Gdy dziecku dzieje się krzywda...

29.09.10, 11:41
Jak reagować? Opszę konkretny przykład, sytuacja miała miejsce wczoraj. Miejsce: przystanek autobusowy pełen ludzi. Osoby: trochę niesforny czterolatek, babcia chłopca. Dzieciak zaczepiał ludzi, ale w sposób bardzo przyjacielski. Babcia, prawdopodobnie zaniepokojona tym "co ludzie pomyślą" zaczęła chłopca uciszać syczeniem, szarpaniem, podszczypywaniem. Malec wyrwał się i pobiegł, w stronę przeciwną do jezdni, opiekunka za nim. Dziecko się przewróciło, babka dała mu klapsa i zaczęła głośno poniżać, że beksa, niegrzeczny, niedobry itp. Kilka obcych osób dołączyło się do tego "linczu".

Jak reagować w takiej sytuacji? Pierwszym odruchem byłoby dla mnie nawrzeszczenie na babę, ale to przecież tylko podsyci jej agresję, ja odjadę, a dzieciak zostanie, ona jeszcze na nim odreaguje. Co Wy robicie? Czy uważacie, że należy interweniować? Ja zdecydowałam się na pogawędkę z dzieciakiem, żeby odwrócić jego uwagę i zaserwować ostry pozytywny kontrast do zachowania agresorów. Po prostu czułam się bezsilna. Czy ja mam jakąś paranoję, że na wielu osobach takie jawne nękanie bezbronnego nie robi jednak większego wrażenia?
    • tytus_flawiusz Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 11:55
      > Czy ja mam jakąś paranoję

      masz. Uratuj siebie, zanim znów będziesz chciała "uratować świat".
    • a_nonima Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 12:00
      Ja zawsze reaguję. Mówię, że to tylko małe dziecko i nie wolno dziecka bić i poniżać. Jestem przez to niepopularna.
      Wśród moich znajomych, rodziny oprócz mnie tylko dwie pary nie biją (wychowawczo) swoich dzieci.
      • montyple Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 12:24
        Hmm... Ciekawe. Ja nie pouczam, to wyzwala zazwyczaj reakcje obronne. Z drugiej strony jestem dość porządnie uspołeczniona i aż mnie korci, żeby reagować. Uważam, że to mnie dotyczy, nie żyjemy przecież na bezludnej wyspie. No i lubię dzieci, nie tylko własne.
    • ritsuko Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 12:07
      Kiedyś w jakimś programie było, że jak się widzi taką sytuację, to trzeba podejść i zapytać o godzinę, drogę, coś co odwróci uwagę od dziecka i uspokoi agresora, nie zaś bezpośrednio mówić o zdarzeniu, bo to dodatkowo podsyca
      • montyple Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 12:25
        O, dzięki :)
      • soulshunter Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 12:34
        Dobra, fajnie, a teraz wyobraz sobie taka sytuacje: babcia szarpie sie ze szczylem ktory sie jej wyrywa w strone ulicy, bo po przeciwnej stronie pan trzyma baloniki na nitkach. Zdegustowana zagadujesz babcie zeby ratowac sytuacje a babci gowniarz sie wyrywa korzystajac z sytuacji i pedzi przed siebie wprost pod nadjezdzajacy autobus. Autobus w miejscu nie stanie, wiec rozpapruje szczyla na asfalcie, jego mozg obryzguje ci buzke, jakas panna wylatuje przez przednia szybe, skreca kark i do konca zycia pozostaje warzywkiem. Jak sie czujesz w takiej sytuacji?
        • wredn.a.malpa Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 13:06
          Jest jednak pewna roznica miedzy zatrzymaniem dziecka wbiegajacego na ulice (i w przypadku bardzo malych dzieci nawet lekkim klapsem majacym zadanie uwarunkowanie pewnych zachowan - na zasadzie psow pawlowa), a wyzywaniu sie na dziecku i ponizaniu go bo jest energiczne.



        • ritsuko Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 13:10
          Eeee proszę babcię o namiary, żeby wysłać rachunek za pralnię po obryzganiu mózgiem dziecka?
          Co wygrałam :)?
          • soulshunter Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 13:14
            Wygrala Pani zestaw dziurek do druszlaka fi 2.5 mm. Gratulujemy
            • ritsuko Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 13:18
              Uuuu kiepściuchno. Szpagetti mi będzie wypadać :/
              • soulshunter Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 13:39
                ale nie ch Pani juz tak nie wybrzydza no, jak pragne zdrowia. Bo juz takie świderki czy muszelki nie przeleco. No co za ludzie, do durszlaka cza im pisac instrukcje opsugi, normalnie no...
                • ritsuko Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 14:07
                  Dobra, to biorę, a co zrobić, żeby jeszcze durszlak w gratisie dostać? Bo już makaron czeka :)
                  • soulshunter Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 14:37
                    upolowac samca i zagonic do roboty zeby na durszlak zarobil :)
          • magikadeczaar Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 17:20
            emenemsy :)
        • a-co-cie-to-obchodzi-kto-ja Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 14:49
          A dlaczego on się tak szarpię, że trzeba go bić od razu ? Błędy wychowawcze rodziców doprowadzają do tego, że dziecko jest niegrzeczne.
    • a_nonima Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 12:51
      Chyba rzeczywiście lepiej zagadać młodego, zająć czymś choć na chwilę.
      • pompeja Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 13:25
        Jak zagadać młodego? Ja myślę, że wściekła babcia mogłaby jeszcze bardziej się zdenerwować. Wyobraź sobie taką sytuację, ciężko będzie wpieprzyć się, by porozmawiać sobie z dzieckiem.
        • montyple Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 13:40
          Nie, nie było z tym problemu. Babcię zamurowało, a młody był w siódmym niebie.
          Zwyczajnie upominał się o uwagę, a ona zamiast z nim pogadać, zainteresować sobą, żeby nie zaczepiał obcych, zaczęła szarpać. Gdy takie sytuacje się powtarzają, dzieciak jest publicznie piętnowany za próbę kontaktu z otoczeniem i nikt nie reaguje albo się przyłącza do linczu, to chyba może skutkować z czasem u niego strachem, niechęcią, a nawet agresją wobec obcych. Więc tak czy inaczej ten problem wróci do mnie, do Ciebie, kogoś znajomego, bliskiego...

          • pompeja Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 13:49
            To jest już całkiem chore, jak obcy linczują dziecko. Moje pociechy czasem rozrabiają na dworze, jednak nie pozwalam na to, by inni mówili do nich, że są niegrzeczni i coś w stylu "ja cię zabiorę od mamy" - całkiem debilstwo.

            O, nowe słowo - debilstwo heh przepraszam, chce się mi spać :P
          • lacido Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 20:58
            montyple napisała:

            > Nie, nie było z tym problemu. Babcię zamurowało, a młody był w siódmym niebie.
            > Zwyczajnie upominał się o uwagę, a ona zamiast z nim pogadać, zainteresować so
            > bą, żeby nie zaczepiał obcych, zaczęła szarpać.

            Ty byłaś tą babcią, że dokładnie wiesz jak było?
            • montyple Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 21:24
              lacido napisała:

              > montyple napisała:
              >
              > > Nie, nie było z tym problemu. Babcię zamurowało, a młody był w siódmym ni
              > ebie.
              > > Zwyczajnie upominał się o uwagę, a ona zamiast z nim pogadać, zainteresow
              > ać so
              > > bą, żeby nie zaczepiał obcych, zaczęła szarpać.
              >
              > Ty byłaś tą babcią, że dokładnie wiesz jak było?
              >
              Boże broń. Piszę, co widziałam. Zauważ, że nie wnikam z jakiego powodu nie odezwała się słowem, ani dlaczego potraktowała chłopca tak, a nie inaczej. Tego nie wiem.
              No, a emocje z twarzy dziecka to naprawdę łatwo odczytać.
    • annataylor Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 13:08
      wiesz, ja też mam ochotę czasem interweniować, ale boję się reakcji mamy/babci/niańki - czasem jak widzę, jak się kobiety wydzierają na dzieciaki to mi uszy więdną. ja tam jestem pozytywnie nastawiona do dzieci, nawet tych najbardziej niegrzecznych - ich wybryki nie biorą się bez powodu
    • berta-live Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 13:23
      Dzwonić na policję albo straż miejską, że jakaś agresywna kobieta wrzeszczy i bije dziecko. Oni będą wiedzieli co robić, a babci może się po takim wydarzeniu na całe życie wdrukować, jak kończy się agresja wobec dziecka.
      • siostra_luka_skywalkera Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 13:43
        Jak trafiam na takie babony jak autorka i parę innych "dopisywaczek", to kiedy próbują się wcinać, sama dzwonię na policję, że jakaś stuknięta baba zaczepia moje dzieci i że pewnie nie tylko moje, bo się tu kręci i - kto wie - może nawet je molestuje. Zgadnijcie, komu wierzą?
        Ale zwykle tylko grożę zadzwonieniem na policję - skutkuje.
        Opisywana sytuacja nijak nie wygląda mi na patologiczną, a autorka czyta za dużo GW. Trzeba odstawić na trochę, to i paranoja przejdzie.
        • paco_lopez Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 14:04
          a najlepsze, ze w ogóle miewasz podobne sytuacje, bo ja wychowuje dwóch chłopców i nigdy ulicznej przechery nie doświadczyłem. opowieści o wrzeszczących i wyrywających się dzieciakach pietrza mi dysonans poznawczy. moi chodza koło mnie jak psy. żeby tam który spazmował poza domem, to ja nie przypominam sobie.
          • dziewczynawitryna Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 14:16
            No patrz, ja też tak myślałam ("o co chodzi tym rodzicom, jak im się tak dzieci awanturują na ulicy, to niechybnie są jakimiś nieudacznikami wychowawczymi") dopóki nie urodził mi się trzeci potomek i nie okazał się egzemplarzem urządzającym uliczne awantury bez mrugnięcia powieką i z byle powodu (np. dostał jedną gałkę loda, a miał chęć na dwie). Zadziwiające, jak trzeźwiąco działa na niego klaps. A dodam, że starsze nigdy klapsów nie dostawały i też się dziwiłam "jak to można klapsa dziecku", niczym Jola Pieńkowska w Dzieńdobrytefałen.
            • berta-live Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 14:41
              A wystarczyło dzieciaka do lekarza zaprowadzić. Bo takie nerwicowe zachowania świadczą o chorobie i wymagają leczenia a nie bicia. Bo to nie chodzi o tą dodatkową gałkę lodów, tylko o to, że w tym dziecku tak skumulowało się napięcie, że wystarczyła głupia kulka lodów, żeby tego psychicznie nie wytrzymał. To tak jak z kimś komu od dłuższego czasu nic się nie udaje, z pracy go wywalili, kredytu nie dostał, nie ma z czego zapłacić rachunków, pies sąsiadów narobił mu na wycieraczkę a żona jeszcze mu podała herbatę w pękniętym kubku. I ten pęknięty kubek to była jedna rzecz za dużo na jego zoraną psychikę i doprowadziła do wybuchu agresji i zrobienia awantury niechlujnej żonie. I jakby ktoś nie znał całego łańcucha przyczynowo skutkowego to mógłby pomyśleć, że źle ułożony mąż o głupi kubek robi awantury bo widać potrzebuje żony karateczki, która by mu wyperswadowała takie zachowania.
              • dziewczynawitryna Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 15:14
                Berta_live, ja wiem, że ty jesteś jak te młode bezdzietne psycholożki albo durnowate nauczycielki-stażystki, co wszystko wiedzą o cudzych dzieciach nie mając swoich - nawiasem mówiąc, to bardzo szkodliwe osoby, które niszczą proces wychowawczy swoimi głupimi, nieżyciowymi teoriami. I ta wiedza (oparta na wielu twoich wypowiedziach na tym forum) każe mi powstrzymać się przed bardziej dosadnym określeniem poziomu mądrości twojej wypowiedzi.
                A młody mój, tu przez ciebie zdiagnozowany, jest na co dzień słodkim, pogodnym dzieckiem, tyle że temperament ma awanturniczy. Po dziadku zresztą.
                • berta-live Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 15:39
                  A najlepiej wszystko wiedzą młode mamuśki, które nie dość, że nie mają ani instynktu macierzyńskiego, ani empatii, ani przyzwoitości. Myślą, że dzieciak jest ich własnością, jego obowiązkiem jest być siad łapa leżeć i że mogą z nim robić co się im zechce. I jedyne co wiedzą, to to co przeczytały w jakiś brukowcowych poradnikach albo zobaczyły w telewizyjnych programach, które są skrojone pod potrzeby agresywnych mamusiek. Więc piętnują jak mogą bezstresowe wychowanie i utwierdzają kobitki w przekonaniu, że są paniami i władczyniami własnych dzieci. Jakby propagowały inne treści to nikt by tego nie kupił ani nie oglądał.
                  A edukacja boli, więc po co sobie zawracać głowę jakimiś podręcznikami psychiatrycznymi czy neurologicznymi. A do lekarza też daleka droga. Lepiej dzieciaka pobić.
                  • dziewczynawitryna Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 15:57
                    A, to przepraszam. Ty jednak masz coś z głową.
                    • berta-live Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 16:05
                      No tak, bo tylko ci co tłuką dzieci są normalni. Bo krzywdzenie młodych to pewnie jakiś instynkt biologiczny umożliwiający przetrwanie gatunkowi.
                • lacido Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 21:03
                  ła sama bym tego lepiej nie ujęła :)
              • pompeja Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 16:24
                Moja droga - dla malucha to nie jest durna kulka lodów, uwierz. Mam pytanie - masz dzieci? Takie dzieci na większość doby, nie na 3h dziennie. Dziecko z temperamentem potrafi urządzić niezły popis o tę kulkę lodów, nie musi być małym psycholem i mieć okropne dzieciństwo ;)
                • berta-live Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 16:36
                  Ale to jest kwesta jakiejś nadpobudliwości a nie wrednego charakteru i nie widzę powodu, żeby je uderzyć. A jak ta nadpobudliwość jest wyjątkowo duża, taka, że utrudnia życie i dziecku i jego otoczeniu, to jest to wskazanie do leczenia. Dzieci też mogą mieć jakieś nerwicowe zaburzenia, nie tylko dorośli. A wbrew obiegowej opinii, zaburzenia psychiczne nie są spowodowane czynnikami zewnętrznymi tylko tym, że mózg delikwenta funkcjonuje tak a nie inaczej.
              • miss.yossarian Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 00:07
                berta-live napisała:

