walka o milosc...

17.09.10, 12:04
Watek kompletnie teoretyczny.
Czesto na roznych forach oraz z ust znajomych osob slyszy sie slowa 'trzeba walczyc o swoje szczescie, trzeba walczyc o milosc i dobre rzeczy w naszym zyciu'. O ile zgadzam sie z tym ze trzeba walczyc o szczescie (cokolwiek to znaczy ;) ), to absolutnie nie zgadzam sie ze trzeba walczyc o milosc. Jesli trzeba walczyc o milosc to znaczy, ze ewidentnie brakuje checi na zwiazek tej stronie, o ktora sie walczy.

Kazdy chcialby 'zdobyc' upragniona kobiete czy faceta, jednak kiedy trzeba starac sie ze wszystkich sil, wrecz stawac na rzesach aby wzbudzic uczucie i zainteresowanie to znaczy ze sprawa jest z gory przegrana. Ile to na forach gazety.pl mozna przeczytac postow pt.: 'ach, walczylam/em o te milosc/zwiazek z calych sil, a On/Ona i tak odszedl/odeszla'. No pewnie, ze kurna odeszli jak od samego poczatku nie byli za specjalnie przekonani, albo w koncu pojawil sie ktos NAPRAWDE interesujacy na widoku.
Slyszalam tez juz wiele historii od znajomych osob o ich wlasnych doswiadczeniach i moja obesrwacja sie tylko potwierdza. Tam gdzie trzeba walczyc o milosc, tam nie ma milosci ani specjalnego zainteresowania po stronie, o ktora sie walczy.

Nawet jesli dojdzie do zwiazku, czasami nawet bywa ze kilkuletniego, w koncu nawet walczaca strona czuje sie wyczerpana ciaglym 'walczeniem' i staraniem sie o dobro zwiazku, podczas gdy druga strona ma to w d... i plynie po prostu z pradem. Strona walczaca bedzie chciala kiedys poczuc sie dowartosciowana i dopieszczona i po prostu odejdzie... Obserwowalam ostatnio taki wlasnie przypadek...

Z mojego punktu widzenia sprawa ze zwiazkami jest bardzo prosta. Kobieta i mezczyzna sie poznaja, zaczynaja sie sobie podobac fizycznie i 'charaketorologicznie' przy blizszym poznaniu i po paru latach jest slub. Takie zwiazki sa najbardziej stabilne i szczesliwe moim zdaniem. Jesli natomiast zabraknie tego podobania sie fizycznego i charakterologicznego, na wstepnym etapie, ale jedna ze stron tak bardzo walczy i sie stara, ze w koncu dopnie swego, no coz i tak na darmo, bo w takim zwiazku zawsze bedzie cos szwankowalo, albo, jak to najczesciej bywa, rozpadnie sie...

Takie to moje przemyslenia, chetnie uslysze wasze opinie na ten temat, rowniez te niezgdodne z moja teoria;)))
    • teletoobis Re: walka o milosc... 17.09.10, 12:12
      czyli co? Walka o zludzenia? O glupia nadzieje?
      Moim zdanie gra niewarta swieczki- konczy sie zawsze tak samo- wielkim zawodem, krzywda i placzem. Tak naprawde nie ma o co walczyc. Bo tzw milosc to zaslona dymna dla poczynan harcujacych hormonow
    • poecia1 Re: walka o milosc... 17.09.10, 12:17
      Ja trochę rozumiem hasło "walczyć o miłość". Wydaję mi się, że ma ono zastosowanie w przypadku, gdy miłość jest po obu stronach, jednak na drodze pojawia się jakaś przeszkoda. Np. długi wyjazd jednej ze stron i wtedy trzeba podjąć decyzję czy "walczę" i żyję w związku na odległość przez pewien czas (jeżeli wyjechać nie mogę), czy odpuszczam i niech każdy idzie swoją drogą. To tylko przykład, bo mogą zaistnieć inne sytuacje: nieakceptacja rodziny (tu niekiedy trzeba się mocno "nawalczyć"), choroba, wypadek, przeszłość odbijająca się czkawką i wiele, wiele innych.
      To o czym Ty mówisz to raczej forma narzucania się, oczywiście to pewnego momentu można pokazać swoje zainteresowanie, ale nie do końca i za wszelką cenę.
      • kunegunda123 Re: walka o milosc... 17.09.10, 12:48
        Wydaję mi się, że ma ono zastosowa
        > nie w przypadku, gdy miłość jest po obu stronach, jednak na drodze pojawia się
        > jakaś przeszkoda. Np. długi wyjazd jednej ze stron i wtedy trzeba podjąć decyzj
        > ę czy "walczę" i żyję w związku na odległość przez pewien czas (jeżeli wyjechać
        > nie mogę), czy odpuszczam i niech każdy idzie swoją drogą. To tylko przykład,
        > bo mogą zaistnieć inne sytuacje: nieakceptacja rodziny (tu niekiedy trzeba się
        > mocno "nawalczyć"), choroba, wypadek, przeszłość odbijająca się czkawką i wiele
        > , wiele innych.

