kajda28
08.09.10, 08:53
Doszłam do takiego punktu w moim związku , że albo razem zamieszkamy albo to koniec. Nie jestem wstanie dalej znosić to że przyjeżdża do mnie 2-3 razy w tyg, głównie późnym wieczorem. O wspólnym mieszkaniu rozmawialiśmy już rok temu, to on pierwszy to zaproponował. Głównie ze względów logistycznych na próbę zaproponowałam aby u mnie pomieszkiwał. Na stałe nie mógł. Poza tym na stałe chyba logiczne żebyśmy zamieszkali u niego- ja mam jeden pokój, a on dom. Do lipca tego roku nie czułam potrzeby mieszkania u niego- co wiązałoby się z dużymi zmianami w moim życiu- i nie tylko w moim. Ale teraz czuję że albo w końcu razem zamieszkamy albo to koniec. Aby u niego mieszkać potrzebny jest mi samochód- który jest, trzeba go tylko ubezpieczyć, pojechać na przegląd, i coś podmalować. Już od 2 miecięcy kilka razy się upominałam kiedy to zrobi. Mówi że nie ma czasu. Przez ostatni miesiąc kilka razy podejmowałam temat o tym że mi to już nie wystarcza, że jest u mnie coraz rzadziej (nawet 1-2 na tydz), i mówiłam że myślę o rozstaniu. Po ostatniej rozmowie, kiedy z nim dzień wcześniej zerwałam sms-em, jest u mnie częściej , ale i tak mi to nie wystarcza- czegoś mi brakuje. Już niechce z nim "chodzić" chce mieć normalny związek, albo żaden.
Jak to rozegrać, co mu powiedzieć?