                > A wystarczyło dzieciaka do lekarza zaprowadzić. Bo takie nerwicowe zachowania ś
                > wiadczą o chorobie i wymagają leczenia a nie bicia. Bo to nie chodzi o tą dodat
                > kową gałkę lodów, tylko o to, że w tym dziecku tak skumulowało się napięcie, że
                > wystarczyła głupia kulka lodów, żeby tego psychicznie nie wytrzymał. To tak ja
                > k z kimś komu od dłuższego czasu nic się nie udaje, z pracy go wywalili, kredyt
                > u nie dostał, nie ma z czego zapłacić rachunków, pies sąsiadów narobił mu na wy
                > cieraczkę a żona jeszcze mu podała herbatę w pękniętym kubku. I ten pęknięty ku
                > bek to była jedna rzecz za dużo na jego zoraną psychikę i doprowadziła do wybuc
                > hu agresji i zrobienia awantury niechlujnej żonie. I jakby ktoś nie znał całego
                > łańcucha przyczynowo skutkowego to mógłby pomyśleć, że źle ułożony mąż o głupi
                > kubek robi awantury bo widać potrzebuje żony karateczki, która by mu wyperswad
                > owała takie zachowania.

                na jakiej podstawie sądzisz, że potrafisz zdiagnozować dziecko po opisie jednej sytuacji? żeby było śmieszniej jesteś mądrzejsza od jego matki, mimo że żadnego z nich na oczy nie widziałaś
                a może powiesz mi dlaczego mój kot zrobił się jakiś taki dziwny ostatnimi czasy?
                • pompeja Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 14:57
                  Twój kot przejawia standardowe zachowanie dla ułomniasto kotowiastych zaburzeń jaźni :D
                  Jednak berta opisze ci to dokładniej, z pełną analizą postawionej diagnozy :D
                  • miss.yossarian Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 18:58
                    pompeja napisała:

                    > Twój kot przejawia standardowe zachowanie dla ułomniasto kotowiastych zaburzeń
                    > jaźni :D
                    > Jednak berta opisze ci to dokładniej, z pełną analizą postawionej diagnozy :D

                    tego się właśnie obawiałam.. nie wiedziałam że nie pozwalając mu wejść do kominka wczoraj wieczorem wywołam taki stres i wyryję mu takie bruzdy na psychice :( niech ktoś zadzwoni po opiekę społeczną, nie nadaję się na właściciela kota
    • pompeja Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 13:39
      To straszne z jaką łatwością przychodzi dorosłym poniżanie dzieci. Mówienie do nich, a raczej krzyk o tym, jakie to są okropne..

      Ja wracałam rano z przedszkola i zatrzymałam się przy drzwiach jednego z mieszkań w moim bloku. Możecie uznać to za podsłuchiwanie. Kobieta krzyczała na czteroletnią dziewczynkę, bo ta nie chciała szybciej się ubierać i mogły spóźnić się do przedszkola. Słyszałam: "Zobaczysz, sprzedam cię dziadowi w lesie, zabierze cię i będzie spokój! Ledwo się dzień zaczął, a ja już cię widzieć nie chcę! Jesteś okropna paskudo!" itepe.. Chciałam zapukać, by odwrócić jej uwagę, ale ucichło. Potem powiedziała mi, że jej córka chce się rano jeszcze poprzytulać i to ją denerwuje. No qrwa mać! To wstań pierdoło wcześniej! Ja mam dwoje do ubrania i umycia na śpiocha i wstaję przed 6, by prowadzić po 7, a ona ledwo wyrabia się na 8:30. To straszne, że obrywa się dziecku, które chce rano się wtulić i poleżeć tak. Ta matka nie rozumie, że słowami obraża własne dziecko, człowieka. Do dorosłego nie ma odwagi tak skoczyć, bo nie wypada, bo szacunek, a dzieckiem pomiata w stresujących sytuacjach. Te dziecko przez podkopywanie przez matkę jego wartości nie potrafi wielu podstawowych czynności, przykładowo zrobić siusiu (czyli rozebrać się, usiąść na muszli, oddać mocz, wytreć się i ubrać) czy czasem wypić ze szklanki. To okropne!

      Z moich znajomych tylko trzy matki naprawdę szanują swoje dzieci. Reszta leci tekstami jak popadnie. Powtórzę się - to okropne!
      • montyple Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 13:47
        Masakra :(
        Dobrze, że napisałaś o szacunku. Właśnie chciałam o tym wspomnieć.
        Większość rodziców czasem nerwy poniosą, ale żeby do tego stopnia i z takich powodów? Poza tym, ja zwykle dziękuję, kiedy mnie poniesie i ktoś zwróci uwagę. Wiadomo: zmęczenie, złe nawyki, chwilowa słabość... Jesteśmy tylko ludźmi. Ale żeby usprawiedliwiać takie zachowania albo traktować jako normę?
    • paco_lopez Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 13:56
      nie tylkoo ty. ja mam ochotę rozdawac kopniaki mamusiom sztorcującym swe dzieci publicznie. robią to czego same by sobie nie życzyły . najbardziej lubie jak dziecko jedzie w wózku i płacze a matka go ucisza. w ogóle nie rozumiem czemu ludzie tak alergicznie raguja na płacz dzieci. z mojego dośwadczenia jak się zastosuje mieszanke akceptacji i obojetności, to dzieciak przestaje płakać w ciagu minuty, a nagięte zamykanie mu buzi perswazją daje eskalację histerii. wszystkie dzieci płaczą.
      • tytus_flawiusz Boże, Boże jacy tu wszyscy politycznie poprawni 29.09.10, 14:03
        nowocześni, postępowi i światli... niczym junacy w 1945... tylko dlaczego to w tych postępowych i "mondrych" czasach dochodzi do takich zachowań tych bezstresowo i bez agresji wychowanych dzieci, o których w czasach okrucieństw nikt nie słyszał. Vide kosze na głowie nauczycieli, 13-letnie nożowniczki w gimnazjum, czy chociażby najświeższy kwiatek
        • paco_lopez Re: Boże, Boże jacy tu wszyscy politycznie popraw 29.09.10, 14:16
          a skąd ty wiesz jak był chowany ten od kosza na głowie nauczycielki??? to sa własnie durne pojęcia, że jak po dupie nie lejesz, to idiote wychowasz. dziecko wychowuje się przez przykład. dziecko debila bardzo często zostaje debilem. sytuacje w których jest ponizany reprodukuje dalej w swoim środowisku. nikt nie zna życiorysu nożowniczki do momentu nożowania. dzieci których się nie sztorcuje z byle powodu chodzą za rodzicem jak psy za panem. w czasach okrucieństw nikt nie słyszał, bo okrucieństwo było takie, ze o wybrykach dzieci nie było juz co wspominać. przeczytasz o jednym wypadku i montuje ci sie, że to powrzechne i, ze zaraz trzeba dzieci pasem dyscyplinować, bo inaczej kosze pozakładają nauczycielom.
          • tytus_flawiusz Re: Boże, Boże jacy tu wszyscy politycznie popraw 29.09.10, 14:22
            pytanie jest proste. Dlaczego to w tych "światłych" czasach, narasta wśród smarkaczy, agresja, chamstwo, bezczelność, bezwględność i tego typu zachowania.
            Dlaczego te "nowoczesne" metody przynoszą gorsze skutki niż "zacofane".

