yulkayulka
24.09.10, 09:39
jakiś czas temu, przy okazji śmierci w rodzinie, wywiązała się między moimi bliskimi dyskusja na temat życzeń dotyczących własnego pochówku (może to i dziwne ale tak wyszło)
Początkowo w żartach, potem już na poważnie. Od tamtego dnia wszyscy co jakiś czas przypominali mimochodem te rozmowy: ale pamietajcie ja sobie zyczę czerwoną kieckę. Przy którymś ze spotkań mój szwagier wymógł na nas obietnicę, że po jego smierci żadne z nas nie będzie nosiło żałoby, żadnego ubierania się na czarno, chce byc skremowany i na pogrzebie mają mu zagrac kawałek Armstronga, a nie jakieś smętne kawałki.
Los jest przewrotny i kilka miesięcy później szwagier zginął w wypadku. Był cudownym facetem więc dla wszystkich jego śmierc była i jest bardzo bolesna. Niestety nikt nie dotrzymał danej mu obietnicy. Moja rodzina jest oburzona i obrażona na mnie, że na pogrzeb poszłam w jasnej sukience, nie noszę tych czarnych żałobnych łachów, że wykrzyczałam im przed pogrzebem, że nie takiego pochówku zyczył sobie szwagier. Niestety nie został skremowany, tak jak chciał. Nikt nie zagrał mu Armstronga. Jest mi bardzo przykro, że nikt go nie słuchał, a jedyną osobę, która chce choc częściowo wypełnic jego wolę (nie na wszystko mam wpływ) uważają za czarną owcę.
Ide wrzucic do odtwarzacza What a Wonderful World- to taka świeczka ode mnie dla bliskiego mi czlowieka, którego już z nami nie ma.
Jak myslicie czy takie zachowanie jest ok, po ch...rę te obietnice i udawanie, ze ze wszystkim się zgadzamy? Czy nawet ta ostatnia droga jest dla ludzi, bo co powiedzą?