Owszem, jesli bedzie madra. Noiestety jak widac, osobka jest uparta, wiec moga
            byc problemy
      • dziewczyna_rzeznika Re: Bagatelizuje problem? 27.08.10, 17:11
        Tak, to się nazywa współuzależnienie.
        Tak jak tubiś napisał-konieczna jest wizyta u specjalisty, aha o sobie też nie
        zapomnij ( w sensie terapii, Ty także powinnaś w niej uczestniczyć).
        Po ślubie mojej siostry 'zniknęły' wszystkie pieniądze z konta, okazało się, że
        jej ukochany jest narkomanem. Zaczynał od trawki- skończył na heroinie. Udało
        się, on- ponad rok w ośrodku dla narkomanów na drugim końcu polski,
        ona-psychoterapia. Do dzisiaj są szczęśliwym małżeństwem, mają dziecko itp. :)
        Także można, tylko bez specjalisty nie dacie sobie sami rady.
    • jane-bond007 Re: Bagatelizuje problem? 27.08.10, 17:10
      leczyć się i to szybko, bądź silna
    • nutka07 Re: Bagatelizuje problem? 27.08.10, 17:13
      Zaproponuj mu poradnie dla osob uzaleznionych od alkoholu, sama tez powinnas
      skorzystac skoro macie juz powazne plany.
    • volga_jasnowidzaca Re: Bagatelizuje problem? 27.08.10, 17:46
      Dla mnie oznaczaloby to jedno - wyprowadzka w ciagu 24h godzin.


      Mam nadzieje ze ze zdajesz sobie sprawe ze fundujesz swoim przyszlym
      dzieciom DDA?

      I jakim koszmarem jest dorastanie w rodzinie z porobleme alkoholowym?

      Oczywiscie ' on sie zmieni jesli ja bede mocno go kochala'...

      Wybacz, uzaleznienie, jest silniejsze od wszystkigo, obietnic,
      honoru, milosci, malzonka, dzieci...



      Plus juz Cie raz uderzyl.

      Staram sie byc mila na forum i rozumiec kobiece problemy, ale skoro
      Ty twierdzusz ze bedziesz w to brnela na przekor temu co inni Ci
      mowia...tylko tych przyszlych dzieci zal.



      • marzeka1 Re: Bagatelizuje problem? 27.08.10, 18:02
        No ale panna "kocha bardzo", więc zostanie i "poświęci się",za rok
        będzie współuzależniona, pan chlać będzie coraz więcej i będzie git-
        miłość i stokrotki.
        Poczytaj o jakimkolwiek mechanizmie UZALEŻNIENIA: to nie ty możesz
        pomóc, ale ON SAM musi chcieć coś z tym zrobić, a takie wychodzenie
        z uzaleznienia to nie jest łatwa sprawa.
    • alpepe Re: Bagatelizuje problem? 27.08.10, 18:02
      ty chyba sobie powinnaś pomóc, co?
      Pijaka i przemocowca wywal z życia, a potem zacznij chodzić na terapię, czy coś,
      bo ewidentnie powielasz jeden wzorzec.
    • triss_merigold6 Mit trulov 27.08.10, 18:06
      Jesteś kolejną nadopiekuńczą kobietą, która uwierzyła w mit trulov.
      Po pierwsze, jesli facet mówi, że ma problem z alkoholem to na bank
      nie ogranicza się do JEDNEGO piwa po pracy. Raczej wali ćwiartki
      przed pracą i po.
      Po drugie, nie ma żadnej innej drogi jak tylko terapia dla osób
      uzależnionych oraz rezygnacja z alkoholu na zawsze.
      Po trzecie, jedyny sposób w jaki możesz mu pomóc to skorzystanie z
      terapii dla osób współuzależnionych i poinformowanie pana, żeby
      wybrał się do AA.
      Po czwarte, to JEGO problem. Nie Twój. Uznając, że to Twój problem
      dajesz mu tzw. komfort picia.
      Po piąte, nie decyduj się na żaden ślub ani tym bardziej dzieci -
      najpierw AA, potem dłuższy okres trzeźwości, a potem ocenisz czy go
      jeszcze chcesz.
      Alkoholik musi chcieć się leczyć. Nie można mu wytłumaczyć, zmusić,
      zaszantażować, przekonać, etc. - musi sam, świadomie podjąć decyzję
      o zmianie życia. Wszystkie inne teksty z jego strony,
      usptawiedliwienia są ściemą i tylko ściemą.
      • alpepe Re: Mit trulov 27.08.10, 18:20
        panna powtarza schemat związkowy pięknej i bestii, ona ma problem. Facet nie ma
        żadnego problemu, jego problemem jest ona.
        • marzeka1 Re: Mit trulov 27.08.10, 18:39
          Panna ma zakodowany syndrom ofiary: poprzedni facet lał i pomiatał,
          drugi- chleje i na zimno zasunął lańsko, a panna "kocham nad życie".
          W końcu ktoś na tym świecie musi wyrabiać normę kobiet, które są nieszczęśliwe i pozwalają się tak traktować.
          • alpepe Re: Mit trulov 27.08.10, 18:44
            zgadzam się, a do tego jak panna racjonalizuje: kocham go i nie opuszczę, mój ci
            on, z problemem sobie poradzimy.
            • marzeka1 Re: Mit trulov 27.08.10, 18:48
              No "jej co on", normalna kobieta kijem takiego by nie tknęła, a
              panna "kocha nad życie", no i niech kocha, niech pomaga, niech
              wspiera, może następny oklep trochę ją otrzeźwi, bo że będzie-
              jestem pewna, w końcu pan się już przełamał, pierwsze koty za płoty:
              pannie można wlać, a ona kocha.
            • triss_merigold6 Re: Mit trulov 27.08.10, 18:48
              Racjonalizacja tutaj to nic innego jak redukacja dysonansu
              poznawczego.
              Nie ona pierwsza, nie ona ostatnia. Bardziej pomogłaby facetowi
              wyprowadzając się natychmiast i zawieszając WSZELKIE kontakty na
              rok. Jeśli on kocha bardzo i wie, że jest alkoholikiem to centralny
              kop tylko go zmotywuje do leczenia.
          • triss_merigold6 Co najciekawsze 27.08.10, 18:45
            Tia, kochamy te melodie, które znamy. P