            I żeby Ci ułatwić, żebyś nie musiał teoretyzować indywidualnie piję do rozkładu normalnego Gaussa. Bo dragi, agresja w szkołach, na "dzielniach" (wbrew Twemu zaklinaniu rzeczywistości) nie są przypadkami jednostkowymi tylko powszechnymi.
            • paco_lopez Re: Boże, Boże jacy tu wszyscy politycznie popraw 30.09.10, 10:05
              ale oczywiście nie zastanawiasz sie nad tym kto i jak wychowywał nozowniczki i wydaje ci sie ze to dzieci "bezstresowo" wychowane. przypuszczam że wątpie. nie teoretyzuje, bo wychowanie ćwicze obecnie od ośmiu lat. gdybym miał podac zasadniczą przyczynę agresji u dzieci, to szukałbym jej w agresji domowników. a wśród zachowań agresywnych najcześciej znajdują się wrzaski , niekontrolowane awantury, poszturchiwania itp. twoje założenie, ze dzisiejsze dzieci sa bardziej agresywne i aroganckie niż dzieci z lat ubiegłych jest typowym narzekaniem "na dzisiejsza" młodzież, która zawsze jest gorsza od wczorajszej. a jacy są dorośli dzisiejsi ??? banda wujków samo zło,banda krzyżowców, banda krawciarzy, banda prostytutek i alfonsów - oni tez mają dzieci. myślisz że te ćwierć ku... i półku... , to głaszczą swe piociechy po główkach od rana do wieczora ??
        • berta-live Re: Boże, Boże jacy tu wszyscy politycznie popraw 29.09.10, 14:35
          Dawniej to media nie zawracały sobie głowy takimi rzeczami, więc ludziska nie miały pojęcia o tym co się dzieje w szkołach. Szkoły też starały się nie obnosić z tego typu ekscesami. A własnych wybryków na ogół się nie pamięta. Poza tym uważano, że dzieci mają to do siebie, że się leją i są agresywne. Jak doszło do jakiejś scysji, to co najwyżej ktoś delikwentowi paskiem po tyłku przejechał i za 5min nikt nie pamiętał o sprawie. Jak się sprawa powtarzała to miał co najwyżej obniżoną ocenę ze sprawowania. W ostateczności delikwenta przenosili do innej klasy lub szkoły. A teraz robi się z tego sensację.
          • tytus_flawiusz Re: Boże, Boże jacy tu wszyscy politycznie popraw 29.09.10, 14:40
            > A teraz robi się z tego sensację.

            i nic po za tym... bo nie wolno :-)
            • berta-live Re: Boże, Boże jacy tu wszyscy politycznie popraw 29.09.10, 14:46
              Ale dawniej nawet tej sensacji się nie robiło, bo ludzie mieli to w dupie. Niczego innego też się nie robiło. A agresja była od przedszkoli. nawet w piaskownicach dzieciaki okładały się łopatkami po głowach i nikt na to nie reagował. A przemoc wobec dzieci miała jedynie za zadanie pomóc rodzicom odreagować stresy dnia codziennego. Bo praca, bo kolejki, bo sprzątanie i gotowanie, a tu jeszcze bachor się plącze pod nogami i czegoś chce.
              • tytus_flawiusz Re: Boże, Boże jacy tu wszyscy politycznie popraw 29.09.10, 14:55
                > Niczego innego też się nie robiło.

                NIEPRAWDA
                "faceci zawsze znajda powód, żeby się napie...ć". Z tym, że kiedyś decydując się na pójście po bandzie, na pobłażanie czy brak reakcji nie mogłeś liczyć. W najlepszym, przypadku to przytoczone przez Ciebie paskiem przez tyłek. Innymi słowy, nikt się nie patyczkował - chciałeś zakozakować, to trzeba było mieć jaja, trochę rozumu i charakteru.
                Teraz wystarczy być być zwykłym chamskim, bezczelnym, rozpuszczonym bachorem. Bo jest się bezkarnym.

                Chcesz mnie przekonać, że tego typu agresja. Była na porządku dziennym
                • berta-live Re: Boże, Boże jacy tu wszyscy politycznie popraw 29.09.10, 15:03
                  No pewnie, że była na porządku dziennym. Nikt na takiego bandziora policji, czy w zasadzie milicji nie napuścił. Istniało przekonanie, że skoro tym razem tylko na pobiciu się skończyło, to jak się to zgłosi odpowiednim służbom, to one i tak nic nie zrobią, a młodociane bandziory na drugi raz delikwenta zabiją. Każde dziecko wiedziało, że jak jest słabe, nie ma poparcia własnej grupy agresywnych kumpli, nie potrafi się bić ani szybko uciekać, to ma nie podskakiwać silniejszym od siebie, ładnie się do nich uśmiechać i częstować cukierkami.
                  • tytus_flawiusz Re: Boże, Boże jacy tu wszyscy politycznie popraw 29.09.10, 15:12
                    > No pewnie, że była na porządku dziennym.

                    taaaa... i blokersi też byli.... i po liceach ludzie latali z nożami.... i demolowali gabinety dyrektorów... i zakładali nauczycielom kosze na głowie .... i galerianki były na porządku dziennym.... i "słoneczko" też....... pewnie możesz przytoczyć jakieś konkretne przykłady. Najlepiej z jakichś "mondrych" współczesnych książek, poruszających te tematy. Bo jak Cie czytam, to nie wierzę byś mogła tamten okres pamiętać.

                    Rozumiem, że wychodzisz z założenia, że kłamstwo tysiąc razy powtórzone staje się prawdą
                    • berta-live Re: Boże, Boże jacy tu wszyscy politycznie popraw 29.09.10, 15:25
                      Po liceach nie latali, ale po zawodówkach tak. I to nie dlatego, że byli lepiej wychowani, tylko dlatego, że liceach była selekcja. W takim Krakowie było prawie 200 podstawówek a tylko 16 liceów. Teraz mamy niż, więc połowę podstawówek zamieniono na gimnazja a liceów jest z 50 jak nie więcej.

                      Osoba, która miała na świadectwie więcej niż trzy dostateczne, dostawała negatywną opinię ze szkoły, że nie nadaje się do dalszego kształcenia na poziomie średnim ogólnokształcącym. A mowy nie ma, żeby taki blokers biegający po osiedlu z maczetą miał dobre oceny. Jeszcze 20 lat temu nawet nie miał co marzyć o czymś innym niż zawodówka. Bo nawet technika miały swoje renomy i nie było się łatwo do nich dostać. I to jeszcze jakaś najgorsza zawodówka, bo te kształcące w dobrych zawodach też były oblegane. A podstawówkę kończyło się w wieku 15 lat, wcześniej w wieku 14, więc ci, którzy teraz chodzą do obowiązkowych gimnazjów w dawnych czasach byliby już dawno posegregowani i lepsza młodzież byłaby oddzielona od gorszej.

                      A jak delikwent się nie uczył, to w dniu 18 urodzin dostawał zaproszenie nie do odrzucenia i na 2 lata szedł do woja. Bo nikomu sie nie opłacało pomagać mu w wymigiwaniu się od służby wojskowej, bo tyle rodzina i sąsiedzi mieli spokoju co go nie było. A po powrocie od razu się żenił i szedł do pracy. A teraz to nawet armia takich nie chce.
                      • tytus_flawiusz Re: Boże, Boże jacy tu wszyscy politycznie popraw 29.09.10, 15:32
                        dziękuję za retrospekcje, powracam do pytania: dlaczego "lepsze" metody przynoszą dramatycznie gorsze wyniki

                        policyjni.gazeta.pl/Policyjni/1,91152,8360214,Co_potrafia_zmalowac_13_latki.html
                        • berta-live Re: Boże, Boże jacy tu wszyscy politycznie popraw 29.09.10, 16:00
                          Nie wiem dlaczego uparcie nie potrafisz zauważyć, że dawniej była inna definicja nieletniego przestępcy. Że dawniej milicja nie zajmowała się wybrykami młodzieży, bo uważano, że od tego jest szkoła i rodzice. Dopiero jak delikwent kogoś zamordował albo związał się z jakąś zorganizowaną grupą przestępczą to była to podstawa do interwencji. I tak było na całym świecie. Trend, że młodzież to musi być ęą i nawet jak jeden drugiego zwyzywa to powinien iść na dywanik do dyrekcji, to wymysł ostatnich 20, góra 30lat. A najwięcej na tym cierpią małe dzieci. Bo najpierw pokazuje się sceny z rozrabiającymi gimnazjalistami a potem wchodzi jakaś superniania i opowiada o szkodliwości bezstresowego wychowania i radzi jak skutecznie dręczyć 2-latka. Bo oczywiście gimnazjaliście to może nastukać, skoro jest większy i silniejszy,
                  • tytus_flawiusz a jeśli fakty temu przeczą... 29.09.10, 15:15
                    ... tym gorzej dla faktów, prawda ?

                    wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,8363107,Doroslych_przestepcow_coraz_mniej__nieletnich_coraz.html
                    • berta-live Re: a jeśli fakty temu przeczą... 29.09.10, 15:31
                      A jakie są statystyki sprzed 20 albo 30 lat? I jaka jest definicja przestępcy? Co trzeba zrobić teraz, żeby zyskać to miano i co trzeba było zrobić dawniej? Czy dawniej milicja równie chętnie przyjmowała takie zgłoszenia jakie dzisiaj przyjmuje rutynowo. Czy dawne organy ścigania i sądownictwo równie chętnie zajmowało się takimi rzeczami jakimi zajmuje się dzisiaj.

                      Dawniej jak jeden uczeń zrzucił drugiego ze schodów, tak że ten drugi skończył na pogotowiu z rozwaloną głową a potem jeszcze kilka dni spędził w szpitalu na obserwacji, to kończyło się na wpisaniu uwagi do dzienniczka agresora. Dzisiaj byłaby zawiadomiona prokuratura a delikwentowi groziłby poprawczak. I wszystkie gazety lokalne by to opisywały.
                      • tytus_flawiusz Re: a jeśli fakty temu przeczą... 29.09.10, 15:36
                        > A jakie są statystyki sprzed 20 albo 30 lat?

                        Mogą być sprzed 10-ciu ?

                        Przykładowo liczba dziewcząt poniżej 16. roku życia, podejrzanych o bójki i pobicia wzrosła w ciągu 10 lat, od 1999 r. do 2009 r., o 169 proc


                        rozumiem, że policja kłamie, prasa kłamie, wszyscy kłamią. Oczy nas zwodzą, uszy oszukują
                        • berta-live Re: a jeśli fakty temu przeczą... 29.09.10, 15:41
                          Ale to są dane dotyczące zgłoszonych spraw, które policja przyjęła. Jeszcze raz powtarzam, dawniej nikt nie zawracał sobie głowy angażowaniem policji w bójki nieletnich.
                          • tytus_flawiusz Re: a jeśli fakty temu przeczą... 29.09.10, 15:46
                            > w bójki nieletnich.

