katalin89
15.09.10, 14:34
Piszę po raz pierwszy, bywam od kilku lat.
Po raz pierwszy mam problem, z którym nie potrafię się sama, czy też z przyjaciółmi uporać.
Mam 21 lat jak z nicka można wywnioskować. Jestem w poważnym związku, od roku razem mieszkamy. Studiuję.
I tu zaczyna się problem:
Zawaliłam studia. Nie wszystko stracone, powtarzać rok mogę i będę. Nie powiedziałam mojemu nic o tym. Przez prawie pół roku okłamywałam go ze jeżdżę na uczelnię, mam koła, zaliczenia egzaminy. Wymyślałam moje studiowanie. Nawet nie idealnie bo jeden przedmiot `zostawiłam` sobie na kampanię wrześniową.
Zabrnęłam w tych kłamstwach za daleko. Cały czas się zbierałam by mu o tym powiedzieć. No i tak się zbierałam że mamy wrzesień, a ja mówię że zaliczyłam ostatni niby przedmiot.
i już nie wiem co dalej.
Jedyne sensowne wybrnięcie na jakie wpadłam jest takie:
K. musimy się rozstać, okłamywałam cię tyle a tyle w tej i tej sprawie. kocham cie bardzo. Ale za daleko poszłam, za dużo kłamałam. już jestem spakowana jadę do rodziców. Pa pa
Może i rozwiązanie drastyczne, ale nie wyobrażam sobie tego inaczej. Powiedzcie czy to ma sens. Chcę z nim być, ale muszę w końcu wypić piwo które sama sobie własną głupotą nawarzyłam. Jeśli zechce być ze mną będę największą szczęściarą na świecie. Ponoć głupi ma zawsze szczęście...