            BTW, co najciekawsze takie wybory są sprzeczne z teoriami
            socjobiologów, wg. których jakoby kobiety wybierają najlepszych
            dawców genów dla swojego potomstwa. POstępowanie zgodne z teoriami
            socjobiologów nakazywałoby odrzucać wszystkie męskie śmieci, a mit
            trulov - wręcz przeciwnie - nakazuje ratować siłą miłości.
            • nutka07 Re: Co najciekawsze 27.08.10, 19:00
              No ale te geny sa znajome a przez to 'bezpieczne'.
    • nutka07 Re: Bagatelizuje problem? 27.08.10, 18:58
      A tak w ogole to ja bym odeszla w trybie natychmiastowym.
    • mumia_ramzesa Re: Bagatelizuje problem? 27.08.10, 20:22
      > Z jednej strony myślę sobie,
      > że to jedno piwo to jeszcze nie jest powód by się załamywać

      Jesli nie umie sobie odmowic to jest powod do niepokoju. Trzeba sprawdzic jak
      reaguje na odstawienie.
    • cloclo80 Re: Bagatelizuje problem? 27.08.10, 20:35
      Wiać czym prędzej.
      Nawet jeśli nie uderzy to styje się jak świnia.
    • vandikia Re: Bagatelizuje problem? 27.08.10, 20:37
      po 1. dlaczego zaufałaś facetowi, który Cię uderzył? poprzedni sprawił, że
      lanie będzie traktowała jak normę? normalne jest to, że ludzie się
      pokłócą, to że ktoś podnosi na druga osobę rękę nie jest normalne i nie
      powinno się z taką osobą być
      po 2. facet jest uzależniony od alkoholu, być może nie jest to jeszcze
      uzaleznienie fizyczne - ale psychiczne jak najbardziej i powinien po
      prostu się z tego leczyć - pójść na terapię - nawet krótką i zdecydowanie
      ograniczyć picie
      • lonely.stoner Re: Bagatelizuje problem? 27.08.10, 20:43
        o kuzwa, kobieto czy tobie to pranie po gebie mozg wytrzepalo z glowy?? wiej i
        to czym predzej!!!