                            bójki ?. Widać pojęcie "bójka" też ewoluuje :-) Ech ten modny relatywizm
                            • berta-live Re: a jeśli fakty temu przeczą... 29.09.10, 15:52
                              I gwarantuję ci, że jeszcze 10 lat temu pies z kulawą nogą by się tym nie przejął.
                              • trypel Re: a jeśli fakty temu przeczą... 30.09.10, 08:23
                                sorry Berta ale pierdz*elisz....
                                Porównując wspomnienia z pracy nauczycielskiej mojej babci (lata 45-70), ciotki (65-90) i jej córki a mojej kuzynki (90-obecnie) niezaleznie od statystyk policyjnych (szkoła podstawowa) widać wzrost agresji, brak jakichkolwiek hamulców już u 10-12 latków. Dość powiedzieć że moja kuzynka dostała już parę razy od ucznia (raz w żołądek pięścią - reakcja rodziców - bo on nadpobudliwy jest i nie można go stresować), u babci najgorszy rozrabiaka to był ten co przeklinał na przerwie albo palił papierosy..., podobnie u ciotki tyle że tam już zdarzały sie bójki na przerwach MIĘDZY uczniami bo nauczyciel do czasów wspólczesnych bym nietykalny.
                                • berta-live Re: a jeśli fakty temu przeczą... 30.09.10, 13:41
                                  Szkoła szkole nie równa. I współcześnie są szkoły, gdzie nikt się nie bije nawet po lekcjach na podwórku. Są i takie gdzie jest nagromadzenie patologii. A co do tej nietykalności nauczyciela, to ja z opowieści rodzinnych słyszałam o przywaleniu nauczycielce przedwojennej szkoły podstawowej przez ucznia. I też go nie wywalili, skończyło się dywaniku u dyrektora i plotkach w całym miasteczku. A agresywni uczniowie byli zawsze, tylko tak jak cały czas powtarzam, dawniej wszyscy mieli to w głębokim poważaniu. Słabeusz wiedział, że pies z kulawą nogą się za nim nie wstawi, więc nawet nie ma co skarżyć, musi się uczyć unikać zaczepek. Silniejszy w związku z tym nie był prowokowany przez przynajmniej tą część uczniów, która miał instynkt samozachowawczy. A nauczyciele udawali, że o niczym nie wiedzą. Podobnie jak i rodzice.
                                  • trypel Re: a jeśli fakty temu przeczą... 30.09.10, 14:01
                                    sorry ale żyjesz w innym świecie.
                                    Dla mnie własnie dawniej w poważaniu takiego zachowania nikt nie miał tylko tępił je tak surowo jak mógł. I to było dobre.

                                    I też uważam że tzw bezstresowe wychowanie skutkuje takim a nie innym zachowaniem dzieciaków od podstawówki poczawszy.
                                    • berta-live Re: a jeśli fakty temu przeczą... 30.09.10, 14:14
                                      Nie żyję w innym świecie, tylko w takim samym. Dzieci to dzieci a młodzież to młodzież. Bez względu na czasu zawsze się zachowywała tak samo. Zawsze miała złą opinię i zawsze wszyscy na nią narzekali i zawsze zawód nauczyciela był uważany za mocno niewdzięczny i zawsze wszyscy tym ludziom współczuli. Zmienia się tylko reakcja na wybryki młodocianych. To co dawniej było uważane za drobną uciążliwość, teraz ma rangę przestępstwa. To na co dawniej pies z kulawą nogą by nie zwrócił uwagi, teraz ląduje w prokuraturze i na pierwszych stronach gazet. Co więcej, dzięki tej całej medialnej propagandzie antyprzemocowej, nawet sama młodzież stała się bardziej wyczulona na pewne sprawy. Dawniej jakby nastolatek poszedł naskarżyć na kolegę, że ten go popycha i przezywa, to zapewne usłyszałby, żeby nie zawracał głowy i przestał na tamtego zwracać uwagę. A teraz byłaby afera i pogadanka a tamten awansowałby na klasowego bandziora. Nie mówiąc o tym, że dawanie oficjalnego przyzwolenie do egzekwowania swoich praw faktycznie może doprowadzić do eskalacji agresji zamiast rozwiązać konflikt.
                                      • trypel Re: a jeśli fakty temu przeczą... 30.09.10, 14:21
                                        ja chodziłem do podstawówki w świecie gdzie nauczyciel był nietykalny. Dzielnicowy za ucho przyprowadzał wagarowiczów a pójscie na wagary w pierwszy dzień wiosny oznaczało dzień siedzenia w parku bo na ulicy nawet obcy ludzie zaczepiali pytając czy nie powinnismy być w szkole a człowiek był nauczony szacunku do dorosłych i nie potrafił odpowiedzieć "wal sie na ryj"
                                        Teraz jak zwracam uwagę szczylowi w wieku lat 10 że np tłucze butelki na ulicy no zazwyczaj słyszę odpier*ol się. Jesli to dla Ciebie taki sam świat to widać żyłem na haju całe dzieciństwo i powinienem spytac rodziców co mi do jedzenie dosypywali.
                                        • berta-live Re: a jeśli fakty temu przeczą... 30.09.10, 14:38
                                          Jak tak, to faktycznie w innym świecie żyjemy. A w zasadzie żyliśmy, bo ja nieco inaczej pamiętam swoje młode lata i swoich kolegów.

                                          Poza tym czym innym jest przyprowadzenie za ucho wagarowicza do domu a czym innym poinformowanie o sprawie opieki społecznej, sądu rodzinnego i faktu przy okazji.
                          • sweet_pink Re: a jeśli fakty temu przeczą... 30.09.10, 10:25
                            Chyba żartujesz?
                            13 lat temu jak byłam w liceum to w Warszawie (nie wiem jak w innych miastach) była "akcja małolat" dzięki której kontakty z policją to była codzienność większości młodzieży. Natrafienie na patrol w godzinach nauki szkolnej lub po godzinie 22 zawsze kończyło sie wylegitymowaniem i nie rzadko powiadomieniem rodziców/szkoły. Legitymowali notorycznie...za poruszanie się głośną chałastrą, za jeżdżenie windą w metrze, za wyczynowe popisy na desce ect. Między nami gó...arzami mówiło się, że jak 3 razy Cię spiszą to masz już kartotekę.
                            Jedyne bójki jakie uchodziły na sucho to jak się dwóch panów umówiło na solówkę, ale tylko dlatego że było oczywiste że zgodnie wstawią kit że boks sobie razem trenowali albo że to takie powitanie. Przy innych ekscesach policja była w mniej niż 3 minuty, bo w pobliżu szkoły zawsze się szwendał jakiś patrol, przy czym często być nie musieli, bo nawet najgorszym szkolnym mendom nie spieszyło się ani do prac społecznych, ani do bycia wyrzuconym ze szkoły (nikt sie nie obzieleniał jak były z Tobą kłopoty to zaliczałeś 3 szkoły w roku, a na koniec lądowałeś w sos). Szkoły dbały o dobre imię i jak się coś działo to zwyczajnie nic nie miało prawa wyciekać do prasy, a my nie czuliśmy się tak bezkarni by się swoimi wyczynami chwalić (no i też nie było taki możliwości globalnego chwalenia się). Do tego pedagodzy nie bali się angażować i z kijem stać. Moja dyra miała 20 klas po 35 osób i trzeba było naprawdę się bardzo postarać, by nie pamiętała Cię z nazwiska, albo nie wiedziała w której knajpie w piątek browar pijesz.
                            • berta-live Re: a jeśli fakty temu przeczą... 30.09.10, 13:26
                              I 13 i 30 lat temu nauczycielom za mało płacili, żeby ci się w cokolwiek angażowali. Zdarzali się jacyś aktywiści ale to były jednostki. I teraz też się zdarzają. I zarówno dawniej jak i teraz zdarzali się uczniowie degeneraci. A policja to może i spisywała, ale za głębokiej komuny, głównie uczniów, którzy na wagary do kina chodzili. Podobno pod kinami w czasie seansów porannych były łapanki. Wszystko ok, tylko, że młodociany bandzior do kin nie chadza, bo ma nieco inne zainteresowania.

                              Ja też chodziłam do liceum kilkanaście lat temu, a jeszcze wcześniej do podstawówki. I była grupa osób chadzających na ustawki, byli kibice i były osoby toczące regularne walki z mieszkańcami innych osiedli. O drobnych bójkach miedzy kolegami i koleżankami to nikt nawet nie wspominał, bo to mało sensacyjne było. Do tej samej kobiety co ja, chodził na angielski chłopak, który regularnie opuszczał te lekcje bo jechał na ustawkę. Oficjalnie, dzwonił wcześniej, że nie przyjdzie i mówił dlaczego. A potem przychodził poobijany. I wyobraź sobie wszyscy o tym wiedzieli i wszystkim wydawało się to śmieszne a nie straszne. Nikt nie zawiadomił ani policji, ani opieki społecznej ani niczego innego. Nawet do głowy nikomu nie przyszło, że może by trzeba. I chłopak nie z jakiejś patologicznej rodziny, bo patologiczne nie fundowały dzieciom prywatnych lekcji języków obcych.
                              Jak się wybierałam do LO, to wychowawczyni oficjalnie mówiła rodzicom na wywiadówce, do których szkół dobrze posłać dzieciaki a do których nie i co się dzieje w szkołach, które nie polecała.

                              Generalnie uważa się, że za komuny było bezpieczniej, bo pełno było patroli milicyjnych a gazety rzadko kiedy pisały o przestępstwach. Taka była polityka rządu.
                              • sweet_pink Re: a jeśli fakty temu przeczą... 30.09.10, 13:51
                                Jaka komuna na litość!!
                                Tytus pisał o latach od 1999, komuna upadła 10 lat wcześniej!
                                Ja pisałam o latach 1995-1999...akcja małolat chyba była 1996. I moja pamięć o tamtym okresie jest inna niż Twoja. Ja miałam kumpla który za długie hery i ramoneske był legitymowany co najmniej raz w miesiącu. Sąsiad awanturnik i kibol regularnie zaliczał dołek. Owszem były szkoły skupiające "bydło" przed którymi się ostrzegało (o bardzo niskim poziomie nauczania i z których już ciężko było wylecieć) i tam policja regularnie składała odwiedziny (mam kuzyna co był problemowy i do takich szkół chodził). Nawet jeśli za tym wszystkim nie szły akcje resocjalizacyjne czy pomocowe, to moim zdaniem poziom rejestrowania patologii był zbliżony do dzisiejszego, a już na pewno nie był tak drastycznie niższy by wyjaśnić wzrost przemocy o 169%.
                                • berta-live Re: a jeśli fakty temu przeczą... 30.09.10, 14:34
                                  I myślisz, że teraz nikogo nie spisują i policja do szkół nie chadza? Problem jest taki, że dzisiaj robi się afery z tego na co dawniej nikt by uwagi nie zwrócił. A do tego dochodzi jeszcze wydłużony okres obowiązkowej edukacji. Takie staruchy jak dzisiaj chodzą do gimnazjów, dawniej byłyby już dawno podzielone i porozmieszczane w lepszych i gorszych szkołach. Część pewnie w ogóle przestałaby się uczyć. Dawniej szkołom ponadpodstawowym nie zależało na utrzymywaniu niesfornych uczniów za wszelką cenę. Wywalili delikwenta i nikt sobie nim więcej głowy nie zawracał. Teraz się trzyma do oporu. Jeśli chodzi o podstawówki, to były to osiedlowe szkoły. A ludzie przydziały na mieszkania dostawali odgórnie i rzadko kiedy ktoś się ich pytał gdzie chcieliby mieszkać. W związku z tym na osiedlu była i patologia i pracownicy akademiccy. A co za tym idzie w klasie rzadko kiedy było skupisko patologicznej młodzieży. Jak się trafiło 2-3 sprawiających kłopoty to góra. I ta garstka nikomu nie imponowała i nie pociągnęła za sobą reszty klasy. Łatwiej było ich spacyfikować. Teraz kto żyw to przeprowadza się do "apartamentów" albo posyła dzieci do prywatnych szkół. I robią się enklawy, gdzie w klasie jest 70% młodzieży z patologicznych rodzin. Tego to by nawet przedwojenny belfer z trzcinką nie ogarnął.

