ritsuko
29.09.10, 09:43
Zastanawia mnie od dawna ten fenomen matki, jako jedynej decydującej o ciąży, dziecku. Nie mówię o przypadkach, kiedy ludzie są w związku i wspólnie podejmują decyzje, ale o takich przypadkach jak:
1) kobieta chce mieć dziecko, więc idzie do łóżka z przypadkowym kolesiem, zachodzi w ciążę, wychowuje szczęśliwie dziecko. Ale jednocześnie okrada w pewien sposób faceta, który to dziecko spłodził przyjmując, że to tylko dawca spermy, poza tym tylu facetów się nie interesuje efektami wpadek, że czemu miałaby przyjmować inaczej?
2) historia przeczytana ileś tam czasu temu- kobieta w stałym związku zaszła w ciążę- nie konsultując zupełnie z ojcem dziecka dokonała aborcji (po czym dalej z nim była, nie było żadnych patologii itp dla wyjaśnienia)
Podobnych historii, gdzie wspólnym motywem jest ignorowanie faktu, że połowa genów dziecka do kobiety nie należy jest pełno. Czemu? Tylko ze względu na te 9 miesięcy, przez które my musimy przejść, a nie on? Bo on "tylko" dał spermę?