nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej?

14.09.10, 23:14
chcę podzielić się swoją historią, bo nie mam nikogo.. z kim pogadać i chyba zwariuję, albo coś sobie zrobię. Za duże napięcie w środku, bezustannie.. Małżeństwo od 10 lat. Pobraliśmy się chyba zbyt szybko, nie byłam zakochana po uszy, zastanawiam się czy w ogóle, ale uznałam, że małżeństwo w tym wieku, po studniach to ostatni dzwonek, powinność wręcz. Przez pierwszych kilka lat docieraiśmy się, było nieźle, mocne wrażenia, podróże.. Głębsze uczucie przyszło z czasem, poczułam że mi zależy ponad życie, .. Po drodze przysły na świat.. dzieci. Będąc w pierwszej ciązy odkryłam że mnie zdradza. Zupełnie nie chciałam uwierzyć w to, stałam jak wryta, byłam w szoku. Nie mogłam w dodatku denerwować sie ze względu na zagrożenie skurczami. Sku...syn tak mnie urządził. Romans ten skończył, choć nie od razu, a raczej ta upadła kobieta go rzuciła, jak okazało się że nie jest taki jak sobie wyobrażała. Ta zdrada zachwiała mój zbudowany świat, mniemanie, że dla niego jestem najważniejsza, że jestem jedyna, kochana.. chyba zbyt dosłownie uwierzyłam w przysięgę małżeńską i jego słówka.. Straciłam na zawsze poczucie wartości, kobiecość, bezpieczeństwo. Mogłabym zrobić to samo, zemścić się, ale czuję obrzydzenie sama do siebie, na myśl, że mogłabym się puścić dla zemsty, poprostu mnie inni mężczyźni nie interesują, ani zadne inne relacje. Po kilku latach znów powtórzyła się sytuacja, przynajmniej wyszła na jaw, bo to czego się nie dowierziałam międzyczasie, to jego wygrana., Ale tym razem ta kochanka była bardziej perfidna i nie chciała odpuścić. Tym razem stało się inaczej, mąż powiedział że odchodzi odemnie w momencie jak odkryłam smsy. Przyznał się do wszyskiego. Takiego wstrząsu nigdy nie przeżyłam, w jednej chwili musiałam poskładać sobie na nowo życie jak to będzie wszystko teraz wyglądać. Błagałam, prosiłam..był nieugięty. Odpuściółam, poddałam się, a on opamiętał się i chciał wrócić. I tutaj zaczyna się dramat. Uwierzyłam że zrywa z tamtym życiem i przychodzi do mnie z czystymi intencjami. Ale to nie taka prosta sprawa. O tym że kontakty były dowiedziałam się po czasie, podobno tłumaczył się że grozila ze się zabije..(swoją drogą byłby spokój, o jednego wrzoda na tym świecie mniej). Poddałam się jak to odkryłam, chciałam rozstania, by odszedł, zniknął mi z oczu raz na zawsze, bo byłoby lepiej, skońcczyć to, uciąć raz a dobrze. Nie odpuszczał, błagał, płakał, obiecywał, odnowił śluby w kościele, nałaziliśmy się po poradniach, ksiądz polecił nam modlić się wspólnie i za siebie.. Uwierzyłam w pomoc z góry. Dziś, jestem na skraju załamania, nic nie pomogło. Dalej mnie zdradza. I nie wiem jak ja to wytrzymam. Postanowiłam ze względu na dzieci pozostać w takiej relacji, bo on za cholerę się nie chce wyprowadzić, poprostu tak wygodnie. A ja co mam zabrać dzieci i do schroniska? Mieszkam z ty sku...synem w jednym ciasnym mieszkaniu, gdyż nie ma wyjścia no i jeszcze ze względu na dzieci, bo ciepią jak go nie ma. One nie zasłużyły na takie cierpienie, niewidywania obojga rodziców. Musiałam nad sobą pracować, wyćwiczyć opanowanie i dystans. Żyjemy dziś obok siebie przestalam nosić obrączkę, rozmawiamy tylko o tym co konieczne, nie ma sexu, bliskości. Oddaje pieniądze, pomaga, stroi się, gdzieś wychodzi, wraca w nocy, a mówi że to praca... Tylko jak tak można dłużej wytrzymać, dokąd to prowadzi...? Tysiące razy myślałam jak z sobą skończyć, bo potrzebuję miłości, bliskości jak tlenu. Z czego mam czerpać, by dać dzieciom, by sama w wieku trzydziestukilku lat czerpać z życia co najlepsze? Jak mam wierzyć w cokolwiek, poukładać w jakąś logikę? Uwierzyłam w sakrament małżeństwa, moc modlitwy, techniki mediacji, kilkanaście wizyt u psychologa.. I nic. Nic. Kobieta w tych czasach jest skazana na taki los. A jak pojawi się jakaś trzecia w małżeństwie, to nawet jak się uratuje przez chwilę ten związek, to jednak problem już jest i to wyjdzie i zniszczy. Okropne są te kobiety, które to świadomie niszczą, wchodzą w taką relację, gdzie są dzieci, żona, gdzie jest tyle rzeczy materialnych na które pracowaliśmy przez lata sami, a ona wyciąga po nie łapę. Nie wierzę już w nic, nikomu. Nie wiem jak żyć, ile wytrzymam, czy czegoś sobie nie zrobię...? . Pomocy ann. mail: malakasa4@gazeta.pl
    • ultraviolet6 Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 14.09.10, 23:25
      Powiem Ci tylko jedno: jeśli uważasz, że robisz to wszystko dla dobra dzieci to się grubo mylisz. One w przyszłości, gdy będą dorosłe, mogą mieć poważne problemy ze sobą i swoimi relacjami z ludźmi z powodu niewłaściwych wzorców wyniesionych z domu i urazu psychicznego, który pozostaje na całe życie (bo dzieci widzą i słyszą więcej niż by się mogło wydawać).
      Pogoń tego drania i zacznij układać swoje życie od nowa. Bez niego. I praktyczna wskazówka: zacznij gromadzić wszelkie dowody na jego zdrady.
    • six_a Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 14.09.10, 23:37
      >po studniach to ostatni dzwonek
      błagam
    • salma75 Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 14.09.10, 23:37
      Jeśli zostawiłaś chociaż odrobinę szacunku do siebie zmykaj, zabieraj dzieci i uciekaj od niego jak najdalej. Nie możesz, po prostu nie możesz pod jednym dachem żyć z tym... kimś.
    • scibor3 Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 14.09.10, 23:47
      "A ja co mam zabrać dzieci i do schroniska?"