                                  > Jaka komuna na litość!!
                                  > Tytus pisał o latach od 1999, komuna upadła 10 lat wcześniej!
                                  > Ja pisałam o latach 1995-1999...akcja małolat chyba była 1996.

                                  Ja mówię o polowie lat 90, bo wtedy chodziłam do liceum i o drugiej połowie lat 80, bo wtedy chodziłam do podstawówki. Wcześniejszej komuny nie pamiętam, ale z tego co wiem, to naprawdę milicja robiła naloty pod kina.
        • a-co-cie-to-obchodzi-kto-ja Re: Boże, Boże jacy tu wszyscy politycznie popraw 29.09.10, 14:54
          Ta, kiedyś panie dzieci niegrzecznych nie było ;) To skąd się wziął Dyzio w Ludziach Bezdomnych, skoro takich dzieci rzekomo nie bywało. A jeśli ktoś nie znana innych metod wychowaczych niż "beztresowe" lub bicie, to współczuje jego przyszłym/obecnym dzieciom.
          • tytus_flawiusz Re: Boże, Boże jacy tu wszyscy politycznie popraw 29.09.10, 14:56

            > Ta, kiedyś panie dzieci niegrzecznych nie było ;)

            zawsze były. Tylko pajdokracji nie było
            • berta-live Re: Boże, Boże jacy tu wszyscy politycznie popraw 29.09.10, 15:08
              Czyżbyś był jedną z tych osób, które uwazają, ze jak czegoś fakt nie napisze, to to coś nie miało miejsca? ;)
              • tytus_flawiusz Re: Boże, Boże jacy tu wszyscy politycznie popraw 29.09.10, 15:12

                > Czyżbyś był jedną z tych osób, które uwazają, ze jak czegoś fakt nie napisze, t
                > o to coś nie miało miejsca? ;)

                skończyły się "argumenty" zaczynamy "argumentować" ad personam ?
        • montyple Re: Boże, Boże jacy tu wszyscy politycznie popraw 29.09.10, 15:32
          Co właściwie próbujesz powiedzieć? Że jedyną metodą zapanowania nad dziećmi jest zastraszenie?
          Czasy się zmieniły, tylko my jeszcze nie. Wiedza pedagogiczna jest na wyższym poziomie, ale z praktyką na razie tak sobie. Skutki dekad czarnej pedagogiki nie pójdą w niebyt z dnia na dzień.
          Twoja postawa wydaje mi się bardzo mało konstruktywna, bo właściwie ograniczasz się do narzekania na "dzisiejszą młodzież".
          • tytus_flawiusz Re: Boże, Boże jacy tu wszyscy politycznie popraw 29.09.10, 15:40
            > Czasy się zmieniły, tylko my jeszcze nie.

            frazes

            > Wiedza pedagogiczna jest na wyższym poziomie, ale z praktyką na razie tak sobie.

            kabaret, "mamy świetną teorię tylko w praktyce się nie sprawdza"
            • montyple Re: Boże, Boże jacy tu wszyscy politycznie popraw 29.09.10, 16:10
              Sprawdza się, sprawdza. Tylko trzeba umieć zastosować.
              • lacido Re: Boże, Boże jacy tu wszyscy politycznie popraw 30.09.10, 21:10
                to tak jakby jedna metoda uczenia się byłą dobra dla wszystkich

                dla jednych się sprawdza a u innych nie, przykładem może być jak to dzieci z jednej normalnej rodziny, wychowane w takich samych warunkach nie wszystkie "wychodzą na ludzi"
      • lacido Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 21:07
        paco_lopez napisał:
        z mojego dośwadczenia jak się zas
        > tosuje mieszanke akceptacji i obojetności,

        łał cudotwórco poradź jakim cudem to się da pogodzić?

        to dzieciak przestaje płakać w ciagu minuty, a nagięte zamykanie mu buzi perswazją daje eskalację histerii. wszystkie dzieci płaczą.

        ilu tych dzieci doświadczyłeś?
    • sweet_pink Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 13:59
      Ja powiem szczerze, że nie wiem co się powinno robić. Ja notorycznie w zbiorkomie widuję dzieci przesadnie sztorcowane, aż nie wiem skąd mit że się dzieci beztresowo chowa. Nie widuję szarpania, ale cały czas strofowanie "nie maluj palcem po szybie, nie zadawaj pytań, nie baw się czapką, nie machaj nogą, bądź cicho" często to wszystko przyprawione obelgami (ton zazwyczaj na poziomie normalnej rozmowy). Zazwyczaj po około 10 minutach młodsze dzieci wybuchają i jest płacz i wrzask i mama która nadal kulturalnym tonem "przestań zachowywać się jak upiorny bachor".
      Ja zazwyczaj wtedy uśmiecham się do dziecka, maluje palcem na szybie..często wtedy dziecko się na mnie zagapia i jest spokój...ale raz zostałam zwyzywana od nienormalnych za uśmiechanie się do dziecka.
      btw z tym uśmiechaniem to świetny patent na ryczące maluchy, zazwyczaj mama jest zdenerwowana i ciężko jej się uśmiechnąć, a dzieci o ile poziom nieszczęścia nie jest dramatyczny zazwyczaj się oduśmiechają i za chwilę nie pamiętają o tym że miały ryczeć.
    • a-co-cie-to-obchodzi-kto-ja Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 14:59
      montyple napisała:

      > Dzieciak zaczepiał ludzi, ale w sposób bardzo przyjacielski. Babcia,
      > prawdopodobnie zaniepokojona tym "co ludzie pomyślą" zaczęła chłopca uciszać s
      > yczeniem, szarpaniem, podszczypywaniem.
      To ci skuteczne metody. Nie dziwota, że dzieciak zwiał.

      >Malec wyrwał się i pobiegł, w stronę pr
      > zeciwną do jezdni, opiekunka za nim. Dziecko się przewróciło, babka dała mu kla
      > psa i zaczęła głośno poniżać, że beksa, niegrzeczny, niedobry itp. Kilka obcych
      > osób dołączyło się do tego "linczu".
      Babcia sobie z dzieciakiem nie radzi, a ludzie głupie. Wtrącac to się można, jak ktoś mocny w gębie i nie przejmuje opinią, bo inaczej samemu się dostanie.
    • zonka77 Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 15:28
      No cóż - mam mieszane uczucia. Co do syczenia poniżania, szarpania czy szczypania to beznadzieja i bezsens.
      Co do klapsa za ucieczkę to niestety ale potrafię zrozumieć. Masz dzieci? Ja mam. Moja młodsza (2 latka) ostatnio znalazła sobie zabawę - wyrywanie się i uciekanie. Chowanie się np w sklepie. Po ostatniej akcji kiedy schowała mi się pomiędzy ubraniami w H&M (uciekła mi w czasie kiedy odwróciłam się aby podnieść zabawkę którą rzuciła na ziemię - trwało to jakieś 3-4 sekundy) miałam ochotę ją przywiązać do wózka. Szukało jej pół sklepu a ja byłam przekonana że ktoś mi dzieciaka zabrał i więcej jej nie zobaczę. Tak moja wina - nie powinnam się odwracać na te kilka sekund, powinnam ją za łapę przytrzymać. Ale to był pierwszy taki numer w jej wykonaniu - że schowała się i nie odzywała mimo że doskonale mnie musiała słyszeć (moje i nie tylko moje nawoływania po imieniu)

      Za wyrwanie się po raz kolejny na ulicę zerwała po prostu w końcu klapsa w tyłek. Na spokojnie - nie ze złości. Powiedziałam że jeśli jeszcze raz tak zrobi do dostanie klapsa, zrobiła, dostała i już nie robi. Ogólnie dostała już kilka klapsów, m.in za kręcenie kurkami (raz zorientowałam się jak mi się patelnie w piekarniku poprzekładane papierami zaczęły palić bo mała włączyła piekarnik) Po wielu jasnych komunikatach że nie wolno dostała dosyć mocnego klapsa (oczywiście nie w pupę bo to niebezpieczne a w udko) i przestała kręcić kurkami.
      Osobiście uważam że z dzieckiem z którym można się sensownie dogadać klapsy są nieporozumieniem. Ale taki 1,5 roczniak czy dwulatek nie jest partnerem do dyskusji, opowieści umoralniających i nie jest w stanie zrozumieć zagrożenia. Za to zrozumie że jak coś zrobi to może zarobić klapsa który jest nieprzyjemny. Jak mały piesek. Tak - celowo to piszę bo niektórym wydaje się że z dwulatkiem można dywagować bądź pilnować non stop 24h na dobę łazić krok w krok i odwracać uwagę . U mojej starszej tak działało - wystarczyło jej coś fajnego pokazać/dać/zainteresować i zapominała o tym o czym miała zapomnieć. U młodszej jest tak że jak postanowi się wyspinać po meblach tak wysoko że jak zleci to się zabić może to będzie próbować i próbować. Za to też w końcu dostała klapsa i przestała się spinać. Taka ze mnie zła matka. Ale pocieszające jest to że po tych paru nauczkach moja rozrabiara już dosyć dobrze łapie że w domu rządzę ja i mój mąż a nie ona. I jeśli mówię że czegoś nie wolno - znaczy że nie wolno. więc jeśli po kilku upomnieniach dalej robi swoje pada pytanie czy chce karę (musi iść do pokoju i siedzieć w karnym miejscu chwilkę, bardzo tego nie lubi) zazwyczaj samo przypomnienie o karze wystarcza. Jeśli nie wystarcza i kara nie wystarczy i będzie konieczny klaps - to klapsa dostanie.
      Zaznaczam - nie wymagam od niej aby była cicha grzeczna jak aniołek i chodziła jak zegarek. Musi wiedzieć że nie może robić rzeczy niebezpiecznych - wyrywać się na jezdnię, uciekać i chować się w sklepie, kombinować z kuchenką, spinać się po meblach. Pozwalam jej być normalną żywiołową dwulatką ale w niebezpieczeństwie wolę klapsa niż spalony kiedyś dom lub dzieciaka rozjechanego na ulicy (nie mogę jej cały czas w wózku trzymać - ona nie chce w wózku siedzieć a jest naprawdę silna i potrafi się w ciągu sekundy wyrwać i dać nura na jezdnię i nie wiem skąd te pomysły, nikt jej tego nie pokazał. Po prostu lubi uciekać, chować się - sprawia jej to radochę. Ale musi wiedzieć że to może robić w domu/ogródku ale nie na ulicy. I czasem jedynym sposobem na uzyskanie posłuszeństwa jest ten nieszczęsny, wyolbrzymiony przez media do granic absurdu i porównywany do maltretowania zwykły mały klaps od którego się nie umiera i nie ma traumy na całe życie bynajmniej.
      • tytus_flawiusz miło spotkac kogoś kogo jeszcze stać 29.09.10, 15:43
        na trzeźwy osąd.

