tak-ze-mucha-nie-siada
22.09.10, 22:13
Hej!
Postanowiłam napisać do Was, ponieważ chcę zaczerpnąć rady kogoś, kto jest do tej sytuacji nastawiony neutralnie.
Mam bardzo dobrego kolegę. Często się spotykamy, czuję się przy nim swobodna, ufam jemu i niejednokrotnie mogłam na nim polegać.
Niestety sprawy trochę zaczęły się komplikować.
On ma 32 lat, ja 25.
Nie ma żony, ani dziewczyny i jedyny kontakt z kobietą to spotkanie ze mną.
Pewnie nie jedna dziewczyna rzekłaby, że dobra z niego partia na męża, ponieważ ma stałą i dobrze płatną pracę, własne mieszkanie.
Na początku znajomości wyznaczyłam granicę i poza przyjaźnią nie jestem w stanie jemu niczego więcej ofiarować.
Nie kocham go i nawet czas tego nie zmieni.
Doskonale o tym wiem, że jest we mnie zakochany.
Stało się to bardzo kłopotliwe, ponieważ często próbuje zmusić mnie do tego, abym była jego.
Stosuje szantaż, obrażając się na mnie gdy mówię o facecie, który wpadł mi w oko, bądź gdy trzymam dystans do niego i nie wykazuję zainteresowania nim jako mężczyzną.
Często zadaje mi pytanie: po co się z nim spotykam, co on z tego będzie miał.
Nigdy nie daję jemu żadnych oznak, by mógł robić sobie nadzieję na bycie razem.
Drażni mnie również to, że swojej rodzinie mówi o mnie jakbym była jego dziewczyną.
Średnio co kilka miesięcy wykrzykuję jemu, że nie będę z nim nigdy, nie będę jego żoną, matką jego dzieci.
Wtedy się obraża jak mały chłopczyk.
Czuję się z tym okropnie, bo z jednej strony traktuję go jak przyjaciela, z drugiej jego zachowanie jest dla mnie ciężarem.