      A niby czemu masz zabierać dzieci? Źle im? A po drugie czemu do schroniska? Robisz coś oprócz modlitwy i łażenia po psychologach? No, wiesz, coś co daje pieniądze za które można wynająć lokum.
      • lonely.stoner Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 14.09.10, 23:53
        dzieki bogu nigdy nie sluchalam rad mojej babci (w sumie dobry z niej czlowiek, ale poglady rodem z d.py)- jak konczylam studia, mialam tak 23 lata to tez mi trula ze ostatni dzwonek by za maz wyjsc bo wszystkie kolezanki sie ohajtaja a ja bede sama jak palec. Wtedy spotykalam sie z pewnym facetem (Strasznym zreszta, mitomanem i oszustem jak sie okazalo po pewnym czasie) i mnie do niego przkoenywala, ze lepszy ten niz zaden, ze potem bede stara i mnie nikt nie bedzie chcial itp. w ten desen, hehe, dobre co??cale szczescie to tylko bylo babcine gadanie, kobiety wychwanej w innych realiach, ktora zycia bez chlopa w domu sobie nie wyobraza. Ale Ty kobieto chyba jestes mlodsza od mojej babci co najmniej o polowe wiec wez sie w garsc, przestan narzekac na te kobiety ktore sypiaja z twoim mezem i na niego i zacznij wreszcie dostrzegac ze glownym sprawca calej tej sytuacji jestes ty. Wez sie w garsc, zloz papiery o rozwod, zbieraj dowody, wynajmij dobrego prawnika- albo jakiegos ktory robi to za darmo, poszukaj pracy a nie ogladaj sie na zle kobiety, zlego meza, itd. Trafilas na psychola no ale coz, musisz sie wziac w garsc i walczyc.
        • lonely.stoner Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 14.09.10, 23:56
          itak w sumie to nie wiem co ci psycholodzy ci radza skoro gadasz takie pierdoly ze kobieta w dzisiejszych czasach skazana jest na taki los (???) i ze dzieci cierpia jak go nie ma (???)- dzieci rozumieja wiecej z tej sytuacji niz ci sie wydaje, zmien lepiej psychologa bo ten co do niego chodzisz jakies straszne bzdury mowi.
    • maly_zlosliwiec Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 15.09.10, 01:17
      forum.gazeta.pl/forum/f,24087,Rozwod_i_co_dalej_.html
    • all.those.yesterdays Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 15.09.10, 02:15
      Bardzo Ci współczuję,

      ale też trochę mnie zdenerwowałaś...