        niestety najwięcej o wychowaniu dzieci zdają się wiedzieć, ci którzy nie mają dzieci

        tak dla zobrazowania >> Brave new world
      • berta-live Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 15:47
        O zabezpieczeniach w domu nie słyszałaś. Nie słyszałaś też o sposobach komunikowania się z dziećmi. Natomiast o tym, że najważniejsze kto rządzi a kto jest rządzony i jak skutecznie kary wymierzać, wymuszać posłuszeństwo i tresować dwulatki i psy masz doskonałą wiedzę. Sama wprowadziłaś atmosferę walki o dominację w stadzie i tego kto komu dzisiaj dokopie, więc masz już tego pierwsze efekty.
        • miss.yossarian Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 00:11
          berta-live napisała:

          > O zabezpieczeniach w domu nie słyszałaś. Nie słyszałaś też o sposobach komuniko
          > wania się z dziećmi. Natomiast o tym, że najważniejsze kto rządzi a kto jest rz
          > ądzony i jak skutecznie kary wymierzać, wymuszać posłuszeństwo i tresować dwula
          > tki i psy masz doskonałą wiedzę. Sama wprowadziłaś atmosferę walki o dominację
          > w stadzie i tego kto komu dzisiaj dokopie, więc masz już tego pierwsze efekty.

          na szczęście o FK słyszała. zawsze może wejść i tu jej postawią diagnozę od ręki :)
          • zonka77 bardzo proszę berto 30.09.10, 22:05
            bardzo proszę o podanie zabezpieczenia przed nagłym wyrwaniem się dzieciaka na ulicy - rozumiem że mam jej z wózka nie wyciągać lub na sznurku prowadzić?
            Chętnie też posłucham jak wytłumaczyć dwulatce która uwielbia się spinać po meblach i kompletnie nie rozumie że może się zabić. A zwinna jest żaba bardzo i potrafi się wspinać. Rozumiem że usunąć z domu wszystkie meble wyższe niż 40cm lub chodzić za dzieckiem krok w krok non stop. Bądź zamknąć ją w kojcu może?
            Aha, nie - przepraszam, powinnam jej zrobić wykład na temat możliwych konsekwencji jej niebezpiecznej pasji licząc że z pewnością zrozumie i nie będzie się wspinała nie dlatego że ja jej stanowczo zabronię ale dlatego że będzie rozumiała że coś jej się może stać (np odpadnie z tych mebli, rypnie z wysokości 1,8 metra tyłem głowy o podłogę i się zabije.)

            Droga berto wiem że nie ja pierwsza pytam ale odpowiedzi nie znalazłam - czy ty masz dzieci?

            Chociaż to też nie do końca przesądza o tym że wiesz co piszesz - są dzieci i dzieci. Przykład mam na własnych. Moja młodsza w ciągu ostatniego roku zdołała wykombinować więcej niż starsza przez 9 lat. Taki typ (cudny i kochany nad życie taki jaki jest)
        • zonka77 tzn jakie efekty? 30.09.10, 21:54
          Że starsza córka kochana i grzeczna i poukładana a młodsza już całkiem dobrze łapie że mamy i taty trzeba słuchać? No, hyyym, w sumie to o taki efekt mi właśnie chodzi.
          Ano tak już jest że w moim stadzie rządzą dorośli i nie dyskutują wylewnie z dwulatkami na temat szkodliwości niebezpiecznych zabaw i ewentualnych skutków. Zwłaszcza jak dwulatki ledwo mówią a wysłuchać są w stanie mniej więcej dwóch zdań jasnych i prostych w przekazie.
          Ja nie muszę walczyć o dominację, jest to sprawą absolutnie oczywistą że moje dzieci nie dominują i nie będą dominować w naszym domu. Nie ma żadnej walki. To że moja dwulatka sprawdza granice jest absolutnie normalne. To że ja te granice wyznaczam i ich konsekwentnie pilnuję jest również normalne.
      • montyple Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 15:55
        Mam dwóch synów: 1,5 roku i 3 lata. Doskonale rozumiem Twoje rozterki, u nas też bywa różnie. Jak dotąd klapsy były 3 (starszy), z tym że po każdym wielki niesmak do siebie, bo to jednak wyraz bezsilności raczej był i nieumiejętności zapanowanie nad złością pod presją czasu i okoliczności niż przemyślana strategia wychowawcza. Myślę, że zadziałały głównie dlatego, że mały był w szoku. Na ogół uniemożliwiam, przytrzymuję, odwracam uwagę, pozwalam się wyzłościć i wyplakać nie zważając na karcące spojrzenia przechodniów. To bardzo dziwne, że złoszczące się dziecko od razu dostaje etykietkę "rozpuszczonego bachora". Przecież złość to normalna emocja, a dziecko dopiero się uczy nad nią panować. Rozpuszczeni to by byli, gdybym im dawała co chcą, byle się zamknęli.
        • berta-live Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 16:06
          To o czym piszesz, to znęcanie się psychiczne. Te można w pierdlu skończyć.
          • montyple Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 16:19
            Na to bym nigdy nie wpadła. Uważasz, że dziecko nie powinno się złościć? Uczyć odraczania przyjemności itp.? Ja pisałam o sytuacjach tzw. "kryzysowych", które nie zdarzają się co dzień. Jak Ty sobie radzisz w takowych, jeśli wolno spytać? A może jesteś psychologiem dziecięcym i potrafisz coś doradzić? Chętnie się dowiem, jak mogłabym lepiej wychowywać swoich chłopaków.
            • berta-live Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 16:49
              Z dwojga złego lepiej pozwolić mu się złościć i wyć przez kilka godzin niż np go pobić czy w jakikolwiek inny sposób zmuszać do kumulowania w sobie negatywnych emocji. Nie mniej jednak ideałem byłoby nie doprowadzanie dziecka do takiego stanu, bo to ani zdrowe dla niego nie jest ani niczego go nie uczy. Długotrwały stres, negatywne emocje, nienawiść do rodzica jaką wtedy odczuwa, uczucie porzucenia i braku wsparcia bliskich i upokorzenie jakie wtedy przeżyje mogą w nim utkwić na wieki.

              Odraczanie przyjemności na później nie jest efektem nauki, tylko dojrzałości układu nerwowego. I dopóki mu nie nie dojrzeją płaty czołowe, dopóty będzie żył chwilą i będzie wszystko chciał tu i teraz. A one dojrzewają same z siebie, dzięki hormonom a nie wychowaniu. To się dzieje dopiero około 5rż. Skoro ktoś nie potrafi pojąć, że przyszłość istnieje, to nie pojmie też tego, że jakieś rzeczy w tej przyszłości się wydarzą i on w tym będzie uczestniczył. Tak naprawdę jedynym skutecznym sposobem jest odwracanie uwagi. Też dlatego, że dzieciak żyje chwilą i jak się zainteresuje czymś innym to o poprzedniej rzeczy najzwyczajniej w świecie nie pamięta. Jak nie wierzysz to sobie poeksperymentuj na dzieciach i sama się przekonasz jak ich umysł funkcjonuje. Zobaczysz, że coś co wydarzyło się godzinę wcześniej jest tak samo odległe jak coś co było 2tyg wcześniej. Że jak go zostawisz sam na sam z cukierkiem i powiesz, że jak go nie zje w ciągu 15min to dostanie całą paczkę cukierków, to on tego cukierka zje. Że nie potrafi pracować na symbolach ani uczyć się niczego z telewizji.
              • pompeja Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 16:55
                Moja czterolatka wie, że do babci pojedzie w sobotę. Sobota jest sobotą, nie "za chwilę". Tak samo dziś robiła w przedszkolu kasztanowe ludki, zaś soczek od pani dostała wczoraj. Jak jest lato to ona ma urodziny, a niedługo będą święta i choinka z mikołajem.

                Poeksperymentuj na dzieciakach? - ty tak mówisz? Nie skrzywi to umysłu dziecka? :>
                • berta-live Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 17:03
                  Czterolatka to prawie pięciolatka, czyli już powinna zaczynać pojmować zawiłości czasoprzestrzeni. I nie wiem czy wie, bo powtarza, czy wie bo pojmuje.
                  Bo mimo wszystko są to dwie różne rzeczy. O czym wie każdy kto kiedykolwiek uczył się matematyki.;)
                  • pompeja Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 17:06
                    Nie zaczyna się zdania od "bo" :)

                    Czterolatka to nie jest pięciolatka. Dla dzieci jeden rok to wiele. Powinnaś o tym wiedzieć. Trzylatek też wie o sobocie i liczy dni, nauczył się w przedszkolu. Trzylatek to prawie pięciolatek, ale jednak zostaje nadal 36ciomiesięczniakiem.
                    • berta-live Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 17:17
                      Czterolatek to prawie pięciolatek, bo jedne dzieci dojrzewają szybciej inne później. Część czterolatków świetnie sobie radzi z jakimiś abstrakcyjnymi pojęciami ale istnieją też i siedmiolatki dla których czas to czarna magia. O dorosłych nie wspomnę, bo podobno główną przyczyną patologii i menelstwa jest właśnie to, że ci ludzie nie potrafią wybiec myślami w przyszłość dalej niż 2 tygodnie. Nie można generalizować. Poza tym tak jak mówiłam czym innym jest nauczenie się czegoś jak papuga a czym innym pojmowanie tego.
              • miss.yossarian Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 00:13
                berta-live napisała:

                > Z dwojga złego lepiej pozwolić mu się złościć i wyć przez kilka godzin niż np g
                > o pobić czy w jakikolwiek inny sposób zmuszać do kumulowania w sobie negatywnyc
                > h emocji. Nie mniej jednak ideałem byłoby nie doprowadzanie dziecka do takiego
                stanu, bo to ani zdrowe dla niego nie jest ani niczego go nie uczy. Długotrwały
                > stres, negatywne emocje, nienawiść do rodzica jaką wtedy odczuwa, uczucie porz
                > ucenia i braku wsparcia bliskich i upokorzenie jakie wtedy przeżyje mogą w nim
                > utkwić na wieki.