        Nie taka walke mialam na mysli, ogolnie zupelnie sie z Toba zgadzam.
    • triss_merigold6 Re: walka o milosc... 17.09.10, 12:17
      Może nie tyle walczyć, co starać się. Po paru latach sama jazda hormonów to zbyt mało, żeby warto było być w związku.
      • kunegunda123 Re: walka o milosc... 17.09.10, 14:14
        Po paru latach sama jazda hormonów to zby
        > t mało, żeby warto było być w związku.

        Oczywiscie, ze tak. Ja nie mowie o wlace o milosc w sensie pielegnowania zwiazku, jasne ze trzeba dbac o zwiazek. Chodzi mi o walke o czyjes uczucia na poczatku znajomosci.
    • menk.a Re: walka o milosc... 17.09.10, 12:59
      Walka o miłość... do dzisiaj nie wiem, co to jest. Ta walka. Raczej staranie się, dbanie i pielęgnowanie uczucia. Z obu stron. A walka? Jakoś mi to nie pasuje do miłości. A może za głupia jestem w tych klockach.:>
      • kunegunda123 Re: walka o milosc... 17.09.10, 14:16
        A walka? Jakoś mi to nie pasuje
        > do miłości.

        Bardzo trafne stwierdzenie! Mnie tez slowo 'walka' ze slowem 'milosci' jakos w parze nie idzie;)
    • martishia7 Re: walka o milosc... 17.09.10, 12:59
      Mnie się hasło "będę walczyć o tę miłość" nieodmiennie kojarzy z oglądanymi za nastolatki telenowelami. Nie wiem, ma to polegać na tym, że pan jest "nie do końca pewien", a ja mu nadskakuję i udowadniam, że z nikim nie będzie miał tak cudnie jak ze mną? Dziękuję, postoję. Z takiej mąki nie będzie chleba.
      • kunegunda123 Re: walka o milosc... 17.09.10, 14:17
        Nie wiem, ma to polegać na tym, że pan jest "nie do ko
        > ńca pewien", a ja mu nadskakuję i udowadniam, że z nikim nie będzie miał tak cu
        > dnie jak ze mną? Dziękuję, postoję. Z takiej mąki nie będzie chleba.