      Dla dzieci się nie siedzi z kawałem ch...ja pod jednym dachem, bo to upokarzające dla Ciebie i dzieci, a dla niego wygodne że hej. Wywal go, po prostu go wywal, zmień zamki i niech sp...erdala.Ty nie widzisz, ze on ma was dwie i mu dobrze z tym, bo mieszka u siebie, tamtą bzyka, a Ty jesteś tą patrzącą błagalnym wzrokiem. Czy kobieta może się bardziej upodlić, czekając aż jakiemuś podupconemu ch...jowi się odmieni? give me a break...

      Trzy lata temu siostra mojej mamy, gdy odkryła, że jest zdradzana (od lat) po prostu zmieniła zamki i wystawiła 2 walizki, zostawiając kartkę, żeby po następne wpadł za tydzień.

      Na nic zdały się błagania, grożenie samobójstwem, a potem tym, że odbierze jej dzieci (córka 12, syn 17 lat). Przy okazji wujek dostał po ryju od swojego syna. A ciotka po prostu miała dość tego, że mała patrzy jak ojciec matką pomiata i wraca w nocy. Ciotka stwierdziła, że jak da się poniżyć, to córka też będzie kiedyś pozwoli jakiemuś ch...owi zostać i będzie żyła w paranoi. Poza tym miała poczucie, i to jest najważniejsze, że wujek zdradził całą rodzinę i wypiął się na nich, angażując swój czas i pieniądze w inną kobietę. Przecież wiedział w jakim stanie będzie matka jego dzieci, jeśli się dowie, i raczej chyba nie wierzył w to, że w dzieciach nie pozostanie po tym śladu. Ciotka mówi, dzieci skrzywdził tak samo, bo ona przeżyła 3 lata piekła i dzieci to widziały i odczuwały. Nawet jeśli on był super tatą, to matkę psychicznie facet wykończył.

      Niedawno się rozwiedli i ciotka odżyła, poza tym w mojej rodzinie to kobiety są takie, że po zdradzie już faceta nie chcą znać, miłość im przechodzi jak ręką odjął i facet sobie może pomarzyć, nawet choćby skały srały i był "wzorowym" mężem 100 lat. Jeśli Ty tak nie potrafisz, to przynajmniej naucz tego swoją córkę - jeśli ją masz.

      I pamiętaj - nie zdradza się kobiet, które się kocha.
    • figgin1 Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 15.09.10, 04:25
      Cóż, tak właśnie kończą kretynki. Nie jest mi ani odrobinę ciebie żal. Tylko dzieci szkoda, że mają takich pojebanych rodziców.
      • wacikowa Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 15.09.10, 06:58
        figgin1 napisała:

        > Cóż, tak właśnie kończą kretynki. Nie jest mi ani odrobinę ciebie żal. Tylko dz
        > ieci szkoda, że mają takich pojebanych rodziców.

        A teraz przypomnij sobie ten wątek :) Moja chamska odpowiedź i twoja jakże elokwentna i pozbawiona chamstwa.

        forum.gazeta.pl/forum/w,16,115999546,115999761,Re_religia_w_szkole_wkurzylam_sie.html
        Jak ja uwielbiam hipokrytki.
        Jaka figgin1 jest każdy widzi i nawet nie trzeba przypominać.
    • qw994 Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 15.09.10, 06:19
      > Postanowiłam ze względu na dzieci pozostać w takiej relacji