                > Odraczanie przyjemności na później nie jest efektem nauki, tylko dojrzałości uk
                > ładu nerwowego. I dopóki mu nie nie dojrzeją płaty czołowe, dopóty będzie żył c
                hwilą i będzie wszystko chciał tu i teraz. A one dojrzewają same z siebie, dzię
                > ki hormonom a nie wychowaniu. To się dzieje dopiero około 5rż. Skoro ktoś nie p
                > otrafi pojąć, że przyszłość istnieje, to nie pojmie też tego, że jakieś rzeczy
                > w tej przyszłości się wydarzą i on w tym będzie uczestniczył. Tak naprawdę jedy
                > nym skutecznym sposobem jest odwracanie uwagi. Też dlatego, że dzieciak żyje ch
                > wilą i jak się zainteresuje czymś innym to o poprzedniej rzeczy najzwyczajniej
                > w świecie nie pamięta. Jak nie wierzysz to sobie poeksperymentuj na dzieciach i
                sama się przekonasz jak ich umysł funkcjonuje. Zobaczysz, że coś co wydarzyło
                > się godzinę wcześniej jest tak samo odległe jak coś co było 2tyg wcześniej. Że
                > jak go zostawisz sam na sam z cukierkiem i powiesz, że jak go nie zje w ciągu 1
                > 5min to dostanie całą paczkę cukierków, to on tego cukierka zje. Że nie potrafi
                > pracować na symbolach ani uczyć się niczego z telewizji.

                nie odpowiedziałaś na ważne pytanie jak ty sobie radzisz w takich sytuacjach? :D:D:D
                • berta-live Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 13:32
                  A co ma piernik do wiatraka jak ja sobie radzę. Ważne, żeby te które zdecydowały się na rozród umiały kulturalnie zajmować się dziećmi. A jak nie potrafią to niech się zajmą np wypasaniem krów albo strzyżeniem trawników, a nie opieką nad dziećmi. Bo to, że ktoś nogi potrafi rozkładać jeszcze nie oznacza, że potrafi się dzieckiem zająć. A, że większość ułomnych ludzi nie ma pojęcia o swojej ułomności, to od tego jest opieka społeczna, policja, sądy rodzinne i postronni obserwatorzy wzywający odpowiednie służby jak coś się źle dzieje, żeby odbierać dzieci nieudacznym rodzicom.
                  • miss.yossarian Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 18:54
                    berta-live napisała:

                    > A co ma piernik do wiatraka jak ja sobie radzę. Ważne, żeby te które zdecydował
                    > y się na rozród umiały kulturalnie zajmować się dziećmi. A jak nie potrafią to
                    > niech się zajmą np wypasaniem krów albo strzyżeniem trawników, a nie opieką nad
                    > dziećmi. Bo to, że ktoś nogi potrafi rozkładać jeszcze nie oznacza, że potrafi
                    > się dzieckiem zająć. A, że większość ułomnych ludzi nie ma pojęcia o swojej uł
                    > omności..

                    dlatego też uświadamiam ci jak bardzo radosne są twoje wynurzenia wszystkowiedzącej niepraktykującej matki. te upominania, diagnozy, oczywiste oczywistości spod znaku "dziecka trzeba pilnować".. żeby było jasne, nie rozmawiamy tu o patologii, tylko o normalnych sytuacjach które przytrafiają się najbardziej uważnym rodzicom. tak, rodzic to też ojciec, a nie tylko matka-idiotka która nogi rozkładać potrafi - swoją drogą co za wulkan frustracji... chcesz o tym porozmawiać?
              • qw994 Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 07:13
                > Z dwojga złego lepiej pozwolić mu się złościć i wyć przez kilka godzin niż np g
                > o pobić czy w jakikolwiek inny sposób zmuszać do kumulowania w sobie negatywnyc
                > h emocji.

                A myślisz, że matki mają na to czas? Żeby dziecko wyło przez kilka godzin rano, bo na przykład chce założyć czerwone spodenki, a nie niebieskie? Matka w związku z tym nie pójdzie do pracy?
                • berta-live Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 13:28
                  Dzięki bogu nie mają. Inaczej to już totalna patologia by się w domu zrobiła. A tak dla świętego spokoju zakłada się niebieskie i zapomina o sprawie.
                  • trypel Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 14:07
                    berta-live napisała:

                    > Dzięki bogu nie mają. Inaczej to już totalna patologia by się w domu zrobiła. A
                    > tak dla świętego spokoju zakłada się niebieskie i zapomina o sprawie.

                    Pamiętam taki wyjazd narciarski parę lat temu. Sami ojcowie z córkami (3 facetów i 5 dzieci). Pierwszego poranka konflikt bo 5latka odmówiła założenia kombinezonu bo ma ładne spodnie i kurteczkę z misiem. Ryk histeria itd... namówilismy tatusia na bunt i powiedzielismy że to jej problem a my ubrani wychodzimy. Dogoniła nas na recepcji przepraszając tatusia i mówiąc że go strasznie kocha i bedzie grzeczna. I była. Nastepne 5 dni szykowanie się do wyjscia wszystkich razem trwało jakies 15 minut. Potem przyjechała jej matka i znów sie zaczeło. Kolega przyjezdzał na stok godzinę po nas bo przeciez dziecka nie mozna tak stresować.
                    brrrrrrrr
                    • berta-live Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 14:47
                      Obawiam się, że cel nie uświęca środków. 5-latki mają jeszcze lęki separacyjne i tym podobne. Co kończy się tym, że dziecko dostaje jakiegoś lęku napadowego z powodu porzucenia przez rodzica w jakimś obcym miejscu. I zostawienie jej samej w schronisku to była klasyczna tortura. I nie dziwę się, że zrobiłaby wszystko, żeby ojciec nadal się nią opiekował, łącznie z zaspokojeniem go seksualnym. O czym świadczył sam fakt mizdrzenia się do niego po całym zajściu. Takie rzeczy to można zrobić jak się ma z nastolatkiem do czynienia, bo on traumy nie będzie miał z powodu zostania w schronisku. Najwyżej będzie żałował, że sobie na nartach nie pojeździł i wkurzy się słuchając opowieści jak było fajnie a on nie tego nie doświadczył.

                      Nie mówiąc o tym, że jakby dziecko było ciut mniej samodzielne i jednak by się nie ubrało, tylko zaczęło histerycznie wrzeszczeć, to w ktoś zadzwoniłby na policję. A potem wszystkie gazety by się rozpisywały, jak to nieodpowiedzialny ojciec zostawił dziecko samo w schronisku a ono tam szoku dostało.
                      • montyple Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 14:57
                        Berta, Ty to jednak jesteś ekstremistka ;)
                        Fakt, że zostawienie pięciolatki samej nie było najlepszym pomysłem. Lepiej gdyby ojciec z nią został, mówiąc że trudno, najwyżej ominie ich świetna zabawa, jak zmieni zdanie to niech da znać. Coś w tym stylu. Ale bez przesady. Jakie zaspokojenie seksualne, jakie mizdrzenie się? Co Ty pleciesz?
                        • berta-live Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 15:11
                          Poszłam o krok dalej, żeby dobitniej pokazać do czego można dziecko zmusić jak się będzie wykorzystywać wszystkie dostępne środki przymusu. I to zauważ bez bicia i jakiejś widocznej przemocy. Wystarczy tylko przyuważyć czego dzieciak się boi na czym mu ponad miarę zależy, żeby po krótkim czasie tańczył jak mu się zagra. Tylko, że chyba nie o to chodzi.

                          Ten mechanizm wykorzystują nagminnie producenci reklam i produktów dla dzieci, dlatego w niektórych krajach są zakazane.
                          • montyple Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 15:21
                            No, dla mnie to nie jest o krok dalej, ale jednak całe kilometry. Nie chodzi bynajmniej o środki przymusu, lecz wyznaczanie granic, których dziecko potrzebuje, aby czuć się bezpiecznie. I dość ograniczonego (ale jednak) wyboru. Zbyt dużej wolności dziecko nie jest w stanie ogarnąć. Stąd często frustracja tych wychowywanych "bezstresowo".
                      • trypel Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 15:08
                        berta-live napisała:

                        >
                        > Nie mówiąc o tym, że jakby dziecko było ciut mniej samodzielne i jednak by się
                        > nie ubrało, tylko zaczęło histerycznie wrzeszczeć, to w ktoś zadzwoniłby na pol
                        > icję.

                        dziecko sie nie ubrało. Przyleciała w rajtuzach. Histerycznie wrzeszcząc. Jak to miała standardowo w zwyczaju. Dlatego nikt już na to nie reagował.
                        Ale jaka grzeczna była przez następne dni. Do dzisiaj jej ojciec wspomina to z rozrzewnieniem a to już 4 lata :)
                        • berta-live Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 15:14
                          Nikt nie mówi, że przemoc nie jest skuteczna. Tylko, że skuteczna bardzo krótkoterminowo. I skuteczna głównie wobec jednostek słabych psychicznie. Dziecko z charakterem tak by się nie zachowało. I jest to klasyczne znęcanie się nad drugim człowiekiem, dlatego karalne.
                          • trypel Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 15:25
                            w teorii jestes swietna. Niestety tylko w teorii odkąd napisałaś że nie widzisz róznicy w zachowaniu dzisiejszych dzieci/młodzieży w stosunku do tych 1-2 pokolenia wczesniejszych. Karanych czesto i skutecznie.
                            A biorac pod uwagę że zdążyłem w życiu poznać parę szwedzkich bachorów wychowywanych bezstresowo już od dawna to tym bardziej umacnia mnie to w pczuciu że akurat tu to ja mam rację.
                            I wiem że mój syn bezstresowo wychowywany nie bedzie (raczej dzieki matce - za co Jej bardzo dziekuję z góry :) bo ja za miętki jestem). A jak ktoś nam zarzuci że nasze wychowanie podpada pod "karalne" to sie trzeba bedzie wyprowadzic do innego kraju.
                            • berta-live Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 15:38
                              Bo nie widzę. Co więcej, uważam, że współcześni ludzie i to bez względu na wiek są dużo mniej agresywni niż ci sprzed lat. I, że to wszystko to jakiś marketing polityczny jest. Szwedzi są z natury agresywni, wystarczy zerknąć do dowolnego podręcznika historii, żeby zobaczyć co wyprawiali i do czego są zdolni. I nie masz porównania do tego jaka była młodzież szwedzka sprzed 30-40 lat a jaka jest teraz. A ja sobie dam głowę uciąć, że taka sama albo jeszcze gorsza.

                              A co do stresowego czy bezstresowego wychowania, to nigdy nie jest to świadoma decyzja. Jak człowiek jest z natury agresywny, egoistyczny i bezwzględny to on w życiu nie będzie bezstresowo wychowywał dzieci, bo on taką ma osobowość, żeby wszystkich zmuszać, żeby tańczyli jak im zagra. A reszta to zwykłe dorabianie filozofii do swojego zachowania. Jak się zdarzy, że dzieciak odziedziczy po nim te cechy, to w domu jest horror. Jak odziedziczy dupowołowatość po innym członku rodziny i nie potrafi zawalczyć o swoje ani olać szurniętego rodzica, to kończy się to klasyczną przemocą w rodzinie i znęcaniem się nad słabszym.
                            • qw994 Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 18:45
                              > w teorii jestes swietna.

                              Też tak uważam...
                              • lacido Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 21:14
                                tak?
                                dla mnie te teorie są z kosmosu ;/
                      • miss.yossarian Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 19:07
                        berta-live napisała:

                        > I zostawienie jej same
                        > j w schronisku to była klasyczna tortura. I nie dziwę się, że zrobiłaby wszystk
                        > o, żeby ojciec nadal się nią opiekował, łącznie z zaspokojeniem go seksualnym.
                        > O czym świadczył sam fakt mizdrzenia się do niego po całym zajściu.