        a zreszta, jak juz gdzies pisalam: desperacja to taka choroba nieuleczalna, ty
        pewnie z nim zostaniesz, i nawet jak cie zbije jak w ciazy z jego dzieckiem
        bedziesz to nadal bedziesz go wielce kochac i chciec mu pomgac. Szkoda tylko
        tych dzieci (bo moglyby miec szanse na normlany dom, gdybys poszla na jakas
        terpie do psychoterapeuty + najpierw rzucila tego smiecia).
    • alajna85 Re: Bagatelizuje problem? 27.08.10, 22:09
      Jeżeli nie potrafi pracować, zacząć dnia bez alkoholu (nie ważne, czy to jedno
      czy pięć piw) to jest to już problem. Dobrze, że go zauważa, aczkolwiek nie
      powinien się tłumaczyć stresem itd, ale próbować coś z tym zrobić. Nie wiem, co
      się robi na tym etapie ale chyba powinien się zgłosić po pomoc do psychologa.
      To, że uderzył jest dla mnie dyskwalifikujące bez okoliczności łagodzących (np.
      alkohol), z drugiej strony nie można człowieka zaraz spisywać na straty. Wydaje
      mi się, że wiele zależy od jego podejścia. Jeśli nie będzie unikał tematu,
      zgodzi się na leczenie to dobrze, pomóż mu przez to przejść. Natomiast z
      pewnością zapomniałabym w tym momencie o ślubie i tym bardziej o dzieciach.
      • secondmysza Re: Bagatelizuje problem? 27.08.10, 22:17
        Znam to ze swojego podwórka... Uciekaj póki czas. Zwykle im dalej,
        tym gorzej. I coraz mniej sił.
    • figgin1 Dziewczyno, idź na terapię! 28.08.10, 11:07
      To, że po raz kolejny wdeptujesz w jakąś patologię świadczy o jakiś problemach z
      psychiką. Swojego faceta też zaciągnij do psychologa. Widzę, że między wami jest
      zaangażowanie. Rozmawiacie szczerze ze sobą a to bardzo dużo. Nie spieprzcie tego.
      • pelasia87 Re: Dziewczyno, idź na terapię! 21.09.10, 18:05
        Witam ponownie wszystkich którzy tu byli, pisali i czytali. Pojawiam się znów by napisać wam wszystkim że wychodzimy na prostą (!)- tak razem. Nie odeszłam- tak jak radzili niektórzy bo moim zdaniem to najprostsze rozwiązanie a po rozmowie z Moim doszliśmy do wniosku że nie odpuścimy tak szybko i takim to sposobem jesteśmy sobie nadal razem, razem mieszkamy.
        Jak tylko dostrzegliśmy problem unikaliśmy imprez bo oboje nie byliśmy pewni czy On będzie potrafił odmówić alkoholu. Codziennie rozmawiamy a przez to chyba zbliżyliśmy się do siebie. Kiedy przychodzili goście, obserwowałam- widziałam jak zaczyna odmawiać, chwaliłam za każde małe powodzenie w tej kwestii. W końcu wyszliśmy do ludzi i jest naprawdę dobrze, On stał się asertywny a ja spokojniejsza, po przyjściu do domu zawsze rozmawiamy i omawiamy cały wieczór na spokojnie.
        Kiedyś wydrukowałam z neta kilka historii ludzi którzy mieli problem z alkoholem, cały artykuł a tym jak sprawdzić czy jest się uzależnionym, On przeczytawszy taką lekturkę "do poduszki" doszedł do jakiś wniosków i od tamtego czasu zaczęła się ta przemiana...
        • marzeka1 Re: Dziewczyno, idź na terapię! 21.09.10, 20:24
          Cóż, albo się uda, albo zarobisz, gdy się uchleje następny oklep.
        • triss_merigold6 Re: Dziewczyno, idź na terapię! 21.09.10, 20:31
          Dziecko drogie alkoholik nie jest psem, którego warunkują nagrody i kary więc chwalenie za niewypicie nie jest skuteczne.
          Odpowiedz krótko i prosto: pije nadal czy nie pije?
        • intreeape Re: Dziewczyno, idź na terapię! 21.09.10, 21:54
          widze ze nie poszlas za glosem tlumu ze rzucac i to od razu; gdyby tak kazda kobieta rzucala partnera jak tylko zaczynaja sie jakiekolwiek problemy to zaden zwiazek by nie przetrwal pol roku i wszystkie dzieci rodzilyby sie samotnym matkom ktore nastepnie poznawalyby kogos nowego na pol roku, pierwszy problem i do widzenia.
          Szkoda slow.
          Powodzenia zycze tobie i jemu, dopoki oboje jestescie zaangazowani w chec poprawy waszej sytuacji najwazniejszy motor dzialania bedzie was ciagnal we wlasciwym kierunku.

Inne wątki na temat:
Pełna wersja