      O, z pewnością ci kiedyś podziękują.
      Weź się kobieto ogarnij, bo mam wrażenie, że tylko potrafisz biadolić.
    • wacikowa Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 15.09.10, 07:11
      malakasa4 jedno jest pewne. Tobie odpowiada taki układ. Pełna rodzina na pokaz a w domu koszmar. Warto? A sprawa jest prosta. Bierzesz worki na śmieci najlepiej te największe. Wrzucasz jego rzeczy czyste i brudne razem ,dokładasz dużą kartkę papieru z napisem "Masz odwagę zdradzać miej odwagę odejść" Jego imię i nazwisko. Ale tak dużą,żeby każdy sąsiad przechodząc mógł przeczytać z daleka. Składasz papiery rozwodowe z jego winy i obciążasz go kosztami.
      Jak chcesz napiszę mailem jak wszystko załatwić.
      Nie daj się bo młoda dupa jesteś. Jeśli nie chcesz robić tego dla siebie to pomyśl chociaż raz o dzieciach. Życie za krótkie by marnować je na takiego jełopa.
      I jeszcze jedno. Piszesz,że jesteś w takim układzie dla dzieci(czyli myślisz o nich itd) ale zaraz dodajesz,ze nie wiesz czy wytrzymasz i czy czegoś sobie nie zrobisz. Gdzie tu troska o dzieci? Ot tak bez problemu zostawisz ich z takim ojcem?
    • iwona.ana1 Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 15.09.10, 08:09
      postaraj się o zgromadzenie konkretnych dowodów
      wnieś sprawę o rozwód i podział majątku, jeżeli udowodnisz, że rozpad małżeństwa nastapił z jego winy może i wywalczysz też w sądzie aby sie wyprowadził
      weź się w garść! przestań mu sprzątać, gotować , prasować
      i gadka "że to dla dobra dzieci" nic nie pomoże, dzieci na pewno wiedzą co się dzieja i nie są szczęśliwe widząc nieszczęśliwą mamę
      • scibor3 Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 15.09.10, 10:16
        > wnieś sprawę o rozwód i podział majątku, jeżeli udowodnisz, że rozpad małżeństw
        > a nastapił z jego winy może i wywalczysz też w sądzie aby sie wyprowadził

        Oglądaj mniej amerykańskich filmów "sądowych" to może będziesz mądrzejsza. Wina za rozpad małżeństwa ma się nijak do spraw majątkowych (za wyjątkiem alimentów) i kwestii mieszkaniowych. BTW prawo precedensowe w Polsce też nie obowiązuje.
        • iwona.ana1 Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 15.09.10, 11:49
          scibor3 napisał:


          > Oglądaj mniej amerykańskich filmów "sądowych" to może będziesz mądrzejsza. Wina
          > za rozpad małżeństwa ma się nijak do spraw majątkowych (za wyjątkiem alimentów
          > ) i kwestii mieszkaniowych.

          no ale jednak z tego co piszesz to wnioskować można, że do kwestii mieszkaniowych jakoś się ma... a autorka wątku najbardziej boi się, że zostanie bez dachu nad głową

          autorce wątku zaś najlepiej będzie skorzystać z pomocy jakiegoś adwokata, który zna się na rzeczy


          Panie scibor3 dzięki żeś mnie Pan oświecił moze w końcu zmądrzeje...
          • scibor3 Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 15.09.10, 19:23
            > no ale jednak z tego co piszesz to wnioskować można, że do kwestii mieszkaniowy
            > ch jakoś się ma... a autorka wątku najbardziej boi się, że zostanie bez dachu n
            > ad głową