                        nie wytrzymam :D:D:D
                        • berta-live Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 19:43
                          > nie wytrzymam :D:D:D

                          Co akurat mnie nie dziwi. Jakbyś była inteligentniejsza to może byś zrozumiała coś z tego co piszę.
                          • miss.yossarian Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 23:23
                            berta-live napisała:

                            > > nie wytrzymam :D:D:D
                            >
                            > Co akurat mnie nie dziwi. Jakbyś była inteligentniejsza to może byś zrozumiała
                            > coś z tego co piszę.

                            no proszę, lansujesz kulturalną komunikację z 2-latkami, a tu takie epitety. dobrze że nie masz dzieci, z taką cierpliwością wylądowałabyś w pierdlu szybciej niż wróżysz zebranym tu matkom
                  • qw994 Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 18:43
                    > Dzięki bogu nie mają. Inaczej to już totalna patologia by się w domu zrobiła. A
                    > tak dla świętego spokoju zakłada się niebieskie i zapomina o sprawie.

                    Tylko gorzej, jak to kwestia założenia bądź niezałożenia czapki w mróz. Albo odmowy ubrania się w ogóle - też znam taki przypadek.
                    • berta-live Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 19:47
                      Jak zmarznie to i czapkę założy i ciuchy. Poza tym z dzieckiem to trzeba sposobem z nie przemocą, dlatego tak mało ludzi nadaje się na opiekunów.
                      • trypel Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 21:19
                        berta-live napisała:

                        > Jak zmarznie to i czapkę założy i ciuchy.

                        Nie wiesz co mówisz. Nie założy choćby zębami szczękało. Jesli bedzie uparte.

                        Poza tym z dzieckiem to trzeba sposob
                        > em z nie przemocą, dlatego tak mało ludzi nadaje się na opiekunów.

                        Jak ta ludzkość tyle tys lat przetrwała skoro w całej Polsce góra 10 osób spełnia Twoje wymagania?
                      • qw994 Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 21:30
                        > Jak zmarznie to i czapkę założy i ciuchy.

                        Jasne, a potem tydzień zwolnienia i antybiotyk :)
                        Łapę w ognisko tez pozwoliłabyś dziecku włożyć, bo by się awanturowało, że ono chce i koniec?
                        W pewnych sytuacjach nie ma mowy o żadnym kompromisie - granicą jest życie, zdrowie i bezpieczeństwo dziecka. 5-latek nie zrozumie, co dokładnie może się stać, jeśli wybiegnie na ulicę, bo dziecko tego po prostu nie ogarnie.


                        Poza tym z dzieckiem to trzeba sposob
                        > em z nie przemocą, dlatego tak mało ludzi nadaje się na opiekunów.

                        Wychodzi na to, że w twoim mniemaniu baaardzo niewielu by się nadawało :) No a popatrz, w tych nieporadnych okropnych rodzinach wyrastają szczęśliwe dzieci :)
                        • miss.yossarian Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 23:29
                          qw994 napisała:

                          > > Jak zmarznie to i czapkę założy i ciuchy.
                          >
                          > Jasne, a potem tydzień zwolnienia i antybiotyk :)

                          a jak nie będzie chciało połknąć antybiotyku to trzeba posadzić i wytłumaczyć, a jak to nie pomoże to trudno. widocznie taka jego wola :)
                      • yannika Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 04.10.10, 19:41
                        > Jak zmarznie to i czapkę założy i ciuchy.

                        Ale jak to tak, narażać dziecko na zmarznięcie? Przecież to znęcanie się jawne, jak możesz.
          • pompeja Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 16:36
            Matkobosko, za co do pierdla? Ja daję dziecku na dobranoc buzi i uczę ich myć ciało, w tym intymne części - co mi grozi?

            Ja tam pozwalam się wywrzeszczeć, wytupać czy położyć na ziemii w ataku złości. Nie ma co tłumić tego, bo wróci jak bumerang. Uspokoją się i będzie znów miło.
            • izabellaz1 Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 16:40
              pompeja napisała:

              > Ja tam pozwalam się wywrzeszczeć, wytupać czy położyć na ziemii w ataku złości.
              > Nie ma co tłumić tego, bo wróci jak bumerang. Uspokoją się i będzie znów miło.

              A widzisz, a powinnaś zabrać do psychiatry, nafaszerować lekami uspokajającymi, dzięki którym dzieci wpadną w upojny katatoniczny marazm i będziesz matką idealną idealnych (nie ukazujących ŻADNYCH emocji) dzieci ;)
              • pompeja Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 16:42
                No to to jest dobry pomysł. Mogę jednak sobie powtykać te piguły zamiast dzieciom i mieć zayebisty dzień? :D:D:D Taki wiesz "jaaazdaa"? Będzie mi zwisać co robią :P
            • montyple Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 16:57
              To co, spotykamy się w pierdlu? ;) Ty za te bezeceństwa do których się lekkomyślnie przyznałaś pewnie wyższy wyrok niż ja dostaniesz, nieszczęsna.
              • pompeja Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 17:00
                Tak pod sercem to przyznaję się jeszcze do usuwania "części ciała" dzieci, celowo (obcinam paznokcie, wyciągam gile - sorki :P i wynajmuję fryzjera to ścinania włosów). Masuję także klatkę piersiową (gdy chorują - nacieram) i mówię im, że je kocham, po czym przytulam, leżąc z nimi w łóżku. Wszystkiemu zazwyczaj przygląda się mężczyzna, czyli ich ojciec.

                Zrobimy sobie po tatuażu? Ja śpię na górze w celi!
                • montyple Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 17:11
                  Jedziesz po bandzie. Ja tam bez adwokata już do niczego się nie przyznam :P
                  Możesz wziąść górną pryczę, mnie obojętne. Ja sobie wytatuuję imiona dzieci może.
                  Mam nadzieję, że nie chrapiesz.
                  • pompeja Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 17:16
                    Nie wiem, czy chrapię. Jednak za chrapanie leję! :D Strzeż się!
                    • montyple Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 17:21
                      Aha, czyli nawet jeśli chrapiesz to natychmiast sama się uciszasz. Bardzo dobrze :D Chyba, że chodzi o inne lanie, to wtedy jednak biorę górną pryczę ;)
                      • pompeja Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 23:13
                        Mogę moczyć się w nocy, ale to będą łzy za moimi udręczonymi osobiście dziećmi ;)
            • lacido Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 21:16
              wg mnie lepiej byłoby uczuć innego sposobu wyrażania emocji :) ja wolałabym żeby osoby postronne nie cierpiały z powodu wrzasku mojego dziecka :) (wiadomo jak to jest, od razu myślą pewnie się nad nim znęca, trzeba wezwać policję ;) jeszcze spotkałabym taką Bertę i pudło murowane ;)
              • montyple Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 21:32
                Zgadzam się z Tobą. Oczywiście, że uczyć. Tylko to MUSI trochę potrwać. Oczekiwanie natychmiastowych efektów to trochę tak jakby instruktor jazdy posadził Cię po raz pierwszy za kółkiem, kazał jechać i dziwił się, że nie wiesz jak.
      • pompeja Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 16:32
        Otrzeźwiający klaps z nikogo nie robi kata. To moim zdaniem normalne, że chroniąc dajemy wyraźny komunikat.
        Pamiętam jak mi tak spieprzały dzieciaki, jak twoja dwulatka. Duży ten H&M? Mnie się tak schowały dzieciaki pod koszami w kerfurze, bardzo dużym kerfurze. Też na chwilkę straciłam z nich wzrok, odkładałam jakiś artykuł na niższą półkę, a oni czmych. Myślałam, że mi serce wyskoczy. Był klaps, podwójny.
        • zonka77 Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 22:32
          oj duży duży. Ale ona stała cały czas schowana za ubraniami dosyć blisko mnie - jakaś uprzejma pani wypatrzyła jej nóżki (na półce - nie na podłodze!!) moje dziecko doskonale się bawiło. Klapsa by dostała za to gdyby była starsza i wiedziała że tak nie wolno - tu był pierwszy raz i ona cała uchachana, naprawdę nie wiedziała że robi coś złego, po prostu się bawiła. Zresztą ja byłam tak szczęśliwa że się znalazła że klapsy mi wtedy nie w głowie były. Natomiast gdyby wykręciła mi taki nr celowo - zwiała i się schowała wiedząc że nie wolno i że mama umiera ze strachu to owszem, dostałaby klapsa.
    • wacikowa Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 17:02
      W życiu nie uderzyłam młodego. I w głowie mi się nie mieści jak można podnieść rękę na dziecko. Bo uciekło? Bezmyślność rodziców którzy własna głupotę rekompensują sobie przywaleniem dziecku. Tylko dzieci żal,że los pokarał ich takimi opiekunami. Później się dziwić ,że dzieciaki w szkołach są agresywne w stosunku do innych. Przemoc rodzi przemoc.
      Potem wielkie pretensje jak wyżej,że dzieciaki agresywne,że z nożami.
      Dzieciak rodzi się niewinny to my rodzice kształtujemy jego osobowość.
    • mamba8 Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 29.09.10, 21:06
      Nie mam dziecka, stąd nie uważam, żebym miała prawo/powód się wtrącać w czyjeś metody wychowawcze póki dziecku nie dzieje się rzeczywista krzywda.
    • trypel Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 08:26
      montyple napisała:

      > zaczęła głośno poniżać, że beksa, niegrzeczny, niedobry

      Tak niesamowicie poniżony 4latek jak nic bedzie musiał w przyszłosci korzystac z pomocy psychologa. Do tego problemy w szkole murowane. I pewnie zostanie politykiem. Albo złodziejem. I nie wiadomo co gorsze.
    • brzydal-is-me Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 10:07
      Babcia krzyczała na wnuka, gdy się jej nie słuchał??

      Och to straszne! Następnym razem jak najszybciej zawiadom policję, straż miejską, straż pożarną, rzecznika praw dziecka, TVN, TVP, Uwagę, Sprawę dla reportera i Pośpieszalskiego.

      Może trochę rozeznania, co jest wychowaniem a co znęcaniem się.
      • montyple Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 10:54

        >
        > Może trochę rozeznania, co jest wychowaniem a co znęcaniem się.

        Czego i Tobie życzę.
        Jak widać na każdym kroku skutki takiego "wychowania" są bardzo trudno odwracalne.
        Rodziny ze specyficznym modelem "wychowania" bywają jak sekty, nic się nie przedostaje do wewnątrz. Święcie wierzą, że ich postępowanie jest słuszne i skoczą do gardła każdemu, kto uważa inaczej. Cóż, bywa ;) Świata nie uratujemy, dlatego tak ważne są drobiazgi.
        • tytus_flawiusz Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 10:58
          jak na razie to Ty skaczesz do gardła każdemu... typowe dla fanatyczek nowych "religii"
          • montyple Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 13:39
            Przykro mi, że tak to odebrałeś. Nie miałam zamiaru urazić.
    • lacido Re: Gdy dziecku dzieje się krzywda... 30.09.10, 21:00
      ja mam większy problem z matkami, które z odległości 20m proszą dziecko by przestało np wyginać drzewka do samej ziemi oczywiste dziecko ma to w... nosie. Nie spotkałam się z biciem dziecka w miejscu publicznym.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja