ladyhermiona
25.09.10, 10:46
O rany, ale masakra. Umówiliśmy się w pewnym miejscu. Przyłażę, widzę-siedzi. No to podchodzę do niego, a on wstaje chwiejnie, obejmuje mi, pakuje mi język do oczodołu i prawie zabija wonią spożytej wódeczki. Wprawiło mnie to w takie osłupienie, że zamiast zwiać od razu usiadłam. Pan to wykorzystał wygłaszając bełkotliwie kwestie w rodzaju "jestem wilkiem maleńka" i usiłował mnie łapać za ten tego. Wypaliłam papierosa i stwierdziłam, że chyba jestem umówiona z kimś innym. Kurde, bałam się że za mną polezie, ale nie.
A miałam chęć na miły wieczór i być może kopulację....