        Oooo tototo, wlasnie o to mi chodzilo:)
        • martishia7 Re: walka o milosc... 17.09.10, 15:11
          Dla mnie nie do przyjęcia. Upokarzające. To szeroko rozumiane "staranie się", o którym pisze triss powyżej, to co innego. Starać się warto. Ale takie wykazywanie się w sytuacji kiedy wiesz, że jesteś obserwowany i ktoś sprawdza, czy jesteś wystarczająco dobry, dla mnie byłoby upokarzające.
    • hermina1984 Re: walka o milosc... 17.09.10, 13:20
      walka o .... (nie lubię tego słówka :P)
      to kompletna głupota!Osoba,która walczy jest zwykle zakompleksiona i mało ambitna,gardzę takimi ludźmi .
      Dla mnie też to jest proste jak konstrukcja cepa -spotykają się dwie osoby,poznają ,tworzą związek-jak coś zaczyna się sypać,dziękują sobie za współpracę i każde idzie swoją stroną.Nie uznaję poświęceń,wyrzeczeń i walki o drugą osobą,bo to głupie i przykre.
      • raohszana Re: walka o milosc... 17.09.10, 14:56
        Ale że w ogóle pracy nad związkiem niet? Znaczy, w razie problemów to "papa!"
        Jak tak to przybij, ten sam typ jestem :)
        • hermina1984 Re: walka o milosc... 17.09.10, 14:59
          no to piona :)
          dokładnie tak mam!
          Robi się coś nie hallo-idę sobie gdzie mi lepiej.
          Nie toleruję kłótni -jeśli są takowe,to kończę związek.
          • raohszana Re: walka o milosc... 17.09.10, 15:01
            High five ;)
            No, a masz też tak, że nie muszą to być duże problemy, tylko jakaś drobnica? Ja jednego pognałam, bo mu się nie podobało, że wieczorami gram miast pierniczyć głupoty z nim na gadzie :D
            • hermina1984 Re: walka o milosc... 17.09.10, 15:24
              no jasne :P
              pewnego pana rzuciłam w początkowej fazie znajomości,kiedy to stwierdził,że jego kobieta,to nie może mieć żadnych kolegów,raz zerwałam z facetem,bo spóźnił się godz nie podając powodu spóźnienia :P
              innym razem zostawiłam typa,bo wlazł przede mną pierwszy w drzwi ;)
              • raohszana Re: walka o milosc... 17.09.10, 15:31
                O, takiego nawiedzonego, co to uważał, że kolegów nie wolno mieć to też przerabiałam - mój epicki śmiech na takie dictum, to pół okolicy słyszało :D
                Jednego wywaliłam, bo marudził, że chodzę grać w RPG z samymi facetami i to po nocy! Innego zlałam zupełnie, bo nie zadzwonił jak miał zadzwonić :D
                Jakież z nas samodzielne, wesołe osobniki, z masą ciekawych historyjek :]
                Co śmieszniejsze - żaden mi nigdy nie wierzył, jak powiedziałam, że straszny ze mnie członek jest :)
                • htoft Re: walka o milosc... 17.09.10, 15:37
                  Ciesz się, że nie jesteś lesbijką. Wtedy byś dopiero zobaczyła.
                  • raohszana Re: walka o milosc... 17.09.10, 15:39
                    Chodzi Ci o to, że jeszcze trudniej wytrzymać z kobietą? Wiem :]
                  • hermina1984 Re: walka o milosc... 17.09.10, 15:44
                    hehehe,mam koleżanki lesbijki-parkę :P rany jak one się kłócą,zrywają z sobą,wracają :)
                    mają nerwy kobiety :)
                    A znacie to powiedzenie
                    "Lesbijka po drugiej randce wprowadza się do ciebie z kwiatem i kotem,a gej...-a co to jest druga randka" ;)
                    • raohszana Re: walka o milosc... 17.09.10, 15:49
                      O cholera, wydało się, że jestem gejem XD
                • hermina1984 Re: walka o milosc... 17.09.10, 15:42
                  > Co śmieszniejsze - żaden mi nigdy nie wierzył, jak powiedziałam, że straszny ze
                  > mnie członek jest :)


                  :D mój obecny Miś,zawsze powtarza mi,że jestem taka dobra ;)
                  chociaż fakt dla niego jestem,bo nie daje mi powodów do irytacji :P
                  • raohszana Re: walka o milosc... 17.09.10, 15:49
                    Jak nie daje powodów do irytacji, a nawet coś na plus zrobi - to nawet nie widać z początku charakterku. Ale niech no tylko krzywo szklankę postawi!
                    • stedo Re: walka o milosc... 17.09.10, 17:33
                      No dobra dziewczyny, fajne jesteście:)) Ale może takie jesteście, bo jeszcze nigdy nie zakochałyście się? Ale jesłi nie o to chodzi, to bądżcie społecznicami i dajcie wynajmować się koleżankom do nauczanie rozumu ich zdradliwym, niewychowanym "misiom";))
                      • raohszana Re: walka o milosc... 17.09.10, 18:06
                        Nie zaprzeczę, że możliwnym bardzo to, co rzeczesz. Jako osobnik niesamowicie wręcz rozkochany w sobie samym to niełatwo mi przyjdzie oddać część uczucia komuś - acz nie wykluczam, że i mnie kiedyś trafi. Tyle, że co najwyżej nie rzucę takiego, jak się przyklei jak ja będę czytać - ale jak zacznie fikać, to won! :D
                        Założymy fundację uświadamiającą i będziemy przeprowadzać zajęcia poglądowe - jak traktować misia, który cię nie traktuje tak, jak ci odpowiada :D
    • kookardka Re: walka o milosc... 17.09.10, 14:44
      walka o miłość rozumiana jako pracowanie nad związkiem jest ok ... ale w przykładzie,
      który podałaś, nie można mówić o walce o miłość, gdyż jej po prostu nie ma ;)
      • marguyu Re: walka o milosc... 17.09.10, 14:47
        poecia1 :
        Ja trochę rozumiem hasło "walczyć o miłość". Wydaję mi się, że ma ono zastosowanie w przypadku, gdy miłość jest po obu stronach, jednak na drodze pojawia się jakaś przeszkoda. Np. długi wyjazd jednej ze stron i wtedy trzeba podjąć decyzję czy "walczę" i żyję w związku na odległość przez pewien czas (jeżeli wyjechać nie mogę), czy odpuszczam i niech każdy idzie swoją drogą.

        To co opisujesz nie ma nic wspolnego z miloscia. To jakis uklad, szal cial itp, ale z pewnoscia nie milosc. Kochajacy sie ludzie nie "odpuszczaja sobie".

        Wybacz, nie chce cie urazic ale tak infantylnej bzdury dawno juz nie czytalam.
    • zuza.kociara Re: walka o milosc... 17.09.10, 16:23
      Wszystko zależy od perspektywy. Ja "walkę o miłość" rozumiem inaczej. Pierwsze miesiące, lata w związku to głównie emocje, radość, plany itd. Potem często przytłacza ludzi codzienność, coraz bardziej zaczyna Cię denerwować znajdowana pod łóżkiem skarpetka, pełna popielniczka na parapecie czy późne powroty z pracy partnera. I masz kilka możliwości. Olewasz bo czujesz, że i tak nic się nie zmieni. Awanturujesz się co powoduje tylko niepotrzebne dodatkowe emocje. Albo... Wygarniając tę skarpetkę spod łóżka, sprzątając za nim popielniczkę i czekając z romantyczną kolacją na jego powrót z pracy uświadamiasz sobie, że to facet z którym chcesz spędzisz resztę życia, mieć z nim dzieci, zestarzeć się. I chociaż to banał, dla mnie to ważniejsze. Każdy ma jakieś wady. Tak się walczy o miłość, o utrzymanie fajnej atmosfery w związku, o wciąż nowe wyzwania, o wspólnie spędzony czas.
    • d.moll.ka Re: walka o milosc... 17.09.10, 16:48
      po co to teoretyzowanie?
      każdy związek ma inną dynamikę:
      bo skoro każdy człowiek jest inny, to każdy związek różni sie od innych do kwadratu!
      to tyle w kwestii matematycznej teorii związku :D
      Co do walki o chłopa/babkę wyjaśnie chemicznie: kation chce przyciągnąć drugi kation... uda mu się? :)

      o psychologii związku i par sporo u J. Graya "Marsjanie i Wenusjanki na randce". Prawdziwe że aż banalne momentami może - ale dla mnie ok. Zgadzam się.
Pełna wersja