            O tyle ma, że sąd może ustalić zasady korzystania ze _wspólnego_ lokum ale na boga to nie ma nic do kwestii własnościowych. Te są niezależne od od tego czy współmałżonek żył cnotliwie czy przeleciał legion panienek. Po rozwodzie stają się osobami obcymi i osoba zamieszkująca w lokalu winna płacić właścicielowi czynsz. Wolnorynkowy. Jedynie co ją może chronić to prawo lokatorskie.
    • sweet_pink Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 15.09.10, 10:33
      Powiem Ci tak usiądź i wyobraź sobie swoje dzieci jak maja powiedzmy 30 lat...wyobraź sobie swoją córkę jak staje przed ołtarzem z facetem, który już zdążył ją zdradzić, a ona go bierze na męża bo dzieciństwo ją nauczyło, że właśnie tak wygląda związek że facet zdradza i już. Wyobraź sobie swojego syna, który zdradza swoje kolejne dziewczyny, żony, bo przecież tak się robi, nie? A Tobie rosną wnuki, rodzone przez różne kobiety, wnuku widujesz na zdjęciu, bo ich matki "nie chce mieć do czynienia z rodzina sku...syna". Do takiego życie wychowasz swoje dzieci jeśli będą się wychowywać w takim domu.
      Brat mojej babci notorycznie zdradzał swoją żonę (zresztą moja babcia też święta nie była). Żadna z jego córek nie miała normalnego związku (zbliżają się do 50)..jedna stała się związkową dyktatorką, druga jest sama, a trzecia tkwi z związku identycznym jak jej rodzice + dzieci męża na boku. Tej ostatniej córki córka poszła w tatusia i traktuje facetów jak zabawki. Wiem że to przekleństwo się wlecze co najmniej czwarte pokolenie, bo prababcia opiekowała się dziećmi konkubin męża. Ja jestem bardzo wdzięczna moim rodzicom, że przerwali tą spiralę i ja wychowywałam się w normalnym domu. Nie twórz takiej spirali, daj swoim dzieciom szansę na udane związki i rozstań się z tym panem.
      • sweet_pink Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 15.09.10, 10:38
        A i dodam, że "klątwa" ciągnie się tylko w tych gałęziach rodu gdzie małżeństwa że zdrada były utrzymywane. Tam gdzie się rozpadły, kolejne pokolenia mają normalne związki.
    • stephanie.plum Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 15.09.10, 10:54
      raz wybaczyć, uwierzyć w chęć poprawy, zwłaszcza popartą jakimiś działaniami (wizyty w poradniach itp.) - to ogromna wielkoduszność ze strony osoby zdradzonej. ale może czasem warto.

      ale jeśli mimo obietnic sytuacja się powtarza... to już nie ma sensu.
      twój mąż to prawdopodobnie seksoholik.

      zrób wszystko, żeby zacząć nowe życie bez niego (naprawdę tylko schronisko jest alternatywą?), bo, jak już dużo osób napisało, taki układ nie jest dobry ani dla Ciebie, ani dla dzieci.
      jedyny zadowolony, to ten mąż - ma warunki idealne do uprawiania swojego procederu.
    • azalia21 Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 15.09.10, 10:57
      Dziewczyno,
      Zawsze zastanawiam się, co powoduje kobietami, które dają się poniżać, upadlać, które nie mają za grosz poczucia własnej wartości. Jak mogłaś zostać z człowiekiem, który zdradzał Cię, gdy byłaś w ciąży? Czy myślisz, że to jest dobry wzór ojca, męża dla Twoich dzieci? Czy myślisz, że dzieci tego nie widzą, co się dzieje między Wami, że nie domyślają się, dokąd ojciec chodzi wieczorami? O, słodka naiwności! Nie chcę Cię dołować, ale Ty naprawdę robisz krzywdę i sobie, i swoim dzieciom. Co Ci po tym, że taki człowiek z Tobą zostanie, że żebrzesz o jego uczucie? Nie możesz usprawiedliwiać wszystkiego dobrem dzieci, bo to tylko mydlenie sobie oczu, strach przed tym, żeby spojrzeć prawdzie w oczy i zobaczyć również to, co samemu się robi źle. Czemu tak pogardliwie wypowiadasz się o kochankach męża? Na pewno masz w sobie dużo goryczy i ciężko radzić Ci wykazanie się klasą, ale na pewno właśnie wtedy urosłabyś w swoich oczach. Czym różnisz się Ty, żebrająca o powrót męża do domu, od kochanki, która grozi, że się zabije, jeśli kochanek od niej odejdzie? Ja nie widzę wielkiej różnicy. Analizuj przede wszystkim wasz związek i relacje, a nie zachowania osób trzecich. Zrób wreszcie coś dla siebie i pozbądź się człowieka, który Cię nie szanuje, upokarza, zwodzi obietnicami bez pokrycia. Nie wierzę, że nie masz gdzie odejść. To tylko wygodna wymówka, aby usprawiedliwić własną bierność. Krew mnie zalewa, jak czytam takie historie, jak Twoja. Katujesz siebie i dzieci psychicznie na własne życzenie.
      • azalia21 Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 15.09.10, 10:57
        to do autorki wątku oczywiście
    • grazyna.szc3 Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 15.09.10, 11:20
      Zasługujesz na kogoś lepszego:) zdobądź sie na odwage i postaraj sie zmienić swoje życie.
    • posh_emka Rozumiem,że .... 15.09.10, 11:26
      ....te "Okropne są te kobiety, które to świadomi e niszczą, wchodzą w taką relację, gdzie są dzieci, żona, gdzie jest tyle rzeczy materialnych na które pracowaliśmy przez lata sami, a ona wyciąga po nie łapę"
      przystawiły twojemu mężowi pistolet do głowy i siłą go do romansu zmusiły.

      Okropny to jest twój mąż i on- tylko on jest winien takiego obrotu sprawy- jakby nie był chętny do romansowania to pewnie żadna "okropna" by w jego życiu nie zawitała.
    • magnusg Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 15.09.10, 11:43
      bardzo mi przykro.Mysle, ze zeby zlapac troche powietrza i sie otrzasnac z tej sytuacji moze powinnas pojsc jeszcze raz do tych poradni,gdzie kiedys bylas z nim.Tam ci powinni doradzic i pomoc co zrobic,zeby sie od niego uwolnic.Oni na codzien maja doczynienia z takimi sytuacjami i napewno cie bez pomocy nie zostawia.A rodziny zadnej nie masz,gdzie bys mogla wyjechac na kilka tygodni z dziecmi, zeby dojsc do siebie?Nie wstydz sie przyznac,ze malzenstwo leglo w gruzach, bo twojej winy w tym nie ma.Pozdrawiam.
    • yoko0202 moja droga 15.09.10, 11:51
      malakasa4 napisała:

      > Pobraliśmy się chyba zbyt szybko, nie byłam zakochana po uszy, zastanawiam się czy w ogóle, ale uznałam, że małżeństwo w tym wieku, po studniach to ostatni dzwonek, powinność wręcz.

      i w tym miejscu w zasadzie powinnam skończyć czytać kiwając głową z politowaniem, bo i tak wiedziałam co będzie dalej, no ale przeczytałam, i jest tak jak myślałam

      męża wyzywasz od sqrvysynów, kochankę od takich i owakich, a sorry ale sama jesteś beznajdziejnie głupia. wzięłaś ślub z przypadku, i tym samym unieszczęśliwiliście się na całe życie. oboje. on też jest z Tobą nieszczęśliwy. i to Ty jesteś w połowie odpowiedzialna za jego nieszczęście, no bo jesteś jego żoną.

      tematy zdrady i kochanek pojawiają się co i rusz. ja mam zdanie wyrobione.
      to nie kochanka czy kochanek rozwalają małżeństwa i związki. kochanka i kochanek to są efekty tego, że w małżeństwie/związku przez dłuższy czas dzieje się wielki h...j. i w końcu pojawia się ta osoba, przy której okazuje się, że życie może jednak być fajniejsze i można czuć się szczęśliwym.
      tak jasne, są ludzie którzy po prostu nagminnie mają krótkie i częste skoki w bok, ale szczerze mówiąc to są historie statystycznie rzadkie.

      popełniłaś wielki błąd wychodząc za mąz, a teraz winisz wszystkich naokoło i cały świat za tą katastrofę. przestań się modlić i latać po psychologach tylko rusz głową. jeżeli jest co ratować to ratuj, jeżeli nie to odejdź.
    • twojabogini Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 15.09.10, 13:56
      "Chyba zwariuję, albo coś sobie zrobię" - jesteś w fatalnym stanie psychicznym. Zacznij od tego że zrobisz sobie urlop, choćby na parę dni. Od siebie i od swojego póki co pokręconego zycia. Dzieci zostaw z tatą/mamą/przyjaciółką. Przez parę dni nic im sie nie stanie. Sama jedź gdzieś w miarę możliwosci finansowych, jak nie masz żadnych, to do rodziny na wieś, albo do koleżanki z osiedla obok. Pospaceruj, pospij, weź sobie pare długich kąpieli. Nie rób nic, albo zrób to na co masz ochotę.
      Po drugie - nie piszesz wprost, ale wydaje się, ze jestes zalezna finansowo od męża i to głowny powód twojej bierności w zaistniałej sytuacji. Masz kilka różnych możliwości - po pierwsze zaakceptować sytuację, olać skoki w bok i nawiązać z mężem na powrót bliską wieź (niektóre kobiety tak robią). Abyś mogła dobrze funkcjonowac w takim układzie musisz mieć swoją przestrzeń życiową, pasję, swoich przyjaciól, znajomych. Po drugie - możesz odejść - jeśli rzeczywiście jesteś uwikłana finansowo, musisz sobie stworzyć plan uzyskania niezalezności - m.in. podjąć pracę z której utrzymasz siebie i dzieci.
      Możesz też umówić się z mężem, że każde z was zyje oddzielnym zyciem, każde ma prywatne życie, wychodne, gdy drugie zajmuje się dziecmi. Takie związki zazwyczaj jednak się nie udają. Próbować można.
      Na pewno wprowadź więcej partnerstwa w opiece nad dziećmi, nawet jeśłi dojdzie do rozstania mąż będzie przyzwyczajony do opieki nad nimi i jest szansa, ze kontakty się utrzymają. Załóż sobie prywatne konto - bez karty, wyciągów itp. żeby nic ci do domu nie przychodziło i składaj tam sobie kasę. Przyda się.
      Jeśłi mąż wytyka ci kwestie finansowe - niezaleznie od tego co postanowisz zrobić, złóż pozew o separację i ustanowienie alimentów na dzieci - i jeśli nie pracujesz na ciebie. Jeśli chcesz pomocy w napisaniu takiego pozwu - daj znac na mojego maila gazetowego.
      Znajdź też sobie jakiś znajomych z którymi się spotkasz od czasu do czasu i postaraj się o siebie zatroszczyć, bo zdaje się, że chociaz młoda kobietka z ciebie to utkwiłas w domu, z kompleksami i dzieciaczkami, a o siebie i swój relaks, szczęście za bardzo nie dbasz.
      • au_lait Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 15.09.10, 15:35
        Mądrze piszesz. Nie ma to tamto. Szacunek. :)
    • saga55-5 Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 15.09.10, 16:22
      Żyć obok siebie z ,,byłym " nie zawsze sie udaje. Z niektórymi sie nie da i już !
      Natomiast bycie z kims takim pod jednym dachem ? masakra.
      Pomyśl jak możesz rozwiazac ta sytuacje by zamieszkac z dziećmi oddzielnie.
      Ja najpierw zyłam obok siebie ( nie udało się ) później sie wyprowadziłam z dzieckiem do mieszkania koleżanki.
      Podobno nie miałam prawa sobie poradzić, ale jakos tak fartem sobie poradziłam.
      Teraz mieszkam oddzielnie, jest mi super a i z nim relacje układaja sie pomyslnie, aczkolwiek jeśli chodzi TYLKO o sprawy naszego dziecka.
      Trzeba w siebie uwierzyc i próbować przynajmniej a nie czekać.
      Pisanie że młoda i głupia była......po co to ? juz i tak czasu sie nie cofnie. Trzeba radzić w aktualnej sytuacji.
    • d.moll.ka Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 15.09.10, 18:24
      Nie przesadzaj z tymi histerycznymi groźbami o samobójstwie.
      Pan zdradza. Pan sie nie chce wyprowadzić.
      Rozwód i alimenty.

      I układaj sobie życie z jakimś innym mężczyzną. Jak będziesz tkwić w tym mieszkaniu - nie masz na to szans.

      Tragedia to jest to:
      forum.gazeta.pl/forum/w,16,111916410,111916410,Zycie_malzenskie_jest_koszmarem_.html
      A Twoja sytuacja to sprawa, która dotyczy wielu kobiet.
      Rozwód to kłopot, problem - ale nie dramat.
      Dramat to śmiertelna choroba, pedofilia zdiagnozowana u Twojego syna, który dopuściła sie np. molestowania wielu dzieci; pedofilia u Twojego męża. To są dramaty.

      Nie przesadzaj. I nie daj sobą z tego strachu, który Cię paraliżuje, w twarz sobie pluć. Żałosne.
      Rozejrzyj się! I zobacz dokoła prawdziwe dramaty. To Twoje to nieszczęście - ale nie dramat.

      Nie masz z kim pogadać? Nie wierzę. Rodzina. Jakaś koleżanka lizealna/ z technikum/ ze studiów. Słuchaj tych z boku - bo sama masz jakiś zniekształcony obraz systuacji i siebie (mała dziewczyneczka z zapałkami i... dziećmi, co bez pana męża sobie w życiu nie da rady, zamarznie z tego zimna. A teraz jest tak pięknie...)
      Twój wpis jest denerwujący.
    • kora3 Jesteś uzalezniona od meza - na terapie 15.09.10, 19:42
      wybacz mój oschły ton, ale to jedyne wyjscie.
      masz typowe, bardzo typowe objawy osoby uzaleznionej: nie wyobrazasz sobie zycia bez meza pomimo, ze Cie ewidentnie dreczy, całą wine zwalasz na jego kochanki, nie chcesz zaakceptowac faktów itd

      Musze być wobec Ciebie brutalna bo tylko to wg mnie moze Cię nieci otrzexwic Gosc Cie zdradza i bedzie zdradzał< moze nie odejdzie, bo mu wygodnie, moze odejdzie, jak któras kolejna pani go przyciśnie. Mozesz sobie wrzeszczec i płakac ile wlezie, on i tak wie, ze za tym nic nie pójdzie. Raz tylko zobaczył, ze mozna Cię stracić, kiedy odpusciłas po jego oejsciu. Wiec wrócił, a ze pozwoliłas mu na to szybko i penie z otwartymi ramionami, niewiele sie nauczył. Powiem ci tak: ja bym z takim gosciem nie chciała juz po pierwszym wysteoie być, ale jesli chcesz istotnie próbowac, to pierwsze co zrób - kup sobie ksiazkeDobsona "Miłosc wymaga stanowczosci" - nie nie nie mysl ze to jakas magia, to opis typowych sytuacji kryzysowych i mozna powiedziec radzenia sobie z nimi Watpie jednak, zeby sama lektura na ciebie wpłyneła, musisz poszukać psychologa i to dobrego i nauczyc się zyc dla siebie. nie umiem ci poradzic nic bardziej sensownego na terz, poniewaz nawet jesli napisze ci, zebys postawila mezowi twarde warunki, nie zrozbusz tego z obawy, ze znów pójdzie do jakiejś I tak pójdzie, ale to inan sprawa.
    • berta-live Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 15.09.10, 19:59
      Twój mąż to klasyczny dziwkarz i nic tego nie zmieni. Więc albo będziesz przymykać oko na jego skoki w bok i będziecie żyć długo i szczęśliwie, albo się rozwiedziecie. Nie ma trzeciej opcji. A sądząc po tym, że macie problemy mieszkaniowe, to obojętne jak to się potoczy, to i tak zapewne będziecie mieszkać pod jednym dachem. Albo jako małżeństwo albo jak współlokatorzy. A dzieci to i tak swoje wiedzą, więc dal ich dobra nie ma sensu odstawiać szopki.
    • kati1973 Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 15.09.10, 21:09
      o to znaczy się nie wyprowadzi. Zdobądź dowody, terapie rodzinne to też dowów i przeprowadź rozwód z orzeczeniem winy
      Odżałuj na adwokata, chociaż raz, żeby on otworzył oczy
      Jak małżonek zobaczy jak się żyje z alimentów to będzie mniej smakować zdrada.
      Zajmij się sobą

      problemywmalzenstwie.blox.pl/html/1310721,262146,169,170.html?1,1
    • li_lah Re: nie uda się uratować małżeństwa.. co dalej? 15.09.10, 21:41
      "Błagałam, prosiłam..był nieugięty"
      i tu popełniłaś wielki błąd. pokazałaś jak nisko się cenisz, a kto nie ceni sam siebie nie moze tego wymagać od innych!
      -czyje jest mieszkanie?. jesli wspolne to zamiast sie modlić i pier.... o smierci weź sie za siebie i zrob cos w tym pseudo małżeństwem-rozwód, podział majątku alimenty, bo masz dla kogo żyć.
      - za mąż trzeba zaraz po studiach? po studiach to się życie dopiero zaczyna, nie ma obowiązku pakowania się od razu do klatki, do garów i pieluch. młoda jesteś, a juz tak przez życie zniszczona..jesli myslisz, ze nic Cie w tym zyciu juz nie czeka to sie grubo mylisz kobieto-najpierw ogarnij ten bur.d.el jaki masz obok siebie. nie bedzie latwo, ale w końcu trzeba to zrobić. idz na forum "rozwód i co dalej" -doswiadczeni ludzie pomogą.
Pełna wersja